
Kiedy w ubiegłą sobotę Donald Tusk rzucił propozycję zmian w Konstytucji RP – propozycję stricte polityczną i PR-owską – opozycja natychmiast podniosła larum, że jest to zagranie li tylko na umocnienie władzy rządowej, i zabranie prawa obywatelom do wyboru prezydenta (czyli odebranie igrzysk…). Przypomnijmy, że według tego medialnego pomysłu rola i prerogatywy prezydenta zostałyby drastycznie ograniczone – zostałby pozbawiony veta, byłby wybierany nie w wyborach powszechnych, lecz na stanowisko delegowałoby go Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Sejmu i Senatu.
Opozycja, ale także duża część komentatorów uznała to za zagranie taktyczne, mające wzmocnić obchody 2. rocznicy rządów koalicji PO-PSL, no i przykryć afery, jakie się kłębią wokół polityków Platformy Obywatelskiej. Okazuje się jednak, że sprawa może mieć drugie dno.
Paweł Śpiewak, były poseł PO, socjolog, rzucił wczoraj w trakcie wywiadu w TVN24, że rzeczywiście propozycja Donalda Tuska jest realnym planem politycznym, ale nie chodzi w nim wcale o reformę państwa, jego władzy wykonawczej, lecz stoi za tym pomysł pewnego układu politycznego. Miałoby to polegać na tym, że Lech Kaczyński zostałby ponownie prezydentem RP (nie w wyniku reelekcji), jeżeli Prawo i Sprawiedliwość zgodziłoby się na zmiany konstytucyjne proponowane przez PO… Jednym słowem obie partie, tak miłujące demokrację, miałby zawrzeć układ polityczny, układ władzy PONAD Konstytucją i prawami obywatelskimi, prawem do wyboru władz, na rzecz zachowania status quo władzy partii.
Trudno przeprowadzić analizę, jak tego rodzaju układ polityczny wpłynąłby na oblicze sceny politycznej w Polsce, można jednak przypuszczać, że brak silnego prezydenta i ciche wsparcie PiS (a może, po odejściu Jarosława Kaczyńskiego, nawet faktyczna koalicja) zamknęła by scenę polityczną całkowicie. I tak system dwupartyjny, do jakiego PO i PiS dążyły, zamieniłby się w system pełnej oligarchii politycznej i quasi dyktatury.
W Niemczech, w których od lat panuje dość zbliżony układ polityczny – dwie główne partie, SPD i CDU, oraz dwie, trzy partie mniejsze (Zieloni, FDP, Die Linke) były już przypadki, gdzie z powodu nie uzyskania odpowiedniej liczby mandatów w wyborach, koniecznych do samodzielnego rządzenia, dwie wielkie partie tworzyły tak zwaną wielką koalicję – CDU/SPD. Ale było to wynikiem wyborów i zgodne z duchem demokracji.
Pomysł i sugestie prof. Pawła Śpiewaka, znającego kulisy polityczne PO wskazują, że degrengolada polityczna i chęć utrzymania się u władzy establishmentu politycznego (obu partii) jest tak duża, że rozpatrują one scenariusze omijające procedury i prawa demokratyczne państwa – a przede wszystkim prawa obywateli do dokonania w pełni aktu demokratycznego wyboru.
Nie wiemy, czy Donald Tusk złożył taką propozycję Kaczyńskim. Wiemy już jednak, od czasu słynnych taśm Renaty Beger, że tego rodzaju rozmowy mogłyby być prowadzone.
Konkluzja tego rąbka tajemnicy, jaką usiłuje nam odsłonić Paweł Śpiewak jest taka, że Konstytucja RP staje się dla polityków nie punktem odniesienia i podstawą ładu państwa – lecz materiałem do manipulacji politycznych.
To sygnał o wiele groźniejszy, niż próby wasalizacji państwa za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, czy „prywatyzacja” rządów na rzecz PO za czasów obecnej koalicji. Tego rodzaju pomysły to kupczenie państwem i jego ustawą zasadniczą.
Azrael




Najnowsze komentarze