Myśl państwowa według Jarosława K.

Polityk mający ambicje odgrywania znaczącej roli, musi nieść jakieś przesłanie, idee. Powinien kierować się nie tylko doraźnym interesem politycznym swojej formacji, ale również mieć szersze spojrzenia na otaczającą go rzeczywistość, społeczeństwo, wreszcie państwo.

Jarosława Kaczyński (i jego brat, bo przecież nie należy ich traktować jako odrębnych bytów, zarówno biologicznych, jak i politycznych…), mają dość specyficzne spojrzenie na otaczającą ich przestrzeń społeczną i polityczną. W przypadku Jarosława Kaczyńskiego można powiedzieć, że jest to spojrzenie teoretyka, ponieważ przywódca i mentor Prawa i Sprawiedliwości praktycznie przez całe życie zajmował się głównie polityką. Jego krótka praca na białostockiej filii UW, czy redagowanie „Tysola”, były tylko przerywnikami w pracy „wodza”. Jego brat miał więcej do czynienia z realnym światem i realnymi działaniami, zarówno jako naukowiec, jak i urzędnik wysokiego szczebla administracji państwowej.

Jarosław Kaczyński chciałaby modelować państwo według własnych standardów i własnych przemyśleń. Takich teoretycznych, wydumanych za biurkiem, w czasie kiedy był na marginesie życia politycznego, pod koniec lat 90.. Z tego to właśnie okresu pochodzą zręby jego projektu Konstytucji RP, program przyciągnięcia i włączenia w główny nurt życia społecznego tak zwanych odrzuconych. I wtedy, pod wpływem porażek politycznych ukształtował się syndrom negacji i odrzucenia wartości współczesnej Polski, III RP. Tylko, że polska demokracja jest na tyle silna i stabilna, że Jarosław Kaczyński musiał poprzez system wyborów podporządkować się prawidłom demokracji, ale uczynił to tylko po to, aby móc ją natychmiast negować.

Jarosław Kaczyński i jego brat oficjalnie deklarują poparcie dla polskich przemian po roku 1989, do Okrągłego Stołu, polskiego uczestnictwa w strukturach Unii Europejskiej. Ale tak naprawdę obaj reprezentują postawę sceptyczną, niechętną, a ich partia, Prawo i Sprawiedliwość ma wyraźny rys anty systemowy.

Continue Reading →

Kanclerz

Kanclerzem w polskiej polityce zwano do tej pory tylko jednego polityka, Leszka Millera, który w roku 1997 stanął na czele superministerstwa  Spraw Wewnętrznych i Administracji, w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza. Teraz kanclerzem pragnie zostać Donald Tusk – i to kanclerzem w pełni tego słowa znaczeniu, takim, który skupia w swoich rękach pełnię władzy. A Polacy, gardłując o demokracji, tęsknią do czasów marszałka Józefa Piłsudskiego, który przecież miłośnikiem demokracji raczej nie był. A Po noweli sierpniowej Konstytucji marcowej, w roku 1926, znalazło to nawet wymiar ustrojowy przypieczętowany niedemokratyczną konstytucją z kwietnia 1935 roku.

Donald Tusk nie ukrywa, że system silnej władzy premiera i rządu jest dla niego celem, ale i środkiem ku wzmocnieniu państwa. Ten sygnał został wysłany do polityków i społeczeństwa, kiedy w ubiegłym roku pojawiły się propozycje zmian w Konstytucji RP, autorstwa PO. I szkoda, że komentatorzy tak krytykujący postawę premiera, oraz jego dość złośliwe uwagi, że woli realną władzę od żyrandoli i mieszkania w Pałacu Namiestnikowskim, nie zauważyli, że było to czytelny sygnał, co Tuska interesuje w rzeczywistości. Piszący te słowa również…

Donald Tusk ogłaszając swoją decyzję o niekandydowaniu na urzęd prezydenta, z jednej strony wyszedł poza wymiar bieżącej polityki, z drugiej strony pokazał, że prezydentura w Polsce nie jest czymś, co może pociągać polityków z krwi i kości, a więc takich, którzy chcą rządzić, mieć realną, sprawczą władzę. Piastując stanowiska premiera, jednocześnie staje się czymś w rodzaju arbitra bieżącej polityki, a także kandydatów w wyścigu prezydenckim. To jego opinie i jego poparcie będzie teraz kluczowe, dodatkowo wzmocnione przez głos i zaplecze organizacyjne Platformy Obywatelskiej. Doskonale odebrał to Andrzej Olechowski, który jeszcze kilka tygodni temu kokietował lewicę, a dzień po ogłoszeniu decyzji przez Tuska, zaoferował swoje niewątpliwe walory polityczne znów na usługi PO. Nie zabrzmiało to jednak godnie…

Continue Reading →

No, to się porobiło…

Żółte i czerwone paski na ekranach telewizorów – „Donald Tusk nie kandyduje”. Oczywiście na stanowisko Prezydenta RP. Woli funkcję premiera, a właściwie nie tyle woli, co wybiera poważniejsze zadania, no jak podała IAR „… wymaga tego jego nowy plan polityczny, zakładający utrzymanie stabilności rządu i wzmocnienie instrumentów władzy. Tusk dodał, że PO przygotowała zbyt wiele projektów, by narażać je na szwank.” I dodatkowo - „Nie chcę uczestniczyć w wyścigu, którym jest pałac i zaszczyt – powiedział premier. Chcę być poważnym partnerem dla Polaków”.

Ciekawa deklaracja, ale wcale nie zamykająca spekulacje, o jego kandydowaniu, ale je na nowo otwierająca.

Continue Reading →

Demokracja made in PiS

Nie można powiedzieć, aby projekt Konstytucji przedstawiony przez Jarosława Kaczyńskiego, tak zwanej Konstytucji IV RP, specjalnie rozpalił komentatorów, polityków, czy dziennikarzy i publicystów. Wszyscy oni doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to co zostało zaprezentowane na konferencji przez szefa Prawa i Sprawiedliwości, to nic innego jak zagranie polityczne, będące odpowiedzią na analogiczne działania Donalda Tuska z przed kilkunastu tygodni. To działanie marketingowe i wyborcze, skierowane ku elektoratowi PiS i Lecha Kaczyńskiego, mające pokazać, że myśl polityczna o IV RP nie umarła, że te „wartości”, państwo socjalne, silny prezydent i integralność państwa (także integralność władzy), nie zostały zapomniane.

Na projekt i pomysły Kaczyńskiego spadła lawina krytyki. Jedni porównywali zawarte w projekcie zapisy do tego, co można było znaleźć w Konstytucji (quasi faszystowskiej) z roku 1935, inni doszukują się pomysłów rodem z czasów PRL. Rzeczywiście, jeżeli popatrzymy na pomysły Kaczyńskiego, na rolę kontrolną prezydenta w stosunku do sądownictwa (prezydent miałby zostać przewodniczącym rady sądownictw), czy administracji państwa (zwierzchnik Służby Cywilnej), to widać wyraźnie, że miałby to być rola nadarbitra państwa. Zresztą Jarosław Kaczyński nie ukrywa specjalnie, że funkcja prezydenta miałby być de facto wyłączona z roli władzy wykonawczej. Ale za to głowa państwa dostałaby w ręce narzędzie rządzenia za pomocą dekretów i praktycznie swobodne prawo do odwoływania się do obywateli poprzez referenda. Ponad głową parlamentu i rządu. Poza tym prezydent miałby bardzo niejasno określone prerogatywy blokowania wyborów premiera i członków rządu. Z jednej strony brak władzy wykonawczej – z drugiej faktyczna władza, bez żadnej kontroli.

W projekcie można zauważyć pewną fascynację Jarosława Kaczyńskiego gaullizmem. Można było to już zauważyć przy pierwotnym projekcie Konstytucji, z roku 2005, którego współautorem, co się teraz przemilcza, był Kazimierz Michał Ujazdowski, uważany obecnie w PiS za politycznego renegata.

Continue Reading →

Incitatus IV RP

Jak opublikowała dzisiaj „Gazeta Wyborcza” (na podstawie badań agencji PBS DGA), Lech Kaczyński nie ma praktycznie żadnych szans w wyborach prezydenckich, choć jego twardy elektorat pozwoli mu na wejście do II rundy wyborów. Pod warunkiem wszakże, że Lech Kaczyński wystartuje w nich, a jego przeciwnikami w I rundzie będzie kilku kandydatów, którzy będą sobie podbierali głosy. Prawdopodobnie tak będzie, ponieważ na dzień dzisiejszy należy się spodziewać kandydowania Donalda Tusk, Andrzeja Olechowskiego, Jerzego Szmajdzińskiego, Tomasza Nałęcza… no i może jednak Włodzimierza Cimoszewicza, który otworzył sobie wiele dróg – a choć deklaruje, że nie będzie kandydował, to jeżeli jednak kraj w potrzebie go wezwie…

Elektorat Lecha Kaczyńskiego jest jednak tak spolaryzowany, że niechętni mu wyborcy oddadzą głos nawet na kandydata „obcego ideowo”, pod warunkiem, że nie będzie to obecny mieszkaniec Pałacu Namiestnikowskiego.

I tak sondaże pokazują, że w II turze głosy mogłyby się rozłożyć następująco:

D. Tusk – L. Kaczyński 69:31

A. Olechowski – L. Kaczyński 68:32

J. Szmajdziński– L. Kaczyński 66:34

To nie porażka – to klęska. Dla Lecha Kaczyńskiego osobiście, ale jeszcze większa dla jego brata, który, jak wszystko wskazuje, od dawna z reelekcji swojego brata zrobił oś polityki Prawa i Sprawiedliwości i trampolinę polityczną, która by mogła mu przywrócić realną władzę w roku 2011.

Continue Reading →

Prezydenta wzdęcia godnościowe

Co kilka, kilkanaście tygodni w Polsce wybucha gejzer patriotyzmu, żeby nie napisać – wytrysk wielkich patriotycznych myśli i słów. Z trybun i trybunek, ekranów tv i głośników radiowych leją się wielkie słowa: Ojczyzna, Naród, Patriotyzm – a zaraz potem jakieś małe, mniejsze, zjadliwe, pod adresem przeciwników politycznych.

Ostatnio tego rodzaju spektakl sprokurował miłościwie, acz nieudolnie nam panujący Lech Aleksander Kaczyński. Pan prezydent raczył powiązać słowo patriotyzm, a właściwie podwiązać je pod bieżącą politykę, sugerując, że były wprawdzie siły polityczne, które chciały polski patriotyzm odbudować (w domyśle – on i jego jeszcze większy brat), ale są w Polsce siły, które właśnie wróciły do władzy – i chcą one, aby Rodacy zapomnieli o historii (nie trzeba szukać daleko – wredna Platforma Obywatelska i niewiadomego, ale pewnie niemieckiego pochodzenia Donald Tusk). Tusk, et consortes, nie dbają o polskie interesy, wyprzedają majątek, zaniedbują polskie państwo, zamiast je wzmacniać, a do tego oczywiście osłabiają dumę narodową i polski PATRIOTYZM.

Można by zacytować jeszcze wiele, dziesiątki tego rodzaju wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, czy innych polityków jego obozu, ale po co. To jest przecież taka mantra polityczna, Kaczyński już raczej nie kojarzy, o czym i do kogo mówi, to jest już potok wolnych myśli, czerpany z generatora politycznych wystąpień tak zwanej IV RP. Tak naprawdę Lech Kaczyński rozpoczął po prostu kampanię wyborczą do urzędu prezydenckiego i każda metoda, każde słowo jest ważne.

Continue Reading →

Tusk kontra kreskówki

16 listopada minęła druga rocznica powołania rządu Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka, rządu koalicyjnego PO-PSL. Dziwne, że przy okazji omawiania dokonań tego rządu, rzadko kto ocenia pracę wicepremiera Pawlaka i peeselowskich ministrów, skupiając się na premierze i jego działaniach. To wyraźny znak, że siłą sprawczą tego gabinetu i koalicji jest właśnie premier. To znak, że pomimo zawirowań aferalnych ostatnich miesięcy, to najsilniejszy i najsprawniejszy polski polityk.
Oczywiście, można dokonywać ocen prac rządu w sposób normatywny, ale nawet polegając na liczbach i danych statystycznych, można z nich wyciągać różne wnioski. Pokazali nam to politycy opozycyjni z SLD i PiS. Grzegorz Napieralski, z mierną zdolnością profetyczną twierdzi, że Polska w przyszłym roku zamiast na czele państw Europy, jeżeli chodzi o dane PKB, będzie na szarym końcu. Będzie, jak to określił, „czerwoną plamką” na zielonym tle wzrostów innych gospodarek. Skąd ma takie dane i skąd bierze taką pewność – nie wiemy – i jak widać po sondażach popularności SLD – mało kogo to interesuje.

Dla Jarosława Kaczyńskiego oczywiście 2 lata rządów PO-PSL to jedno wielkie pasmo klęsk, ograniczenie praw obywatelskich, afery i porażająca niekompetencja rządu. To znamy, znamy ten język o „zdumiewającej niekompetencji”, czy o wielkich sukcesach jego rządu z lat 2005 – 2007 – zakończonych wyborczą porażką. Można powiedzieć – wilcze prawo opozycji. Tylko, że również powtarzanie tych rytualnych zwrotów, jak ze starego generatora wystąpień, mało na kim robi wrażenie.

Wiele rzeczy temu rządowi się nie udało, wiele zapowiadanych działań, regulacji prawnych i reform nie wyszło poza retorykę medialną i zapowiedzi. Reforma służby zdrowia czy szkolnictwa podstawowego, tragiczny poziom kształcenia wyższego i brak regulacji rządu w tej dziedzinie – to rzeczy najpoważniejsze, jakie Tuskowi można zarzucić. Walka ze źródłami kryzysu i zmiana akcentów w polityce zagranicznej – to pozytywy. I to, że rząd i sam premier nie stracili w połowie kadencji społecznego zaufania.

Continue Reading →

Kabareciarze z PiS

Politycy związani z PiS, z Panem Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, dostarczają często dużo radości i takiej świeżej, kabaretowej rozrywki.

Oto Pan Prezydent, który przez długie miesiące blokował ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, nagle zapragnął sam doglądać tego, co się wokół niego dzieje i zdecydował, że osobiście ciałem i duchem jedności europejskiej weźmie udział w szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Nasz euroentuzjasta jak do tej pory na nie może zaliczyć wyjazdów do Brukseli do zbyt udanych, bo i ze sprawami kwot klimatycznych nie poszło mu za dobrze, i Nicei nie obronił, a samo podpisanie TL zostało potraktowane w Polsce, przez genetycznych patriotów, jako zdrada stanu i ducha Polski. No i jednak sukcesów osobistych też chyba nie odniósł za dużo, ponieważ zaproszeń do złożenia wizyt w krajach starej Unii – jak na lekarstwo.

Lech Kaczyński grał swoim podpisem wyjątkowo perfidnie, chcąc tym szantażem uzyskać dodatkowe korzyści na krajowej scenie politycznej. Szermując hasłem obrony ludu irlandzkiego przed zakusami złej UE, tak naprawdę walczył o swoje poletko w polityce zagranicznej – prowadzonej zresztą z wyjątkową nieudolnością. I szkodził polskiej pozycji w Europie. Lech Kaczyński zwłoką w sprawie ratyfikacji szkodził Polsce, społeczeństwu i polskim interesom w sposób jak najbardziej dotkliwy. Ratyfikacja tego dokumentu było działaniem jednej strony czysto technicznym – z drugiej potwierdzeniem, że reguły współdziałania państw Europy są nam bliskie. Polska, na tle innych państw tak zwanej starej Europy, jest krajem rozwijającym się. Bez udziału środków UE, jej doświadczenia, know how prawnego, organizacyjnego – i oczywiście – pieniędzy, nie mamy szans na modernizację i skok cywilizacyjny. Polityka UE wchodzi w okres globalny, w czasie, kiedy słabnie pozycja USA, rośnie rola Dalekiego Wschodu – pozostawanie poza głównym nurtem byłoby olbrzymim błędem. Dobrze, że Kaczyński podpisał Traktat – szkoda, że tak późno.

Kaczyński jedzie do Brukseli nie po to, aby pilnować naszych interesów, ale tylko po to, aby zaakcentować w Polsce swoją wątpliwą pozycję „męża stanu”. To ważne dla niego, ponieważ kampania wyborcza się już faktycznie rozpoczęła.

Continue Reading →

Żadna afera nie przywróci PiS do władzy

Politolodzy i komentatorzy polityczni są w kropce; Afera goni aferę, szybkie, nie oczekiwane zmiany w rządzie i klubie parlamentarnym Platformy Obywatelskiej, nerwowe reakcje samego premiera. Także media nie są już tak przychylne wobec PO, jak były do tej pory, ponieważ przynajmniej w sprawie sprawy lobbingu do prawa regulującego hazard w Polsce „coś na rzeczy” jednak jest. A sondaże poparcia społecznego dla rządzącej partii stoją dalej wysoko, a nawet rosną… Ki diabeł?

Politycy PiS już sądzili, że właśnie złapali falę, że bryza politycznej, i nie tylko politycznej, korupcji, która jakoby miała owiać PO, skieruje silny wiatr w ich żagle i partia Jarosława Kaczyńskiego pożegluje na szerokie wody. Najpierw pożegluje ku reelekcji Lecha Kaczyńskiego, a za moment ku zwycięstwu w wyborach parlamentarnych, w roku 2011. PiS mało cierpliwie trwało w opozycji, miotając się od atakowania w swoim stylu PO i działań rządu, poprzez wycofywanie się na pozycję „konstruktywnej krytyki”, by znów poprzez szaleństwo swojego przywódcy wracać na pozycje populistycznej alternatywy. Nie pomogło w sprzęgniecie Lecha Kaczyńskiego w te działania – elektorat nie uwierzył w to, że PiS się zmienia. Dla wyborców i społeczeństwa postacie Jarosława Kaczyńskiego i jego brata są już w polskiej polityce nieakceptowalne. I może sobie Jarosław Kaczyński mówić;

„Polityk może poczekać. Nawet na wygnaniu; albo lepiej powiedzieć, że to przerwa w wykonywaniu funkcji. Ja też mam teraz przerwę…”

… ale to nie jest żadna przerwa, to jest już stała emigracja polityczna, bez prawa powrotu do władzy – bo tego nie chcą wyborcy.

Continue Reading →

Kogo mamy za prezydenta?

Pytanie zadane w tytule jest właściwie retoryczne; Lech Wałęsa, znający przecież Lecha Kaczyńskiego wieki całe, opinię sformułował dość dawno, w lapidarnym stwierdzeniu – “toż durnia mamy za prezydenta”. Sam Wałęsy nie grzeszy wprawdzie roztropnością, ale tu trzeba mu przyznań rację. Problem jest jednak szerszy. Otóż wybitny publicysta i nie mniej wybitny kompozytor, Stefan Kisielewski, powiedział swego czasu;

“Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”.

Tak, dla Lecha Kaczyńskiego nie ma ratunku – jest on utwierdzany przez swoje otoczenie, które żyje z niego, co dnia, że durniem nie jest – a nawet wprost przeciwnie. Jednak każdego dnia, każdą wypowiedzią i decyzją potwierdza ludową prawdę Wałęsy.

Dwa przykłady ostatnio, skrajne. Pan Prezydent ogłosił żałobę narodową, po katastrofie w kopani „Wujek-Śląsk”, jak rozumiem, nieutulony w bólu i cierpiący za górników i ich rodziny (którym należy się nie celebra, lecz wsparcie, finansowe, zadośćuczynienie i wyjaśnienie kulis katastrofy). Ale początek żałoby został odłożony na 72 godziny niemalże. Dlaczego? Bo Pan Prezydent nie chciał psuć ostatniej niedzieli lata, tak aby lud pod jego okiem mógł się wyszaleć, a następnie udać się rano w poniedziałek na mszę…No i przecież chodziło o koszty… odwołanych imprez. Sam zaś Pan Leszek musiał (w 11. samochodów, co można zobaczyć w internecie) zajechać na dożynki do Spały, gdzie nie tylko przyjął plon, lecz również na trybunie zatańczył, jak nie przymierzając…Aleksander Kwaśniewski. Nie tylko sztuczność, brak smaku, ale również chamskie wykorzystanie żałoby dla PR politycznego było widoczne aż nadto.

Drugi przykład jest jeszcze bardziej kuriozalny, wskazujący na to, jak Lech Kaczyński nie rozumie ani tego, co się dzieje wokół niego, ani swoich obowiązków. Kaczyński zawetował ustawę, która miała wreszcie wyłączyć korpus prokuratorski z pod ingerencji ministra sprawiedliwości, tworząc niezależnie stanowisko prokuratora generalnego.

Minister Sprawiedliwości jest w każdym rządzie stanowiskiem politycznym, mając pod kuratelą i kontrolą jeden z aparatów ścigania i represji, może wpływać nie tylko na same działania i postępowania prokuratorów, ale również pośrednio na działania innych służb państwa – policji, ABW, CBA, służb skarbowych. To może prowadzić do nacisków, a nawet szykan prokuratorów, do manipulowania śledztwami, tuszowania przestępstw i przewlekania postępowań. Efektem tego jest spadek autorytetu urzędu prokuratora – a co za tym idzie – państwa.
Kaczyński swoje veto motywował tym, że prokuratura może przerodzić się w strukturę na tyle samodzielną, że to właśnie ona zacznie odgrywać rolę polityczną… więc lepiej ją zostawić pod kuratelą… politycznego ministra. Uwolnienie prokuratury według Kaczyńskiego miałoby prowadzić do tego, że niekontrolowana prokuratura wszczynałaby śledztwa i nie stawiała zarzutów, oraz nie wnosiła aktów oskarżenia. Tylko, że to właśnie prokuratura pod zarządem „szeryfa” Zbigniewa Ziobro zrobiła na jego polecenie durniów ze swoich prokuratorów, stawiając zarzuty bez pokrycia i próbując wsadzać ludzi bez dowodów.

To co czyni Lech Kaczyński, każdego dnia, to co objawia nam w przemówieniach, wystąpieniach, dożynkach i konferencjach, pokazuje, że… Janusz Palikot prosząc o badania „głowy państwa” nie mylił się wcale.

Azrael

Gumkowanie historii

Orwellowskie cytaty pasują jak znalazł do tego, co robią Prawi i Sprawiedliwi w odniesieniu do historii, a może swojego modelu polityki historycznej. O, na przykład ten;

Przeszłość, choć z natury podatna na zmiany, nigdy zmieniana nie była. Co stanowiło prawdę teraz, stanowiło prawdę od zawsze i wiecznie. Zasada była dziecinnie prosta. Wymagała jedynie ciągłych zwycięstw nad własną pamięcią. Nazywano to „regulacją faktów”, a w nowomowie „dwójmyśleniem”.

Otóż panowie Kaczyńscy wykorzystują przeszłość i własną pamięć tak, jak im jest wygodnie, do prób prowadzenie zwycięskich kampanii, choć rzadko, a ostatnio – nigdy – im się to nie udaje. Oto dwa ostatnie przykłady.

W serwisie prezydent.pl, po jego liftingu, zmieniono radykalnie informacje biograficzne byłego Prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydenta, który sprawował urząd dwie kadencje, w trakcie których przyczynił się walnie do prac i uchwalenia Konstytucji RP, wprowadził Polskę do NATO i również do Unii Europejskiej.
Jednak tych informacji nie znajdziemy na tej stronie, za to 2/3 notki poświęcone jest działalności Kwaśniewskiego w czasach PRL. Nie ma też informacji o odznaczeniach, orderach, nie wspomniano także o działalności w PKOL. Nie ma nawet informacji, że to właśnie on przyczynił się do zwycięstwa Pomarańczowej Rewolucji, dzięki czemu Kaczyński mógł się 20. razy spotkać z prezydentem Juszczenką…

Biogramy Lecha Wałęsy i Wojciecha Jaruzelskiego uległy mniejszym modyfikacjom.

Pisanie o małostkowości i nieukrywanej zawiści (Aleksander Kwaśniewski kończąc kadencję, po znanej sprawie ułaskawienia Marka Ungiera miał prawie 50% poparcia społecznego) jest nieuzasadnione. Takie działania to nic innego, jak próba napisania historii tu i teraz, to jest właśnie orwellowska „regulacja faktów”. To nic innego, jak czysto bolszewicki styl działania i myślenia.

Znane jest takie działanie; Mistrzem był Stalin, który kazał „gumkować” ze wspólnych zdjęć Żdanowa, Kirowa, Jeżowa… innych, zamordowanych w procesach moskiewskich. Znane jest działanie przywódców ChRL, gdzie z fotografii usuwani Bandę Czworga. Tylko, że przeciw „dwójmyśleniu” działa system obiegu informacji i demokracja, która tego rodzaju manipulacje wychwytuje.

„Dwójmyślenie” braci jest pułapką, w którą często wpadają. Lech Kaczyński, komentując w Sopocie, podczas spotkania przywódców Grupy Wyszehradzkiej, 20. rocznicę rozpoczęcia działalności rządu Tadeusza Mazowieckiego, stwierdził, że „Ja i mój brat braliśmy w tym udział” [w sukcesie rządu TM]. Jak się ma to do słów Jarosława Kaczyńskiego o słynnym układzie, zapoczątkowanym przy Okrągłym Stole, którego „bękartem” był rząd Mazowieckiego?! Czyli „ojcami założycielami” tamtego rządu i tak opluwanej przez środowiska „patriotyczne” grubej kreski byli także bracia…

Barierę śmieszności Kaczyńscy przekroczyli już dawno; Teraz już pozostaje tylko absmak (sic!) z oglądani i słuchania ich…

Azrael

Strona prezydent.pl

Cele i metody

Wystąpienia Lecha Kaczyńskiego i jego brata, szefa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława, należy rozpatrywać łącznie. Dokładnie tak, jak działania jednego są z reguły funkcją pomysłów podrzucanych przez drugiego. Pomijając quasi patriotyczne wystąpienie prezydenta na Westerplatte, skierowane nie tyle do Europy i Świata (ponieważ nikt go poważnie nie traktuje i nie przykłada wagi do jego opinii), widać wyraźnie, że kampania do wyborów prezydenckich została rozpoczęta.

Lech Kaczyński swoje przemówienia 1. września, poranne i popołudniowe kierował nie tyle do Władimira Putina, Rosji, lecz do swojego elektoratu. Jarosław Kaczyński zadając natomiast następnego dnia pytanie o motywy i zasadność zaproszenia rosyjskiego premiera, pokazał irytację tym, że to nie jego brat, pomimo usilnych starań nie był bohaterem 70. rocznicy II Wojny Światowej.

Dyplomacja, a obchody były nie tylko dniem pamięci, ale również momentem, kiedy się uprawia politykę wizerunkową państwa, wymaga umiejętności niuansowania wypowiedzi. Na agresywną i w dużym stopniu prostacką propagandę rosyjską z przed 1. września godziło się odpowiedzieć w sposób adekwatny, za pomocą instytucji do tego uprawnionych i predestynowanych. Dobrze zrobił Donald Tusk, wykorzystując doświadczenie i materiały Instytutu Pamięci Narodowej, który wydał dobre, ostre oświadczenie.

Jarosław Kaczyński w swoim krótkim, acz treściwym wystąpieniu na konferencji prasowej 2. września zanegował podstawy polskiej polityki zagranicznej. Dla niego zaproszenie Putina (i jak sądzę, również Angeli Merkel) było wyrazem słabości. Nie zauważa, że przyjazd szefów rządów Niemiec i Rosji podniosło rangę nie tylko uroczystości, ale również Polski na arenie międzynarodowej, a lekcja historii została zauważona.

Oczywiście, wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego skierowane było do elektoratu jego partii i miało na celu podniesienie temperatury debaty politycznej. Tak jak zwykle, zagadnienia polityki zagranicznej (i polityki historycznej) są dla szefa PiS jedynie funkcją spraw krajowych. Dając tak ostre sformułowania, Kaczyński, jak zwykle, nie przyciąga do siebie, swojej partii – i oczywiście, swojego brata – nowych wyborców, lecz ich odrzuca. W ten sposób PiS nie tylko nie zyskuje nowych wyborców, ale również traci tych, dla których jego partia mogłaby stać się alternatywą, jeżeli z Platformą Obywatelską stałoby się coś dramatycznego. Podobnie sprawa się ma z samych Lechem Kaczyński, co pokazuje ostatni sondaż prezydencki. Donald Tusk otrzymał w nim 48%, Kaczyński 14%, a niezdeklarowany jeszcze Andrzej Olechowski – 8%… Jeżeli przypomnimy jeszcze, że negatywny elektorat Lecha Kaczyńskiego wynosi 70%, i jest to praktycznie wartość constans, widać że PiS kandydata na fotel prezydenta nie ma. Nie może nim być także Zbigniew Ziobro. Jeszcze pamiętamy, jak w roku 2005 duet Brochwicz-Miodowicz, działając w intencji Donalda Tuska, za pomocą pani Jaruckiej i jednej kartki zniszczył Włodzimierza Cimoszewicza. Co można by zrobić teraz, wobec Ziobry?

Niewątpliwie najważniejszym celem politycznym Jarosława Kaczyńskiego na najbliższy sezon polityczny jest wprowadzenie swojego brata na ścieżkę do reelekcji. Jednak, jak widać, metody, jakimi się chce posługiwać, są stare i będą nieskuteczne. Próba mobilizacji woków polityki historycznej i gra na kryzys ekonomiczny skończą się spektakularną porażką. Także w wyborach samorządowych.

Azrael

stasiak.beta.prezydent.pl

Mamy kolejny lifting w Kancelarii Prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego. Już tylko archiwiści dziennikarscy wiedzą dokładnie który to raz zmienia się jej szef – piąty, szósty? Nie ma to znaczenia – i tak raczej są to bardziej figuranci, niż rzeczywiście znaczące osoby w państwie. I to chyba właśnie było głównym powodem tego, że Piotr Kownacki tak sobie pofolgował w wywiadzie z Mazurkiem dla „Dziennika”. Były szef stracił po prostu szacunek do figuranta Lecha Kaczyńskiego, a to z kolei, jak już pisałem, oznacza brak obustronnego zaufania.

W kancelarii Kaczyńskiego nie ma już żadnego polityka, Władysław Stasiak też nim nie jest, to tylko urzędnik, i to urzędnik o bardzo ograniczonym zakresie kompetencji (sprawy bezpieczeństwa). Zresztą nie potrzeba w otoczeniu prezydenckim żadnego polityka, bo i tak support polityczny ulokowany jest zupełnie gdzie indziej, na ulicy Nowogrodzkiej, w siedzibie Prawa i Sprawiedliwości, a jak czas pokazał, do „zarządzania” Lechem Kaczyńskim wystarczy przecież tylko telefon, plus niedzielny obiadek u mamusi bliźniaków.

Stasiak to człowiek miły, jeden z bardzo niewielu z otoczenia Kaczyńskich, na którego można patrzeć, i którego można słuchać bez zgrzytania zębami. Jest to jednak człowiek bez właściwości, bez oblicza i w związku z tym bez znaczenia. Jego charyzma podobna jest balowi drzewa na morzu, a jego opinie doskonale pasują do wstępów książek – można je po prostu spokojnie pominąć. Może i uspokoi atmosferę wokół Lecha Kaczyńskiego, ale czy teraz, kiedy kampania do wyborów prezydenckich się właściwie już zaczęła, taki frontman jest najwłaściwszy?

Continue Reading →

Marszałek dworu oszalał…

Czym innym jest domyślać, a czymś zupełnie innym wiedzieć. I to wiedzieć od kogoś, kto nie tylko usłyszał i zobaczył, ale jest także siłą sprawczą spraw i sytuacji, o których opowiada.

Sobotni wywiad red. Roberta Mazurka z szefem kancelarii prezydenckiej, Piotrem Kownacki, dla gazety „Dziennik”, wzbudził zdumienie, u jednych zażenowanie, u innych uśmiechy, a jeszcze innych szczerze, do rechotu, rozbawił. U mnie wzbudził raczej niesmak.

Moja opinia o Lechu Kaczyńskim jest ugruntowana od dawna, jest on najgorszym, najmniej sprawnym intelektualnie prezydentem Polski, po roku 1989. Tak, nawet Lech Wałęsa, przy swojej prostocie, słabym wykształceniu i bufonadzie, potrafił sobie lepiej dawać radę ze swoimi obowiązkami. Po części zapewne wynikało to z umiejętności dobrania sobie współpracowników (a z początku byli nimi również Jarosław i Lech Kaczyńscy). Jego gafy, politykierstwo, czy działania na granicy prawa, nie przyniosły urzędowi i Polsce takich strat, jak prezydentura Kaczyńskiego.

Jednak nie do pomyślenia jest to i nikt do tej pory nie przekroczył granic, oficjalnie, rzecz jasna, „alkowy” prezydenckiej. Nie odkrył w sposób tak bezceremonialny mechanizmów działania, a właściwie ich braku, jednego z najważniejszych urzędów państwa.

Continue Reading →

Kuchareczka story

“Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było…”

Ile razy by Jolanta Kwaśniewska oficjalnie, półoficjalnie i całkowicie nieoficjalnie mówiła, że w wyborach prezydenckich startować nie będzie, zawsze znajdzie się jakaś gazeta, dziennikarz, czy pożal się Boże agencja badania opinii, która ją wstawi w sondaże. Potem wszyscy podsuwają jej wyniki pod nos, w których nieodmiennie jest na miejscu pierwszym, a ona znów mówi, że nie i nie…

W ostatnim sondażu zrobionym dla “Gazety Wyborczej” wygrała i pierwszą i drugą rundę, wyraźnie z Donaldem Tuskiem, miażdżąco z prezydentem wirtualnej IV RP i, jeszcze przez dni 531 prezydentem Polski.

Opublikowany sondaż jest zabawą, ale nie tylko. Jak zwykle, w przypadku “GW” ma on podtekst bardzo wyraźny, polegający na pokazaniu politykom, którzy jeżeli można to tak nazwać, są on line, że ich popularność i zaufanie do nich jest na bardzo niskim poziomie i zawsze może ktoś się znaleźć, kto odpowiednio prowadzony i promowany, może uzyskać konkretne poparcie. Warto pamiętać, że w wyborach prezydenckich nie głosuje się na partie polityczne, lecz na konkretnych kandydatów, którzy tworzą własne komitety wyborcze, i machiny partyjne są oczywiście przydatne, ale nie są jedyną siłą mającą znaczenie.

Continue Reading →

Tulenie sukcesu do piersi

Nie rozumiem tego wiecznego gęgania, że Lech Kaczyński nie podpisuje Traktatu Lizbońskiego. Brak zrozumienia dla motywów jego działania, niekoniecznie wynikających z kalkulacji politycznych, lecz raczej z pewnych uwarunkowań psychologicznych, świadczy po raz kolejny, że Pana Prezydenta naród nie kocha, nie rozumie i się z nim nie łączy – na dobre i na złe.

Niemcy właśnie powiedzieli, głosem ichniejszego Trybunału Konstytucyjnego, że Traktat Lizboński jest zgodny z Konstytucją RFN, ale prezydent Horst Köhler stwierdził, że nie podpisze dokumentów ratyfikacyjnych, ponieważ Bundestag musi dostosować swoje prawne prerogatywy do akceptowania wynikających z niego przepisów rangi niższej. Ma to zwiększyć prerogatywy Bundestagu, który decyzje rządu na szczytach unijnych musi najpierw wesprzeć konkretnymi swoimi aprobatami.

Tak naprawdę ten wyrok dotyczy kwestii wewnętrznej polityki legislacyjnej RFN, ale u nas już znaleźli się fachowcy, z nurtu przeciwników TL, którzy sugerują, że Lech Kaczyński do swej argumentacji, że jego ręka do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych może zostać uruchomiona przez lud Irlandii, może dołożyć “bardzo silny” argument natury prawnej – tym razem niemiecki. Bo jeżeli niemiecki parlament ma takie wątpliwości, to przecież nasz “strażnik” praworządności też może mieć wątpliwości. Aż dziw, że jeszcze Michał Kamiński, czy inny erudyta, Szczygło, nie namówili Kaczyńskiego do wystosowania pisma do polskiego Trybunału Konstytucyjnego… choć przecież to nie leży w prerogatywach jego stanowiska, lecz parlamentu.

Continue Reading →

  • Facebook