„Polska została dziś zawłaszczona przez sondażokrację” – Wawrzyniec Konarski

Polityka w Polsce, a zwłaszcza członkostwo w którejkolwiek z izb parlamentu okazało się znakomitym biznesem, jest połączeniem działalności politycznej z konkretnymi korzyściami merkantylnymi. Z prof. Wawrzyńcem Konarskim, politologiem UJ rozmawia Azrael.

Prof Wawrzyniec Konarski, www.centrumprasowe.swps.pl

Azrael Kubacki: Panie profesorze, jak Pan ocenia tegoroczną kampanię, czy da się do niej przyłożyć jakieś schematy, szablony z poprzednich kampanii wyborczych do parlamentu?

Prof. dr hab. Wawrzyniec Konarski: W sensie formy nie jest to kampania agresywna. Są w niej złośliwości, ale nie ma to tak ostrego wymiaru, jak słynny „dziadek z Wehrmachtu”, podobnych epitetów nie możemy znaleźć w tegorocznej kampanii. Co do jakości… jednak jest trochę merytoryczna, co mnie osobiście cieszy. Retoryka smoleńska ma w niej minimalne znaczenie. Wielokrotnie wcześniej sygnalizowałem, że najlepszym sposobem dialogu jest punktowa forma wypominania rządzącym tego, czego oni nie zrealizowali, pomijając motywacje atakujących, dlatego, że jest to pewna forma dialogu, choć na dużą odległość. Debaty Tusk – Kaczyński raczej nie będzie, ale jednak pewna znamiona dyskusji pomiędzy nimi są, jeden wyraża pewną opinię, a drugi się do niej odnosi, choć oczywiście tylko wtedy, kiedy jest im to na rękę.

Jakościową zmianą w tej kampanii jest to, że praktycznie całą kampanię po stronie PO wziął na swoje barki Donald Tusk, zajmuje się nie tylko strategią, ale również taktyką jej prowadzenia. Okazuje się po raz kolejny, że PO jest wewnętrznie partią bardzo oligarchiczną, w istocie wodzowską, ale jest to przekazywane w sposób miękki do mediów. W przypadku PiS-u mamy do czynienia z władzą w partii sprawowaną w sposób całkowicie autorytarny, natomiast w przypadku Donalda Tuska mamy autorytaryzm miękki co do formy, ale za to twardy co do treści. Oczywiście, tego na zewnątrz nie widać, nici wewnętrznych powiązań są ukryte, ale patrząc na brak cyrkulacji elit wewnątrz PO, widać twarde zarządzanie partią. Jest to siła Donalda Tuska, ale również jego słabość, ponieważ on sam musi być i mózgiem i motorem swojej formacji. Zdał sobie sprawę, że na niewielu swoich ministrów i współpracowników może liczyć.

Continue Reading →

Pod białą flagą

Tegoroczna kampania wyprana jest z treści jak żadna inna do tej pory. Tak do końca nie wiadomo, czy jest to wina partii politycznych i sztabów wyborczych, czy może jednak jakości przekazu mediów. Bo media, szczególnie te elektroniczne, są już bardziej tabloidami, niż ośrodkami opinii i kontroli działalności polityków. Króluje narracja, marketing, przekaz wizualny, a nie słowo, dyskusja, program. Choć jest jedno słowo, które w tym roku, przed październikowymi wyborami robi furorę. To słowo debata.

Wszyscy dyskutują o tym, kto, kiedy i z kim będzie debatował. Jak na drugi miesiąc oficjalnej kampanii wyborczej, odbyła się do tej pory jedna poważna debata telewizyjna, dotycząca spraw ochrony zdrowia. Szefowie najpoważniejszych partii politycznych tokują samodzielnie przed kamerami, jak zrobił to Jarosław Kaczyński w Polsat News i TVP Info i Donald Tusk w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej. Innych szefów partii trudno zobaczyć w klasycznych debatach przedwyborczych, raczej są to relacje z „terenu”, ze spotkania z wyborcami. Ale trudno z tych spotkań wyciągnąć jakiekolwiek wnioski co do programów, planów, zamierzeń partii politycznych po wygranych wyborach, lub w opozycji. Wprawdzie wszyscy wszystkim zarzucają brak programu i pomysłów na Polskę, ale jednocześnie twardo trzymają przy piersi swój własny program. I istnieje takie podejrzenie, że tego programu nie mają. Tu w najlepszej sytuacji jest Platforma Obywatelska, która po prostu może zaproponować kontynuację swojego programu i rządzenia, co jak pokazują sondaże, w dłuższym okresie, wyborców zadowala.

Continue Reading →

Lech Kaczyński – ocena

Metropolita warszawski, kardynał Kazimierz Nycz, przypomniał kilka dni temu, że zgodnie z tradycją polską, ale również katolicką, po roku od śmierci kończy się okres żałoby. Nie oznacza to oczywiście tego, że bliskim, ale i dalszym nie należy się chwila refleksji i wspomnień. Przyjrzyjmy się prezydenturze tragicznie zmarłego, razem z innymi 95 osobami Prezydenta RP.

Dokonując oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego trzeba przypomnieć dwie proste prawdy. Pierwsza to ta, że jego tragiczna śmierć w katastrofie komunikacyjnej nie podnosi wartości jego prezydentury, jako całości, a druga, że choć nie był prezydentem wszystkich Polaków, jak niektórzy chcą nam wmówić, należy oceniać jego urzędowanie w kontekście interesów całego państwa i wszystkich obywateli.

Tuż po katastrofie usiłowano stworzyć atmosferę, że śmierć Lecha Kaczyńskiego i jego żony jest ostatecznym argumentem podkreślającym jego unikalność i wielkość. Śmierć na podmokłych polach przed smoleńskim lotniskiem miała być zwieńczeniem jego polityki społecznej i historycznej, cokołem pomnika jego prezydentury. Ci, którzy zaczęli już kilka dni po katastrofie ten spiżowy pomnik kuć, przesadzili jednak, inicjując pochówek pary prezydenckiej na Wawelu. Coś, co miało zwieńczyć wielkość Kaczyńskiego, ukazało jego prawdziwy format. Coś, co miało go zrównać z wielkimi Polski, ustawiło go w przedsionku wielkości, jak jego sarkofag o stopień niżej od grobu Marszałka Józef Piłsudskiego.

Continue Reading →

Rocznica

 

O pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej można pisać w wielu aspektach. Trudno jest jednak pisać o wszystkim. Tym bardziej, że skupiając się na jednych sprawach, zapomina się o innych. Uświadamia to wyemitowany w TVN24 film Ewy Ewart, „W milczeniu”, który pokazał, jak dyskutując o tym, kto jest winny katastrofie, kto za nią i jej wyjaśnienie odpowiada, zapomniano o najważniejszym – o ludziach. Tych, którzy zginęli porankiem 1o kwietnia na lotnisku smoleńskim, i tych, którzy pozostali. Rodziny tragicznie zmarłych zostały przez ten rok poddane traumatycznym doświadczeniom, naciskom, manipulacjom, w części zostały zostawione same sobie. Niektórzy z nich jednak sami uczestniczą w medialnych i politycznych spektaklach. Część zupełnie świadomie i bez skrupułów.

I.

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, z prezydentem państwa na czele, wielu znakomitych działaczy, senatorowie, posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było nigdzie w czasach pokoju tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, tragedia jest tak wielka nie tylko śmiercią prezydenta państwa, ale również tak wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znalazło się wielu ludzi stale, trwale i znacząco mających wpływ na funkcjonowanie państwa. Obserwując jednak to, co się działo przez pierwsze dni po katastrofie, widać było wyraźnie, że państwo poradziło sobie z tym, w wymiarze stabilności. Ani przez moment nie czuło się żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. Demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działały w warunkach ekstremalnych.

Katastrofa i tragedia nie przewartościowała podejścia do polityki, odpowiedzialności za sprawy państwa i społeczeństwa. Nie nastąpiło mityczne porozumienie narodowe, ponad podziałami. To nie jest rzecz w demokracji uwzględniana w katalogu procedur państwowych. Wprost przeciwnie – katastrofa tylko pogłębiła, w sposób nieodwołalny, podziały społeczne, polityczne. To, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie pod wpływem traumy ataków na WTC i Pentagon, nastąpiło zjednoczenie i polityków i społeczeństwa, w Polsce nie mogło mieć miejsca. Emocje i tragedia, poza krótkotrwałym okresem żałoby narodowej i do czasu wyborów prezydenckich, szybko opadły i nie przerodziły się w trwałą wartość polityczną i społeczną. Doświadczenia polskie po śmierci Jana Pawła II wskazują, że Polacy doskonale wczuwają się w atmosferę tragedii – i szybko zapominają, jakie nauki powinni z niej wyciągnąć.

Wbrew niektórym opiniom, państwo sobie radzi również z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy. Minął rok od niej, ale praktyka innych wielkich katastrof wskazuje, że to nie jest długi okres na wyjaśnienie wszystkich okoliczności upadku polskiego samolotu. Gorzej jednak, że nikt nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za to, dlaczego głowa państwa i 95 innych osób musiało zginąć. Wbrew pozorom, odpowiedzialność za katastrofę i jej wyjaśnienie nie skupia się tylko na rządzących.

Continue Reading →

Bezpośrednia przyczyna katastrofy

 

Panuje dość powszechny pogląd, zweryfikowany zresztą badaniami opinii publicznej, że nie poznamy przyczyn katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Przyczyn tego ma być wiele, argumentacja jest z reguły bardzo zdecydowana. Zamach, który należy ukryć za wszelką cenę, rosyjski albo polski, a najpewniej i jednych i drugich, awaria samolotu, rosyjskie błędy obsługi lotniska, a może jednak naciski na pokładzie samolotu, którym uległ polski pilot? Tylko, że jak do tej pory za żadną z tych tez nie przemawiają dowody, jakie udało się Rosjanom i Polakom zebrać. A jeżeli tak, to przyczyna katastrofy jest znana, szkoda jednak, że wiedza o niej nie może się przebić przez polityczną mgłę.

Gdyby wyjść z ogółu problemu dochodząc do szczegółów, to główną i jedyną bezpośrednią przyczyną upadku polskiego samolotu są błędy w szkoleniu polskiej załogi, jej słaba odporność psychiczna, którą można opisać modnym, ale tu wyjątkowo pasującym określeniem o braku asertywności. Dotyczy to głównie pierwszego pilota, de nomine dowódcy samolotu kapitana Arkadiusza Protasiuka. Na pokładzie samolotu znajdował się zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent RP, Lech Kaczyński i najwyższa kadra oficerska Wojska Polskiego. Arkadiusz Protasiuk i jego zastępca,major Robert Grzywa, mieli świadomość, na jaką uroczystość lecą, że spóźnieni wylecieli z Warszawy że niewylądowanie może mieć poważne reperkusje. Dla nich, pilotów i oficerów, ale również dla osób będących na pokładzie. To mogły być reperkusje prestiżowe i polityczne. Nie wiemy do końca, czy załoga w ogóle rozpatrywała poważnie alternatywę odejścia na inne lotnisko. Kapitan Protasiuk poddany był, być może niezwerbalizowanej, ogromnej presji, ponieważ dowódcą tego statku powietrznego nie był on, lecz prezydent Lech Kaczyński, zwany w gwarze lotniczej Pasażerem albo Head, a jego przedstawicielem w kabinie pilotów był generał Błasik. Kilkanaście minut wcześniej w kabinie pojawił się dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusz Kazana. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą reperkusje, nie tylko dla niego, jeżeli samolot nie przyziemi na smoleńskim lotnisku. Być może piloci nie mieli czasu na to, aby po prostu zastanowić się nad tym, aby podjąć własną, w pełni autonomiczną decyzję.

Continue Reading →

Komu pomniki?

Nie ma wątpliwości, że katastrofa pod Smoleńskiem 10 kwietnia ubiegłego roku była ciosem w prestiż polskiego państwa. I choć doskonale dało sobie radę z sytuacją kryzysową i nie zostało osłabione, to jednak jego wizerunek został nadszarpnięty.

To co się działo w sferze politycznej również można zaliczyć do swoistych katastrof. Jedni wykorzystują tragiczne wydarzenia do rozgrywek politycznych i budowania swojej pozycji, inni nie potrafią tego ukrócić i brakuje im determinacji, aby przeciąć polityczną hucpę. Jedni wypadek komunikacyjny stawiają na równi ze zbrodnią katyńską, drudzy nie potrafią przeciwstawić się temu, biorąc przynajmniej cześć odpowiedzialności na swoje barki. Wyjaśnienie okoliczności jakie doprowadziły do tragicznych wydarzeń na podsmoleńskim jest prowadzone atmosferze piętrowych rozgrywek – pomiędzy polskimi politykami, a także pomiędzy politykami polskimi i rosyjskimi.

Nigdy nie byłem zdania, że tragedia smoleńska odmieni polską politykę i zmieni ton dyskusji, debaty, spowoduje przewartościowania i odbuduję zaufanie Polaków do polityków i organów przedstawicielskich państwa, Sejmu i rządu. Polscy politycy oderwali się od tego, co się nazywa służbą publiczną i odpowiedzialnością. Nie sądziłem jednak, że to co się wydarzyło przez rok od katastrofy jeszcze bardziej pogłębi podziały społeczne. Nie minęło nawet 48 godzin od katastrofy, a już rozpoczęły się spory i polityczne podchody, wywołane decyzją o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. I dyskusje o podobnym charakterze trwały praktycznie nieprzerwanie – najpierw o tym, kto i dlaczego ma prawo do żałoby po Lechu Kaczyńskim, komu należy się prawo do wątpliwej spuścizny po prezydencie, w jaki sposób i gdzie uhonorować pamięć po nim. Właśnie po nim, a nie po wszystkich zmarłych. W pewnym momencie przybrało to żenujący, skandaliczny dla całego społeczeństwa spektakl pod nazwą „Walka o krzyż”.

Continue Reading →

Po zamachu

Już wczoraj się coś kroiło, kiedy Antoni Macierewicz na spotkaniu ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego oświadczył, że nigdy publicznie nie głosił hasła zamachu na prezydencki samolot pod Smoleńskiem. I dziś już wiadomo – Prokurator Generalny RP, Andrzej Seremet, w imieniu swoim i prokuratury wojskowej oświadczył, że ta (w świetle przeprowadzonego dochodzenia, na podstawie dostępnych informacji, analiz, przesłuchań, dowodów, etc.) wykluczyła możliwość zamachu, i zawiesiła prowadzenie w tej sprawie dalszych czynności. Nie oznacza to wszakże, że jeżeli się pojawią nowe materiały, a może nawet tylko wnioski, ten wątek nie zostanie z powrotem przywrócony do prac prokuratury. Może to stać się nawet bardzo szybko, ponieważ prokuratura rosyjska ma przekazać w najbliższym czasie następną porcję dokumentów, z własnego śledztwa.

Polscy „badacze” katastrofy smoleńskiej z grubsza dzielą się na dwie grupy – pierwsza uważa, że zamach był, a winni są „ruskie z Putinem i Tuskiem”, oraz drugą, według której winny jest sam Tusk, ponieważ pozwolił się rozegrać Putinowi, aby podzielić wyjazdy na obchody rocznicowe do Katynia i źle zorganizował wyprawę prezydenta. Trzecia grupa, która zakłada, że przyczyną są błędy organizacyjne, ludzkie i splot nieszczęśliwych okoliczności, z mgłą na czele, jest lekceważona przez zwolenników teorii spiskowych. Dzisiejsze stanowisko polskiej prokuratury nie przekona pewnych swoich racji, ponieważ nie mamy oryginałów czarnych skrzynek (choć mamy ich zapisy), nie mamy badań wraku, skrzydła urwanego przez brzozę, nie mówiąc o samej brzozie. Nie przekona ich, że polskie instytuty, takie jak choćby Wojskowy Instytut Chemii i Radiometrii, dokonały badań, które wykluczyłyby wszelkie ślady mogące świadczyć o wybuchu, a do tego polska prokuratura ma w tej materii już od dawna wyniki badań prokuratury rosyjskiej. No i przecież, nawet po zeznaniach złożonych przed polskimi prokuratorami przez rosyjskich kontrolerów, nie można wykluczyć celowego sprowadzenia Tu-154M poza ścieżkę i poza kurs.

Continue Reading →

Jak kreowano mit

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki spoczęło na Wawelu, w przedsionku krypty Józefa Piłsudskiego. To miejsce uznano za warte tego zaszczytu dla prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej. Czy rok temu były rzeczywiste argumenty, aby aż tak uhonorować Lecha Kaczyńskiego? Tak, wtedy były. Zginął na posterunku, jego pomnik na Wawelu stał się swoistym epitafium dla grobów polskich oficerów z Katynia i innych miejsc kaźni. Lech Kaczyński był przyzwoitym człowiekiem, dobrym ojcem, mężem, ciepłym człowiekiem. Ale również wiele przesłanek świadczyło o tym, że nie zasługuje na takie miejsce. Dorobek polityczny, a przede wszystkim to, co już wówczas wielu obserwatorów zauważało, że Lech Kaczyński dzielił, a nie łączył Polaków. I zrobiono wszystko, aby pomimo nawoływania do jedności obywateli w obliczu tragedii (nie mówiąc o elitach politycznych), dzielił także po śmierci…

Już przed pogrzebem uważano, że sama decyzja złożenia Lecha Kaczyńskiego w kryptach wawelskich była kontrowersyjna, także tryb jej podjęcia – a głównie motywacje, jakie za nią stały. Kto ją ostatecznie podjął – tak do końca nie było wiadomo. Czy był to Jarosław Kaczyński, czy najbardziej uprawniona do tego córka zmarłych, czy jednak zagrały tu po prostu interesy? Interesy Kościoła, tego krakowskiego, kardynała Stanisława Dziwisza, czy może interesy polityczne formacji, której sprzyjał zmarły prezydent?

Continue Reading →

Młody, zdolny…

Zabierając się do tekstu, należy zrobić analizę dostępnych materiałów, co dziś nazywa się po polsku „researchem” (nie mylić z ziemkiewiczowskim „riserczem”). Dziś to dość łatwe, bo jeżeli nie piszemy materiału głęboko naukowego, to wszystko jest praktycznie dostępne w sieci internetu. Dziś postanowiłem zająć się postacią młodego prawnika, z ambicjami politycznymi, choć się od nich odżegnuje, Marcina Dubienieckiego.

Tyle się mówi, pisze, że wokół Prawa i Sprawiedliwości nie ma młodych, zdolnych, wykształconych, aspirujących do miana elit. I taki się pojawił, Marcin Dubieniecki. Przyjrzyjmy mu się.

Po wpisaniu imienia i nazwiska naszego bohatera w najpopularniejszej wyszukiwarce internetowej, informacje o Marcinie Dubinieckim wyskakują na stronach obficie. Na pierwszym miejscu są portale typu pudelek.pl, kozaczek czy inny pomponik, zaraz za nimi wysypują się linki do stron największych tabloidów, a potemto już poważne tytuły. Tylko, ze te poważne tytuły kierują linkami do artykułów o działalności naszego bohatera nie wiele mającej wspólnego z czystą polityką, nie mówiąc o jego działalności adwokackiej, czy doradczej, ale raczej do niezbyt chlubnych informacji z obrzeży, żeby nie powiedzieć – z marginesu.

Młody, zdolny zięć zmarłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego jest obiektem zainteresowania mediów, ale niekoniecznie, tak jakby sobie tego życzył. Najpierw pokazywano go lekko z boku, jako męża zbolałej po śmierci pary prezydenckiej córki Marty. Potem pan Marcin szukał już sam kontaktów z mediami, wypowiadając się na temat katastrofy smoleńskiej, z nader śmiałymi tezami, a nawet, jak na prawnika przystało, wnioskami, jak choćby ten, że polskim śledczym przydałby się żydowski, dobrze ustawiony doradca prawny albo, że zamach na samolot prezydencki nie jest wcale wykluczony, oczywiście ze strony „wiadomych sił”. Następny etap aktywności, to promowanie siebie i swojej żony w dziedzinie polityki, poczynając od dywagacji o starcie w wyborach parlamentarnych, na premierostwie kończąc. Dubienecki nie tylko widział swoją żonę nie tylko jako strażnika i spadkobiercę spuścizny Lecha Kaczyńskiego – on widział siebie jako zstępcę politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Następne odcinki serialu, to te, kiedy Dubieniecki zostaje już samorzutnie odkryty jako zdolny prawnik, szybko znajdujący drogę do ułaskawienia małego hochsztaplera przez swojego teścia, a następnie zdolny biznesmen, który z tym samym człowiekiem, oczywiście już nieskazitelnie czystym, robi interesy. Epilogiem serialu z główną, skomplikowaną rolą naszego bohatera jest odcinek, w którym wymienia on ciepłe opinie z dziennikarzami, takie jak „niech pan się ode mnie odp…”. Na koniec wygląda na to, że mecenas Dubieniecki nie jest zadowolony z tego miniserialu (niecały rok), ponieważ ostatnio na lewo i prawo komunikuje, że spotka się ze scenarzystami w sądzie. Nie wiem, czy uważa, że został źle obsadzony, czy gaża była za mała, czy może ci, do których adresowany był serial, nie zrozumieli przesłania.

 

Continue Reading →

Wrzutki i odpowiedzialność

Polskie media pełne są „wrzutek” na interesujące czytelników i widzów tematy. Te wrzutki stają się powoli dominującą narracją, przysłaniającą rzeczywiste problemy i zagadnienia spraw. Dziwnym trafem autorzy wrzut nigdy nie zostają odkryci i ukarani za ujawnienie tajemnic państwowych lub śledztw, niezależnie od tego, czy są to instytucje wymiaru sprawiedliwości, służby specjalne, policja. Wielokrotnie można odnieść wrażenie, że nie chodzi o ujawnienie prawdy, ale jej zaciemnienie i skierowanie uwagi mediów i ich odbiorców na inne tory.

Okazuje się, że informacja o tym, że pomiędzy generałem Andrzejem Błasikiem, a formalnym dowódcą samolotu Tu-154M, kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem doszło rankiem 10 kwietnia 2010 do kłótni, wiadome było od dawna. Opisywał to zresztą w swojej książce, poświęconej katastrofie smoleńskiej dziennikarz śledczy, Jan Osiecki, ale wtedy było to jeszcze tylko domniemanie. Teraz mamy do czynienia z filmem, zapisem z kamer video z lotniska wojskowego i informacjami zdobytymi przez „Gazetę Wyborczą” od anonimowego funkcjonariusza BOR-u. Ale najdziwniejsze jest to, że ów funkcjonariusz do tej pory nie został przesłuchany ani przez komisję państwową Jerzego Millera, ani przez prokuraturę wojskową, prowadzącą polskie śledztwo.

Continue Reading →

Spodziewany raport MAK

Raport moskiewskiej komisji, MAK, z założenia międzynarodowej, a de facto rosyjskiej, silnie umocowanej na Kremlu nie powinien nikogo, kto uważnie śledził wszystkie dostępne informacje i materiały. Śledził i racjonalnie analizował, bez odwoływania się do teorii spisków, zamachów, bomb termicznych, zakłóceń urządzeń samolotu, czy wręcz podstawienia drugiego tupolewa i uprowadzenie pasażerów. Jest zaskoczeniem jednak dla tych, którzy uważali, że Rosjanie pozostaną bezstronni i przyznają się do swoich błędów. Od razu napiszmy – błędów, które nie były główną przyczyną katastrofy Tu-154M, ale tylko błędów pozwalających polskim pilotom na pójście prostą drogą ku do upadkowi samolotu w podmokłym zagajniku.

Jak wielokrotnie już pisałem, przyczyn katastrofy powinniśmy szukać najpierw u siebie, w Polsce, przed wylotem samolotu, może wiele miesięcy, a nawet lat wcześniej. Bo to, że załoga była nieprzygotowana do tego lotu jest wynikiem wcześniejszych zaniedbań w 36. pułku, polskim lotnictwie, systemie szkolenia. To, że lot się w ogóle zaczął, jest winą nie pilotów, ale tych, którzy zdecydowali, że mają oni lecieć bez sprawdzonej i potwierdzonej prognozy pogody, aktualnych kart podejścia na lotnisko, znajomości statusu i wyposażenia lotniska, braku tak zwanego lidera na pokładzie, nie znając procedur lądowania na wojskowym rosyjskim lotnisku, a przede wszystkim bez programu lotu, zakładającego rozwiązania alternatywne, niż tylko lądowanie na lotnisku Sewiernyj. Jeżeli dodamy do tego presję, jaka musiała lotowi towarzyszyć i brawurę polskich pilotów (pamiętajmy, że lądujący wcześniej polski JAK40 też złamał procedury), to do tej katastrofy dojść musiało.

Na pokładzie samolotu znajdował się zwierzchnik sił zbrojnych, prezydent RP, Lech Kaczyński i generał Andrzej Błasik, przełożony i tak naprawdę dowódca lotu. Piloci samolotu, kpt. Arkadiusz Protasiuk i mjr Robert Grzywa mieli świadomość, na jaką uroczystość lecą, że spóźnieni wylecieli z Warszawy i, że pomimo sygnałów i sugestii rosyjskiej służby naziemnej o odejściu na lotniska zapasowe, niewylądowanie może mieć poważne reperkusje. Raport MAK-U nie myli się w tej części, gdzie sugeruje presję na pilotów. Jest jasne, że dowódca załogi poddany był ogromnej presji. Dowódcą tego statku powietrznego nie był kapitan Protasiuk, lecz prezydent Lech Kaczyński, a jego przedstawicielem w kabinie pilotów był właśnie generał Błasik, a kilkanaście minut wcześniej w kabinie pojawił się dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ, Mariusz Kazana. Pilot doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie będą reperkusje, nie tylko dla niego, jeżeli samolot nie przyziemi na smoleńskim lotnisku…

Continue Reading →

Myląca „Mgła”

Film „Mgła” Joanny Lichockiej i Marii Dłużewskiej jest dokumentem, ponieważ poprzez wypowiedzi byłych pracowników Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przedstawia fakty i sytuacje przed katastrofą 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem, w jej trakcie, i to co się działo po niej. Jest autentyczny, na ile autentyczne i szczere są w nim wypowiedzi jej bohaterów. Bo bohaterami są pracownicy Lecha Kaczyńskiego, a nie sam prezydent.

Ale nie jest to film rzetelny, nie powstał po to, aby przedstawić w sposób obiektywny sytuacje i działania, które doprowadziły do katastrofy i wszystko, to co się działo po niej. To film polityczny, zapis świadomości i opinii pewnej grupy ludzi, nie tylko współpracowników zmarłego prezydenta, ale przecież również polityków, także aktywnych teraz, ponad pół roku po katastrofie. To również materiał, który będzie wykorzystywany propagandowo, partia, z którą współpracował Lech Kaczyński, Prawo i Sprawiedliwość, działa dalej, powstaje ruch pamięci o zmarłym prezydencie, a kreowanie mitu męczeństwa i wyjątkowości jego osoby i jego dokonań jest w pełnym rozkwicie.

W tej warstwie politycznej film jest jednym wielkim oskarżeniem przeciwników Lecha Kaczyńskiego, począwszy o to, że to z inspiracji rosyjskiej przedstawiciele rządu dokonali podziału wizyt. Prezydenta i premiera w rocznicę zbrodni katyńskiej, że próbowano Lecha Kaczyńskiego zmarginalizować i zmusić do rezygnacji z wizyty w Katyniu. Tych oskarżeń jest w filmie więcej, między innymi o to, że próbowano przejąć władzę prezydencką bezprawnie, a także o to, że od razu zmarginalizowano środowisko kancelarii. Wprost oskarża się stronę rządową o działania nieetyczne. Nie ma jednak w filmie oskarżeń o to, kto doprowadził do katastrofy, ani prób wyjaśnienia jej przyczyn. Nie ma żadnych teorii spiskowych, żadnych sugestii, żadnych oskarżeń.

Continue Reading →

Na rok 2011

Prognozowanie tego, co może się zdarzyć w roku 2011 może być oczywiście bardzo zawodne, szczególnie, jeżeli popatrzymy wstecz, na rok miniony. Nikt nie mógł przewidzieć katastrofy smoleńskiej, która od 10 kwietnia jest punktem odniesienie i polityczną cezurą. Nikt nie mógł przewidzieć skali powodzi, które w mniejszym stopniu, ale również wpłynęły na życie polityczne i społeczne.

Możemy prognozować sprawy natury politycznej, czy ekonomicznej, ale też w zakresie ograniczonym, co pokazał choćby kryzys ekonomiczny z roku 2008, który większość ekonomistów zaskoczył, choć symptomy bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych, a także handlu derywatami, powinny zaniepokoić specjalistów już kilka lat wcześniej. Dziś wszyscy się spodziewają kryzysów finansów wielu państw i załamania euro, ale nikt nie wie, jak on będzie wyglądał i czym się zakończy.

Zostańmy przy sprawach w miarę pewnych.

1. Na polską politykę będzie rzutowała sprawa wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Na polską politykę i na relacje polsko-rosyjskie, ale w zakresie mniejszym, niż się przypuszcza. Nieuniknione jest to, że politycy i zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości będą robić wszystko, aby wykorzystać to do doraźnych celów politycznych – zbliżają się przecież wybory parlamentarne, a Jarosław Kaczyński nie ma i nie będzie miał argumentów innej natury, aby pokonać Platformę Obywatelską. Sądzę jednak, że będą to działania bezskuteczne. Podjęte ostatnio kroki, aby sprowadzić sprawę na odpowiednią płaszczyznę, odszukania przyczyn katastrofy wokół samego lotu. I powoli ten punkt widzenia zaczyna się przebijać do świadomości, że winnych (bezpośrednich) upadku TU 154M należy szukać w trójkącie generał Andrzej Błasik – załoga samolotu – wieża kontrolna na lotnisku Siewiernyj.

Kluczowe do wyjaśnienia i zamknięcia sprawy nie będzie wcale sprawozdanie międzypaństwowej komisji MAK i rosyjskiej prokuratury, ale wyniki prac polskiej komisji, pod przewodnictwem min. Jerzego Millera i polskiej, wojskowej prokuratury. Nie zmienią tego polityczne próby wmieszania w sprawę polityków, ani próby umiędzynarodowienie dochodzenia, komisja Macierewicza, wzywanie amerykańskich kongresmenów, czy natowskich generałów. Wyjaśnienie wszystkich okoliczności, przyczyn i praprzyczyn katastrofy zależy od działania polskiej komisji i polskiej prokuratury – to one i tylko one powinny otrzymać uprawnienia do przedstawienia konkluzji końcowych, zaleceń i ewentualnie wniosków dla sądu.

Continue Reading →

Ekshumacja w obronie mitu

I znów kolejna wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego wzbudziła emocje. Niezdrowe emocje. Oto okazuje się, po ośmiu miesiącach po uroczystym pogrzebie, Kaczyński nie jest przekonany, że na Wawelu leży jego brat, obok bratowej. Ponoć po przewiezieniu ciała ze Smoleńska tak bardzo się ono zmieniło, że nie przypominało brata, Lecha. Nic, tylko kolejny spisek, być może Rosjan, a może krajowych przeciwników… Tylko w związku z tym dlaczego pozwolił, aby w grobie, miejscu sanktuarium narodowego, kryptach królów i Józefa Piłsudskiego, leżał „uzurpator”. A może to wina proszków, że w ogóle nie poznał brata? A może wątpliwych jest więcej? Czekam na słowa potwierdzające, na przykład Joachima Brudzińskiego, który Kaczyńskiego w podróży wtedy towarzyszył.

Już w kilka dni po katastrofie pod Smoleńskiem, kiedy zapadła decyzja o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, było wiadome, że sam wypadek, jak i postać Lecha Kaczyńskiego będą wykorzystywane w polityce. Katastrofa od samego początku obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, była środkiem do realizacji celów politycznych. I choć brat zmarłego prezydenta odżegnywał się w kampanii wyborczej wprost do samego wypadku, to już jego zaplecze takich skrupułów nie miało. A sam Kaczyński już w wieczór wyborczy dał do zrozumienia, że gra pamięcią brata rozpocznie się na całego.

Continue Reading →

Pusta spuścizna

Ekspulsje polityczne w Prawie i Sprawiedliwości jeszcze się nie zakończyły. Politycy, posłowie parlamentu polskiego i unijnego, robią wszystko, aby Jarosława Kaczyńskiego denerwować i prowokować, ale jednocześnie nie odchodzą samodzielnie z partii. To taktyka, mająca na celu podtrzymanie zainteresowania mediów sytuacją wokół dysydentów i spodziewanego powołania nowej formacji, z drugiej strony politycy podejrzewani o chęć „dezercji” do Joanny Kluzik-Rostkowskiej prowadzą w dalszym ciągu kampanię wyborczą w regionach. Zarówno Paweł Poncyliusz, jak i inni „liberałowie” mają rozpisane marszruty na kolejne konwencje i wiece wyborcze partii Jarosława Kaczyńskiego. Ale podejrzewam, że Mariusz Błaszczak, Joachim Brudziński i inni „twardogłowi” bacznie obserwują, z kim i o czym „podejrzani” rozmawiają. I w czyim imieniu…

Jak się okazuje, Joanna Kluzik-Rostkowska i związani z nią politycy nie tylko chcą zabrać ze sobą mandaty poselskie, a może i część struktur organizacyjnych PiS-u, ale również pewne polityczne i ideowe przesłania. Marek Cichocki, swego czasu doradca minister Anny Fotygi i samego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, opublikował na portalu wydawnictwa „Teologii Politycznej” list adresowany do polityków PiS, a tak naprawdę do samego Jarosława Kaczyńskiego. Cichocki oznajmia w nim, że środowiska intelektualne czują się związani ideowo ze spuścizną zmarłego prezydenta. Ma na myśli politykę historyczną Lecha Kaczyńskiego, której najdobitniejszym znakiem jest Muzeum Powstania Warszawskiego, oraz wschodnią politykę zagraniczną, realizowaną przez Kancelarię Prezydenta. Publicysta „Teologii Politycznej”, a także krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej, wypowiada się w imieniu szerokiego kręgu ciekawych, młodych i rzetelnych publicystów i naukowców. To tak zwani muzealnicy, pod kierownictwem Jana Ołdakowskiego, to właśnie OMP, a także specjaliści z Instytutu Sobieskiego. Cichockiemu nie podoba się to, że podmiotowość Lecha Kaczyńskiego jest wykorzystywana w polityce bieżącej, a autentyczność zmarłego prezydenta zamieniania jest przez spiżowy mit, zwany już z dużej litery „Tragedią Smoleńską”. Cichocki wprost pisze, że wyborów politycznych Jarosława Kaczyńskiego jego środowisko nie akceptuje. Oskarża szefa PiS, że buduje taką przyszłość prawicy, która doprowadzi do upadku idei post-solidarności. Wojna totalna Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego nie prowadzi donikąd.

Continue Reading →

„Mówisz partia, a w domyśle…”

Czym jest tak naprawdę Prawo i Sprawiedliwość? Czy wyborcy i obywatele, którzy łożą na partie polityczne własne pieniądze, poprzez budżet państwa, zdają sobie sprawę, z czy mają do czynienia?

Gdy spojrzeć na to podręcznikowo i prawnie, to rzeczywiście PiS jest partią, czyli organizacją społeczną obywateli, chcących przez dojście do władzy zrealizować konkretny program polityczny, służący obywatelom. Ale przecież dłuższego czasu mówi się, że Jarosław Kaczyński nie myśli praktycznie o powrocie do władzy, zajęciu stanowiska premiera i realizacji programu, lecz o tym, aby upamiętnić poległego brata i ukarać „winnych” katastrofy TU 154M pod Smoleńskiem.

Od strony merytorycznej mogłoby się wydawać, że Prawo i Sprawiedliwość ze swoim programem pomocniczości, wartości chrześcijańskich i konserwatyzmu obyczajowego bliskie jest chadecji. Z drugiej strony jednak strony populizm ekonomiczny i etatystyczne podejście, lokuje ją po lewej stronie sceny politycznej. Ale niespodzianka czeka nas gdzie indziej – styl zarządzania, wodzowski, tłumienie dyskusji wewnętrznej, próba zablokowania jakiejkolwiek krytyki – każe się zastanowić nad innym zaszeregowaniem tej formacji. Ostatnio od szefa formacji, Jarosława Kaczyńskiego słyszymy głosy poddające wątpliwość demokratyczne wybory , jak choćby o wybraniu Bronisława Komorowskiego „przez nieporozumienie, kwestionowanie roli i zadań mediów, czy oficjalne negowanie polityki zagranicznej, czy wcześniej, pewne zapisy w projekcie Konstytucji autorstwa Jarosława Kaczyńskiego, kwestionujące trójpodział władzy. Wszystko to pozwala nam na znalezienie w PiS pierwiastka faszyzmu i przywołujemy rok 1933 z postacią Adolfa Hitlera, który zrzucił ze stanowiska kanclerza Niemiec Kurta von Schleichera. Tak, daleko do tych czasów i historia powtarza się zwykle farsą, tym bardziej jednak to smutne…

Continue Reading →

Darcie autorytetów

Minął już tydzień od obchodów 30. rocznicy Porozumień Sierpniowych w Gdańsku i Gdyni, ale żenujący spektakl nie nie mija. Clou programu, czyli honorowy i uroczysty zjazd NSZZ „Solidarność” odbił się czkawką na całych obchodach. Kilka godzin spotkania niegdysiejszych przyjaciół i stronników, dziś zapiekłych wrogów, rzuciło głęboki cień i otoczyło nieprzyjemnym fetorem całe święto. Można usłyszeć i przeczytać wiele opinii, głównie działaczy tej pierwszej „Solidarności”, która mniej była związkiem, a bardziej ruchem społecznym, że uroczyste święto przerodziło się w stypę, ponieważ właśnie pogrzebano tę ludzką, zwykłą, ale jakże kiedyś mocną solidarność…

Spektakl polityczny, jakiego byliśmy świadkami, w wykonani premiera Donalda Tuska, którego przemówienie w Gdyni nie było przecież koncyliacyjne, obecnego szefa związku, Janusza Śniadka, a przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego miał zwieńczenie w osobie Henryki Krzywonos, która „wygarnęła” Kaczyńskiemu kilka prostych prawd. I teraz to ona, przez ostatni tydzień jest obiektem zainteresowania mediów, a jej poczynania i teraz, i 30 lat temu, są obiektem wnikliwych, ale nie zawsze rzetelnych analiz. Jak przypuszczałem, nawet Instytut Pamięci Narodowej został w sprzęgnięty w badania tego, czy Krzywonos była bohaterką Sierpnia, strajku w Stoczni Gdańskiej, czy zatrzymała tramwaje pod gdańską operą, czy jednak nie. Ilość artykułów na ten temat, począwszy od „Gazety Polskiej”, na „Krytyce Politycznej” kończąc, idzie w dziesiątki.

Poziom tej dyskusji jest żenujący. Henryka Krzywonos jest oskarżana o to, że w Gdyni działała na zlecenie, z podjudzenia i „na rzecz” Platformy Obywatelskiej, a w ogóle to całe jej wystąpienie było zaplanowaną kampanią reklamową książki jej poświęconej przez „lewacką” „Krytykę Polityczną” Sierakowskiego. Świadczyć mają o tym zdjęcia, gdzie Krzywonos pochyla się ku Bronisławowi Komorowskiemu, który ma jej udzielać rad, tuż przed wejściem na trybunę. A w ogóle Henryka Krzywonos ma być „przykrywką” i alternatywą dla Anny Walentynowicz, tragicznie zmarłej w katastrofie smoleńskiej. A już na pewno Krzywonos działa w interesie nieobecnego oficjalnie na obchodach Lecha Wałęsy…

Continue Reading →

Walka o pamięć

W Polsce polityka symboliczna została zamieniona na politykę narracji politycznej (tu ukłon w stronę Eryka Mistewicza, autora tego pojęcia i całego programu strategii marketingu narracyjnego). Jeżeli mamy do czynienia z niedostatkiem wartości symbolu, należy narzucić konkretny sposób dyskusji.

Praktycznie od samego dnia katastrofy pod Smoleńskiem jesteśmy świadkami realizacji projektu pod nazwą „Najlepszy polski prezydent”, dotyczący oczywiście Lecha Kaczyńskiego. Trwa walka oto, jak zostanie zapamiętany i jak będzie oceniany tragicznie zmarły prezydent i jego urzędowanie. Manipulacje informacjami i obrazem Lecha Kaczyńskiego trwa w najlepsze – i to nie tylko ze strony jego zwolenników, ale również przeciwników jego o jego brata.

Po krótkim okresie wstrząsu, rozpoczęła się żmudna praca budowy mitu człowieka równego marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu i polskim królom. Pochowanie Lecha Kaczyńskiego na wawelskim wzgórzu miało być czymś w rodzaju hitchcockowskiego trzęsienia ziemi, potem mit miał rosnąć, aż do zapisania prezydenta na stałe do panteonu wielkich Polaków. Ale okazało się, że odczytano to jednak jako nadużycie wartości, a ponieważ śmierć prezydenta oznaczała przedterminowe wybory, również jako grę wyborczą – spodziewano się już, że do wyścigu wyborczego stanie Jarosław Kaczyński.

Continue Reading →

Nowe interpretacje Sierpnia

Hasło polityki historycznej w Polsce pojawiło się stosunkowo niedawno, za czasów tak zwanej IV RP i było ono od samego początku dla immanentnym elementem polityki. Nie jest to prosta i naukowa refleksja nad historią, lecz raczej interpretacja, konieczna dla podkreślenia aktualnej linii politycznej formacji, Prawa i Sprawiedliwości, dla której jest to narzędzie politycznego marketingu. W myśl starego orwellowskiego hasła, „Kto panuje nad przeszłością – panuje nad teraźniejszością”, uznano, że jeżeli uda się zweryfikować historię, szczególnie tę najnowszą, na swoją korzyść, to uda się zdobyć prymat w polityce bieżącej, że jeżeli uda się przemodelować świadomość historyczną, to jednocześnie uda się je nakłonić do akceptacji określonego programu politycznego. Polityka historyczna weszła do kanonu działań ideologicznych PiS-u, była również narzędziem działania byłego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, choćby poprzez takie działania, jak polityka nagradzania orderami.

Jarosław Kaczyński przyjechał do Gdyni na uroczysty zjazd „Solidarności”, dobrze przygotowany „pod niego” przez Janusza Śniadka z zamiarem wzmocnienia mitu swojego zmarłego brata. Już w pierwszym zdaniu wspomniał, że mówi w jego imieniu, co samo w sobie nie było niczym złym. Ale późniejszy kontekst jego wystąpienia wyraźnie pokazał, że jego celem nie było uhonorowanie zasług autentycznych bohaterów strajku sierpniowego, tych, którzy doprowadzili do podpisania Porozumień Sierpniowych, Lecha Wałęsy, Anny Walentynowicz, Gwiazdów, lecz o „przywrócenie” do świadomości wagi roli swojego brata w tamtych wydarzeniach.

Continue Reading →

Pętla na szyi Jarosława Kaczyńskiego

Antoni Macierewicz to obsesjonat i mistyk – a właściwie mistyfikator – który swoimi działaniami chce przede wszystkim zwrócić uwagę na siebie. O tym, że jest to człowiek niesterowalny politycznie i nieobliczalny, wiedzą wszyscy doskonale. Jak również o tym, że nigdy, jak do tej pory, rezultat zleconych mu działań nie był taki, jaki sobie wyobrażali zleceniodawcy. Boleśnie przekonali się o tym także Jarosław i Lech Kaczyńscy, zarówno na początku lat 90 ubiegłego wieku, jak i za czasów ich rządów.

Nie czas na teraz na przypominanie działań Macierewicza jako likwidatora WSI, ale jego „zasługi” w zniszczeniu ochrony kontrwywiadowczej Polski i wywiadu zagranicznego (nie tylko wojskowego) są zapewne przedmiotem wnikliwych analiz i w Moskwie i w Waszyngtonie. Od lutego 2007 roku, kiedy został opublikowany jego przesławny raport o WSI, polski wywiad nie ma co liczyć na współpracę z innymi, jak i na pozyskiwanie agentur w miejscach ważnych dla polskich interesów – także tam, gdzie działają polskie wojska.

Jednak Macierewicza znów wzięto do wypełnienia misji specjalnej. Ta misja to zrobienie medialnego show, mającego wyprzedzić informacje i raporty polskiej i rosyjskiej prokuratury i rosyjskiej komisji badającej, z udziałem polskich przedstawicieli, okoliczności i przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem. A dokładnie chodzi o to, aby jeżeli się nawet nie uda potwierdzić teorii spisku, który doprowadził do zbrodni (słowa samego Macierewicza), to należy tak poprowadzić tak spektakl medialno-polityczny, aby jedynymi winnymi byli przedstawiciele polskiego rządu i, oczywiście, strona rosyjska. Ma to wszystko na celu zagłuszenie informacji o jakiejkolwiek winie Lecha Kaczyńskiego, czy jego otoczenia, o jakichkolwiek zaniedbaniach z jego strony, w wyniku których TU 154M musiał lądować w warunkach, które na to nie pozwalały.

Continue Reading →