Teksty nadesłane – 27. stycznia

Gen wolności

O Internecie, pisanym dużą literą, własności ,kradzieży , genie anarchii i rozjechaniu się wartości pokoleń.

Ten nieco barokowy tytuł ma sygnalizować mnogość problemów, z którymi teraz się stykamy. Z dużym zainteresowaniem obserwuję zbiorowe zachowania i indywidualne opinie wygłaszane z okazji podpisania umowy ACTA. W moim domu także wybuchła mała, pokoleniowa awantura. Zaczęło się od spraw wolności w Internecie, („młody” jest przyzwyczajony, że na każdy gwizd ma wszelkie nowości i natychmiastowy kontakt z kumplami ze świata) a skończyło się na rozważaniach o kradzieży ,stosunku do własności (w powszechnym mniemaniu „niczyjej”) aż doszło do absurdu czyli rozważań patriotycznych (czy musimy poddawać się dyktatowi Brukseli). ”Młody”, odpuścił Brukseli, dopiero na następny dzień, gdy dowiedział się Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że ”nie można zmuszać dostawców Internetu do zainstalowania systemu zapobiegania nielegalnego pobierania plików”. Gdy już wydawało się, że spacyfikowałam domowe nastroje i nieco przywróciłam system wartości, który wydawał mi się ważny, zostałam dobita przez ”starszą latorośl”. Po tej wizycie poczułam się ”jak wyciągnięta spod lodu” (nie wiem czy t o określenie nie jest już anachroniczne?). Już na tzw „dzień dobry” latorośl, zawodowo, pracująca za pomocą Internetu, zagroziła, że natychmiast wyjdzie z domu jeśli jestem za ACTA. Wysłuchałam więc argumentów o spisku mega korporacji ,które za ciężkie pieniądze ograniczają dostęp do kultury, że nic nie rozumiem i to co się dzieje to jest rewolucja, że ONI mają prawo do informacji, że i te zjawiska nie są zrozumiane przez „kościanych dziadków”, (wszyscy powyżej 40 lat), że musi się zmienić model finansowania kultury, że są już twórcy, którzy tak jak Neil Gaiman, zrozumieli, że umieszczanie swoich książek w Internecie przynosi im korzyści w postaci reklamy i sławy, która potem przekłada się na konkretne wydania papierowe. Przytoczony został przykład średniowiecznych Benedyktynów, którzy kopiowali, bez niczyjej zgody, książki i dzięki temu kultura się rozpowszechniała. Na zakończenie, żeby mnie dobić jęknął:” co ta Platforma wyrabia, tyle z nią wiązałem nadziei , nie ma na kogo już głosować „. Na moje nieśmiałe stwierdzenie, że przecież rząd konsultował ACTA z 27 organizacjami otrzymała odpowiedz, że „nie konsultuje się, konsultuje się uwolnienia chłopa pańszczyźnianego z jego wasalem”. Na „do widzenia” obiecano mi przysłać zestaw linków, które powinnam koniecznie przeczytać, by skorygować swój punkt widzenia i by porozumienie miedzy pokoleniowe było dalej możliwe.

Do tej pory to ja byłam tzw „przywódcą stada”. Tradycyjnym powitalnym pytaniem było: „co tam mamo w polityce”. Miałam też poczucie, że przekazałam jakiś, w miarę spójny, system wartości, który dawał mi bezpieczne samozadowolenie, że jestem liberalna i w miarę nowoczesna (raczej w poglądach a nie w technologii – bo tu słabo nadążam). Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że na moich oczach powstały dwa światy, z nieco innym systemem wartości, w którym bezwarunkowe przykazanie „nie kradnij” nie znaczy wcale „ nie kopiuj” . Ten nowy stosunek do wytwarzanych wartości jest usprawiedliwiany zachłannością mega korporacji i usprawiedliwiany słowem „mam prawo do..” Uświadomiłam sobie, że naprawdę istnieje odrębny świat Internetu – pisanego z dużej litery jak Pan Bóg (komputer sygnalizuje błąd gdy napiszemy to słowo małą literą!).

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 24. września

Netflix

Netflix pojawił się na rynku amerykańskim w 2004. Zrewolucjonizował system wypożyczania oraz oglądania filmów w USA. Każdy kto wykupił subskrypcje Netflixa miał dostęp do ich strony internetowej i w przeciągu dnia otrzymywał wybrane przez siebie pozycje filmowe. To co zrobił Netflix było fenomenalne. Już nie trzeba było chodzić do wypożyczalni ani martwic się o oddanie filmów w określonym czasie. Po obejrzeniu filmu, wkładało się dysk do koperty opłaconej przez Netflix i czekało na email z potwierdzeniem, że disk dotarł do Netflixa. Nawet jeżeli film zaginał, Netlix nie nakładał kar pieniężnych.

Netflix doprowadził do bankructwa inne wypożyczalnie, które nie miały szansy rywalizacji. Netflix był tani, miał ogromną selekcję filmów, a do tego osoby zajmujące się klientami były naprawdę mile i profesjonalne.
Netflix nie poprzestał na wysyłce filmów. W 2009 roku wprowadził „streaming” czyli bezpośrednie ściąganie filmów ze strony internetowej. Netflix wprowadził szereg urządzeń, które pozwalały za pomocą wifi oglądanie filmów na ekranie telewizora. Bulo to genialne posuniecie. Urządzenia nie są drogie ani trudne w podłączeniu. W zależności od subskrypcji, każdy mógł oglądać co chciał bez żadnego limitu. Netflix zainwestował ogromnę sumę pieniędzy aby nie było problemów w ściąganiu filmów. Jeżeli problem się pojawił, Netflix dawał zniżkę. Dodatkowo, Netflix podpisał kontrakty z niektórymi wytwórniami filmowymi płacąc miliony dolarów aby mógł udostępnić nowe filmy na swoim serwerze. Owo posuniecie było ogromnym sukcesem. Udziały oraz popularność Netflixa wzrosły ogromnie.

Continue Reading →

Życzenia Wielkanocne

Spokojnych Świąt Wielkanocnych, w gronie rodziny, przyjaciół, oddechu od trudu życia codziennego, dystansu, także wobec siebie, refleksji. I oczywiście odpoczynku od polityków i innych oszołomów…

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Azrael


Zapiski zza Atlantyku – 22 kwietnia

Miral

Wielkanoc, święto śmierci i odrodzenia, pogodzenia i przebaczenia. To szansa na rozpoczęcie czegoś nowego, to moment aby wyrzec się tego co złe, niedobre i negatywne w naszym życiu. To możliwość pójścia nową drogą, drogą dobra, pokoju, wybaczenia i zaakceptowania innych. A może to tylko słowa i rytuały, które powtarzamy każdego roku bo tak trzeba, bo przyzwyczajono nas do tego.

Zachodni Brzeg w Izraelu to miejsce niekończącego się konfliktu pomiędzy Izraelitami oraz Palestyńczykami. Najnowszy film Juliana Schnabela , „Miral”, oparty na autobiograf Ruli Jabreal ma miejsce na Zachodnim Brzegu. To film o generacji młodych Palestynek żyjących na Zachodnim Brzegu pod koniec lat osiemdziesiątych. To również film, który wzbudził ogromna kontrowersję oraz oburzenie ze względu na ukazanie Izraelitów jako tych, którzy są okrutni i bezwzględni. USA ma dużą populację żydowską, która trzyma się razem i wspiera Izrael w konflikcie z Palestyną oraz tymi, którzy są przeciwko Izraelowi. Ogólnie Amerykanie są za Izraelem. W USA istnieje strach przed kimkolwiek kto pochodzi z kraju arabskiego. Terrorysta to Arab. Żydzi w USA są szanowani, ale również w pewnym sensie znienawidzeni. Co jakiś czas synagogi są niszczone, lub ktoś ginie tylko dlatego, że jest wiary żydowskiej. USA od lat łoży duże pieniądze na gospodarkę Izraela i uważa Izrael za swojego najlepszego przyjaciela, często mając z tego powodu kłopoty. Atak na Izrael to atak na USA. Film Juliana Schnabela został uznany za anty-izraelski i wzbudził dużo kontrowersji. Wielu skrytykowało film nie dlatego, że jest źle zrobiony czy nieciekawy, ale dlatego, że jest skierowany przeciwko Izraelowi.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 16. lipca

Mad Mel

Wściekły, prawdopodobnie pijany i dyszący Mel Gibson, aka Brave Heart, krzyczy przez słuchawkę do matki swojego najmłodszego dziecka “Zgwałcą cię czarni i będzie to twoja wina bo ubierasz się jak …..; kim ty jesteś, skończysz w ziemi, potrafię to zaaranżować”. Trzy taśmy z pogróżkami oraz wyzwiskami nie tylko w stosunku to Oksany Grigorievnej obiegły media i Gibson, który od kilku lat miał przydomek rasisty oraz antysemity, stał eis ulubionym tematem Ameryki. Mel Gibson, przez wiele lat, przykładny ojciec oraz mąż nagle znalazł sobie nowy obiekt miłosny, porzucił żonę, dzieci i zamieszkał z rosyjską piosenkarką i wkrótce na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Sielanka nie trwała długo, na początku roku, Grigorievna podała, że Gibson uderzył ją w twarz powodując złamanie zęba. Para rozeszła się, a Gibson musiał wypłacić całkiem sporą sumę pieniężną na dziecko z Rosjanka. Pełna kultura. Ostatni film 54-letniego aktora zrobił klapę, powodem może być powtarzanie tej samej roli. Kiedy pierwsza taśma dostała się do opinii publicznej, prawdę mówiąc, nikogo to nie zdziwiło, że Gibson uważa Meksykanów za mniej niż ludzi, że jest rasista oraz antysemitą. Ostre słowa, ale słowa potwierdzone przez jego wypowiedzi.

Były ulubieniec milionów okazał się maniakalnym typem, pijakiem, który wypowiada słowa i obraza się na tych, którzy mają problem z jego wypowiedziami. Gibson, tak jak i sportowcy czy politycy, to osoba publiczna i za to ma płacone spore sumy pieniężne. Ze sławą jednak wiąże się pewien koszt, koszt braku prywatności oraz, ciągłej inwigilacji ze strony mediów oraz fanów, którzy nie zawsze są zbyt mili.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 20. maja

Trzy książki

Sebastian Junger, korespondent magazynu Vanity Fair wydał książkę pt. „War”, w której postanowił opisać codzienność młodego żołnierza w Afganistanie, żyjącego w ekstremalnych warunkach i któremu grozi śmierć w każdej minucie. Junger spędził kilka miesięcy w Afganistanie w jednym z plutonów, w prowincji Kunar, 25 mil od granicy z Pakistanem. Junger nie opisuje sytuacji politycznej w Afganistanie; jego bohaterami są młodzi żołnierze, którzy jak laboratoryjne szczury byli obserwowani prze autora, po to aby mógł on zrozumieć warunki w których żyli i jak te ekstremalne warunki, ataki ze strony Talibów, relacje z ludnością tubylczą wpłynęło na ich życie po powrocie do kraju. Żołnierze Drugiego Plutonu, otoczeni przez wroga z każdej strony, mieszkali w trudnych warunkach często bez wody, bez odpowiedniego żywienia oraz kontaktu ze światem. To co mieli to czas, broń i oczekiwanie. Zadaniem żołnierzy było zabicie wojowników oraz przekonanie ludności Korangali, że Amerykanie to przyjaciele a nie wrogowie. Junger opisuje czas kiedy nie było strzelania, oczekiwanie żołnierzy aby coś się wydarzyło, cokolwiek, gdyż warunki oraz miejsce były nie do zniesienia. Książka ma trzy rozdziały: Strach, Zabijanie oraz Miłość. Junger przedstawił brzydotę świata kiedy trzeba było zabijać i mieszkać w budynkach z karaluchami i tarantulami, jak również bezsilność żołnierzy w bezczynnym oczekiwaniu. Wojny nie można zrozumieć jeżeli się jej nie przeżyło oraz tych którzy w niej walczyli i z niej wracają. Mentalność żołnierzy, ich strach, aby ktoś przez nich nie zginął, strach pozbawienia kogoś życia, strach przed powrotem, złość, gniew, myśli samobójcze, samotność i brak zrozumienia, to cel książki Jungera, książki dającej ciekawy obraz bezsensu wojny prowadzonej przez Amerykanów.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. marca

Too bad…

Dobry thriller nie potrzebuje krwi, bicia, okrucieństwa czy przemocy, wystarczy aby reżyser potrafił ukazać sytuacje tak aby widz był niepewny, ciekawy i nerwowy. Ciemne, zachmurzone niebo, przerażające zimno od morza, atmosfera ukrytego niebezpieczeństwa, oraz tajemnica, która wyjawia się powoli, ale ciekawie w nowym filmie Polańskiego “The Ghost Writer” potwierdza, że Polański jest artystą w swojej sztuce. Film został ukończony w więzieniu, w atmosferze krytyki oraz potępienia i zniszczeniu człowieka, którego przez wiele lat uznawano za jednego z najciekawszych reżyserów. Scenariusz filmu jest fenomenalny, ciekawe ujęcia, kolory, dialogi oraz aktorzy, którzy zostali idealnie dobrani tworzą obraz, który zaskakuje. Ewan McGregor, który przedstawia się Pierce Brosnanowi jako „I am your ghost” jest perfekcyjny w roli pisarza zarabiającego jako „ghost- widmo”. Jest tym, który za kulisami opisuje wspomnienia sławnych ludzi i którego życie zostaje wplątane w zawikłaną sytuację, gdzie polityka i pieniądze są głównymi graczami w grze, której on sam do końca nie rozumie. Film jest oparty na książce Roberta Harrisa pt. „The Ghost”. Ale to dzięki Polańskiemu, w sposób jaki opowiada ta historie, powoli przekonujemy się jak potężna jest władza polityków oraz tych, którzy zarabiają na wojnie. Niestety, również widmo-ghost przeszłości Polańskiego jest dodatkowym bohaterem tego filmu. Film jest grany tylko w 134 kinach, sale są przepełnione od pierwszego seansu i film zarabia pieniądze. Typowo dla Amerykanów, kto pójdzie na film kogoś kto podał narkotyki trzynastolatce i ja zgwałcił?

Czy Amerykanie potrafią udzielić reżysera od jego kreacji? Według mnie, zawsze będzie grupa ślepców żądnych kary, która nigdy mu nie przebaczy i nie zrozumie. Ale pomimo ogromnego ataku na Polańskiego w USA, wielu go broni, próbuje wytłumaczyć system prawny i podziwia jego twórczość. Polański ma 77 lat. Prasa go nie oszczędziła. Po pojawieniu się filmu w kinach, w wielu gazetach ukazały się fragmenty wywiadu z żoną Polańskiego, Emmanuelle Seigner, dla magazynu Viva!. Oczywiście nie pominięto faktu, że miała 18 lat kiedy poznała Polańskiego, że reżyser był od niej o wiele lat starszy, ale trzeba przyznać również wspomniano, że są małżeństwem od 20 lat, z dwójka dzieci. Film zamknął usta wielu osobom, które uważały, że Polański się skończył, a jego filmy są niewarte zobaczenia. Film jest naprawdę dobrze zrobiony i został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez widzów, jak i krytyków. Tak jak w większości jego filmów, tak i w „The Ghost Writer” dziennikarze próbują się dopatrzeć podobieństw pomiędzy życiem prywatnym reżysera, a światem, który kreuje. Rozpatrują filmy typu „Repulsion” „Rosemary’s Baby’ czy „The Tenant”, doszukując się paranoi, symptomów szaleństwa odizolowanego człowieka, widma, które ginie w zawiłych sytuacjach. Nawet po przyznaniu Polańskiemu Oskara, wielu ignoruje jego twórczość i próbuje przedstawić go tylko jako gwałciciela nieletnich, człowieka wyuzdanego, bez morałów, oraz szacunku dla prawa. W jednym ze swoich wywiadów Polański powiedział „Uważają mnie za dobrego reżysera, wiem o tym, ale również za diabolicznego małego karla, karykaturę”. Z ciekawości przeczytałam posty, których było ponad 100 w The New York Times ludzi, którzy po recenzji filmu zatytułowanej „Polańskiego wizja ofiary” nie mogli się oprzeć, aby albo go skrytykować albo bronić. Nienawiść ze strony niektórych jest ogromna. Jakby ci ludzie nigdy niczego złego nie zrobili, jakby nie zdawali sobie sprawy, że jednak lata siedemdziesiąte były latami kiedy wszystko było wolno, kiedy to ludzie pod wpływem narkotyków robili co chcieli. W sprawie Polańskiego, oraz tego co wydarzyło się w 1977 roku, zawsze będzie podział opinii, a Polański będzie obiektem sarkastycznych żartów, drwin, krytyki i przez wielu zawsze będzie uważany za gwałciciela nieletnich i nikogo innego.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. marca

l

„The Hurt Locker”

Film „The Hurt Locker” zdominował Oskary. Nie „Avatar”, ani film o zwalnianiu ludzi, czy o czarnym chłopaku, który dostaje szanse w życiu nie wygrał z filmem o żołnierzach w Iraku. „The Hurt Locker” dostał najwięcej nagród, a Kathryn Bigelow, jako pierwsza kobieta reżyser otrzymała nagrodę Akademii.

Scenariusz do filmu został napisany przez Marka Boala, który przebywał w Iraku i postanowił zrobić film fabularny przypominający dokument. Film jest wstrząsający. Wychodząc z kina po obejrzeniu ma się wrażenie, że ten cały pył po wybuchu oblepia i zostaje, przypominając, że jest to codzienność ludności żyjącej w Iraku, oraz tych, którzy zostali wysłani aby ich bronic i walczyć z terrorystami. Nie jest historia grupy lub jednego żołnierza, jest to raczej historia serii wydarzeń w ich życiu, kiedy to każdego dnia ryzykują życie na ulicach Bagdadu rozbrajając bomby. Żołnierze w Iraku są zestresowani, bez odpowiedniego sprzętu, bez wystarczająco dużej ilości żołnierzy na tak duży teren i przede wszystkim myślący, jak przetrwać kolejny dzień i nie zginąć. Do dzisiaj ulice Iraku wybuchają od zdetonowanych bomb zabijających mieszkańców miasta oraz żołnierzy, którzy odbudowują Irak. Rozbrajanie bomb to niebezpieczna gra, w której można stracić życie w przeciągu sekundy.

Continue Reading →

„Takich przyjaciół nie życzę…”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony praktycznie na pniu. I o to być może w tym wszystkim chodziło, aby rozgłos, a właściwie skandal wokół książki, jej autora przyniósł wymierne efekty.

Po biografii Lecha Wałęsy, napisanej przez Pawła Zyzaka to następna publikacja książkowa, która wywołała takie emocje. O ile jednak tamta książka była dziełkiem natury czysto demaskatorskiej, napisana została pod tezę i w celu udowodnienia, że Lech Wałęsa pomnikową i nieskazitelną postacią nie był już od czasów młodości, to publikacja Domosławskiego, też demaskatorska, jest jednak pewnym materiałem do dyskusji o wielu sprawach i na wielu płaszczyznach. Jednak nie jest to pozycja traktując o całości zagadnienia pod tytułem „Ryszard Kapuściński – życie i twórczość”. I jak widzimy, jakie emocje ona wyzwala wśród czytających (a nawet tych, którzy jej nie dotknęli, ale wiedzą…), warto było ją wydać. Czy jednak jest ona warta rozgłosu ze względu na wartość merytoryczną – jest to inna sprawa. Niestety, Domosławski bardzo pobieżnie dotyka zagadnienia fenomenu twórczości Kapuścińskiego i jej znaczenia w wielu zakątkach świata. Skupiając się tylko na wątpliwościach i nieścisłościach nie dotyka magii książek Kapuścińskiego.

Continue Reading →

Kwiaty na brudnym śniegu

Finał kobiecego biegu narciarskiego na 30 km w okolicach Vancouver pozostanie w historii polskiego olimpizmu jednym z najpiękniejszych widoków i wspomnień. Obok klaszczącego samemu sobie Wojciecha Fortuny w Sapporo , czy pokazującego niezapomniany gest Władysława Kozakiewicza na letnich IO w Moskwie. I dla takich chwil warto sport oglądać, takie sytuacje wbijają nas w dumę.

Te Igrzyska Olimpijskie były dla polskiego sportu wspaniałe, najlepsze w historii, 6 medali, ze złotym na Justyny Kowalczyk, to osiągnięcie znakomite, jak na tak szczupłą reprezentację. I warte odnotowania, tym bardziej, że w historii polskich startów zdobyliśmy do tegorocznych igrzysk tylko 8 medali. Sukces niezaprzeczalny, ale zupełnie nieadekwatny do siły i znaczenia polskiego sportu zimowego na arenie międzynarodowej.

Nie winiłbym za to Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który jest tak naprawdę tylko organizatorem przygotowań olimpijskich wąskiej kadry, czymś w rodzaju sponsora i managera zawodników i trenerów. Problem jest głębszy, wymagający szerszej dyskusji. To sprawy organizacji polskiego sportu, jego zaplecza finansowego, bazy, zaplecza naukowego, klasy trenerów, ich wyszkolenia. Problem jest wielowarstwowy, zaczyna się w systemie szkolnictwa i selekcji , poprzez systemy związków sportowych, zasady finansowania.

Kilka przykładów, dotyczące polskich zawodników.

1. Adam Małysz i Justyna Kowalczyk, a także polscy biathloniści trenowani są przez szkoleniowców zagranicznych – odpowiednio Fina i Białorusinów. Dlaczego polska myśl szkoleniowa jest tu tak słaba?

2. Polscy panczeniści trenują ponad 200 dni w roku w Niemczech i Holandii. Dlaczego? Ponieważ nie ma w Polsce ani jednego sztucznie mrożonego, krytego toru łyżwiarskiego…

3. Dlaczego Polska ma jedną saneczkarkę i jedną drużynę bobslejową? Podobnie jak panczeniści, uprawianie tej dyscypliny w Polsce nie jest możliwe…

4. Polskie narciarstwo alpejskie reprezentowane było przez jedną zawodniczkę, która skupiała się na tym, aby nie zawieść swoich trenerów, przyjaciół i rodziny, i aby dojechać do mety, tak aby była sklasyfikowana. W Polsce nie ma tras, nie na stacji narciarskich, nie ma zaplecza trenerskiego, polskie narciarstwo alpejskie nie ma nawet systemu szkolenia centralnego. Warto by spytać Janusza Zielonackiego, dlaczego w polskich górach nie można wytyczyć choć 5. profesjonalnych tras…

5. Podobnie jak panczeniści, polscy snowboardziści muszą 3/4 roku spędzać zagranicą. Nie ma torów, rynien, skoczni do żadnej konkurencji w tej dyscyplinie w Polsce, podobnie jak do zjazdów na muldach, czy narciarstwa artystycznego…

Ten katalog można by ciągnąć długo. Polskiego narciarstwa klasycznego nie ma, alpejskiego – też nie ma, biathlon po odejściu Sikory i trenerów zagranicznych umrze, polski hokeiści jeżdżą dwa razy wolniej nie tylko od Czechów i Słowaków, ale nawet od Białorusinów, polskie łyżwiarki figurowe potrafią skakać tylko pojedyncze skoki.

Ale w Polsce przede wszystkim dalej nie ma zrozumienia dla faktu, że kultura fizyczna, sport, jest stałym składnikiem życia społecznego, jest elementem równie ważnym, jak edukacja, to wykładnik rozwoju całego społeczeństwa.

Azrael

———————————–

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Czytanki (nie)oszołomów – Stefan Bratkowski

Wczoraj zaprezentowałem materiał Piotra Bratkowskiego o książce Artura Domosławskiego o wielkim polskim reportażyście i pisarzu, Ryszardzie Kapuścińskim. Dziś opinia inna, a raczej wspomnienie, autorstwa bliskiego i długoletniego przyjaciela, nestora polskiego dziennikarstwa, Stefana Bratkowskiego. I tak jak poprzedni tekst, pozostawię to bez komentarza…

Azrael

————————————–

Stefan Bratkowski: Zdemaskować reportera


Wielkość w ogóle trudno się znosi, nie tylko w Polsce, choć u nas ponoć najciężej. Trzeba zrozumieć demaskatora. Zaprzyjaźnia się z wielkim człowiekiem, wchodzi do niego do domu, ale odkrywa, że to po prostu normalny człowiek, a w takiej sytuacji nie da się strawić jego wielkości. Dlatego nie można wymagać, by najpierw przybliżył nam po śmierci Kapuścińskiego jego twórczość. Cudza wielkość rani, kole, uwiera, nie można się dziwić, gdy ból ambicji własnej każe ją zdemistyfikować, odrzeć ze światowego na dobitek uznania i sławy. To naturalne. Pochwały dla „biografistyki” demaskatora świadczą, że to uczucia bardzo częste, prawie powszechne.

Jak odebrać chwałę reporterowi? To proste: trzeba mu odebrać wiarygodność, zaufanie czytelników i wydawców. Ukazać, że Kapuściński koloryzował, mitologizował, upiększał, słowem, zmieniał opisywaną rzeczywistość. Nawet w szczegółach się mijał z prawdą, jak z tym sikającym pieskiem w „Cesarzu”. Nie ważne, że to w ogóle nie reportaż, a wielka metaforyczna proza, wymierzona nie w cesarza Etiopii, lecz w nasz własny, a tym bardziej radziecki, ówczesny ustrój – na etiopskiej kanwie. Piesek się liczy. Z „Szach-in-szacha” usunął Kapuściński CIA, na pewno ze strachu, że CIA w rewanżu zdemaskuje go jako agenta wywiadu PRL; nie ważne, że i to dzieło nie dotyczyło wcale samego tylko Iranu. Jeśli ma się zdołować Kapuścińskiego, wolno nie rozumieć, czego dotyczyła ta proza.

Słyszę, że demaskator nie chciał demaskować… Ale sam tytuł książki – „Kapuściński non-fiction” – odsłania zamiar. Zamiar dużego formatu. Robić twórcę własnego mitu z człowieka bezpośredniego, bezpretensjonalnego, prostego w sposobie bycia – to swoisty wyczyn, dowód wielkich ambicji, na miarę Kapuścińskiego, żeby się na nim podwieźć do sukcesu.

Tak, trzeba demaskatora zrozumieć. Podziwiam, jak zręcznie i do końca potrafił omijać mój numer telefonu, telefonu człowieka, który przyjaźnił się z Ryśkiem 50 lat, czy telefonu Sławomira Popowskiego, u którego w Moskwie Kapuściński mieszkał przez dwa lata, zbierając materiał do „Imperium”. Omijał demaskator owe telefony, bo mógłby dowiedzieć się czegoś psującego słuszną perspektywę – a ileż pracy włożył w zebranie tylu chętnych, słusznych wypowiedzi, nawet takich przyjaciół, co to znali Ryśka przed 60 laty rok, dwa, w szkole! Znali słusznie. Na tyle, by wspólną dziecinność mianować „cynizmem”.

Dowiedzieliśmy się o „współpracy” Ryśka z wywiadem PRL. Nie pierwszy raz, Newsweek już chyba ze dwa lata temu objawiał wiedzę o „teczkach”, w których, jak się okazało, nic nie było. Dlaczego nie było? W roku 1959, po moim reportażu o Polskiej Agencji Prasowej, zaprosił mnie, jednego z rozbitków „Po prostu”, na rozmowę naczelny PAPu, Hoffman. Spytał mnie jako operującego językiem angielskim, czy bym nie miał ochoty na pracę korespondenta zagranicznego. Nie miałem, interesował mnie Kraj, ale nim odpowiedziałem, Hoffman dorzucił, że przy wyjeździe korespondent musi podpisać taki, wiecie, no, papier. Kiedy zobaczył, jak mnie to spłoszyło, pomachał ręką:

- Nie, nie, mylicie się… Kiedy kogoś wysyłam, odbywam z nim rozmowę i wbijam mu w głowę, żeby dobrze zapamiętał, że nasz korespondent nie może podejmować żadnej współpracy z wywiadem, bo w razie jej wykrycia stracimy placówkę i nikt już więcej tam nie dostanie akredytacji. Ten podpis to tylko formalność. Możecie zapytać swoich kolegów, którzy u nas pracują…

Pytałem. Tak było, jak mówił Hoffman, a dziś wiemy, że wywiad PRL po paru bezpłodnych latach skreślał korespondentów PAP ze swego inwentarza. Jeden z moich przyjaciół wysyłał do centrali PAP ze świata informacje nie wywiadowcze – o swych miejscowych znajomych, których można by zainteresować kontaktami handlowymi z Polską, przekazywał telefony, adresy, tematykę możliwych interesów, po czym, wróciwszy do kraju, znalazł wszystko, co przysyłał, w najniższej szufladzie biurka szefa redakcji zagranicznej… Wiadomości od korespondentów, które nie mogły ukazać się w prasie PRL, publikowano w „Biuletynie Specjalnym” PAP. Nigdy, o ile wiem, nie ukazały się drukiem korespondencje Ryśka z Kenii, gdzie zaprzyjaźnił się z młodym, chyba radykalnym, czarnoskórym przywódcą; nazwisko pamiętam do dzisiaj, po 50 latach – Tom M’Boya, po jakichś latach zginął bodaj w zamachu. I nie słyszałem, by ktoś spróbował przejrzeć te BSy.[...]

—————————–

Całość materiału na Studio Opinii

Czytanki (nie)oszołomów – 23. stycznia 2010 roku

Już jeden krótki tekst o książce Artura Domosławskiego, „Kapuściński non-fiction” napisałem, miałem jeszcze tej sprawie poświęcić trochę czasu. Ale ani nie jestem za bardzo do tego upoważniony, ani nie czytałem książki, w związku z tym oddaję głos dziennikarzowi „Newsweeka”, Piotrowi Bratkowskiemu, co i drogę Kapuścińskiego zna, ma tyle lat, że rozumie więcej, a do tego książkę Domosławskiego czytał. Mnie jego opinia przekonuje, że tę pozycję trzeba poznać i że na pewno nie zmieni ona mojego stosunku do osoby i twórczości Maestra.

—————————————————————————————————————————–

Biografia Kapuścińskiego: ani bajka ani lincz


Wiadomo już, że sąd oddalił wniosek o zakaz publikacji książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”. W całej sprawie wypowiadają się – czasem bardzo autorytatywnie – ludzie, którzy napisanej przez Domosławskiego biografii nie czytali. Ja akurat ją znam – i oto, co sądzę:

Dzieci lubią bajki. Gdy dorastają, przestają w nie wierzyć. To bywa bolesne.

Kiedyś jednak powtarzano, że bez tego bólu niemożliwa jest dorosłość. Ale świat się zmienił: dziś w cenie jest niedojrzałość. Dlatego i ludzie – ba, całe społeczeństwa – wolą bajki od prawdy. Bajka znieczula; prawda boli. I często – niepotrzebnie komplikuje świat, który najwygodniej jest postrzegać w prostych, zero-jedynkowych kategoriach.

Biograficzna książka Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction” zdążyła już wywołać skandal, choć jeszcze nie ukazała się. I nawet nie wiadomo, czy się ukaże. Od jej wydania odstąpiła oficyna „Znak”, dla której początkowo była przeznaczona. Zaś gdy wydawnictwo „Świat Książki” ogłosiło, że planuje na 1 marca premierę biografii Kapuścińskiego, wdowa po pisarzu złożyła w sądzie pozew, domagający się zakazu rozpowszechniania książki. I dodatkowo żąda, by sąd – w celu zabezpieczenia powództwa – do czasu ogłoszenia wyroku wstrzymał jej dystrybucję.

O ileż byłoby piękniej i prościej, gdyby o zamieszaniu z książką Domosławskiego, dało się opowiedzieć w konwencji bajki! Na przykład takiej, w której po jednej stronie stałaby kobieta, strzegąca dobrego imienia zmarłego męża. A po drugiej – inkwizytorski lustrator lub brukowy pismak, gotowi wdeptać wielkiego pisarza w szambo, w imię fanatycznie wyznawanej ideologii lub własnej, mierzonej siłą medialnej sensacji kariery. Albo bajki odwrotnej, jak w przypadku głośnego filmu o firmie Amway, gdzie siły Dobra reprezentował poszukujący prawdy artysta, zaś potęgę Zła – strzegąca swych sekretów tajemnicza korporacja.

Continue Reading →

Kapuściński, czyli podziękujmy SB

Bardzo często, praktycznie każdego dnia dziękuję Panu B., a przede wszystkim jednak sobie, że udało mi się w życiu nie ulec pokusom chodzenia w stadzie i z prądem dziejowym. Uchroniłem się przed nagabywaniem pezetpeerowskich naganiaczy, z daleka trzymałem się od „S”, a pracę społeczną w organizacjach studenckich wypełniałem sumiennie, dla… własnych korzyści. Wygodnictwo, koniunkturalizm? Oczywiście, ale przede wszystkim zawsze zdrowy dystans. Nawet pani oficer SB stwierdziła, że woli kawę ze mną bez zobowiązań, niż z przymusu służbowego…

Ten dystans wielokrotnie pozwolił nad przechodzeniem do porządku dziennego nad sprawami, co do których moraliści MUSZĄ mieć, z racji doświadczeń, a jeszcze częściej doktryny moralnej, wątpliwości.

Ryszard Kapuściński jest moim ulubionym dziennikarzem, reportażystą – dlatego, że to co pisał, jest nie tylko zapisem widoku i sytuacji, jakie się przed jego oczyma rozgrywały, ale jest on również dogłębnym obserwatorem zjawisk społecznych, politycznych i kreacjonistą świadomości. Nie cenię go tylko za to, co widział, ale jak widział, jak opisywał i jak potrafił to filtrować. Jego kunszt został doceniony na całym Świecie, w Polsce, jak zwykle to u nas bywa – najmniej.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 14. stycznia

“Avatar” – James Cameron rasistą?


Pod koniec filmu „Avatar”, najemnik, były żołnierz, który od samego początku był wrogo nastawiony do tubylców z wściekłością mówi do głównego bohatera „Jak to jest jak się zdradza swoja własna rasę?”. Jack Sully jest biały, najemnik tez jest biały, natomiast tubylcy są niebiescy. Dodatkowo film ukazuje w większości białych jako chciwe i pozbawione wartości moralnych istoty, które aby osiągnąć swój cel podejmują decyzje aby zniszczyć tzw. „święte miejsce” tubylców, którzy żyją zgodnie z natura, szanując każdą istotę oraz energię pochodząca z wszystkiego, co ich otacza.

Film zarobił krocie, ludzie idą kilka razy aby go obejrzeć. Ale film ma również wielu krytyków, którzy oskarżyli reżysera filmu, Jamesa Camerona o to, że jest rasistą. Według nich, Cameron ukazał białego jako dzielnego bohatera ratującego prymitywnych tubylców, którzy reprezentują grupę „nie-bialych” w USA. Według nich „Avatar” jest filmem lub raczej fantazją na temat rasizmu oczami białego. Owi krytycy twierdza, że „Avatar” przekazuje idee, że tylko biały może być „Mesjaszem”, tym który zbawi i uratuje istoty ludzkie przed wyginięciem. Główny bohater, Jack Sully, jest grany przez białego aktora, większość naukowców jest również grana przez białych aktorów, natomiast tubylcy to grani przez czarnoskórych aktorów. Dodatkowo krytycy filmu oskarżający Camerona o rasizm uważają, że jest film jest dobrą parabolą do wydarzeń z przeszłości, kiedy to biali w Ameryce wypędzili Indian. Opinie „nie-bialych” w USA, są takie, że fajnie by było, gdyby chociaż raz Hollywood pokazał, ze „nie-biali” też są wstanie się sami uratować i mogą być tymi, którzy ratują Świat.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 11. października

Roman

Zacznę od tego, że lubię Polańskiego jako aktora i jako reżysera.
Ameryka uważa, że Roman Polański to pedofil i potwor. Polański napoił nastolatkę szampanem, dal jej Quaalude i odbył z nią stosunek, niecałkowicie konwencjonalny, dlatego został oskarżony dodatkowo o sodomię. Polański ma 76 lat, robi filmy, ma rodzinę, prowadzi spokojne życie i można zgodnie przyznać, że nie zagraża nikomu. Jeżeli kiedykolwiek stanowił zagrożenie, to było to w 1977 kiedy to wymiar sprawiedliwości USA miał możliwość ukarania go za ten czyn. Słuchając wypowiedzi na temat tego co Polański zrobił, wydawać by się mogło, że był to jedyny gwałt w stosunku do kobiety, biorąc pod uwagę czas oraz ilość artykułów napisanych na ten temat (ten wliczając). A przecież tak niedawno, w Gwinei ,w Afryce, podczas pokojowej demonstracji, kilkadziesiąt kobiet zostało brutalnie zgwałconych, mało kto o tym mówi. Ile kobiet jest codziennie bitych, gwałconych, dotykanych przez obcych lub obrzucanych wulgarnymi słowami, i jest to akceptowane. Ile nastolatek jest codziennie pokazywanych w TV, w magazynach czy serialach wykorzystujących ich wygląd po to aby sprzedać produkt? I nikt nie widzi w tym nic złego. Jest to ogólnie akceptowane. Wiele z tych nastolatek nie ma nawet 15 lat.

Continue Reading →

Inteligencki PRL

Kilka dni temu minęła kolejna rocznica Manifestu PKWN, 65. Nie była hucznie obchodzona, bo i nie ma czego tak naprawdę świętować, dokument sporządzony w Moskwie nie był ani żadną konstytucją, był tylko aktem założycielskim państwa, którego suwerenność była mocno problematyczna. Jednak PRL był, i jest dalej, ojczyzną dla wielu żyjących nadal i odżegnywanie się od niego, próba udowodnienia, że się urodziło w roku 1989, a z tamtymi czasami ma się luźny związek, nie ma specjalnie sensu. PRL był Polską, w której żyło kilkadziesiąt milionów ludzi, który zostawił po sobie dorobek, w którym żyli obok siebie ludzie o różnych poglądach, przeszłości i reprezentujący różne wartości i sposób na życie.

Polska lat 1944 – 1989 opisywana była przez wielu, ale zbiorczego opisania tamtych czasów nie znajdziemy, tym bardziej, że nie jest możliwe napisanie historii takiej, która by odpowiadała wszystkim, i na wszystkie pytania. Historia żyje w dalszym ciągu w ludziach i ich wspomnieniach.

Jakiś czas temu otrzymałem w prezencie książkę, zatytułowaną „Mój PRL”, autorstwa Aleksandra Jerzego Wieczorkowskiego (PW Rzeczpospolita SA, Warszawa 2007). Otrzymałem ją od samego autora, mojego redakcyjnego kolegi z gazety internetowej Studio Opinii, z prośbą „o życzliwą lekturę”, jak zostało to napisane w dedykacji. Przeczytałem tę pozycję chętnie, nie tyle życzliwie, bo książki, a szczególnie biografie, czy autobiografie, powinno się czytać z dystansem, a o tym, czy po przeczytaniu można dalej myśleć życzliwie o jej autorze, czy już tylko „życzliwie”, decyduje… subiektywna ocena.

Nie będzie więc to recenzja, bo książka zresztą nie ma ambicji być dziełem literackim, lecz raczej zapisem świadomości, i pewną ekspiacją człowieka, który w tamtych czasach uczestniczył aktywnie w życiu literackim i dziennikarskim Warszawy i PRL.

Continue Reading →

Presley i Jackson

“Nie będę płakał po Michaelu Jacksonie”, żeby nawiązać do pewnego znanego powiedzenia, ponieważ nie była to moja muzyka, ani moje poetyka przeżywania. Czego innego słuchałem w czasach jego świetności, czego innego słucham teraz, kiedy na topie są gwiazdeczki typu Britney, czy lady Gaga (?). Chciałby zwrócić uwagę tylko na kilka drobnych, a może ważnych, socjologicznie spraw;

Dziwna i wymowna jest zbieżność losów MJ i Elvisa Presley’a. Obydwaj z biednych rodzin, obydwaj z rodzin nie do końca normalnych (matka Presley’a była alkoholiczką, ojciec Jacksona oskarżany był o przemoc i kazirodztwo), obaj nie mieli poukładanego życia. Zmarli młodo, przyczyną pośrednią albo i bezpośrednią było uzależnienie od lekarstw.

Obaj nie stworzyli stylu muzycznego, który zapewnił im nieśmiertelność (Presley – rock and roll, Jackson – soul), obaj też skończyli karierę jako przedstawiciele popu. Jednak to oni będą, na wsze czasy postrzegani jako królowie muzyki. To dzięki Presley’owi rock and roll wyszedł z małych rozgłośni, a Jackson wyprowadził murzyńską muzykę z wytwórni Motown Records. No, i połączyła ich przecież Marie Lisa, córka Elvisa…

Jednak chyba najważniejsza i najtragiczniejsza zbieżność losów tych dwóch muzyków i piosenkarzy, genialnych w tym, co robili, było to, że obaj się wznieśli na wyżyny muzyczne i uwielbienia, aby następnie z nich się zsuwać w dół, aż do zatracenie i symbolicznej śmierci. Odcięci od świata realnego, praktycznie pozbawieni wsparcia (choć relacje MJ z niektórymi członkami rodziny nie były najgorsze), w sumie infantylni i naiwni.

Jednak rola kulturowa Jacksona jest nieporównanie większa. Był artystą multietnicznym, pierwszym czarnym muzykiem gatunku popularnego, który przełamał bariery, co zauważył już dawno Quincy Johns (który jest bezspornie współtwórcą jego sukcesów). Nie był tylko muzykiem czarnym, ale robił wszystko, nie tylko w przenośni, aby stać się białym. I to białą kobietą, ponieważ jego wzorcem była… Diana Ross.

Jackson, genialny muzyk był całkowicie bezradny wobec mechanizmu show biznesu. Dzięki niemu zrobił karierę, on go przemodelował gruntownie, zabił jego tożsamość i zniszczył. I jego talent również. To on potrafił pierwszy wykorzystać telewizję i potrafił się wykorzystać klip muzyczny. To co zostało z Jacksona w ostatnich 15 latach, było już tylko jego odbiciem. Została tylko jego muzyka, która już jest dawno kanonem, mającym wpływ na wiele innych gatunków muzyki.

Ale jego osoba będzie stawiana w kulturze i historii murzyńskiej emancypacji obok pastora Martina Luthera Kinga, Malcolma X, Muhammada Ali…

Azrael