Liberał na czele lewicy

Wywiad z Leszkiem Millerem, szefem Sojuszu Lewicy Demokratycznej

 

Azrael Kubacki: Jak się kieruje klubem parlamentarnym składającym się z 26 posłów, kiedy kiedyś miało się ich ponad 200…?

Leszek Miller: Zabrzmi to paradoksalnie, ale trudniej niż dużym. W małym klubie interakcje i codzienna łączność szefa klubu z posłami jest większa, mam niestety więcej spraw na głowie. A obsługa techniczna jest niestety mniejsza, ale atmosfera jest za to bardziej rodzinna i życzliwa…

Osiągnął Pan już sukces, nikt z klubu jak na razie nie odszedł, no, poza posłem Sławomirem Kopycińskim…

Ale on do nas w ogóle nie przyszedł, może dlatego ta nasza dwudziestosześcioosobowa rodzina trzyma się mocno.

A jak długo będzie trzymała się mocno? Ostatnie wyniki sondażowe pokazują poziom poparcia dla SLD poniżej 5%…

Tak, ale to było jedno badanie preferencji wyborczych [CBOS], dwa dni później inna placówka badawcza, Homo Homini dała nam 11%. Wszyscy wolą mówić o czterech procentach, a nie o jedenastu, ale tak na moje oko chyba coś z tym zrobić, nie może być tak, że różnice w badaniach instytutów badawczych są aż tak istotne. Tu ktoś tu popełnia istotne błędy, nie wiem czy zamierzone, czy nie…

Jak Pan dziś definiuje wyborcę lewicowego? To chyba jest inny wyborca niż 20, 15, 10 lat temu…

Widzę różnicę pomiędzy wyborcą, który przede wszystkim jest nastawiony na lewicowość kulturową, a takim, który reprezentuje lewicowość socjalną, czy społeczną. Lewicowość kulturowa dominuje zapewne u Janusza Palikota, my mamy wyborców socjalnych. To wyraźne zróżnicowanie.

Oczywiście, jeżeli w ogóle Ruch Palikota można zaliczyć do lewicy, antyklerykalizm to za mało, aby mówić o lewicowości.

Continue Reading →

Kanclerz, czy syndyk?

Nie będę specjalnie ukrywał, że do Leszka Millera mam słabość. Doceniam jego wielkie zasługi w tworzeniu silnej formacji lewicowej w czasie kiedy przejął ster polskiej lewicy z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego. To Leszek Miller osiągnął największy sukces wyborczy w jej historii, a wcześniej zbudował silną organizację, Sojusz Lewicy Demokratycznej. To on zakończył żywot sztucznego tworu politycznego, połączenia związku zawodowego z prawicowym planktonem politycznym, czyli AWS-u. Ale to on również pozwolił na upadek lewicy, dopuszczając do rozdmuchania sprawa Rywina. I mam pretensje do Leszka Millera, że w imię pragmatyzmu politycznego zawrócił projekt partii socjaldemokratycznej, jaką tworzył Kwaśniewski, w kierunku partii socjalnej, z dość dużym rysem populizmu. Za to teraz okazuje się, że Miller jest najbardziej liberalnym politykiem lewicowym w Polsce, jego pomysły i poglądy na gospodarkę lokują go w samym centrum liberalizmu. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli ktoś mógłby pretendować do spuścizny po Tonym Blairze w sprawach ekonomii, to jest nim właśnie Leszek Miller.

Moja słabość do Millera wynika również z tego, że jest to nie tylko polityk, ale również człowiek, który potrafił przeskoczyć własny życiorys i uwarunkowania środowiskowe i z betonu pezetpeerowskiego przekształcił się w polityka europejskiego, wręcz entuzjastę Unii Europejskiej. Miller to postać nietuzinkowa, inteligentny i zasłużony polityk. Wielu zarzuca mu cynizm, co jest niewątpliwie prawdą, ale tylko częściową. Cynizm Millera kończy się tam gdzie zaczyna się prawdziwy interes państwa i społeczeństwa. Miller więcej rozumie ze znaczenia i roli nowoczesnego patriotyzmu, niż wielu tak zwanych „genetycznych patriotów”.

Miller, po banicji spowodowanej odmową umieszczenia go na listach wyborczych w roku 2007, wrócił na początku roku 2010 do SLD. W ostatnich wyborach, w trudnym okręgi trójmiejskim, uzyskał świetny wynik i przy klęsce całego SLD został znów jego liderem. Naturalnym liderem dodajmy, nie w wyniku układu. Wygrał wybory na szefa klubu parlamentarnego, a jutro, w sobotę 10 grudnia najprawdopodobniej konwencja partyjna deleguje go na szefa partii. Tymczasowego, do czasu wiosennego kongresu partii. Na to stanowisko namaścił go były prezydent, Aleksander Kwaśniewski, a jeszcze niedawno przecież w SLD działały dwie frakcje – postkwaśniewska i postmillerowska. Dziś jest to jedna drużyna.

Continue Reading →

Powrót Kanclerza

Do Leszka Millera mam słabość. Uznaję jego zasługi w tworzeniu silnej formacji lewicowej w czasie, kiedy przejął ster z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego. To właśnie Leszek Miller osiągnął największy sukces wyborczy, w historii lewicy, a wcześniej zbudował silną organizację, Sojusz Lewicy Demokratycznej. To on zdmuchnął ze sceny AWS. I to on również pozwolił na upadek lewicy, dopuszczając do rozdmuchania sprawa Rywina. Afera Rywina odchodzi jednak w niepamięć, zresztą Miller ma mocne argumenty na to, że była on mocno dęta i wcale on, ani jego najbliższe otoczenie nie maczało w tym palców. A kto za tym stał, Leszek Miller mówi po cichu, szeptem, ale jest to szept teatralny…

Z drugiej strony mam pretensje do Leszka Millera, że w imię pragmatyzmu politycznego zawrócił projekt partii socjaldemokratycznej, jaką tworzył Kwaśniewski, w kierunku partii socjalnej, z dość dużym rysem populizmu. Ostatnio jednak okazuje się, że Miller jest najbardziej liberalnym politykiem lewicowym w Polsce, jego pomysły i poglądy na gospodarkę lokują go w samym centrum liberalizmu. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli komuś najbliżej doTony’ego Blaira, to właśnie Leszkowi Millerowi.

Moja słabość do Millera wynika również z tego, że jest to nie tylko polityk, ale również człowiek, który potrafił przeskoczyć własny życiorys i uwarunkowania środowiskowe i z betonu pezetpeerowskiego przekształcił się w polityka europejskiego, wręcz entuzjastę Unii Europejskiej.
Miller to postać nietuzinkowa, inteligentna i zasłużona w polskiej polityce. Wielu zarzuca mu cynizm, co jest niewątpliwie prawdą, ale tylko częściową. Mam wrażenie, że cynizm Millera kończy się ta, gdzie zaczyna się prawdziwy interes państwa i społeczeństwa. Miller więcej rozumie ze znaczenia i roli nowoczesnego patriotyzmu, niż wielu tak zwanych „genetycznych patriotów”.

Continue Reading →