Posts Tagged ‘PO’

Jak się stać mężem stanu?

Posted 28 lip 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, Tusk, demokracja

Platforma Obywatelska ma pełnię władzy. Władzy z mandatu demokratycznego, potwierdzonego wyborami w roku 2007 i 2010. Przedstawiciele tej partii zajmują trzy kluczowe stanowiska w państwie, urząd Prezydenta RP, stanowisko marszałka Sejmu i szefa rządu, a czwarte ważne miejsce, marszałka Senatu, zajmuje polityk, który PO sprzyja. To szansa, aby dokonać poważnego przełomu w polskim życiu politycznym.

Za zdobyciem tak dużej władzy stoi talent polityczny Donalda Tuska. To jemu udało się zbudować sukces formacji, która startując praktycznie od zera, doszła do pozycji prawie monopolistycznych. Opozycja jest słaba, nawet biorąc pod uwagę ostatnie wyniki lidera PiS-u w wyborach prezydenckich. Opozycja jest słaba, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego, pod jego przewodnictwem jest pozbawiona zdolności koalicyjnych z kimkolwiek, a druga partia, SLD, nie reprezentuje całej lewicy. Dążenie Jarosława Kaczyńskiego do zbudowania dualistycznego systemu partyjnego doprowadziło do sytuacji, gdzie PiS wzmacnia… Platformę Obywatelską, sam pozostając bez możliwości zdobycia władzy.

Donald Tusk osiągnął bardzo dużo. Jego partia jest mocniejsza, niż kiedykolwiek. Należy włożyć pomiędzy bajki to, że triumwirat Komorowski – Schetyna – Tusk rozleci się z powodu animozji partnerów, lub kolizji środowisk wokół nich skupionych. Grzegorz Schetyna to polityk pragmatyczny, realistyczny, nieemocjonalny nadmiernie, zrozumiał wagę swojego nowego miejsca w polskiej polityce. Prezydent Bronisław Komorowski będzie prezydentem, który stanowisko będzie „piastował”. Nie będzie miał ambicji tworzenia własnego środowiska. Karty polityczne leżą w rękach Donalda Tuska.

Read More

Drugi człowiek w państwie

Posted 10 lip 2010 — by Azrael
Category Grzegorz Schetyna, Państwo, Platforma, Polityka, Polska, Sejm, Tusk, demokracja

Grzegorz Schetyna obejmując stanowisko Marszałka Sejmu został nominalnie drugim człowiekiem w państwie. Po Prezydencie RP, które to stanowisko obejmie po zaprzysiężeniu, Bronisław Komorowski. I faktycznie, Schetyna będzie drugim człowiekiem w polskiej polityce, ale po Donaldzie Tusku.

Kiedy w październiku ubiegłego roku Donald Tusk, w wyniku wybuchu afery hazardowej zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i „zesłał” go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd, mogący skutkować dezintegracją nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale również destabilizacją rządu. Nie był jeszcze wtedy wiadome, że Tusk nie zdecyduje się na pozostanie na stanowisku premiera, a do wyścigu prezydenckiego skieruje innego polityka PO. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się zbyt szybka i zbyt demonstracyjna. Upokarzające (jak się wydawało) usunięcie długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, nie tylko formalnego zastępcy, mogło zaowocować wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Przesłanki korupcyjne wobec Schetyny były mniej, niż wątłe. Tusk rozbił nieformalny, dualistyczny układ władzy, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego jednak się nie stało. Schetyna, mocny i dobrze oceniany wicepremier i minister spraw wewnętrznych, szybko odnalazł się w nowej roli szefa klubu parlamentarnego. Wzmocnił go, a jednocześnie walcząc o swoją pozycję w partii pozostał lojalny wobec Tuska. Sądzę, że Schetyna zdawał sobie już wtedy sprawę, że stanowisko premiera będzie dla niego nieosiągalne, ponieważ Donald Tusk w wyścigu prezydenckim nie wystartuje.

Read More

Przegrana Donalda Tuska

Wyniki po pierwszej rundzie wyborów prezydenckich są znane. I są zaskoczeniem, in minus, dla Platformy Obywatelskiej. Nie zakładano, jak sądzę, poważnie w sztabie Bronisława Komorowskiego, że zdobędzie on prezydenturę w pierwszej rundzie, ale liczono, że przewaga będzie na tyle duża, że druga runda będzie tylko przyjemną dogrywką, coś w rodzaju objazdu nowego prezydenta po kraju. Stało się jednak inaczej – druga runda zostanie poprzedzona ciężką, dwutygodniową walką, bez gwarancji wygranej. Szanse obu kandydatów należy ocenić, na dziś, mniej więcej równo…

Wynik Bronisława Komorowskiego można tłumaczyć słabą strategią i pracą jego sztabu wyborczego i dobra pracą sztabu Grzegorza Napieralskiego, który prowadząc kampanię w stylu pop trafił do dużej części młodszego elektoratu, zabierając go kandydatowi Platformy Obywatelskiej. Ale jest to tylko cześć prawdy, dobry wynik Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego ma też inne przyczyny.

Kandydat Prawa i Sprawiedliwości osiągnął dobry wynik, ponieważ za nim stała postać jego tragicznie zmarłego brata. Jarosław Kaczyński nie musiał przywoływać swojego brata wprost, ale jednak jego postać był obecna na jego wiecach i spotkaniach. Z drugiej strony Kaczyński nadmiernie nie eksploatował wątku śledztwa po katastrofie smoleńskiej, czego się obawiano, nie przywoływał teorii spiskowych, wskazywał na tylko na sprawą dbałości o polski interes przy prowadzeniu tego dochodzenia.

Łączny wynik obu głównych kandydatów, Komorowskiego i Kaczyńskiego, obaj otrzymali łącznie ok. 78% głosów, wskazuję, że wybory miały wymiar partyjny. Polaryzacja sceny politycznej przez dwie partie lokujące się na prawicy zdominowała te wybory prezydenckie. Z drugiej strony doskonały wynik Napieralskiego, 13 – 14%, wskazuje, że tak oczekiwany przez Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego system dwupartyjny nie jest akceptowany przez dużą część społeczeństwa. Słaby wynik Janusza Korwin-Mikkego (bo ok. 2,5% głosów trudno uznać w skali całej sceny politycznej za wynik dobry) i jeszcze gorszy Andrzeja Olechowskiego, wskazują, że w Polsce myśl liberalna jest w głębokim odwrocie. To sygnał, że polska warstwa średnia i inteligencja nie jest przygotowana jeszcze mentalnie i intelektualnie do uczestnictwa w życiu politycznym w sposób podobny, jak w starych krajach Unii Europejskiej.

Wynik Bronisława Komorowskiego jest przegraną Donalda Tuska. Kiedy kilka miesięcy temu szef Platformy Obywatelskiej zdecydował, że nie będzie kandydował do urzędu Prezydenta RP, było jasne, że popchnęła go do tego nie tylko chęć zachowania stanowiska premiera do następnych wyborów parlamentarnych. Tusk zdając sobie sprawę z władzy i jej możliwości, jakie daję stanowisko premiera. Jego perspektywa polityczna sięga jednak dalej, niż do wyborów w 2011 roku. Delegowanie innego kandydata, niż on sam, miało na celu zbudowanie solidnej podstawy politycznej pod zmianę Konstytucji RP i zmianę struktur władzy w Polsce. Słaby wynik Komorowskiego, a być może jego przegrana w drugiej rundzie z Jarosławem Kaczyńskim może jego plany zniweczyć, a wręcz doprowadzić do jego klęski i oddania władzy na jesieni przyszłego roku.

Read More

Obyczaj demokratyczny

Wielu krytyków Bronisława Komorowskiego zarzuca mu, że podejmując decyzje jako sprawujący urząd prezydenta, narusza coś, co jest zwane „obyczajem demokratycznym”. Uważają oni, że takie decyzje, jak desygnowanie na urząd prezesa NBP profesora Marka Belki (wyboru dokonuje Sejm), czy zwołanie Rady Gabinetowej (która tak naprawdę nie ma żadnej mocy decyzyjnej, ponieważ nie ma prerogatyw Rady Ministrów…) powinny być podejmowane przez prezydenta wybranego w wyborach powszechnych. Krytycy ci jednak nie biorą pod uwagę tego, że Marszałek Sejmu, po pierwsze, sprawuję urząd z mocy Konstytucji, a nie z mocy decyzji partyjnej, a w demokracji obyczaj musi ustąpić prawu. Działania Komorowskiego mają znamiona precedensu i dlatego to on właśnie tworzy obyczaj, a nie jego krytycy. I do tego podejmuje decyzje i interwencje w imieniu i interesie państwa.

Innym trwałym obyczajem jest debata prezydencka, która miałaby pokazać, jakie wizje prezydentury mają poszczególni kandydaci, czym się różnią, i jak chcieliby sprawować swoją misję, daną przez obywateli w wyborach. Jak debata ma wyglądać, tego już zwolennicy tego obyczaju nie mówią, ponieważ każdy widzie go inaczej (tak jak każdy widzi inaczej demokrację, z reguły dość wycinkowo). Jedni uważają, że debata powinna być równoprawna dla wszystkich biorących udział w wyścigu do pałacu prezydenckiego, inni natomiast, że w debacie powinni brać udział ci, którzy mają realne szanse. Szef TVP1, Witold Gadowski uważa, natomiast, że prawdziwie demokratyczna debata ma miejsce wtedy, kiedy konkurują ze sobą przedstawiciele czterech najsilniejszych partii sejmowych, w związku z tym tylko ich zaprosił do najważniejszej debaty. I tak redaktor Gadowski stworzył nowy kanon demokratycznej debaty, gdzie równość kandydatów jest wykładnią siły popierających ich partii politycznych. Jest prawdą, że polityka w demokracji realizuje się poprzez partie polityczne, ale może pan Gadowski by zajrzał do ustawy o wyborze prezydenta i sprawdził, kto tworzy komitety wyborcze kandydatów do urzędu prezydenckiego. Debata w TVP czterech kandydatów dla pana Gadowskiego jest dla niego demokratyczna, ale już debata zorganizowana przez studentów na Uniwersytecie Warszawskim dla wszystkich kandydatów (Jarosław Kaczyński i Grzegorza Napieralski się nie pojawiali) już nie była na tyle ważną, aby ją transmitować w jego telewizji…

Read More

Debata w Onet.tv

I znów kolejne zaproszeni i kolejna krótka debata w Onet.tv. Tym razem na temat kampanii Bronisława Komorowskiego, czy ma szansę na prezydenturę już w pierwszej rundzie, o jego gafach, o aktywności w internecie.

Moim przeciwnikiem (bo chyba tak trzeba to nazwać…) był młody poseł (z Warszawy) Platformy Obywatelskiej, Michał Szczerba.

Kliknij na zdjęcie...

Debata do obejrzenia na stronie Onet.tv


Azrael

Cudownie nawrócony

Tuż po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem krążyła plotka, pogłoska, że obie najsilniejsze partie polityczne, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, dojdą do porozumienia i w wyborach prezydenckich wystawią wspólnego, ponadpartyjnego, koncyliacyjnego kandydata „zjednoczonej prawicy”. Były już nawet pewne kandydatury, mówiono o którymś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, czy o prezesie PAN, profesorze Michale Kleiberze. Nie były to tylko chyba pogłoski, ponieważ niektórzy z polityków obu formacji nie zaprzeczają, że tego rodzaju konsultacje były prowadzone. Chyba jednak nieufność głównych polityków obu formacji była, i jest w dalszym ciągu, przeszkodą do zbudowania takiego porozumienia.

Pomysł jednak nie umiera. Ma on jednak inną formułę. Teraz tym wspólnym kandydatem miałby zostać Jarosław Kaczyński.

Szef PiS-u w swoich wypowiedziach prezentuje się nam jako zupełnie nowy polityk. Wywiad, jakiego udzielił gazecie „Rzeczpospolita” pokazuje nam kogoś, kogo do tej pory nie znaliśmy. Kogoś, kogo nie mogliśmy sobie nawet wyobrazić. Wszystkie przemiany i otwarcia, jakie przeżyliśmy w ciągu ostatnich lat, to nic w porównaniu z tym, co zafundował nam Kaczyński w tych kilku minutach nagrania video, przesłaniu pojednania do Rosjan, i w kilku tysiącach znaków wywiadu. Nie tylko mówi zupełnie innym językiem, ale zupełnie o innych sprawach. Nie padają słowa układzie, anty-pisowskim spisku mediów, szarej sieci, o postkomunistach, no i o IV RP. Zresztą Jarosław Kaczyński nie chce mówić o swoim koronnym pomyśle, lecz o przyszłości. On, który praktycznie całą swoją karierę zbudował na negacji porządku społecznego, konsensusu państwa III RP, który, jeżeli nawet mówił o przyszłości, to projekty osadzał o przeszłość. Żadnych spraw rozliczeń, wszystkich tych dezubekizacji i dekomunizacji. Nie ma podziału na Polskę liberalną (łże Polskę…) i solidarną. Zastanawiam się, czy to jest właśnie to przesłanie i testament zmarłego brata, Lecha?

Read More

Zmiana pozycjonowania

Posted 18 maj 2010 — by Azrael
Category Jarosław Kaczyński, Państwo, PiS, Platforma, Polska, Popaprańcy, demokracja, wybory

Janusz Palikot to własna, unikalna marka polityczna. On może zupełnie swobodnie funkcjonować praktycznie po każdej stronie sceny politycznej, od lewicy, poprzez centrum, na prawicy się zatrzymując (jeżeli uznamy, że prawicą jest chadecja, a nie populistyczni narodowcy). Jego zmysł polityczny, oparty o solidną wiedzę na temat marketingu i własne doświadczenia i wykształcenie filozofa, pozwala mu wyjść z różnych trudnych sytuacji. A przede wszystkim pozwala mu na niezależne funkcjonowanie w świecie politycznej narracji.

Poseł PO miał kilka twarzy – biznesmena, filozofa, znawcy literatury Gombrowicza (i spuścizny naukowej Lecha Kaczyńskiego…), ale twarz (maska?) polityka leży mu najlepiej. W zależności od jego potrzeb był poważnym działaczem sejmowym w komisji mającej usprawniać państwo albo fighterem atakującym Prawo i Sprawiedliwość, z położeniem nacisku na Lecha Kaczyńskiego. Nie porównywałbym go jednak do Andrzeja Leppera, bo działalność tamtego była groteską demokracji, a to co czynił do tej pory Palikot było politycznym happeningiem, czasem performance.

Śmierć Lecha Kaczyńskiego dla innego, mnie zdeterminowanego i odważnego polityka, niż jest to Janusz Palikot mogłaby by być końcem jego kariery. Dowcipy z prezydenta nie są już śmieszne, jego wady, dosadnie i bezwzględnie ukazywane przez Palikota przestają mieć znaczenie. Trzeba mieć dużo determinacji i pomysłowości, żeby z tego rodzaju zaułka politycznego wyjść na nową drogę. I Palikotowi się to chyba jednak uda. Wystarczy po drugiej stronie znaleźć przeciwnika politycznego, do którego można się odnieść. Oczywiście chodzi o Jarosława Kaczyńskiego.

Jest wielu, którzy w przemianę Jarosława Kaczyńskiego nie wierzą. Po prostu, po 20 latach działalności politycznej o określonym profilu, nie można radykalnie zmienić poglądów. Człowiek 61-letni nie zmienia poglądów na otaczającą go rzeczywistość, nawet pod wpływem tak wielkiej tragedii osobistej. Bardziej wiarygodne by było wycofanie się z życia publicznego. Kolejna zmiana wizerunku nie wzbudza zaufania. I Palikot nie kryje, że tej przemianie nie wierzy. Poseł Po pojawił się na jednym ze spotkań marszałka Bronisława Komorowskiego, znacząco odmieniony – fryzura i grube, rogowe, a’la intelektualista z lat 60, to czytelna drwina z kreacji Jarosława Kaczyńskiego, jaką mogliśmy oglądać w nagraniu – przesłaniu – do „braci Moskali”, zamieszczonym w internecie, z okazji 65 rocznicy zakończenia II Wojny Światowej.

Palikot powrócił do polityki, ponieważ jest potrzebny w kampanii wyborczej. Wycofana kampania Jarosława Kaczyńskiego jest dla sztabu Komorowskiego zaskoczeniem. Nie ma kogo atakować, nie ma się do czego odnieść. Od pogrzebu Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki minęły już prawie 4 tygodnie, a poza kilkoma wywiadami szef PiS-u nie udzielił żadnej publicznej wypowiedzi. Trzeba w związku z tym, jeżeli nie da się go wyciągnąć na „ubitą ziemię” znaleźć inne skuteczne metody, pozwalające na utrzymanie przewagi sondażowej. I Palikot będzie robił za krzywe zwierciadło Jarosława Kaczyńskiego… Oby tylko nie przerysował…

Azrael

———————-

Felieton opublikowany na portalu MojeOpinie.pl

Kampania emocji

Za każdym razem, przy okazji każdych wyborów, czy to do Sejmu, lub Parlamentu Europejskiego, a także prezydenckich, pojawia się postulat, aby były one merytoryczne. To znaczy, aby debata obracała się wokół spraw ważnych dla państwa, jego finansów, bezpieczeństwa, edukacji, etc., etc.. A jak jest? Jest plebiscyt popularności poszczególnych kandydatów, okraszony ideologią, a najczęściej jej formą wulgarną. Panują nad tym spin doktorzy, media. Poppolityka, postpolityka, różnie to jest nazywane. Nawet afery, tak jak ta ostatnia, hazardowa, mają nikły wpływ na zmiany na scenie politycznej, na preferencje wyborcze. Chyba, że stanie się coś wyjątkowego…

Katastrofa pod Smoleńskiem jest właśnie czymś takim nowym, co było potrzebne, aby rozruszać scenę polityczną. Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że wypadek samolotu TU 154M da podstawy do szerszej dyskusji o państwie. Pojawiają się wprawdzie głosy, takie jak Czesława Bieleckiego, byłego opozycjonisty i znakomitego architekta, aby porozmawiać o państwie i jego wadach, niekompetencji i braku procedur, ale jest to wołanie na pustyni intelektualnej polskiej polityki. Nawet Jan Rokita, kiedyś polityk, dziś publicysta, ma raczej mało do powiedzenia ostatnimi czasy na tema państwa i jego problemach.

Kampania prezydencka jest znów kampanią wizerunku i emocji, tym razem związanych z katastrofą lotniczą. Wszystkie strony, obozy polityczne unikają odniesienia bezpośredniego do wypadku, ale wszystkie gdzieś ją w ten, czy inny sposób wykorzystują. Już sam fakt, że Bronisław Komorowski pełni funkcję po zmarłym Lechu Kaczyńskim, jest wystarczającym powodem do tego, aby mieć na uwadze, jak w pewnych sytuacjach zachowywałby się prezydent. To on byłby 9 maja w Moskwie i rozmawiałby z prezydentem Miedwiediewem, a ta rozmowa zupełnie inaczej by zapewne wyglądała, jak i stan stosunków z Rosją. Sztab wyborczy kandydata SLD, Grzegorza Napieralskiego zaangażował w kampanii rodziny zmarłych posłów tej formacji, w tym wdowę po kandydacie lewicy, Jerzym Szmajdzińskim. No i oczywiście – przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość również będzie „korzystać” z odniesień do smoleńskiej tragedii. Jest to po prostu nieuniknione.

Read More

Strzelać do pianisty

Jarosław Kaczyński przemówił. Wprawdzie z „puszki”, nie live, tylko z odtworzenia, znów bez możliwości konfrontacji z nim mediów, ale było to jego pierwsze wystąpienie wyborcze. Przygotowane zresztą merytorycznie na wysokim poziomie, to jest jeden z najlepszych materiałów , jaki został przedstawiony w ostatnich latach.

Szef PiS i kandydat na prezydenta, zwrócił się formalnie do Rosjan, ale tylko przykrywka dla prawdziwego adresata. Dobrze dobrany materiał, skierowany pozornie do Rosjan, w tonie pojednania i zrozumienia, równie dobrze napisany, jaki i zagrany, był przede wszystkim adresowany do wyborców polskich, do tej części, która jest niezdecydowana, na kogo głosować i do elektoratu negatywnie nastawionego do Kaczyńskiego. Otoczenie prezesa, pastele, okulary na nosie, czajniczek na herbatę i pianino z partyturą („Etiuda rewolucyjna”?) dopełniały wizerunku. Sygnał był czytelny – prezes jest człowiekiem kulturalnym, jeżeli nawet nie gra na pianinie, to jak zauważyła pani Jakubiak, czeka ono na potomka…

Wszyscy doskonale wiedzą, jak wyglądała polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego, na którego testament powołuje się jego brat. Przez 4,5 roku nie wykonał on ani jednego gestu w stronę Rosji, który mógłby być odczytany jako próba nawiązania relacji. Wszystkie jego poczynania miały na celu osłabienie pozycji Rosją. Wizja polityki zagranicznej PiS-, to walka z odwiecznymi wrogami, Rosją i Niemcami. To polityka napięć i konfliktu.

Ale nie o Rosję w tym wszystkim chodzi; Krótki, niewiele ponad trzyminutowy spot miał nam ukazać Jarosława Kaczyńskiego jako racjonalnego polityka, pragmatyka, męża stanu, przyjaciela nie tylko Rosjan, przewidywalnego, takiego, którego osobista tragedia zmieniła. To już nie jest jastrząb polityczny, ale raczej gołąbek pokoju. To co było formalnie adresowane do Rosjan, czyli słowa współczucia dla poległych w trakcie II WŚ, miało wywrzeć wrażenie na polskich odbiorcach. I wywarło. Ci, którzy nie rozumieją kuchni politycznej, są gotowi uwierzyć w słowa i nowy wizerunek Kaczyńskiego, ci, którzy potrafią wniknąć głębiej, widzą, jak dobra to jest manipulacja.

Read More

Puste emocje prezydenckie

Emocje, jakie towarzyszą tegorocznym wyborom prezydenckim i kampanii wyborczej, są mocno na wyrost. Przyczyną tego jest oczywiście atmosfera polityczna i społeczna po katastrofie samolotu z 96 osobami na pokładzie, 10 kwietnia pod Smoleńskiem. Katastrofa, która jeszcze nie wprost, ale podskórnie, będzie laitmotivem wielu dyskusji.

Jednym ze skutków tej katastrofy jest to, że zmieniła się polityczna geografia wyborów. Wprawdzie aż 10. kandydatów zebrało ponad 100.000 wymaganych do startu podpisów, ale jest dla wszystkich jasne, że liczyć się będą tylko dwaj – Jarosław Kaczyński z ramienia Prawa i Sprawiedliwości i Bronisław Komorowski z Platformy Obywatelskiej. To przyporządkowanie partyjne m znaczenie nie tylko formalne, ale również pokazuję faktyczną wymiar i znaczenie wyborów i stanowiska prezydenta w Polsce.

Podział sceny politycznej, jej dualizm, nie jest jednak wcale zapowiedzią tego, o czym politolodzy piszą od wielu lat, czyli dążeniem do systemu dwupartyjnego. Nie jest również odbiciem konfliktu w polskim społeczeństwie, na tle ważnych problemów. Na obie partie polityczne, PO i PiS tak naprawdę nie głosuje nawet 30% całego uprawnionego do odwania głosu elektoratu. Nie jest to konflikt społeczny, ale raczej konflikt „elit” politycznych (cudzysłów mocno uprawniony…), ale raczej nie jest to spór ideowy, czy światopoglądowy, ale o dostęp do władzy. Wybory prezydenckie są tylko kolejną odsłoną tego sporu formacji, drużyn partyjnych. Dzieje się tak dlatego, że pozycja prezydenta w systemie władzy wykonawczej mniej zależy od tego, jak jest to zapisane w Konstytucji RP, a bardziej od tego, jaki jest podział władzy w Sejmie i implikowana tym siła drugiego członu egzekutywy politycznej, czyli rządu.

Read More

Policzyli się…

Mały szok, a na pewno konsternacja; Jarosław Kaczyński, a właściwie jego zwolennicy zebrali około 1.700.000 podpisów na listach rejestracyjnych kandydata Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. W 9 dni, jak to podkreślano. Liczono, ile dziennie, ile na godzinę… nie podano tylko, ile czarno-białych zdjęć zmarłej pary prezydenckiej, Marii i Lecha Kaczyńskich rozdano, tak przy okazji…

Tak, mobilizacja zwolenników Kaczyńskiego była ogromna. I okrzyknięto, że jest to wielki sukces, ponieważ główny konkurent, Bronisław Komorowski, zebrał niecałe 760.000 głosów. To dużo mniej i wyraźnie wskazuje, że nadzieje niektórych, że wyścig prezydencki może się rozstrzygnąć w pierwszej rundzie, trzeba zweryfikować. Tym bardziej, że inni konkurenci też zebrali znaczącą ilość głosów (łącznie finalnie wystartuje 10. kandydatów).

Wysoki wynik cieszy zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, pozwala im znów przedstawić swoje racje i poglądy. Przede wszystkim ten, że 20% przewaga Bronisława Komorowskiego w sondażach jest zafałszowaniem, że wynika to z presji mediów, że własne sondaże (czy te robione przez Radio Maryja, dające dużą przewagę Kaczyńskiemu), są bardziej wiarygodne. Tylko, że fakt uzyskania ponad dwukrotnej liczby podpisów nie oznacza tego, że musi się to powtórzyć przy urnie. Z wielkim prawdopodobieństwem można napisać, że nie powtórzy się.

Tak dobry wynik zwolenników Jarosława Kaczyńskiego da się wytłumaczyć racjonalnie, i nie jest to trudne.

Read More

Kampania spowita czernią

Dziś zamknięta została formalnie lista ubiegających się o urząd Prezydenta RP. Jarosław Kaczyński został kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, a szefową jego kampanii będzie Joanna Kluzik-Rostkowska, chyba najbardziej liberalny polityk tej partii. Czy to oznacza, że będziemy mieli nowy, kolejny zwrot w polityce PiS i samego Kaczyńskiego? Nic podobnego. Wystarczy przeczytać oświadczenie, jakie Kaczyński umieścił na stronie partii, aby upewnić się, że linia polityczna pozostaje bez zmian, a kampania będzie opierała się o schemat odwołujący się do pamięci o bracie, Lechu Kaczyńskim.

Jarosław Kaczyński i jego otoczenie chce wykorzystać sprawę katastrofy pod Smoleńskiem w kampanii. W oświadczeniu nie tylko odwołuje się do spuścizny swojego brata, ale również do pamięci o innych zmarłych. Widać wyraźnie, że Kaczyński chce się nam przedstawić jako spadkobierca idei i myśli politycznej brata. Jednak wyborcy będą pamiętali, a jeżeli nie, to kontrkandydaci na pewno to przypomną, że do dnia śmierci to Lech Kaczyński był raczej uważany za depozytariusza woli brata. Odwoływanie się do zmarłego brata i jego testamentu siłą rzeczy będzie również odwołaniem do idei IV RP – do schematu i projektu politycznego, który łatwo można zaatakować.

Komitetów wyborczych zarejestrowano 22 lub 23, ale już dziś z dużą dozą prawdopodobieństwa można napisać, że poważnych kandydatów jest kilku, a do drugiej rundy przejdą Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski, z ramienia PO. Dwie najsilniejsze partie już skupiają wokół siebie bloki, po stronie PiS opowiedziała się „Solidarność” (można powiedzieć – wreszcie Janusz Śniadek się określił…), swoje poparcie dla PO zgłosiła właśnie Partia Demokratyczna. Andrzej Olechowski, Grzegorz Napieralski i Waldemar Pawlak za sukces będą musieli uznać wynik powyżej 10% poparcia.

Read More

Jeden kandydat

Posted 21 kwi 2010 — by Azrael
Category Jarosław Kaczyński, PiS, Platforma, Polityka, Polska, demokracja, wybory

Ciężki tydzień. Nie zakończyła się jeszcze żałoba, trwają pogrzeby posłów, senatorów, duchownych, żołnierzy, wszystkich, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem, ale prawo, w tym przypadku Konstytucja, jest nieubłagane. Dziś marszałek Sejmu, pełniący obowiązki prezydenta podpisał rozporządzenia ogłaszające termin wyborów – na 20. czerwca. Do rejestracji komitetów wyborczych (1000 podpisów) pozostało kilka dni – do poniedziałku 26 kwietnia. Potem krótki czas na zebranie 100.000 podpisów pod listami konkretnych kandydatów.

Oczy komentatorów są zwrócone w stronę szefa PiS, Jarosława Kaczyńskiego,wszyscy czekają na to, czy zdecyduje się kandydować sam. Argumenty za-, jak i przeciw jego kandydowaniu padają ważne, ale to jest tak naprawdę jazda na jałowym biegu, bo ponoć Prawo i Sprawiedliwość już decyzję podjęło, a to oznacza, że w sobotę, może w niedzielę ogłosi ją Jarosław Kaczyński. A przykładanie racjonalnych przesłanek co do jego decyzji, to wiara w to, że może się on zmienić.

Pojawiają się pomysły, wychodzące z sytuacji tuż po samej katastrofie, gdzie zaczęto lansować teorię przewartościowania politycznego i zgody narodowej, że można by desygnować siłami wszystkich się liczących partii jednego kandydata, ponadpartyjnego, społecznego, ale jednak partyjnego, choć nie związanego z polityką. Joanna Siedlecka z „Gazety Wyborczej”, doświadczona komentatorka życia politycznego i społecznego lansuję ten pomysł, wskazując na możliwość zaproszenia kogoś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, albo prezesa Sądu Najwyższego. Grzegorz Napieralski, szef SLD ma pomysł podobny, wskazując na prof. Michała Kleibera. Szef Polskiej Akademii Nauk jest ostatnio chyba najbardziej pożądaną i oglądaną ze wszystkich stron osobą z poza polityki, traktowaną jako potencjalny prezydent…

Read More

Scenariusze polityczne – 13. kwietnia

Posted 13 kwi 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja, wybory

Wydawało się, że wszystkie karty dotyczące jesiennych wyborów prezydenckich są już rozdane. As – Donald Tusk wycofał się. Dwa walety, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski rozegrały partię „wojny”, strzelając do siebie ślepakami. „Stary król”, Lech Kaczyński abdykować nie chciał, ale lud był przeciwko niemu. Reszta to blotki, nawet jeżeli wydawało się do pewnego momentu, że  jokery, jak Andrzej Olechowski. Ale los kopnął w stolik z kartami, talia została na podmokłym polu pod Smoleńskiem.

Jeszcze jest żałoba, jeszcze nie pochowano prochów Lecha Kaczyńskie i jego żony, posłów, senatorów, wojskowych, księży, nie znamy przyczyn katastrofy. Nie wiemy, jak będzie wyglądało rzeczywistość polityczna po tej wielkiej tragedii. Nie wiemy, na co stać polityków, jaką drogą pójdą, na jakie kompromisy i rozwiązania się zgodzą. Jest jednak faktem, że choćby z powodów prawnych i proceduralnych musi dojść do szybkich decyzji.

W wypadku zginęło dwóch kandydatów wyścigu prezydenckiego (start Lecha Kaczyńskiego wyglądał na przesądzony). Ale straty największe poniosło Prawo i Sprawiedliwość, co dramatycznie wyglądało dziś w Sejmie, w trakcie specjalnego, żałobnego posiedzenia obi izb polskiego parlamentu. Jarosław Kaczyński stracił nie tylko brata, ale również najbliższe otoczenie, szczególnie właśnie to sejmowe, polityczne, dobrze zaprawione w bojach i procedurach, jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Nie wymieniając nazwisk wiadomo, że zastąpienie ich od razu nie będzie łatwe. Kaczyński będzie musiał podjąć pewne decyzje, ponieważ tylko on je dotychczas podejmował i nikt nie jest na siłach, oprócz niego, aby tego dokonać właśnie teraz. Nie wiemy oczywiście, na ile ta traumatyczna, tragiczna sytuacja przewartościuje jego podejście do życia, ale wiemy, że był on zawsze odpowiedzialny za swoje zaplecze polityczne – po prostu za ludzi, którzy w nim pokładali nadzieje. Wiemy jednak też, że już w trakcie powrotu do Polski, po zidentyfikowaniu ciała brata powiedział w samolocie do posła PE, Adama Bielana, że dla niego życie się skończyło…

Read More

Państwo działa dalej

Posted 11 kwi 2010 — by Azrael
Category Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Społeczeństwo, demokracja

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, z prezydentem państwa na czele, wielu znakomitych działaczy politycznych, senatorowie i posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było w świecie współczesnym tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, w czasach pokoju, tragedia jest tak wielka nie tylko śmiercią prezydenta państwa, ale również tak wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znalazło się wielu ludzi stale, trwale i znacząco mających wpływ na funkcjonowanie państwa.

Obserwując jednak to, co się dzieje od mniej więcej 24 godzin, widzę, że państwo radzi sobie doskonale, nie widać w nim żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. To oznacza, że demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działają w warunkach tak ekstremalnych.

Obowiązki prezydenta (zgodnie z art. 131 Konstytucji RP) przejął marszałek Sejmu, Bronisław Komorowski. Zgodnie z ustawą zasadniczą ogłosi w ciągu najbliższych kilkunastu dni przedterminowe wybory prezydenckie. W przypadku zmarłych posłów automatycznie miejsca po nich zajmą następni na listach, w przypadku senatorów – będą się musiały odbyć wybory uzupełniające. Nie wiadomo, kto zajmie miejsce wicemarszałków Sejmu w jego prezydium
Sejm będzie musiał się zając także wyborem nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego, Sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. PKOL będzie musiał wybrać w miejsce nowego Piotra Nurowskiego nowego prezesa…
W wojsku procedury zadziałały automatycznie, miejsca opuszczone przez dowódców poszczególnych rodzajów wojsk zajmą ich pierwsi zastępcy. Ale szefa Sztabu Generalnego mianować będzie musiał Marszałek Sejmu, w uzgodnieniu z rządem.

Read More

Projekt ustawy o fundacjach politycznych – bez znaczenia

Posted 07 kwi 2010 — by Azrael
Category Państwo, Polityka, Polska, Prawo, Społeczeństwo, demokracja

Polski system polityczny jest stabilny, co nie oznacza, że w pełni rozwinięty i klarowny. Powinien być w dalszym ciągu modyfikowany i zmieniany, głównie w kierunku szerszego udziału społecznych sił w zarządzaniu państwem. Nie chodzi tu w tym przypadku tylko 0 zarządzanie państwem z poziomu centralnego, ale również o udział społeczeństwa na szczeblu województwa, powiatu, samorządu lokalnego. Te sprawy można usprawnić, modyfikując jednocześnie dwa zagadnienia – ordynacje wyborcze (parlamentarną i samorządową) i zasady finansowania partii politycznych.

Pierwsza sprawa wymagałaby rzetelnej i długiej dyskusji, także konstytucyjnej, co obecnie, przy takiej polaryzacji i skłóceniu sił politycznych nie jest praktycznie możliwe.

Jeżeli chodzi natomiast o finansowanie, to przypomnijmy, że partie polityczne, które zdobyły w wyborach parlamentarnych min. 3 proc. poparcia, otrzymują dotację budżetowe, a także zwrot kosztów kampanii . Są to znaczne kwoty (odpowiednio PO za rok 2009 – ponad 40 mln zł rocznie, PiS –prawie 38 mln zł, SLD – 14 mln, PSL – 13 mln). Partie mogą też przyjmować ograniczone darowizny od osób prywatnych. Nie mogą natomiast brać pieniędzy od darczyńców instytucjonalnych. Taki system finansowania powodują petryfikację istniejącego stanu politycznego i utrwalenie systemu oligarchii partyjnych.

Kilka lat temu byli posłowie, Marek Jurek i Marian Piłka, napisali dla Gazety Wyborczej rzeczowy artykuł na temat drogi ewolucji systemu partyjnego w Polsce. Zauważyli, że system dwupartyjny, do jakiego dąży polska scena polityczna jest dość sztuczny, polski układ polityczny nie dorósł do tego rodzaju rozwiązania. Przypomnieli także, że partie stały się oligarchiczne, nie pełnią funkcji pośrednika pomiędzy opinią publiczną, a państwem, wyborcy nie pełnią kontroli nad politykami i wybranymi przez nich posłami – lecz następuję odwrócenie ról i pojęć. Partia przestaje być elementem oddziaływania elektoratu na państwo – staje się strukturą czysto administracyjną. I przy okazji, poddana centralnemu sterowaniu – staje się biurokratycznym aparatem, niezdolnym do rozwiązywania problemów państwa.

Read More

Po debacie

Posted 21 mar 2010 — by Azrael
Category PiS, Platforma, Polityka, Polska, demokracja, wybory

Najważniejsze przesłanie tak zwanej debaty prezydenckiej kandydatów na kandydata prezydenckiego Platformy Obywatelskiej zostało uzyskane – media od tygodnia były skupione tylko na tym wydarzeniu, wszystkie informacyjne stacje telewizyjne ją relacjonowały, porankiem ci, którzy nie mają dostępu do internetu znajdą na „jedynkach” gazet informacje o debacie.

Kto więc wygrał starcie zastępców Tytana (Donalda Tuska)? Przytomnością umysłu wykazał się redaktor Andrzej Stankiewicz z tygodnika „Newsweek”, który w specjalnym wydaniu programu „Loża prasowa, w TVN24″, zaraz po debacie odruchowo odpowiedział na pytanie prowadzącej, „No, oczywiście, Platforma Obywatelska”. I ten automatyzm reakcji już jest widoczny w komentarzach mediów – najpierw jest PO i jej działania, potem długo, długo nic i reszta. A samym innym kandydatom pozostają tylko działania reaktywne. I to jest olbrzymi sukces speców od kreowania wizerunku, pracujących dla Platformy Obywatelskiej.

Sam 45-minutowy spektakl był jednak nudny. Już sama formuła posadzenia kontrkandydatów na fotelach ograniczała możliwość ekspresji i usztywniała nie tylko dyskutantów, ale również prowadzących. Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski byli odsunięci znacznie od siebie, w związku z tym mała była możliwość kontaktu wzrokowego i interakcji. Zresztą prowadzący spotkanie posłowie Joanna Mucha i Sławomir Nowak, nie wykazali się specjalną inwencją, a dość sztampowe pytania i forma dyskusji nie pozwalały na rozwinięcie dyskusji. To jednak uwypukliło, że panowie się rzeczywiście pięknie różnią, ale realnie obaj są z tej samej stajni politycznej, której i trenerem i managerem jest Donald Tusk. Nie wiem, na ile było to frustrujące dla obu interlokutorów, ale obaj nie ustrzegli się gaf.

Read More

Pięknie się różnić

Posted 19 mar 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Państwo, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Społeczeństwo, wybory

Pomysł rywalizacji pomiędzy dwoma kandydatami Platformie Obywatelskiej udał się jak mało co. Jeżeli rzeczywiście za tym stoi sam Donald Tusk, oznacza to, że jako pierwszy polityk w Polsce tego szczebla zrozumiał, że polityka przeszła z fazy programów do fazy wizerunku. Albo inaczej – z fazy dyskusji parlamentarnych do fazy dyskusji medialnych.

Od kilku tygodni media nie żyją praktycznie niczym innym, niż sprawa prawyborów. Już zapomniano, że jest to raczej substytut prawdziwej demokracji, gdzie dwóch kandydatów rozgrywa partię szachów pionami od warcabów. Teraz ważne jest to, jak to odbierają – i sprzedają media. A śledząc media elektroniczne i papierowe można zauważyć, że niezależnie z kim przedstawiciel mediów by nie rozmawiał, czy jest to polityk, specjalista od marketingu politycznego, czy przechodzień na ulicy, zagadnięty o swoje preferencje polityczne – zawsze padnie pytanie – „A jak Pan/Pani uważa? Czy Bronisław Komorowski, czy Radosław Sikorski…?”. Przy okazji wypromowano na nowo wizerunek żon obu kandydatów.

Ale oczywiście nie o samych kandydatów i ich żony tu chodzi, ale o wizerunek partii. Platforma Obywatelska uzyskała na organizacji tej medialno-politycznej zabawy kilka punktów;

Po pierwsze, dokonała się konsolidacja i pobudzenie członków i sympatyków PO. Nie samych kandydatów, ale właśnie członków i struktur partyjnych, potrzebnych tak naprawdę od maja, kiedy ruszy prawdziwa kampania, po ogłoszeniu terminu wyborów. Nie są prawdą żadne rojenia, że rywalizacja Komorowski/Sikorski poróżni członków partii, nawet może ją podzielić. Oto zadba już sam Donald Tusk, który w sytuacjach napięć pomiędzy rywalami już kilkakrotnie interweniował. To on jest suwerenem partii i to on jest spoiwem – nie będzie żadnego rozłamu, a przegrany w tych wyborach stanie u boku zwycięzcy.

Read More

Debata Prezydencka 2010

Posted 19 mar 2010 — by Azrael
Category Lech Kaczyński, Media, PiS, Platforma, Polityka, Polska, Telewizja, demokracja

To już była druga debata, do której zostałem zaproszony przez Onet.tv – pierwsza dotyczyła zmian w Konstytucji RP, ta natomiast tego, czy Polacy dadzą drugą szansę Lechowi Kaczyńskiemu, w zbliżających się wyborach prezydenckich. Ja na swój prywatny użytek określiłem temat spotkania – Czy Lech Kaczyński zostanie ponownie prezydentem, i dlaczego nie… ;)

Zapraszam do obejrzenia – bezpośrednio ze strony Onet.tv.

Należy kliknąć  na zdjęcie;

W spotkaniu wzięli udział posłowie; z PiS – Adam Hofman, z PO – Sebastian Karpiniuk, oraz redaktor naczelny „Gazety Polskiej” – Tomasz Sakiewicz. No, i Wasz bloger…

Azrael

Marazm partyjniacki

Media robią wszystko, co mogą, aby podgrzewać atmosferę wyborczą, choć oficjalnie termin wyborów prezydenckich nie został jeszcze ogłoszony (dwie ostatnie niedziele września, lub pierwsza października, jak to sprawdził i opublikował na swoim blogu redaktor Krzysztof Leski). Co ciekawe, kompletnie nie wspomina się o drugich wyborach, samorządowych, które z punktu widzenia obywateli, mają znaczenie dużo większe. Zresztą nie tylko obywateli, ale również partii politycznych, bo to one będą bardziej rzutować wynikami na następne, parlamentarne, które zapewne odbędą się na wiosnę przyszłego roku. Taki kalendarz wyborczy narzuca nam polska prezydencja Unii Europejskiej.

Wybory samorządowe, które zresztą są również wyborami partyjnymi, nie skupiają uwagi mediów, ponieważ trudno zainteresować społeczeństwo sprawami tak przyziemnymi, jak gminne, czy powiatowe drogi, wodociągi, czy nawet szpitale. Nawet afery lokalne, wójta, burmistrza (prezydenci miast to dla partii już stanowiska selekcyjne, nie znajdą się wśród kandydatów ludzie z niesprawdzoną przeszłością…), mają inny, siermiężny posmak. Rzadko dociera do społeczeństwa jednak, że „rozgrywki regionalne” to nie tylko wojna o stołki, ale również walka o budżety, kasę, dotacje – o ogromne pieniądze, w przypadku metropolii kwoty idące w setki milionów, a nawet miliardy. Dlatego dziwić może to, media mainstreamu interesują się co i gdzie bąkną na wiecach i akademiach Sikorski, Komorowski, Olechowski i inni, mniej lub bardziej znaczący kandydaci, a nie tym, kogo poszczególne siły polityczne będą desygnować na obieralne stanowiska w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Read More