
Słuchając i czytając komentarze i reakcje na otwarty list Andrzeja Olechowskiego do Donalda Tuska, widać wyraźnie, jaka skarlały i zwyrodniały jest polski dyskurs polityczny i sama polityka.
Sprawa odejścia Olechowskiego z Platformy Obywatelskiej, jego motywacje i stanowisko jest rozpatrywane w kontekście bieżącej gry politycznej, układu zależności, układanki sił i koterii, a nie pewnych idei i wartości. Smutne, że tak również potraktował ten list partner polityczny Olechowskiego, premier Donald Tusk. Smutne, bo kiedy Platforma Obywatelska powstawała, jej twórców owiewały idee i wartości, programy i myśli zawarte w liście byłego ministra spraw zagranicznych i finansów.
Andrzej Olechowski jest w czasie i miejscu, gdzie już nic nie musi. Ma za sobą długą karierę, nie tylko polityczną, w której wykazał się i pragmatyzmem, i zręcznością. Niewielu pamięta, że brał udział w obradach Okrągłego Stołu, ale po stronie rządowej, wielu jednak chce mu pamiętać okres współpracy z wywiadem PRL – do czego się przyznał, otwarcie. Olechowski tak naprawdę nic nie musi i mógłby spokojnie patrzeć na degenerującą się i poddaną erozji intelektualnej polską scenę polityczną. Jednak woli opuścić partię polityczną, mającą ponad 40% poparcia, w której ma dalej pozycję mentora, na rzecz partii nowej, będącej de facto politycznym start up.
Ale czyni to z powodu takiego, że uważa, że środowiska, dla których PO została założona w w 2000 roku, zostały przez formację Tuska zdradzone, opuszczone i pozostawione same sobie. To diagnoza według mnie słuszna.
Olechowski zdaje sobie sprawę, że układ polityczny, który w Polsce działa, jest zamknięty i spetryfikowany. W Polsce, z różnych względów, także zasad finansowania partii politycznych oraz ordynacji wyborczej – mamy system niemalże jednopartyjny, z dwoma skrzydłami. To PO i PiS.
Obie partie mają tak naprawdę wspólny pień – tym pniem są doświadczenia opozycyjne, niekoniecznie tylko doświadczenia solidarnościowe. W obu partiach znajdziemy ludzi którzy byli kiedyś w jednej formacji (na przykład ZchN). Podziały, biegną głównie po linii stylu uprawiania polityki i pewnego spojrzenia na to główne zadania polityczne. Są one jednak nie podyktowane pryncypiami, lecz bardziej koniunkturalizmem politycznym i chęcią utrzymania zdobytego już elektoratu. Pamiętamy nawoływania do Prawa i Sprawiedliwości, aby się „przesunęło” do centrum sceny politycznej, pamiętamy próby zdobycia młodych i inteligencji, tak nieporadne, że nawet nie śmieszne. Obie partie mają w swoim władaniu niemalże całą rodzinę wyborczą, poza marginesem radiomaryjnym, wypomnianym, oczekującym centrum i … elektoratem lewicy. Dwie partie centralne sceny politycznej próbują zepchnąć inne na margines, zawłaszczając różne sfery życia publicznego, tak jak ostatnio PO próbuje zwasalizować na nowo media publiczne. Dlatego teraz obie partie marginalizują lewicę, pod postacią ledwie zipiącego SLD.
Nie warto dyskutować, czy Andrzej Olechowski wystartuje w wyborach prezydenckich w roku 2010. Na dzień dzisiejszy jest to sprawa kompletnie bez znaczenia. Olechowski wprawdzie daje sygnały, że być może to uczyni, ale należy to traktować raczej jako element marketingu politycznego, działania obliczonego na reakcję przeciwników politycznych.
Olechowski nie jest organizatorem, praca organiczna nie jest jego domeną. Tym bardziej uważnie należy odczytać jego list, bo jego formuła otwarta oznacza, że nie jest on skierowany tylko do Donalda Tuska, lecz powinien mieć szerszy krąg odbiorców.
Były już członek PO uważa, że politycy liberalni mają za zadanie stawianie sobie celów modernizacji Polski i rozwoju demokracji liberalnej. Może się to odbyć tylko na podstawie poważnej dyskusji, debacie politycznej, pozbawionej doraźnej gry politycznej. Według niego PO straciła swój poważny, programowy charakter, a stała się partią władzy – dokładnie, tak jak była nią jeszcze dwa lata temu PiS. Platforma jest w tej chwili korporacją, zajmującą się głównie dbaniem o interesy i wpływy na szczeblach władzy. Członkowie partii zajmują się nie realizacją programu, lecz po prostu swoimi interesami. Dokłada się do tego skrajne upartyjnienie państwa i jego struktur (czego klinicznym przykładem jest samorządowa, tylko z nazwy, władza Warszawy).
Olechowskiego od dawna bolał sojusz z PiS i wsparcie idei tak zwanej IV RP. I ślady tego, jak określa “ukąszenia” ideą IV RP widać dalej.
Próba ogarnięcia przez PO jak największego obszaru władzy i państwa spowodowała to, że PO straciła swoją spójność i homogeniczność. Partia to nie “sprytne joint-venture zawiązane w celu zdobycia wpływów i władzy”, lecz „ludzie wypróbowani, którzy po stokroć wykazali wierność głoszonym przez siebie zasadom, którzy w działaniu, a nie tylko w słowach udowodnili swoje kompetencje i odpowiedzialność”. To zapisy z deklaracji ideowej PO, z roku 2000, które zostały przez ekipę Donalda Tuska zdezawuowane.
List Olechowskiego należy odczytać dwojako; Po pierwsze, jest przypomnienie i odnowienie “przysięgi” politycznej Platformy Obywatelskiej z przed lat, kiedy trzech tenorów stało na scenie gdańskiej hali “Olivia”, po drugie – jest to nowa deklaracja ideowa formacji politycznej, która ma skupić ludzi, którzy będą podzielać tego rodzaju wartości i postrzeganie polityki, jako zadania publicznego na rzecz społeczeństwa.
Czy Stronnictwo Demokratyczne i Paweł Piskorski spełnią te oczekiwania Olechowskiego? Zobaczymy. Pragmatyzm polityczny pierwszego, zdolności organizacyjne drugiego, dobry marketing, a także wsparcie mediów – mogą przysporzyć innym formacjom politycznym poważnych problemów już w trakcie wyborów samorządowych. I SD może się okazać beneficjentem elektoratu nie tylko platformianego.
Azrael
* List Andrzej Olechowskiego do Donalda Tuska