Huśtawka, czy zjeżdżalnia?

Poszczególne gazety, portale internetowe, stacje telewizyjne i radiowe mają swoje ulubione ośrodki badania opinii publicznej, zwane w skrócie „sondażowniami”. W zależności od potrzeb zamawiane są w nich badania, na określony temat, w określonym czasie. Wyniki są przedstawiane, z reguły w aurze niezależnych badań naukowych, a potem są komentowane szeroko przez inne stacje, gazety, portale, aż do momentu, kiedy nie pojawi się następny sondaż, na temat podobny… i tak się kręci.
Nikt się nie pyta o podstawy badania, grupę badaną, metodologię, a już o sprawdzenie trendów w czasie jest wyjątkową rzadkością. Liczy się dziś i jutro – plus ekstrapolacja wątpliwej jakości wyników na bieżącą politykę, realizowana przez równie niezależnych i profesjonalnych komentatorów, jak owe wyniki.

Są oczywiście „sondażownie”, których metody badań są wiarygodne, a wyniki sprawdzalne i potwierdzające się, ale stara, dobra prawda mówi, że w przypadku sondaży ich wyniki analizuje się ex post, czyli po wyborach, ponieważ najlepszym sondażem są same wybory.

Ostatnio pojawiło się kilka sondaży popularności (poparcia?) dla partii politycznych, które musiały doprowadzić do skoku ciśnienia polityków dwóch największych konkurentów na polskiej scenie politycznej, PiS i PO. Pierwszy opublikowany podał, że poparcie dla PO spadło z niemal 50% do 37%, a PiS otrzymał w nim aż 28%, co daje różnicę już tylko 9%. Można by powiedzieć – konkurent już w zasięgu wzroku, a nawet strzału. To musiało Donalda Tusk i innych polityków Platformy mocno zaniepokoić. A Jarosław Kaczyński zapewne rozparł się w swoim fotelu w siedzibie partii na Nowogrodzkiej, przypominając sobie, że jednak ten w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera, może i bardziej gorący, ale za to bardziej kuszący…

No niestety… następnego dnia ukazały się inne sondaże, z których ewidentnie wynikało, że dystans 20% pomiędzy PiS i prowadzącą PO jest dalej utrzymywany, a wynik wskazuje, że gdyby doszło do wyborów, to partia Donalda Tuska jest bliska uzyskania uzyskania 23o głosów, i jeszcze kilku, dających im prawo do samodzielnego stworzenia rządu. Powietrze z baloników w PiS uszło, a politycy PO odetchnęli. Czy jednak słusznie?

Continue Reading →

IPN łączy i dzieli

Instytut Pamięci Narodowej do specyficzna instytucja na polskiej scenie. Właśnie nie w obszarze nauki i działalności historycznej, czy w obszarze wymiaru sprawiedliwości, ale na „scenie”, ponieważ działania szefa tej instytucji, a także poszczególnych jej pracowników i doradców, odbierane są jako działania polityczne, medialne – rzadko kiedy jako naukowe.

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy i IPN, autorstwa Platformy Obywatelskiej – partii, która w poprzedniej kadencji powołała tę instytucję i walnie przyczyniła się do nadania jej obecnego profilu, dalekiego od bezstronności jednostki naukowej. To PO przyłożyła rękę do powołania na jej szefa profesora Janusza Kurtyki, co odbyło się w atmosferze skandalu pomówienia, i to ona pozwoliła na taką formę organizacyjną, w której polityczny prymat ma obecnie jedna siła polityczna. I możemy wczytywać się w sprawozdanie IPN, które właśnie zostało przyjęte przez sejmową komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka, nie zmieni to jednak oblicza tej instytucji, jako narzędzie politycznego przeciwko politycznym adwersarzom. Można się chwalić pracą pionów naukowego, edukacyjnego i archiwalnego, jednak IPN jest postrzegany przez swój pion śledczo-dochodzeniowy,

Platforma Obywatelska nie chce likwidacji IPN, do czego miała prowadzić propozycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Więcej – zmiany, jakie PO chce wprowadzić w ustawie o IPN, mają charakter kosmetyczny i mają za zadanie poddanie tej instytucji dalszej kontroli. Kontroli politycznej polityków. A najważniejsza wadliwość tej instytucji, czyli połączenie działalności śledczej i naukowej, w projekcie PO nie zostaje usunięta. Zamiana instytucji kolegium na radę instytutu to tylko tak naprawdę zabieg erystyczny, ponieważ sam tryb wyboru i akceptacji członków tej rady zostawiają politykom bardzo szeroką możliwość wpływu na nią.

Continue Reading →

Odwieczne prawdy sondaży

Znów się pojawił sondaż, który wzbudził poruszenie. To ten zamówiony przez „Rzeczpospolitą” i zrealizowany przez GfK Polonia, mówiący, że Polacy Donalda Tuska nie kochają. Już ponad 81% badanych uważa, że jego rząd nie spełnił oczekiwań, a aż 33% respondentów sądzi, że rok 2009 był gorszy od poprzedniego pod względem politycznym. I już zapomniano, że kilka dni temu ten sam ośrodek opinii publicznej przekazał w kolejnym specjalnym i unikalnym sondażu, że PO znów ma ponad 50% społecznego poparcia…

O sondażach, ich metodologii, wpływie na opinie publiczną napisano już doktoraty i habilitacje, więc nie ma specjalnie nad czym się rozwodzić, tym bardziej, że najdalej jutro ukaże się następny sondaż, też robiony równie profesjonalnie, który pokaże zgoła inne wyniki. Będzie on robiony na równie „reprezentatywnej” próbie i równie „profesjonalnymi” metodami, z tym, ze zostanie zamówiony, powiedzmy przez stację telewizyjną XYZ. I znów domorośli komentatorzy rzucą się na nie, i znów wysnują daleko idące wnioski dotyczące nie tylko poparcia dla poszczególnych partii, polityków, rządu, ale również znajdą metodą ekstrapolacji tych sondaży na wyniki wyborów za rok, za dwa, a może i za lat pięć.

Przytomnie z komentujących zachował się jedynie prof. Ireneusz Krzemiński, który zadał sobie trud sprawdzenia, że rząd Tuska w tendencji dwuletniej jest w dalszym ciągu najlepiej ocenianym rządem z ostatnich kilku, a poza tym to nie są wyniki WYBORCZE, tylko przedstawienie poglądu, czy się kogoś lubi, czy jednak może nie. I tak odczytując ostanie dwa sondaże, widzimy dokładnie, że może Donalda Tuska już respondenci sondaży nie lubią, jak kiedyś, ale nie na tyle, aby polubić Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego i jego brata. Co to, to jednak nie…

Continue Reading →

Martwa idea POPiS-u

Co jakiś czas powraca w mediach, czy na polskich salonach politycznych dyskusja o tym, jaka to wspaniała miała być idea porozumienia dwóch partii postsolidarnościowych, Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. Porozumienie tych dwóch formacji, w skrócie POPiS, miało wcielić w życie idee tak zwanej IV RP, czyli publicystycznego pomysłu politologa Roberta Matei. Sierot po POPiS-ie jest w dalszym ciągu wielu, tylko, że ich wynurzenia są zgoła inne, niż jeszcze kilka lat temu.

Chyba najbardziej paradoksalną sprawą jest to, że obie partie i PO, i PiS prezentują się jako partie prawicowe, jednocześnie odwołując się do czysto socjalistycznego i socjalnego ruchu związkowego, a później politycznego, który u zarania swojej działalności chciał socjalizm reformować, nie myślał o zmianie systemu politycznego, a ryt niepodległościowy i antykomunistyczny nadali mu działacze innych nurtów politycznych, co ciekawe, również początkowo o proweniencji lewicowej. To coś takiego, jak w przypadku amerykańskiego ruchu neokonserwatywnego, którego początki tkwią w… lewicy trockistowskiej. Tak daleko nasze partie „prawicowe” nie doszły, ale chcą być postrzegane jako ideowa prawica, choć obie z konserwatyzmem, liberalizmem i chadecją mają związki bardzo luźne.

Prawicowy, coraz bardziej prawicowy dziennikarz, Igor Janke wydał książkę, stanowiącą wybór jego felietonów i publikacji z ostatnich kilku lat, nosi ona tytuł, „PO-PiSowa kronika upadku”. Mówi to już samo przez się, o czym ten wybór traktuje, ocena tego, co się stało w ciągu ostatnich 4. lat zawarta jest w tytule. Janke pisze, w przedmowie, że „koalicja PO-PiS to był tylko sen, z którego trzeba szybko się obudzić”, a minione 4. lata podzieliły tylko elity polityczne – w sposób nieodwracalny. To słuszna diagnoza, ale spór o idee POPiS-u i jego upadku toczy się teraz, kto za to ponosi winę. I tak, jak głębokie są podziały pomiędzy działaczami obu partii, tak również głęboki – i nierozwiązywalny – jest spór, kto za to ponosi odpowiedzialność.

Continue Reading →

Cynizm uprawniony

Wielu ludzi dotkniętych władzą staje się cynikami. Myślę, że większość ludzi władzy, od decyzji których zależy to, czy zrealizują swoje plany, lub plany swojej formacji politycznej, wie doskonale, że nie ma prostej drogi do dojścia do celu. Słowo „kompromis” jest na pierwszym miejscu przed słowem „prawda” w arsenale polityka.

Komisja hazardowa rozgrzewa…samych zainteresowanych, media elektroniczne i garstkę obserwatorów. Tak, garstkę, ponieważ szerszy ogół społeczeństwa jest sprawą zainteresowany mniej niż umiarkowanie. Pokazują to zresztą ostatnie sondaże, które wprawdzie są dość mało miarodajne, co do reprezentatywności badanych i zakresu badania, ale pokazują trend, a właściwie stałość poglądów – Platforma Obywatelska cały czas oscyluje wokół 50% poparcia społecznego…Afera hazardowa, „grzana” przez media już prawie od 2. miesięcy, nie działa ani wprost, ani w sposób skumulowany na wyniki sondaży.

Komisja sejmowa, jaką powołano do rozwikłania tej sprawy, jest pod całkowitą kontrolą Platformy Obywatelskiej, a jej koalicjant, PSL, nie miesza się do tego, uznając, że do problem PO, jak sobie sprawę rozwiąże. Marszałek Franciszek Stefaniuk wyraźnie to zaakcentował, że on i jego formacja nie będzie się mieszać w przedstawienie, jakie tworzą PO i PiS, i opuścił salę obrad przed głosowaniem nad odwołaniem ze składu komisji pisowskich posłów Wassermana i Kempy. PO nie ma innej możliwości, niż trzymanie całej komisji i sprawy afery hazardowej „za twarz”, ponieważ partie opozycyjne, przy całej retoryce wielkich słów posła Bartosza Arłukowicza z SLD i polityków PiS – zrobiłyby wszystko, aby przejąć władzę w komisji i wykorzystać ją dla własnych celów politycznych.

Odwołanie Zbigniewa Wassermana i Beaty Kempy z prac komisji było zagraniem cynicznym. Cynicznym, ale w pełni uprawnionym prawnie, ponieważ szef komisji, poseł Sekuła miał w ręku opinie prawne biura Sejmu. I o tym i Kempa i Wasserman wiedzieli, przeglądając depesze papowskie nie znalazłem nigdzie ich opinii o tym, że zostało złamane prawo. Jest faktem, że uczestnictwo Kempy w pracy komisji ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy PO nie przeszkadzało, choć była ona wiceministrem w resorcie, który w sprawę był zamieszany, a jej były szef Zbigniew Ziobro, będzie jeszcze zeznawał przed komisją – a teraz jednak przeszkadza…

Continue Reading →

Zgniła koalicja POPiS

Hasło „sieroty po POPiS-ie” jest znów dość popularne. Liczba marzycieli, że dwie główne siły postsolidarnościowe jeszcze się ze sobą zejdą wcale nie maleje. Jakikolwiek sygnał ze strony choćby marginalnych polityków jednej lub drugiej partii, wzbudza od razu falę enuncjacji i wróżb politycznych. Czy jednak sojusz obu partii jest możliwy? Tak, niestety jest możliwy. A wynika to ze słabości przede wszystkim Platformy Obywatelskiej.

Platforma Obywatelska, podobnie jak większość nowoczesnych partii europejskich, jest partią bez idei, rozumianej jako wartość, jako przesłanie i program społeczny. To jest tylko organizacja, posługująca się metodami marketingu i PR politycznego, skierowana na zdobycie, utrzymanie i wzmocnienie swojej pozycji, a w rezultacie – władzy. Ocena tego przez pryzmat założenia, że mamy do czynienia z partią idei, ludźmi idei, w tym wypadku idei liberalnych – jest częstym błędem czynionym przez obserwatorów, komentatorów politycznych i , niestety, wyborców. Na Platformę (i na inne partie polityczne także) należy spojrzeć bez założenie, że są one formą organizacji społecznej i kierują się jakąś ideą pracy dla środowiska społecznego. Powinniśmy patrzeć na partie polityczne tak, jakby były one wyabstrahowane z kontekstu społecznego. I tak faktycznie się to coraz częściej dzieje.

Istotą działania Donalda Tuska i jego formacji było zdobycie władzy. Kiedyś zdobycie władzy polegało na przedstawieniu takiego programu społecznego, gospodarczego, politycznego, aby przekonał on wyborców. Teraz dojście do władzy uwarunkowane jest głównie tym, na ile techniki marketingu politycznego będą skuteczne, aby pokonać przeciwnika. Jest truizmem powtarzanie, że nie ma jasnego podziału na lewicę i prawicę, na partie konserwatywne, liberalne i populistyczne, w polskich warunkach zanika też już podział na partie post solidarnościowe, post komunistyczne i narodowo – patriotyczne. Zrozumiał to Donald Tusk, przytulając przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, lewicową Danutę Huebner i socjal-konserwatystę Mariana Krzaklewskiego.

Continue Reading →

Kupczenie państwem

Kiedy w ubiegłą sobotę Donald Tusk rzucił propozycję zmian w Konstytucji RP – propozycję stricte polityczną i PR-owską – opozycja natychmiast podniosła larum, że jest to zagranie li tylko na umocnienie władzy rządowej, i zabranie prawa obywatelom do wyboru prezydenta (czyli odebranie igrzysk…). Przypomnijmy, że według tego medialnego pomysłu rola i prerogatywy prezydenta zostałyby drastycznie ograniczone – zostałby pozbawiony veta, byłby wybierany nie w wyborach powszechnych, lecz na stanowisko delegowałoby go Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby Sejmu i Senatu.

Opozycja, ale także duża część komentatorów uznała to za zagranie taktyczne, mające wzmocnić obchody 2. rocznicy rządów koalicji PO-PSL, no i przykryć afery, jakie się kłębią wokół polityków Platformy Obywatelskiej. Okazuje się jednak, że sprawa może mieć drugie dno.

Paweł Śpiewak, były poseł PO, socjolog, rzucił wczoraj w trakcie wywiadu w TVN24, że rzeczywiście propozycja Donalda Tuska jest realnym planem politycznym, ale nie chodzi w nim wcale o reformę państwa, jego władzy wykonawczej, lecz stoi za tym pomysł pewnego układu politycznego. Miałoby to polegać na tym, że Lech Kaczyński zostałby ponownie prezydentem RP (nie w wyniku reelekcji), jeżeli Prawo i Sprawiedliwość zgodziłoby się na zmiany konstytucyjne proponowane przez PO… Jednym słowem obie partie, tak miłujące demokrację, miałby zawrzeć układ polityczny, układ władzy PONAD Konstytucją i prawami obywatelskimi, prawem do wyboru władz, na rzecz zachowania status quo władzy partii.

Trudno przeprowadzić analizę, jak tego rodzaju układ polityczny wpłynąłby na oblicze sceny politycznej w Polsce, można jednak przypuszczać, że brak silnego prezydenta i ciche wsparcie PiS (a może, po odejściu Jarosława Kaczyńskiego, nawet faktyczna koalicja) zamknęła by scenę polityczną całkowicie. I tak system dwupartyjny, do jakiego PO i PiS dążyły, zamieniłby się w system pełnej oligarchii politycznej i quasi dyktatury.

W Niemczech, w których od lat panuje dość zbliżony układ polityczny – dwie główne partie, SPD i CDU, oraz dwie, trzy partie mniejsze (Zieloni, FDP, Die Linke) były już przypadki, gdzie z powodu nie uzyskania odpowiedniej liczby mandatów w wyborach, koniecznych do samodzielnego rządzenia, dwie wielkie partie tworzyły tak zwaną wielką koalicję – CDU/SPD. Ale było to wynikiem wyborów i zgodne z duchem demokracji.

Pomysł i sugestie prof. Pawła Śpiewaka, znającego kulisy polityczne PO wskazują, że degrengolada polityczna i chęć utrzymania się u władzy establishmentu politycznego (obu partii) jest tak duża, że rozpatrują one scenariusze omijające procedury i prawa demokratyczne państwa – a przede wszystkim prawa obywateli do dokonania w pełni aktu demokratycznego wyboru.

Nie wiemy, czy Donald Tusk złożył taką propozycję Kaczyńskim. Wiemy już jednak, od czasu słynnych taśm Renaty Beger, że tego rodzaju rozmowy mogłyby być prowadzone.

Konkluzja tego rąbka tajemnicy, jaką usiłuje nam odsłonić Paweł Śpiewak jest taka, że Konstytucja RP staje się dla polityków nie punktem odniesienia i podstawą ładu państwa – lecz materiałem do manipulacji politycznych.

To sygnał o wiele groźniejszy, niż próby wasalizacji państwa za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości, czy „prywatyzacja” rządów na rzecz PO za czasów obecnej koalicji. Tego rodzaju pomysły to kupczenie państwem i jego ustawą zasadniczą.

Azrael

Premier, czy prezydent?

Dobrze, że Jan Krzysztof Bielecki odszedł z banku Pekao SA. Media mają kilka dni na „grzanie tematu”, Platforma Obywatelska ma trochę oddechu od nacisków w sprawie afery hazardowej i nowej, tak zwanej afery czorsztyńskiej.

Odejście Bieleckiego z drugiego co do wielkości banku w Polsce jest faktem i spekulacje, dlaczego tak się stało, nie mają już większego sensu. Sprawdził się na tym stanowisku, tak jak wcześniej sprawdził się jako dyrektor w EBOiR, a jeszcze wcześniej jako krótkotrwały premier. To nie był typowy bankier, raczej ekonomista, co pozwoliło mu na szersze spojrzenie na działalność banku i może dzięki temu utrzymał on w czasie ostatniego kryzysowego roku stabilną pozycję, pomimo, że jego macierzysta jednostka, włoskieUnicredito, przeżywało duże zawirowania.

Bielecki, kolega premiera Donalda Tuska z Kongresu Liberalno-Demokratycznego nie odszedł daleko od polityki i był, szczególnie w ostatnich miesiącach, bliskim doradcą. Jak bliskim, nie wiemy, ale mówi się, że obok szarej eminencji Kancelarii Premiera, Igora Ostachowicza, osobą premierowi najbliższą. To on ponoć stał za decyzją gwałtownych ruchów personalnych, po odpaleniu przez media afer stoczniowej i hazardowej. I to on poradził przesunięcie Grzegorza Schetyny do Sejmu.

Premiera Tuska otacza układ. Tak, jest to układ koleżeński, tkwiący korzeniami w Trójmieście, a jego najmocniejszym i najważniejszymi elementami są właśnie Jan Krzysztof Bielecki i Wojciech Duda. A uzupełnia ich wspomniany warszawiak, Igor Ostachowicz. To w tym składzie zapadają strategiczne decyzje personalne, polityczne, wewnętrzne decyzje partyjne.

Continue Reading →

Tusk kontra kreskówki

16 listopada minęła druga rocznica powołania rządu Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka, rządu koalicyjnego PO-PSL. Dziwne, że przy okazji omawiania dokonań tego rządu, rzadko kto ocenia pracę wicepremiera Pawlaka i peeselowskich ministrów, skupiając się na premierze i jego działaniach. To wyraźny znak, że siłą sprawczą tego gabinetu i koalicji jest właśnie premier. To znak, że pomimo zawirowań aferalnych ostatnich miesięcy, to najsilniejszy i najsprawniejszy polski polityk.
Oczywiście, można dokonywać ocen prac rządu w sposób normatywny, ale nawet polegając na liczbach i danych statystycznych, można z nich wyciągać różne wnioski. Pokazali nam to politycy opozycyjni z SLD i PiS. Grzegorz Napieralski, z mierną zdolnością profetyczną twierdzi, że Polska w przyszłym roku zamiast na czele państw Europy, jeżeli chodzi o dane PKB, będzie na szarym końcu. Będzie, jak to określił, „czerwoną plamką” na zielonym tle wzrostów innych gospodarek. Skąd ma takie dane i skąd bierze taką pewność – nie wiemy – i jak widać po sondażach popularności SLD – mało kogo to interesuje.

Dla Jarosława Kaczyńskiego oczywiście 2 lata rządów PO-PSL to jedno wielkie pasmo klęsk, ograniczenie praw obywatelskich, afery i porażająca niekompetencja rządu. To znamy, znamy ten język o „zdumiewającej niekompetencji”, czy o wielkich sukcesach jego rządu z lat 2005 – 2007 – zakończonych wyborczą porażką. Można powiedzieć – wilcze prawo opozycji. Tylko, że również powtarzanie tych rytualnych zwrotów, jak ze starego generatora wystąpień, mało na kim robi wrażenie.

Wiele rzeczy temu rządowi się nie udało, wiele zapowiadanych działań, regulacji prawnych i reform nie wyszło poza retorykę medialną i zapowiedzi. Reforma służby zdrowia czy szkolnictwa podstawowego, tragiczny poziom kształcenia wyższego i brak regulacji rządu w tej dziedzinie – to rzeczy najpoważniejsze, jakie Tuskowi można zarzucić. Walka ze źródłami kryzysu i zmiana akcentów w polityce zagranicznej – to pozytywy. I to, że rząd i sam premier nie stracili w połowie kadencji społecznego zaufania.

Continue Reading →

Naboje wystrzelane

Sytuacja polityczna, związana z aferami z jednej strony, zapowiedzią nowych regulacji w sferze hazardu z drugiej i permanentnymi konferencjami prasowymi Prawa i Sprawiedliwości z tej trzeciej – normalizuje się. Już dziś o poranku, w tradycyjnym seansie nienawiści Jarosława Kaczyńskiego, w porannej audycji PR I, „Sygnały Dnia”, najważniejszym tematem była sprawa przeprosin Ludwika Dorna, za pomówienie go, że jest niepłacącym alimenciarzem. Nawet o pomyśle premiera ograniczenia hazardu Kaczyński wypowiedział się raczej pozytywnie.

Spokój można też ocenić po tym, że blogerka kataryna, która milczy czasem całe tygodnie, wczoraj napisała cztery długie,  posty na swoich blogach, oczywiście o zbrodniach PO, Donalda Tuska i jego ludzi, a dziś już ani jednego. Zadanie było wykonane perfect, co zaowocowało przyczynkiem ze strony ministra Stasiaka z Kancelarii Prezydenta, a dziś powołał się na naszą Różę Luksemburg prawicowej blogosfery sam przywódca PiS-u.

To oczywiście jest tylko flauta przed następnym huraganowym atakiem na Donald Tuska i na rząd. Teraz kolej najpierw na walkę o zakres działania komisji hazardowej, potem o jej skład i na koniec o jej przywództwo. Z góry jest wiadome, co wynika z arytmetyki sejmowej, że walka dla PiS jest przegrana, ale przecież tak naprawdę chodzi o to, aby króliczka gonić…

Continue Reading →

Samotność długodystansowca

Po ostatnich trzech tygodniach zawieruchy politycznej wokół Donalda Tuska, rządu i całej Platformy Obywatelskiej wielu sobie zadaje pytanie, czy i jak premier i jego formacja to odczują. Najnowsze sondaże nie oddają jeszcze, czy spadek jest minimalny, czy straty w wyniku afer (faktycznych, czy tylko medialnych) będą znaczne, czy tylko symboliczne. Bo to, że będą jest jednoznaczne. Ale jedna ocena już Tuska powinna zaniepokoić – jego osobisty wskaźnik popularności; Okazuje się, że już ponad 50% badanych źle ocenia jego pracę. To wyraźny sygnał, że sam czar i „pijar” już nie wystarczą do zdobycia Pałacu Namiestnikowskiego.

Sprawy dotyczące samego premiera można zdefiniować w kilku punktach, na zasadzie interakcji z problemami i zadaniami na przyszłość

1. Donald Tusk a afery. Wydaje się, że sposób rozwiązania problemów wewnętrznych PO w związku z aferą został przez niego rozegrany… źle. Po pierwsze, zbyt nerwowo, za szybko, po drugie, sposób jaki tego dokonał, osłabia jego i jego możliwości działania. Usunięcie, demonstracyjne i upokarzające, wicepremiera Grzegorza Schetyny z rządu, nie tylko swojego formalnego zastępcy, ale również długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, to błąd bardzo poważny, skutkujący wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Przesłanki korupcyjne wobec Schetyny były mniej, niż wątłe. Rozbicie przez Donalda Tuska układu dualistycznego władzy partyjnej (nieformalnego, rzecz jasna), powoduje, że inne grupy wewnątrz partii zostaną zaktywizowane i rozpoczną własne rozgrywki. Przykład tego już mamy, po zachowaniu, co najmniej kontestacyjnym, Jarosława Gowina, który wprawdzie jest marginesem partii, ale medialnie znaczącym, mogącym na zewnątrz jej zaszkodzić. Dodatkowo przesunięcie do Klubu Parlamentarnego obok Schetyny Sławomira Nowaka i Radosława Grupińskiego, grozi wewnętrznymi napięciami w dużym klubie. Klub ten i tak jest podzielony (choćby sprawą in vitro), a dodatkowe przesunięcia i podziały nie wzmocnią go. Przy okazji partia również traci na swojej homogeniczności.

Continue Reading →

Filozof vs. ornitolog

Mieliśmy wczoraj, na zakończenie udanego weekendu, (kto by się przejmował polską piłką…) przedstawienie z pogranicza mediów, polityki… i socjologii. Chciałem napisać, że kabaretu, ale niestety, nie było śmiesznie, raczej dość żałośnie. Oto u Anity Werner, w wieczornym programie w stacji TVN24, spotkali się ze sobą politycy PO, Janusz Palikot, z wykształcenia filozof, oraz politolog, dr Marek Migalski, kiedyś mieniący się niezależnym analitykiem, teraz polityk Prawa i Sprawiedliwości. Jak sam pisze na swoim blogu, chciał sprawdzić, czy ornitolog może latać, czyli czy politolog może pełnić funkcje polityczne… może. Może, tylko że lot ten raczej coraz bardziej jest chybotliwy.

Właśnie osnową tego spotkania medialnego były wpisy na blogach interlokutorów, przytoczone przez telewizję. Z jednej strony prowokujące, ostre językowe i celne spostrzeżeniami politycznymi i socjologicznymi, czasem przekraczające granice dobrego smaku (Palikot), z drugiej riposty Migalskiego, personalnie skierowane do posła PO, z założenia również dowcipne, ale jednak nie tej klasy finezji językowej i erudycji. Na zaczepkę o stanie kobiecości posłanek PiS (koń jaki jest, każdy widzi…), Migalski chciałby walić Palikota w pysk, ponieważ ten jakoby nie ma zdolności honorowych. Nie będę przytaczał całej korespondencji – jest łatwa do odnalezienia, w internecie.

„Ustawka” zrobiona przez TVN24 była jednak w sumie dość nudna (może dlatego, że Migalski uchylił się od fizycznego kontaktu z Palikotem, ponieważ był tylko obrazem ze studia w Katowicach), jednak daje możliwość oceny jakość debaty politycznej tak zwanych elit. Od strony czysto formalnej, jakości przekazu i zdolności argumentacji, wygrał tę debatę Janusz Palikot. Konwencja spotkania, forma i treść była zbliżona do jego pojmowania swojego zadania w polityce, czyli robienia prowokacyjnego performance politycznego. Migalski, który sam, jak twierdzi, wynajął się sam do zadania politycznego dania odporu działaniom Palikota, czyli wejścia na jego obszar działania, na jego scenę – wypadł słabo, choć nie żenująco. Wbrew pozorom i nawoływaniom Migalskiego do dyskusji merytorycznej, to Palikot bardziej przekonywująco mówił o podstawach i zasadach swoich działań, wyraźnie mając przewagę nad politykiem PiS w rozumieniu mechanizmów politycznego marketingu. I nie jest prawdą, jak niektórzy twierdzą, że Janusz Palikot wygrał, ponieważ sprowadził Migalskiego do swojego poziomu – to pan politolog z UŚ nie wszedł na platformę posła PO…

Continue Reading →

PO stworzyło koalicję kolesiów

O PSL zawsze się mówiło, że jest to tak zwana partia „obrotowa”, czyli, że w dowolnie wybranym, acz korzystnym dla siebie momencie, robi zwrot przez rufę, ustawia na nowo żagle i płynie znów z wiatrem. Okazuje się, że tego rodzaju sztuka jest również nie obca Sojuszowi Lewicy Demokratycznej, tylko, że korzyści dla tej partii będą daleko mniejsze, żeby nie powiedzieć – żadne.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wybrała nowe rady nadzorcze dla TVP i Polskiego radia. Znalazły się w nich osoby kojarzone z Prawem i Sprawiedliwością, a także nominanci kojarzeni z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Tylko, że jest to półprawda, a może się okazać, że SLD na media publiczne będzie miała wpływ czysto wirtualny, żeby nie powiedzieć – iluzoryczny.

Kto jest architektem tego układu? Niewątpliwie… Donald Tusk i Platforma Obywatelska. Pokazanie Sojuszowi Lewicy Demokratycznej przysłowiowego środkowego palca, w trakcie głosowań sejmowych nad poprawkami Senatu do ustawy medialnej, musiało ostro zadziałać na ambicje Grzegorza Napieralskiego. Oczywiście, główną przyczyną jest to, że PO i jej posłowie, a głównie pani Katarasińska, nie było wstanie w ciągu ciągu prawie dwóch lat napisać JEDNEJ, przyzwoitej i możliwej do negocjacji ustawy o porządku mediów w Polsce – nie tylko publicznych. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o media sensu stricto publiczne, ale również o zasady działania wszystkich mediów, w momencie, kiedy zbliża się cyfryzacja telewizji, a konwergencja jest faktem…

Continue Reading →

Wywiad polityczny Azraela – Agnieszka Pomaska

Agnieszka Pomaska złożyła w Sejmie w dniu 24 czerwca ślubowanie poselskie. Zastąpiła posła Jarosława Wałęsę, który został posłem do Parlamentu Europejskiego.

Azrael: Pani poseł, co było powodem, że zajęła się Pani polityką?

Agnieszka Pomaska: Zawsze interesowałam się tym, co się dzieje w Polsce, zawsze interesowało mnie życie polityczne, publiczne, działalność polityków, ale ze względu na to, że uprawiałam sport, szczególnie aktywnie w okresie szkoły średniej, nie miałam na to czasu. Jednak zrezygnowałam z wyczynowego uprawiania sportu i tak jakoś mnie ta polityka wciągnęła…

Pani działalność publiczna zaczyna się z początkiem XXI wieku, i to od razu bardzo konkretnie skierowana na sprawy związanie z komunikacją i transportem publicznym. Dlaczego tego rodzaju zagadnienia, jest Pani przecież politologiem?

Tak, jestem z wykształcenia politologiem, pierwsze kroki w polityce zaczęłam stawiać pod koniec 2000 roku, stałam się wtedy członkiem stowarzyszenia Młodych Demokratów, wtedy również powstała Platforma Obywatelska. Pomagałam wtedy w kampanii wyborczej obecnemu ministrowi stanu, Sławomirowi Nowakowi, i dzięki temu uzyskałam możliwość startu w wyborach samorządowych w wyborach 2002 roku – no i udało się. Natomiast zainteresowanie problemami transportu i infrastruktury wynikały z potrzeb Gdańska, jak i zapewne wielu miast w Polsce.

pomaska

Jakie sukcesy udało się Pani na tym polu osiągnąć?

Udało mi się, jak sądzę wyzwolić pewną energię społeczną, która zaowocowała opracowaniem projektu nowej linii tramwajowej, prowadzącej do gdańskiej dzielnicy Chełm. Udało mi się zmobilizować aktywność społeczną, a także doprowadzić do wystąpienia przez miasto o dotacje Unii Europejskiej. Linia od 2007 roku działa. Nie przypisuję sobie pełnej roli sprawczej tego projektu, ale mogę śmiało uznać to za swój największy sukces.

Pracując u siebie w regionie, na Wybrzeżu, nie rezygnowała Pani z ambicji szerszej działalności. Kandydowała Pani w wyborach do Sejmu, w roku 2007 i osiągnęła wynik ponad 9500 oddanych głosów. To wynik chyba dobry?

Tak, rzeczywiście, był to jeden z najwyższych wyników w Polsce, niedający mandatu, Platforma Obywatelska zawsze na Pomorzu osiągała znakomite wyniki, mamy aż ośmiu posłów z tego okręgu. Byłam na miejscu 9… zdarza się. Ale dzięki temu jestem bogatsza o dwa dobre, ciekawe lata doświadczeń samorządowych.

Interesują Panią sprawy międzynarodowe. Szefowała Pani sztabowi regionalnemu PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Tak, jak sekretarz Regionu Pomorskiego PO, prowadząca biuro PO, koordynowałam kampanię wszystkich kandydatów do PE. Rzeczywiście, interesuję się sprawami międzynarodowymi, zresztą prowadzę stowarzyszenie, zajmujące się taką działalnością, mam wiele kontaktów ze stowarzyszeniami i organizacjami międzynarodowymi.

W Sejmie będzie Pani pracowała w komisji regulaminowej? Skąd takie zainteresowanie?

Myślę, że jest to po prostu dobre miejsce, gdzie można się oswoić z pracą i specyfiką Sejmu. Ja zresztą w sprawach organizacyjnych dobrze odnajduję. Drugą komisją będzie komisja do spraw Unii Europejskie, choć chciałam pracować w komisji spraw zagranicznych, ale konkurencja była zbyt wielka…

Czy będzie Pani zajmowała się współpracą Sejmu z konkretnymi państwami?

Tak, ze względu na znajomość języka hiszpańskiego chcę się zajmować współpracą polskiego Sejmu z państwami tego kręgu językowego.

Nie będę pytał, jak przyjęli Panią, jako nową posłankę koledzy; A jak przyjęły Panią koleżanki, posłanki?

Wszystkich nowych posłów przyjęto z dużą sympatią, mam nadzieję, że współpraca będzie się układała znakomicie.

Dziękuję za wywiad.

*Agnieszka Pomaska (ur. 8 stycznia 1980 roku), politolog, ukończył Uniwersytet Gdański. Związana z Trójmiastem. Żeglarka. Członek Zarządu Platformy Obywatelskiej w Gdańsku, Sekretarz Regionu Pomorskiego PO. Od czerwca 2009 posłanka Sejmu RP.

Wywiad z dr Andrzejem Olechowskim

Andrzej Olechowski w drodze do nowego projektu politycznego


Uważam, że polska debata polityczna powinna być zdominowana przez sprawy ekonomiczne. Jeżeli szukamy harmonii wśród Polaków, jeżeli szukamy czegoś, co ich łączy, to mogą to być tylko sprawy gospodarcze – mówi w wywiadzie Andrzej Olechowski.

Azrael Kubacki: “Rzeczpospolita” opublikowała ranking, w którym zająć Pan pierwsze miejsce, jako następca Donalda Tuska na stanowisku szefa Platformy Obywatelskiej. Czy jest Pan w dalszym ciągu członkiem PO, czy już nie?

Andrzej Olechowski: dziś jeszcze tak, ale szczerze mówiąc jestem w ostatnich godzinach podejmowania decyzji, czy chcę w dalszym ciągu być członkiem tej partii [wywiad był przeprowadzony w dniu 30 czerwca]. Wyjaśnię, że mam poczucie konieczności i celowości powrotu do aktywności politycznej, po siedmiu latach nie uprawiania tego “ogródka”. Powstało od razu pytanie, gdzie to uczynić? Jestem bardzo rozczarowany Platformą Obywatelską, więc nie wykluczone, że będzie to inne miejsce.

Czyli uważa Pan, że krytyka PO, którą Pan prowadzi od kilku lat, nie przynosi żadnych efektów?

Miałem niewielkie sukcesy, ale w większości przypadków były porażki. Myślę, że miałem pewien udział w uleczeniu Platformy z ukąszenia IV RP, w wyniku którego PO dokonało rzeczy bardzo nieprzyzwoitych, takich, jak choćby poparcie niekonstytucyjnej ustawy lustracyjnej. Ale przeważnie były to porażki. Trudno coś zrobić w partii, w której brak jest debaty politycznej oraz procedur wyciągania wniosków z takiej debaty. W konsekwencji jeżeli zgłasza się jakieś wnioski, czy postulaty, traktowane są one nie jako merytoryczny głos w dyskusji, ale wyraz osobistych ambicji, lub atak na kierownictwo. A to jest proces, który mnie odrzuca i absolutnie nie interesuje. Więc ja w taki proces nie chcę się angażować.

Czy uważa Pan, że zarządzanie Platformą Obywatelską jest lustrzanym odbiciem tego, co się dzieje w Prawie i Sprawiedliwości?

Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć, proces zarządzania PiS jest chyba bardziej skryty. Platforma przynajmniej zwołuje od czasu do czasu posiedzenia Rady Krajowej, choć one odbywają się przeważnie “na stojąco”, czyli bez dyskusji.

Partie polityczne w Polsce powstawały raczej poprzez podział innych formacji politycznych. Czy widzi Pan możliwość powstania na polskiej scenie politycznej partii, która była połączeniem różnych środowisk, i czy może to dać efekt synergii politycznej?

Nie czuję się kompetentny w sprawach organizacji politycznych. Swoją misję polityczną postrzegam raczej w definiowaniu propozycji programowych i następnie przekonywaniu ludzi, współobywateli do nich. Wydaje mi się jednak dziś ważne zaoferowanie nowej reprezentacji, nowej organizacji, środowiskom, które czują się opuszczone przez partie polityczne. Mam wrażenie, że Platforma Obywatelska nie reprezentuje dziś celów i marzeń środowisk, które ją kiedyś stworzyły. Takie jest moje odczucie.
Widzę też problem w, jak to się określa, zabetonowaniu sceny politycznej przez dwie duże partie. Wszelkie monopole są szkodliwe, a wobec słabości społeczeństwa obywatelskiego ograniczenie liczby partii politycznych wydaje mi się w Polsce też niebezpieczne. Sądzę więc, że wyposażenie wszystkich grup wyborców w reprezentację polityczną jest dziś ważniejsze niż łączenie różnych środowisk politycznych.

Continue Reading →

  • Facebook