Spłata rachunku

Sprawy więzienia CIA w Polsce, w bazie polskiego wywiadu w Starych Kiejkutach nie da się przemilczeć, ani zamieść pod dywan. Od roku 200, kiedy to nasi przyjaciele z CIA „sypnęli”, czego efektem był artykuł Diany Priest w „Washington Post”, problem dla Polski zawęża się do tego, czy czy polscy politycy wiedzieli, że są w nich dokonywane tortury. A tej informacji nie jesteśmy wstanie zweryfikować w żaden sposób. Wiemy natomiast, że ze względu na „ważny interes polityczny” polski rząd, a także prezydent, wyrazili zgodę na działanie obcych służb specjalnych na terytorium naszego państwa. To jest jakby uzupełnienie aktu oskarżenia, jaki został przedstawiony ówczesnemu szefowi Agencji Wywiadu, Zbigniewowi Siemiątkowskiemu. Te zarzuty, to przypomnijmy – Zarzut przekroczenia uprawnień oraz naruszenia prawa międzynarodowego poprzez „bezprawne pozbawienie wolności” i „stosowanie kar cielesnych” wobec jeńców wojennych. Ostatni element wskazuje, że prokuratura dotarła do dowodów i materiałów do tej pory nieznanych.

Sprawa jest poważna, ponieważ dotyczy łamania praw człowieka, które są fundamentem działania Unii Europejskiej, a także łamania zapisów Konstytucji RP. Jeżeli więźniowie byli w Polsce przetrzymywani i torturowani – oznacza to złamanie artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, której nasz kraj jest sygnatariuszem, która zakazuje nie tylko tortur, ale także wszelkiego “nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania”. Podobnie mówi artykuł 7. Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ oraz Konwencja w sprawie zakazu tortur. To nie są błahe zarzuty i nic nie zwolni Leszka Millera, nawet tajna klauzula bezpieczeństwa Unii Europejskiej, przed koniecznością złożenia w tej sprawie zeznań.

Continue Reading →

Puste płuca

W niedzielę w odbył się kongres założycielski Solidarnej Polski, która przyjęła nazwę Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro. To, według słów samego Ziobry, ma być drugie płuco polskiej prawicy. Dwie godziny pierwsze płuco (mocno pokrojone wcześniejszymi odejściami posłów i polityków lokalnych), Prawo i Sprawiedliwość, w imię deklarowanej kilka dni temu uchwały komitetu politycznego partii, jedności prawicy, na konferencji prasowej podpisało umowę z Prawicą Rzeczpospolitej Marka Jurka. Jaki organ reprezentuje w ciele prawicowym Jurek nie ogłoszono. Ani SP, ani duumwirat PiS/RP nie są płucami, sercem, ani mózgiem polskiej prawicy. To są już tylko wydmuszki polityczne, pozbawiona szerszej idei, poza konfesyjnym podejściem do życia publicznego i socjalistycznymi pomysłami ekonomicznymi i społecznymi.

Oczywiście, taka prawica odpowiada dużej części elektoratu. Jest zapotrzebowanie, jest i odpowiedź. To elektorat definiowany jeszcze niedawno jako wielkie grupy odrzuconych, opuszczonych i przegranych w wyniku transformacji. Jest on przywiązany do idei państwa opiekuńczego, w demokracji zwanego „solidarnym”, a dodatkowo jest zanurzony w pseudo romantycznej myśli narodowej, wzbogaconej ludycznym katolicyzmem. Ale od dni polskiej transformacji minęły już 23 lata. Zmienia się Polska, jej otoczenie, zmienia się społeczeństwo. Ten program, na krótko wygrał, w roku 2005, pod postacią tak zwanej IV RP – i szybko się skompromitował. Skompromitował się nie tylko z powodu samego programu (lustracji, dekomunizacji, zawłaszczania mediów, dobrania Samoobrony do rządzenia), ale również z tego powodu, że wszyscy dziś lokujący się po prawej stronie politycy, tacy jak Kaczyński, Ziobro, Kurski, Dorn i Jurek wykazali się po prostu nieudolnością.

Continue Reading →

Gra znaczonymi kartami

Od dłuższego czasu nie mogę pojąć jak to jest możliwe, że po tylu kolejnych porażkach wyborczych, Jarosław Kaczyński dalej uchodzi za wizjonera i genialnego stratega politycznego? Tak samo nie jestem wstanie zrozumieć jego wyborców – jak można racjonalnie dokonywać wielokrotnych wyborów partyjnej formacji, która nie ma szans na spełnienie naszych oczekiwań, postulatów? Jednak Jarosław Kaczyński dalej usiłuje zachować monopol po prawej stronie sceny politycznej , reprezentującej konserwatyzm i narodowy katolicyzm.

Wczoraj została opublikowana uchwała Komitetu Politycznego PiS, ale podpisana jest tylko przez Kaczyńskiego, wzywająca do powrotu secesjonistów na łono partii. Oczywiście, „zwycięstwo zapewnić może jedynie Prawo i Sprawiedliwość”. Nie ma w tym tekście propozycji współpracy – jest pełna pychy deklaracja, że jeżeli zaprzańcy (Jarosława Kaczyńskiego) się ukorzą, to może zostaną im winy wybaczone, może nawet dostaną miejsca na listach. Tylko, że mało kto wierzy w intencję, szczerość Kaczyńskiego. Sam moment opublikowania tego tekstu wskazuje, o co tak naprawdę chodzi – o próbę odwrócenia uwagi od kongresu nowej formacji Zbigniewa Ziobro i Jacka Kurskiego, Solidarnej Polski, a może nawet o próbę jej rozbicia. Wszak Kaczyński to przede wszystkim destruktor, a nie organizator życia politycznego. Kluczem do zrozumienia tego listu jest to, że Kaczyńskiemu zależy tylko na tym, aby klucze do rządów na prawicy leżały w jego sejfie. Reszta, łącznie z interesami wyborców tak naprawdę się nie liczy.

Continue Reading →

O IV RP nie zapomnimy

Wywiad z Andrzejem Rozenkiem, rzecznikiem Ruchu Palikota, członkiem Stowarzyszenia „Ordynacka”.

 

Azrael Kubacki: Czy Ruch Palikota nie rozłazi się? Media podają, że pojawiają się problemy w poszczególnych regionach, Szczecinie, w olsztyńskim, w innym duża grupa działaczy lokalnych przeszła do SLD…

Andrzej Rozenek: Oczywiście poważnie traktujemy te wszystkie sygnały. Wynikają one z wyborów lokalnych. Jeżeli nie są one odgórnie sterowane, jak się to dzieję w PiS, może dojść do napięć. Założyliśmy, że partia będzie miała charakter demokratyczny i nie będziemy wpływać na wynik wyborów. Być może to jest błąd, może trzeba przynosić kandydatów w teczkach i organizować wszystko odgórnie. Uznaliśmy jednak, że zapał oddolny jest nam potrzebny, aby partia się powiększała.

A może jest to rozczarowanie tym, co się dzieje w centrali, tu, w Warszawie?

Nie, takich sygnałów nie mamy, raczej jest to rozczarowanie tych, którzy wybory przegrali.

Czyli jednak rozgrywki wewnętrzne…

No tak, muszę powiedzieć, że czasem jest tak, że ci rozczarowani mogą mieć rację, zdarza się tak, że działacze mający fajne pomysły, koncepcje nie mogą zebrać wokół siebie grupy ich wspierającej, a zwyciężają „rozgrywacze”. Chyba każda partia boryka się z takimi problemami. W ogóle jednak nie przywiązujemy wagi do tak zwanych transferów.

Ale dwóch polityków przejęliście, dwóch posłów, Sławomira Kopycińskiego z SLD i Łukasza Gibałę z PO. Janusz Palikot twierdzi, że broni się przed dalszymi transferami, ale nikt mu nie wierzy…

Będą przejścia. Nie potrafię powiedzieć w jakiej perspektywie czasowej, czy to się zdarzy w tym miesiącu, czy za dwa, ale są takie osoby w Platformie Obywatelskiej, bliskie nam programowo…

Czy blisko lewicowo, czy liberalnie, jak poseł Gibała?

I liberalizm i lewicowość się mieści w naszym programie. To są osoby, dla których wolność się najważniejsza i które z przerażeniem odkryły, że PO straciła pierwiastek wolności w swoim programie. Partia mająca w tytule słowo „obywatelska”, która ogranicza dostęp do informacji publicznej, która popiera ACTA, zaprzecza swoim głównym ideałom.

Nie boicie się oskarżeń o eklektyzm programowy? Takie opinie wyraża na przykład Leszek Miller, uważający, że jesteście lewicowi na pokaz.

Polityka się zmienia, od XIX wieku, gdzie sformułowano podziała na lewicę, prawicę i umowne centrum, minęło wiele czasu. Niektórzy starsi wiekiem politycy mogą tego nie rozumieć. Mamy problem z określeniem się według tych starych schematów, XIX-wiecznych koncepcji. Z jednej strony chcemy dbać o ludzi biednych, wykluczonych, z drugiej uważamy, że gospodarka wolnorynkowa jest jedyną szansą na rozwój państwa, zapewnienie wpływów do budżetu.

Leszek Miller podpisałby się pod takimi opiniami…

Chyba nie dziś. Teraz SLD proponuje rozwiązania populistyczne, nie mające wiele wspólnego z ideami wolnościowymi, proponowanie referendum razem ze związkiem zawodowym „Solidarność” pod hasłem „czy chcesz pracować dłużej, czy krócej” to populizm czystej wody.

Czyli szansy na połączenie się lewic społecznej i socjalnej nie ma?

Nie jest to przekreślone. W SLD jest mnóstwo otwartych, przyszłościowych ludzi. To, że dziś liderem jest Leszek Miller, to nam utrudnia porozumienie. Ale powtarzam, są na zapleczu ludzie tacy jak Włodzimierz Czarzasty, czy Marek Siwiec, z którymi warto rozmawiać.

Czy Stowarzyszenie „Ordynacka” nie mogłoby by być platformą porozumienia?

Absolutnie tak, pokolenie moje i Czarzastego nie tkwi głęboko korzeniami w czasach PRL, to może być właśnie klucz do współpracy.

Continue Reading →

Spektakl

Końca koalicji PO – PSL teraz nie będzie – nie ten moment, nie te problemy, a przede wszystkim nie czas na przedterminowe wybory, do jakich to mogłoby doprowadzić. I Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe za dużo mają do stracenia, aby po niespełna pół roku postawić wniosek przed Sejmem o rozpisanie jesiennych wyborów. Tym bardziej, że i Euro 2012, i Igrzyska Olimpijskie w Londynie…

Reforma emerytalna przez niezbyt przychylnych rządowi komentatorów oceniania jest jako zabieg PR wobec rynków finansowych, ale przede wszystkim agencji ratingowych. Jest w tym ziarno prawdy, ponieważ sceptyczne stanowisko Polski wobec paktu fiskalnego, a jeszcze bardziej sprawa polskiego weta dla paktu klimatycznego mogła naruszyć pewne interesy grup finansowych. Z drugiej strony koszty obsługi polskiego długu są już dla Polski wystarczająco dolegliwe, aby dodatkowo jeszcze obciążać je kosztami słabszego ratingu i wzrostem oprocentowania polskich papierów dłużnych.

Reforma emerytalna jest konieczna, ponieważ system emerytalny, jak został w Polsce zmodyfikowany po roku 1998 jest po prostu niewydolny. Niewydolny z powodu błędów systemowych (do których niestety Leszek Balcerowicz nigdy się nie przyzna), z powodów demograficznych (mniejsza liczba składkowiczów i dłuższy czas pobierania świadczeń emerytalnych), a głównie z powodu tego, że zamiast wyboru jednego systemu spójnego – albo państwowy system emerytalny albo indywidualny system kapitałowy dla tych, którzy weszli na rynek pracy po roku 1989 – zdecydowano się na hybrydę.

Continue Reading →

Demokracja w nowej odsłonie

​​

W starych, słusznie minionych czasach, znane były trzy śmieszne zbitki słów, inaczej, oksymorony. Były to Trabant limuzyna, parlamentaryzm radziecki i demokracja socjalistyczna. Trabant miał rzeczywiście wersję z bagażnikiem, czyli właśnie limuzynę, rosyjski deputowany działał w ramach demokracji słusznego ustroju Lenina, a jego polski odpowiednik działał w ramach państwa, zakreślonego ideologią demokratyzmu socjalistycznego, poddanego dodatkowo centralizmowi demokratycznemu.

Dziś do tych historycznych sformułowań dołącza następne – pisowska demokracja. Jak pamiętamy, kiedy Prawo i Sprawiedliwość opuszczała ostatnia zorganizowana grupa frondystów, pod kierownictwem Zbigniewa Ziobro, Jarosław Kaczyński wspominał o zdemokratyzowaniu partii, a miało się to odbyć właśnie przy okazji wyborów do struktur regionalnych partii. Słowo „wybór” jest dość jasno określone etymologicznie, a jednym z jego synonimów, o znaczeniu politycznym jest elekcja. Czyli wolny wybór z pośród wielu kandydatów. W tym przypadku konwencja regionalna, zjazd, czy sejmik, jak to w PiS się nazywa, miałby wybrać kogoś, kto ma najlepszy program, pomysł na partię i jej program, oczywiście w ramach porządku, jakiemu ta partia hołduje.

Continue Reading →

Normalizacja

Liberalne państwo powinno dawać swoim obywatelom pełne prawo do dysponowania swoimi środkami tak, jak tego sobie życzą. Liberalne państwo powinno traktować wszystkie organizacje społeczne, pożytku publicznego, fundacje, stowarzyszenia, etc. w takim sam sposób. Państwo demokratyczne nie może stosować podwójnych standardów wobec obywateli i organizacji społecznych.

Likwidacja Funduszu Kościelnego, z którego opłacane są w części składki ubezpieczeń księży, ale także wykorzystywany jest przez Kościół katolicki do innych celów, nie jest żadną walką z nim, nie jest początkiem „wojny religijnej”, jak komentują to niektórzy ortodoksi katoliccy i część biskupów. To porządkowanie relacji państwo – kościoły, a przede wszystkim próba przywrócenia panowania nad wydatkami państwa na cele kultu religijnego. Bo kwota niespełna 90 mln złotych to kropla w morzu, co państwo i samorządy przekazują instytucjom katolickim, lub wkładają księżom bezpośrednio do kieszeń, jak to jest w przypadku wynagrodzeń za naukę religii w szkołach.

Continue Reading →

Wywiad z ppłk. Cezarym Kiszkowiakiem

 

Doświadczenie polskich żołnierzy, zdobyte ma misjach zagranicznych jest nie do oszacowania dla polskiej armii.

Ppłk. Cezary Kiszkowiak – szef zespołu specjalistów PRT VIII. i IX. zmiany PKW w Afganistanie.

 

Azrael Kubacki: Czym jest PRT?

Ppłk. Cezary Kiszkowiak: Znaczna cześć polskiego kontyngentu to żołnierze którzy patrolują strefę polskiej odpowiedzialności obejmującą całą prowincję Ghzani. Obok nich działają żołnierze współpracy cywilno – wojskowej, a także żołnierze formacji PRT (Provincial Reconstruction Team) – czyli Zespołu Odbudowy Prowincji. W Afganistanie w każdej prowincji jest taki zespół, zajmujący się odbudową infrastruktury oraz projektami szkoleń zawodowych, korzystając ze środków narodowych, zespół w Ghazni jest wyjątkowy, ponieważ jest dwu narodowy, amerykańsko-polski.

Czy zespół PRT jest wydzielony spod dowództwa Polskiego Kontyngentu Wojskowego?

Nie, faktycznie nie, jest on integralną częścią formacji Task White Eagle. Task White Eagle został powołany w tym czasie, kiedy Polacy przejęli całą prowincję.

Jakie najważniejsze projekty prowadził PRT w Ghazni?

Wszystkie projekty realizowane w Prowincji Ghazni są inicjowane przez władze afgańskie. To nie są pomysły nasze, czy Amerykanów, to są projekty Afgańczyków. Zwykle inicjatorem każdego projektu jest Zespół Odbudowy Prowincji, w skład którego wchodzi Gubernator Prowincji, jego urzędnicy, Szefowie Dystryktów oraz przedstawiciele starszyzn plemiennych. Zbiera się on raz na kilka miesięcy i wskazuje najważniejsze potrzeby w danym czasie, czy na danym obszarze. Są to przede wszystkim projekty drogowe, ponieważ Afganistan tak naprawdę posiada jedną drogę asfaltową, słynną Highway 1., oczywiście z autostradą ma ona niewiele wspólnego, jest to raczej obwodnica państwa. Dlatego budowa infrastruktury drogowej, choćby tej podstawowej, łączącej stolice prowincji, czy poszczególne dystrykty może popchnąć ekonomię kraju do przodu.

Trzy największe projekty, które ukończyliśmy w 2011 roku to mechaniczna oczyszczalnia ścieków dla miasta Ghazni. Do tego projektu zostały zakupione również wozy asenizacyjne. To druga oczyszczalnia ścieków w całym Afganistanie, pierwsza jest w Kabulu. Drugi projekt to wysypisko śmieci, z pełną infrastrukturą, możliwością kompostowania, z drenażami, czyli profesjonalne składowisko odpadów komunalnych. I trzeci projekt, to zagospodarowanie centrum miasta Ghazni. Ten ostatni to tak naprawdę kilka projektów pod jedną nazwą, niezbyt fortunną, „Tereny zielone”. W rzeczywistości są to drogi w centrum miasta, toalety i łaźnie publiczne, parki wzdłuż rzeki, regulacja kanałów. Projekt ten przygotowuje miasto do uroczystości związanych z bycie światową stolicą kultury islamu, które odbędą się w Ghazni w roku 2013.

Jak układają się relacje z władzami afgańskimi?

Przez cały rok swojej służby nie miałem najmniejszych problemów w kontaktach z Gubernatorem Prowincji, dyrektorami departamentów, czy innymi urzędnikami. Podobnie wygląda władzami starszyzn plemiennych, które w tym kraju odgrywają ogromną rolę. Oni chcą współpracować, chcą odbudowy i poprawy statusu swojego kraju. Jednak bardzo ciężko jest zdobyć ich zaufanie, dopiero po czterech miesiącach nasze relacje stały się przyjacielskie. Są otwarci, gościnni, skorzy do współpracy, ale aby zyskać ich zaufanie, potrzeba czasu. Dlatego byłem w Afganistanie przez 13. miesięcy. To rzecz naturalna, ten kraj znajduje się od 30. lat wstanie wojny.

Continue Reading →

Test wiarygodności

Kiedy pod sam koniec poprzedniej kadencji Sejmu Ryszard Kalisz przedstawiał na sali plenarnej wyniki pracy swojej komisji, badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy, stwierdziłem, że jest to początek końca tej sprawy. Ale koniec nastąpi dopiero wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro staną przed Trybunałem Stanu, a urzędnicy ich rządu przed sądem karnym. To, czy tak się stanie, jest najpoważniejszym testem klasy politycznej III RP w jej historii.

Rafał Grupiński zapowiedział, że premier Jarosław Kaczyński i minister sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro staną przed TS za złamanie Konstytucji RP i będzie to wniosek ponadklubowy (ponadpartyjny). To jednak jeszcze nie wszystko, mam nadzieję, że we wspólnym wniosku znajdą się przede wszystkim konkretne odniesienia do spraw łamania prawa, nie tylko samej Konstytucji. Jeżeli wynikiem ich działalności była śmierć posłanki SLD, Barbary Blidy, to odpowiedzialność polityczna, o jakiej decyduje trybunał, to jeszcze zbyt niewielka dolegliwość. Przypomnijmy, że Ryszard Kalisz, przedstawiając swój raport, położył nacisk na sprawczą rolę Jarosława Kaczyńskiego, stawiając tezę, że to jego decyzja była podstawą do uruchomienia wszystkich instrumentów służb państwa, mających doprowadzić do zatrzymania byłej posłanki – i wyjścia na „układ” lewicy. To oznacza użycie służb specjalnych i prokuratury w celach niezgodnych z prawem.

Ryszard Kalisz w raporcie zwrócił uwagę na naruszenia Konstytucji RP na szczeblu rządu. Pokazał gdzie zostały przekroczone konkretne przepisy prawa, co z kolei miało wpływ na wystąpienie deliktu konstytucyjnego, dokonanego przez Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro. To powoduje, że obaj mogą stanąć przed Trybunałem Stanu, ale niezależnie od tego można przeciwko nim wszcząć postępowania karne. Do postawienia ich przed trybunałem wystarczy wola polityczna (3/5 głosów posłów) i przekonanie posłów, że oto urzędnicy państwa sprzeniewierzyli się Konstytucji RP. Kalisz również precyzyjnie określił, za co powinni karnie odpowiadać były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdan Święczkowski oraz były wiceszef Agencji Grzegorz Ocieczek.

Continue Reading →

Rozgrywka w PO

Odejście Łukasza Gibały, młodego, ale ambitnego posła z Krakowa z Platformy Obywatelskiej do Ruchu Palikota, jest samo w sobie wydarzeniem małej wagi. Dopiero, kiedy się ją umieści w wielowymiarowej macierzy politycznych układów, dopiero wtedy widać, jak poważny problem jest to dla Donalda Tuska, szerzej zaś dla dla Platformy Obywatelskiej i całej koalicji rządowej. Po raz pierwszy zagrożona jest spójność partii.

Politycy „wizerunkowi” PO, to znaczy ci, którzy media mają ustawić dla konkretnej narracji, twierdzą że „Łukasz Gibała ma wybujałe ambicje a za razem małe możliwości”. Tak – doktor filozofii, który dostał się do Sejmu z 19. miejsca listy, stał na czele struktur miejskich partii… rzeczywiście, postać blada wyrazem. Wielu chciałoby zostać zapamiętanym po upływie kadencji, tak jak Gibała jest już dziś widoczny. I ma za sobą realną siłę polityczną.

Problem Donalda Tuska to spadające notowania – ostatnio poparcie dla PO spadło poniżej 30%, bardzo słabe poparcie dla niego osobiście – co jest szczególnie widoczne na tle wyników sondaży zaufania dla Bronisława Komorowskiego. Udało się zalać olejem debat problemy związanie z ACTA i uspokoić sprawę związaną systemem refundacji leków, ale przed premierem zadanie przeprowadzenia, jeszcze wiosną, reformy systemu emerytalnego. Biorąc pod uwagę, że dziś koalicja ma 234 mandaty, a PSL cały czas stoi okoniem wobec propozycji podniesienia wieku emerytalnego, integralność formacji jest rzeczą nadrzędną. Rozpad koalicji i zawiązanie nowej, z Ruchem Palikota, to ostateczność. Tym bardziej, że nikt nie wie, jak by zachowało się w tej sytuacji skrzydło konserwatywne. I jak zachowałby się Grzegorz Schetyna. Donald Tusk nie może pozwolić sobie na otwartą koalicję z Ruchem Palikota i SLD, ponieważ taki układ jest zupełnie inny, niż koalicja PiS – LPR – Samoobrona. Tamta budowała do pewnego momentu siłę Jarosława Kaczyńskiego – koalicja PO – RP – SLD będzie budować siłę lewicy.

Continue Reading →

Gowin wprowadzi chaos

Paweł Biedrzycki, prezes Zrzeszenia Transportu Prywatnego m.St. Warszawy

 

Azrael Kubacki: Czy taksówkę można zaliczyć do transportu publicznego?

Paweł Biedrzycki: Moim zdaniem tak, taksówka powinna być traktowana jako uzupełnienie transportu miejskiego. Powinna podlegać regułom gry narzucanym przez miasto.

Jakim regulacjom prawnym podlega transport taksówkowy?

Oczywiście reguluje to ustawa o transporcie drogowym, także ustawa o prawie drogowym. Na te dwie regulacje nakładają się kompetencje władz lokalnych.

Co leży w gestii samorządów?

Ceny przewozów taksówkowych, górna granica opłaty za przejazd, oznakowanie pojazdów. Samorządy nie określają liczby taksówek w danym mieście, ani liczby korporacji taksówkowych. Oczywiście samorządy wyznaczają także miejsca postojów. Na inne sprawy wpływu nie mają.

Transport indywidualny to nie tylko taksówki?

Przewóz indywidualny to trochę inny problem – to problem tak zwanych małych przedsiębiorców. Mały przedsiębiorca, nie tylko taksówkarz, podlega dziś dużym obciążeniom. Ilość stałych kosztów taksówkarza jest bardzo duża. W 2003 roku weszły w życie przepisy nakładające na taksówkarzy konieczność zainstalowania kas fiskalnych i uzyskania licencji. Uznano, że taksówkarz musi mieć jakieś kompetencje, wiedzę, musi być oczywiście niekaralny. Te regulacje dość dobrze zorganizowały rynek. Ale te regulacje spowodowały to, że część jeżdżących po mieście weszła do szarej strefy. Wtedy pojawiło się rozwiązanie alternatywne, w postaci okazjonalnego przewozu osób. Powstał rynek równoległy – okazało się, że można zarabiać jeżdżąc praktycznie bez uprawnień, bez kryteriów narzuconych przez ustawodawcę. Zrzeszenie przez wiele lat usiłowało zwalczyć ten proceder, uważając go za piractwo w usługach. Popierały nas również związki zawodowe przewoźników. Jako przeciwnik występowały głównie media pod hasłem – „Ale przewoźnicy są tańsi”.

Czy ci okazjonalni przewoźnicy nie podlegają żadnym rygorom?

Nie, nie jest tak do końca. Taki rodzaj indywidualnej aktywności, poza dochodami dla jeżdżących, przynosił również zyski korporacjom taksówkowym, które zlecały im przewozy. Podlegali więc regulacjom samych korporacji. To oznaczało, że przewoźnicy okazjonalni wcale nie byli tańsi. I wszyscy wydawali się zadowoleni, nikt przez lata nie chciał się tym problemem zająć, zasłaniając się albo brakiem kompetencji albo brakiem możliwości. A problem jest w tym głównie, że w przeciwieństwie do taksówkarzy, którzy muszą odprowadzać podatek VAT, jeżdżący okazjonalnie wymykali się przepisom podatkowym. Obroty nie były rejestrowane, podatki odprowadzał mało kto, a kasy fiskalne były fikcją, ponieważ nie były połączone z taksometrami. Rozliczali się tylko z właścicielem danej korporacji taksówkowej za zlecenia i za tak zwane użyczenie licencji. Nie musieli się rozliczać z fiskusem, był nawet taki moment, że nie musieli prowadzić działalności gospodarczej, a więc w przeciwieństwie do licencjonowanych taksówkarzy nie odprowadzali składek do ZUS-u . W szczytowym momencie takich przewoźników w Warszawie było 1/3 wszystkich taksówek. To byli przewoźnicy nielicencjonowani, więcej – nieewidencjonowani.

Ilu jest w Warszawie taksówkarzy?

Około 9000 tysięcy, z czego około połowa jeździ w korporacjach, których jest mniej więcej 15, reszta stoi na tak zwanym „słupku”, czyli bierze pasażerów z postojów.

Continue Reading →

Konieczny element układu​

Donald Tusk na jednej z konferencji prasowych westchnął, że brakuje mu Jarosław Kaczyńskiego. Brakuje mu jego opinii, aktywności, konferencji prasowych… Tak, rzeczywiście, nic tak nie odwraca uwagi od problemów rządu i spadających sondaży, jak kilka od niechcenia rzuconych bon motów Prezesa…

Proszę, wystarczyło tylko, alby Kaczyński dla jednego z mediów Tomasza Sakiewicza wspomniał, że wokół Bronisława Komorowskiego działają grupy wywodzące się z dawnych PRL-owskich służb, WSI, a Palikot, przyjaciel prezydenta jest ich rezydentem, aby media porzuciły „bzdury” w postaci reformy emerytalnej. Według niego Donald Tusk, ten delegat i Moskwy i Berlina słabnie w oczach, a cienie jego wrogów już na niego dybią zza pleców. Tym cieniem ma być prawdopodobnie Grzegorz Schetyna, który w przymierzu z Palikotem ma dokonać zamachu. Idy marcowe wszak niedługo…

Continue Reading →

Teksty nadesłane – 29. lutego

Anonymous na Zapustach – czyli rozważania o tradycji.

Kilka dni temu byłam na imprezie ,którą jako juror, obserwuję od kilkunastu lat. To przegląd zespół zapustnych z kilkunastu wsi północnego Mazowsza. Lubię tę prowincjonalną imprezę, która w dużym stopniu zachowała swój dawny, ludyczny charakter. Barwny korowód przebierańców przechodzi przez wieś, odwiedzając wybrane domy. Impreza kończy się występami w strażackiej remizie. Lubię obserwować zarówno uczestników tych występów jak i samą publiczność. Najbardziej interesująca wydaje się zmiana treści w zapustowym przekazie. To w nim i w reakcjach widzów odzwierciedlają się zmiany mentalności jakie zachodzą na polskiej wsi. W tym roku obok tradycyjnych zapustnych masek diabła, śmierci, misia, bociana, kozła pojawiły się maski Anonymousa. Zespól licealnej młodzieży, którego nazwa „Animagia”, jest także dowodem nowych skojarzeń , pojawił się na scenie w charakterystycznych maskach XVII wiecznego rebelianta. Myślę ,że chyba nikt nie znał historii przywódcy spisku prochowego, może niektórzy widzieli film „V jak Vendetta” ale wszyscy pamiętają te maski, które pojawiły się na ulicach miast w proteście internautów. Żywa reakcja publiczności, także tej starszej, dowodzi, że dowcip zyskał uznanie.

W powszechnym odczuciu tradycja to coś niezmiennego, a jej miłośnicy chcieli by wszystkie jej elementy pozostawał w niezmienionej formie. Tak się jednak nie dzieje. Nawet w odległych czasach, do najbardziej tradycyjnych i wydawało by się zamkniętej społeczności, docierało „ nowe” i wpływało na powolne, ale jednak zmieniające się, postrzeganie świata. To nowe przynosili najpierw ludzie wędrowni: żebracy, ,kupcy, powracający ze służby żołnierze a potem nauczyciele, księża ,a dziś prasa, książka, radio i telewizja . Tradycyjna kultura w większości zatraciła swoją pierwotną istotę często zachowując tylko zewnętrzne przejawy. W tradycyjnym świętowaniu powtarzają się te same gesty, symbole, przedmioty. Dziś i one się zmieniają , ale gdzieś podskórnie można odnaleźć ich dawną treść. Wiejskie świętowanie to rodzaj teatru, w którym nie chodzi tylko o rozrywkę. Gdy to wiemy łatwiej nam zrozumieć współczesne zachowania. One nie muszą i często nie powinny nam się podobać , ale pozwalają nam je zrozumieć.

Continue Reading →

Premier – Słońce

Dziś mija pierwsze sto dni urzędowania Donalda Tuska i jego rządu. To taka umowna granica, chętnie przywoływana przez media, ale biorąc pod uwagę, że kadencja Sejmu i rządu powinna trwać pełne 4 lata, ta „setka” nie ma specjalnego znaczenia. A dodatkowo trzeba pamiętać, że ten gabinet jest rządem kontynuacji i choć wymieniono w nim połowę składu (a nawet więcej), to jest to dalej autorski projekt Donalda Tuska. Tak na to patrząc, to już ponad 1500 dni jego rządów.

Premier postanowił na tę okoliczność dokonać przeglądu działań swoich ministrów i podległych im resortów. Po co właściwie – nie bardzo wiadomo. To jest zagranie z kategorii PR i spektakl dla mediów. Rząd spotyka się co tydzień na posiedzeniach, wystarczyłoby aby obok spraw bieżących ministrowie przedstawiali swoje plany na najbliższy okres. Po to są także określone procedury raportowania (chyba, że ich nie ma…) aby KPRM była na bieżąco informowana o tym co się dzieje.

Oczywiście, znamy powody tego widowiska, rozłożonego na wiele dni spotkań z ministrami. To problemy, jakie rząd sobie sprokurował sam – zawirowania z refundacją leków i protestami lekarzy i farmaceutów na przełomie roku, ACTA i protesty internautów, Stadion Narodowy i przygotowania do Euro2012, problemy z drogami, no i oczywiście – rozpoczęta dyskusja o reformie systemu emerytalnego. Wpadki, niezręczności, błędy ministrów tego rządu skupiają się głównie premierze. Donald Tusk nie miał jeszcze, jako szef rządu i partii tak złych notowań. Platforma Obywatelska nie miała od dawna tak złych wyników sondażowych.

Continue Reading →

O nowym portalu Tomasza Lisa

Bezczelnik polityczny Azraela tym razem o nowym przedsięwzięciu Tomasza Lisa – portalu www.NaTemat.pl

 

Azrael

Pisanie historii na nowo

Lecha Wałęsy nie lubię, właściwie to nigdy go nie lubiłem. Za pierwszej „Solidarności”, za tej drugiej, także w czasach kiedy był prezydentem. Złym prezydentem, otaczającym się ludźmi miernego formatu. Nie lubię go za zarozumialstwo, za brak taktu, za zawiść, brak klasy. A ruch „Solidarności” nie był moim ruchem, pomimo, że przez kilka miesięcy do związku należałem. Zraził mnie jako prezydent, nie znosiłem jego wystąpień, miałem za złe otoczenie się ludźmi w stylu Wachowskiego, Drzycimskiego, czy bracia Jarosław i Lech Kaczyńscy.

Ale Wałęsa jest symbolem przełomu, jest człowiekiem, który wyniesiony na szczyt przysporzył Polsce splendoru – i dzięki temu jest jak jest, od dwudziestu dwóch lat żyjemy w normalnym, demokratycznym państwie. Nie on stworzył „Solidarność”, tak jak nie uczyniła tego suwnicowa Walentynowicz i Andrzej Gwiazda. To tylko elementy. Nie oni tworzyli ideę i prawidła, nie są autorami 21 postulatów, nie wnieśli do ruchu pierwiastka intelektualnego. Ruch społeczny był dziełem doradców pierwszego komitetu strajkowego – a jego korzenie to ROPCiO, KOR, i inne związki opozycyjne. Także Kościół Katolicki. I setki tysięcy aktywnych działaczy w kraju.

Lech Wałęsa jest popularny w Polsce i takim pozostanie już nie jako polityk, lecz jako pewien symbol. I nie chodzi tu tylko o jego przeszłość opozycyjną, czasy „Solidarności”, ale również chodzi o sprawy najnowsze, o nagonkę, jaką na niego uczyniono w ciągu ostatnich lat. Po konflikcie z braćmi Kaczyńskimi, a przede wszystkim po awanturach z publikacjami IPN, jego popularność w społeczeństwie znacznie wzrosła. Gdyby był umieszczany w rankingach, zapewne byłby w pierwszej piątce. Gdyby był dalej aktywny politycznie, jego znaczenie byłoby minimalne, ale popularność – dalej wielka.

Continue Reading →

Sama sobie zgotowała ten los…

Patrząc na to, jak Joanna Mucha jest „przeczołgiwana” przez kolejne media, mniej, lub bardziej eleganckich dziennikarzy, to wcale nie jest mi jej żal. Bo uczucie żalu, czy współczucia wobec polityka powinno być tym ostatnim.

Nie znam osobiście Joanny Muchy, doświadczonej polityk parlamentarnej i doktora nauk ekonomicznych, ale z opinii zasłyszanych wyłania się obraz osoby miłej, kompetentnej i wcale nie „celebrytki”, na co mogłaby ją skazywać nieprzeciętna uroda. Tym bardziej się dziwię, że przyjęła propozycję premiera Donalda Tuska objęcia trudnego resortu. Tak, trudnego, ponieważ sport i turystyka to skomplikowana materia, nie tylko społeczna, ale również ekonomiczna. A dodatkowo Polska ma w tym roku dwa poważne zadania – u siebie Euro2012, w „eksporcie” Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Za te drugie odpowiada głównie PKOL, ale jednak trochę odpowiedzialności spada i na ministerstwo. A ilość zadań bieżących jest ogromna.

Joanna Mucha kompetentna w sprawach ekonomii i polityki ma zerowe doświadczenie w sprawach administracji państwa, a dodatkowo nie ma zaplecza politycznego. Nie ma również zaplecza i kontaktów w świecie sportu, nie ma własnego zespołu urzędników i doradców znających materię organizacyjną tej sfery życia społecznego. Stąd kuriozalne pytanie (o ile rzeczywiście ono padło…), kto wybrał drużyny grające o Superpuchar. Stąd dziwna nominacja pana Wieczorka z Lublina, który dał się już poznać… uszkadzając służbowy samochód…

Continue Reading →

Droga ku historii

Czy ktoś jeszcze pamięta jaka radość panowała w komitecie wyborczym Platformy Obywatelskiej po wygranych, drugich z kolei wyborach parlamentarnych? Niewielu zapewne, a minęło dopiero przecież kilka miesięcy, właśnie mija pierwsze sto dni nowego rządu Donalda Tuska. Sto dni, w których sam premier stracił wiele zaufania społecznego (jest w tym rankingu na miejscu… 4.), a jego rząd ma 70% negatywnych opinii. I nikt z ankietowanych w ostatnim sondażu nie ocenia go „bardzo dobrze”.

Ten rząd jest jeszcze bardziej autorski, niż poprzedni, pomijając polityków koalicyjnego PSL. Brak w nim Grzegorza Schetyny i odsunięcie go na bocznicę polityczną jest tego najbardziej jaskrawym przykładem. Ale nie tylko brak ex-marszałka Sejmu, ale również dziwne nominacje ministerialne (Gowin, Mucha, Nowak, Cichocki), wskazują na to, że był on budowany pod kątem całkowitego przesunięcia centrum politycznego w Aleje Ujazdowskie, do kancelarii premiera. Tam ma być nie tylko centrum legislacyjne, ale również centrum decyzyjne. Efekt jest taki, że z KPRM dziś do Sejmu dotarło zaledwie kilka projektów ustaw i to raczej w sprawach drugorzędnych. Sejm, już dawno pozbawiony roli agory debat politycznych, które przesunęły się do mediów, został dziś pozbawiony paliwa legislacyjnego. Mało kto wie o tym, że posłowie rządzącej partii nie mają prawa zgłaszać własnych projektów do laski marszałkowskiej, lecz muszą być one kierowane do kancelarii, a stamtąd dopiero wracają w formie gotowych materiałów. A projekty innych klubów sejmowych (choć marszałek Ewa Kopacz zrezygnowała praktycznie z tak zwanej zamrażalki) mają znaczenie drugorzędne. A przecież reformy ponoć są w drugiej kadencji konieczne.

Continue Reading →

ACTA – politycznie

Debata, czy wysłuchanie obywatelskie, jakie odbyło się w mroźny poniedziałek z inicjatywy Donalda Tuska w Kancelarii Premiera Rady Ministrów nie przyniosło żadnego rozstrzygnięcia. Bo przynieść nie mogło, w przypadku, kiedy obie strony, rządowa i szeroko rozumiana społeczna, nie do końca znały swoje motywacje i przesłanki. Rząd nie do końca rozumie, jakie jest sedno protestów przeciwko ACTA, protestujący przeciwko tej umowie nie wiedzą, jakie uwarunkowania stoją za podjętą decyzją jej podpisania i za drogą ku jej ratyfikacji. Opinia, że „analogowy” rząd nie rozumie „cyfrowego” społeczeństwa jest chwytliwa, ale mało konkretna.

Warto pamiętać, że premier Tusk działa w wielopłaszczyznowych relacjach. Jest politykiem, który musi przy podejmowani decyzji brać pod uwagę wiele zmiennych i informacji. Może, gdyby był dobrze poinformowany przez swoich urzędników, podjąłby inną decyzję i nie wydałby decyzji podpisania umowy przez polską ambasador w dalekiej Japonii. Wstrzymałby decyzję, blokując w ten sposób proces ratyfikacji – przynajmniej do momentu, kiedy umowa nie zostanie przyjęta przez Parlament Europejski. A dziś jest coraz mniej pewne, że europosłowie zagłosują za ACTA, pomimo nacisków Komisji Europejskiej. Jak powiedział mi Rafał Trzaskowski, polski poseł z frakcji EPP, już nie tylko socjaliści i zieloni są przeciwko ACTA, ale rośnie także sprzeciw konserwatystów i liberałów. Liczba tych, którzy boją się, że zostaną zaliczeni do lobbystów wielkich koncernów rośnie. Tym bardziej, że nie wiadomo, czy Amerykanie, którzy stoją za aktem założycielskim tej umowy, sami zrobią z niej obowiązujący akt prawny w Stanach Zjednoczonych.

Continue Reading →

Wywiad z prof. Pawłem Artymowiczem

Cięli już krzaki. Uderzyli w brzozę

 

Azrael Kubacki, bloger polityczny, dziennikarz gazety internetowej „Studio Opinii”: Czy zajmował się Pan kiedykolwiek badaniem katastrof lotniczych?

prof. Paweł Artymowicz, fizyk i pilot, Toronto: Nie, nie miałem okazji uczestniczyć do tej pory w badaniu katastrof w ruchu lotniczym, podobnie zresztą jak eksperci sejmowego zespołu Antoniego Macierewicza. Oni też nie mają takich doświadczeń.

Ale jest Pan przecież nie tylko fizykiem i astrofizykiem, ale również od wielu lat czynnym pilotem, jak rozumiem interesował się Pan wszelkimi wypadkami lotniczymi? Jak wygląda na Zachodzie metodologia badań tego rodzaju katastrof, jak ta polskiego Tu 154M pod Smoleńskiem?

- Czytałem setki raportów amerykańskiej komisji NTSB (National Transportation Safety Board). Piloci robią to rutynowo. Jest to ważne dla każdego, kto chce latać bezpiecznie. Komisje takie, jak NTSB zajmują się ustalaniem tego, co było najbardziej prawdopodobnym powodem danego wypadku. Nie jest ich zadaniem przedstawienie dokładnych symulacji komputerowych, które byłyby pewną odpowiedzią na wszystkie możliwe pytania. Jest to zresztą w praktyce niewykonalne. Komisje badania wypadków na Zachodzie skupiają się mniej na wynajdowaniu winnych (i naturalnie nigdy na ich ukrywaniu), a bardziej na tym, jak zapobiec podobnemu wypadkowi w przyszłości. To podejście daje świetne rezultaty. Zasadniczą przyczyną większości wypadków są błędy pilotów. Na wniosek NTSB modyfikuje się ich szkolenie, co przyczynia się do zmniejszenia wypadkowości, która obecnie jest wielokrotnie niższa, niż w Polsce.

Całość wywiadu w Wyborcza.pl

Azrael

  • Facebook