Dyplomacja i racja stanu

Polityka zagraniczna i dyplomacja powinna być prowadzona przez jeden ośrodek władzy i wszystko to, co się dzieje w życiu politycznym państwa, powinno być kontrolowane i uzgadnianie ze służbami dyplomatycznymi. Niestety, w Polsce, gdzie zapisy konstytucyjne sankcjonują faktyczną dwuwładzę wykonawczą – jest to praktycznie niemożliwe do realizacji.
Jeżeli dodamy do tego trudną i kłótliwą kohabitację rządu i urzędu prezydenckiego, oraz wyjątkowo słabą pozycję polityczną samego ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego – mamy do czynienia z sytuacją, że polska polityka nie jest nie tylko niespójna, ale również niezgodna z polskim interesem i racją stanu.

Urząd prezydencki prezentuje i prowadzi politykę zagraniczną, którą można nazwać autorską polityką Lecha Kaczyńskiego. Jest to polityka na dłuższą metę szkodliwą dla naszego kraju. Mandat społeczny Kaczyńskiego i jego stanowisko nie są wykorzystywane dla interesu Polski, lecz dla budowy własnej pozycji i realizowania planów politycznych, swoich i partii jego brata. Angażowanie się w awantury gruzińskie prezydenta Saakaszwilego, wspieranie Wiktora Juszczenki nie było polityką wspierania dążeń tych państw, lecz działania na rzecz określonych sił politycznych. To polityka, która już za moment, kiedy obaj zejdą ze sceny politycznej, skończy się dla Polski utratą pozycji w tych krajach. Przytoczone ostatnio informacje, że Lech Kaczyński spotkał się 20-krotnie z Juszczenką i ani razu z prezydentami Rosji, Putinem i Miedwiediewem, są wymowne i świadczą o tym, jakie są źródła i motywacje polityczne.

Kaczyński nie raz dawał upust swoim fobiom antyrosyjskim, warto wspomnieć tylko pyskówkę z Putinem na szczycie przywódców Unii Europejskiej, w Lahti, w roku 2006, czy przemówienia wiecowe w Tbilisi. Jego ostatnie wystąpienia w trakcie uroczystości na Westerplatte też niewiele miały wspólnego z dyplomacją – i interesem naszego kraju. To były raczej wystąpienia, jak słusznie zauważył to znany publicysta konserwatywny, JanEngelgard, wiecowego agitatora, partyjnego watażki, a nie prezydenta Polski.

Również zamieszanie wokół uchwały upamiętniające rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do Polski, wywołane przez Prawo i Sprawiedliwość i źle rozegrane przez Platformę Obywatelską, nie sprzyja naszym interesom w polityce zagranicznej.

Niestety, również działania Donalda Tuska i jego otoczenia, motywowane słupkami sondażowymi i przygotowaniami do kampanii prezydenckiej, nie są sprzyjające polskiej polityce zagranicznej. Traktowana jest ona jako funkcja polityki wewnętrznej, co w polskim przypadku oznacza rozgrywki partyjne i personalne pomiędzy kandydatami do fotela prezydenckiego.

Polska dyplomacja robiona jest, w sposób, gdzie gest przeważa nad sensem, słowa nad interesem, a korzyści z tego są żadne. Polskie zaangażowanie w Iraku osłabiło naszą pozycję w NATO, tak samo jak polskie umizgi do Amerykanów w sprawie tarczy antyrakietowej. Polska jest pasywna w polityce na rynku europejskim, silne państwa, takie jak Niemcy, Francja, czy Wielka Brytania i oczywiście – Rosja – nie liczą się z nami. Jedną z przyczyn jest to, że Lech Kaczyński nie złożył podpisu pod Traktatem Lizbońskim, a do tego jeszcze polska reprezentacja w Parlamencie Europejskim jest niespójna. Oznacza to, że ważne sprawy, na których nam zależy, czyli bezpieczeństwo energetyczne, czy budowa Nord Stream mogą pozostać poza naszą strefą wpływów.

Polska dyplomacja, jeżeli nie chcemy na stałe stać się marginesem Europy, powinna zostać gruntownie przemodelowana.

Azrael

Afganistan i polska dyplomacja

Medialna i emocjonalna wypowiedź generała Waldemara Skrzypczaka, przy trumnie polskiego oficera poległego w Afganistanie ,otworzyła dyskusję na temat naszego udziału w misji w tym kraju, zaangażowania i perspektyw. Zostawmy na boku sprawy związane z obsługą polskiego kontyngentu, zaopatrzeniem w broń i zasadami jego działania, we współpracy z innymi wojskami NATO. Spójrzmy na to zagadnienie szerzej.

Wojna w Afganistanie, rozpoczęta amerykańskim atakiem, trwa już osiem lat. Sytuacja wewnętrzna, po początkowym okresie stabilizacji, tylko się pogarsza. Jest to bardzo podobne nie tyle do sytuacji, jaką chętnie się przywołuje, czyli do położenia Amerykanów w Wietnamie, lecz do okoliczności, w jakich znaleźli się Rosjanie, na przełomie lat 70. i 80. Wtedy też, po osadzeniu marionetkowego rząduBabraka Karmala, Rosjanie sądzili, że uda im się szybko opanować kraj i zaprowadzić w nim swoją wersję demokracji. Zakończyło się to wojną totalną i porażką ZSRR – która niewątpliwie miała wpływ na rozpad imperium…

Amerykanie i sprzymierzone wojska NATO są bliskie temu, aby doprowadzić do sytuacji, gdzie scenariusz wojny totalnej na podstawie porozumienia zwalczających i skłóconych lokalnych przywódców klanowych i etnicznych, został wprowadzony w życie. Władza starego/nowego prezydenta Hamida Karzaja ma bardzo kruche podstawy i jego wyborcze porozumienia z politykami regionalnymi, przywódcami różnych grup etnicznych, już praktycznie zanikają.

Amerykanie nie rozumiejąc specyfiki państwa klanowego i wieloetnicznego, próbowali zbudować w Afganistanie demokrację w stylu zachodnim, budując ją od głowy, a zadanie to zlecając wojskowym. Jak słusznie już od lat zauważa Prof. dr hab. Stanisław Koziej konieczna jest zmiana strategii natowskiej w tym regionie, nie tylko wobec Afganistanu, ale również wobec Pakistanu. Najobszerniej swoje stanowisko w tej sprawie generał Koziej przedstawił w trakcie referatu, wygłoszonego na konferencji zorganizowanej przez UMCS, w kwietniu tego roku („Główne wyzwania strategiczne wobec NATO”, http://www.koziej.pl/index.php?pid=6)

Continue Reading →

Subiektyw historyczny

Już od dłuższego czasu, kiedy przychodzi jakiś czas rocznicowy, mniej mnie interesuje opisanie i ocena historyczna tego, co w danym dniu roku lat 90., 70. czy 20. zdarzyło, a bardziej jestem zainteresowany tym, jak jest to teraz oceniane, odbierane i komentowane. Oczywiście, wynika to głównie z braku warsztatu naukowego i pojęciowego, niedostatku wiedzy. Głównym powodem jednak jest po prostu „nerw” publicystyczny, jaki odkryłem jakiś czas temu u siebie.

Czytając komentarze na temat rocznicy Okrągłego Stołu, wyborów 4. czerwca 1989 roku, wydarzeń sierpniowych ’80 roku, 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej, widzę jednak, że ci którzy mają i podstawy naukowe i wiedzę i umiejętności analityczne, rzadko kiedy wykorzystują je do rzetelnego przedstawiania wydarzeń z przed lat, a częściej stosują aparat pojęciowy do manipulacji, do rozliczeń, do przedstawiania własnych wersji wydarzeń, na podstawie subiektywnego doboru materiałów, do bieżącej walki politycznej, czy podbudowy własnej ideologi.
Prowadzi to z reguły do tego, że daty ważne dla historii Polski przedstawiane są w krzywym zwierciadle, a dni pamięci o poległych, zmarłych, czy żyjących jeszcze zasłużonych dla Polski, zamieniają się w dno rozliczeń, żalów, a czasem karczemnych awantur.

Nie było w ostatnich miesiącach, przecież bogatych w daty ważne – i do tego chwalebne dla Polaków – ani jednego takiego święta, które by nie było skundlone i zniszczone przez swary i kłótnie polityczne.

Continue Reading →

Gumkowanie historii

Orwellowskie cytaty pasują jak znalazł do tego, co robią Prawi i Sprawiedliwi w odniesieniu do historii, a może swojego modelu polityki historycznej. O, na przykład ten;

Przeszłość, choć z natury podatna na zmiany, nigdy zmieniana nie była. Co stanowiło prawdę teraz, stanowiło prawdę od zawsze i wiecznie. Zasada była dziecinnie prosta. Wymagała jedynie ciągłych zwycięstw nad własną pamięcią. Nazywano to „regulacją faktów”, a w nowomowie „dwójmyśleniem”.

Otóż panowie Kaczyńscy wykorzystują przeszłość i własną pamięć tak, jak im jest wygodnie, do prób prowadzenie zwycięskich kampanii, choć rzadko, a ostatnio – nigdy – im się to nie udaje. Oto dwa ostatnie przykłady.

W serwisie prezydent.pl, po jego liftingu, zmieniono radykalnie informacje biograficzne byłego Prezydenta RP, Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydenta, który sprawował urząd dwie kadencje, w trakcie których przyczynił się walnie do prac i uchwalenia Konstytucji RP, wprowadził Polskę do NATO i również do Unii Europejskiej.
Jednak tych informacji nie znajdziemy na tej stronie, za to 2/3 notki poświęcone jest działalności Kwaśniewskiego w czasach PRL. Nie ma też informacji o odznaczeniach, orderach, nie wspomniano także o działalności w PKOL. Nie ma nawet informacji, że to właśnie on przyczynił się do zwycięstwa Pomarańczowej Rewolucji, dzięki czemu Kaczyński mógł się 20. razy spotkać z prezydentem Juszczenką…

Biogramy Lecha Wałęsy i Wojciecha Jaruzelskiego uległy mniejszym modyfikacjom.

Pisanie o małostkowości i nieukrywanej zawiści (Aleksander Kwaśniewski kończąc kadencję, po znanej sprawie ułaskawienia Marka Ungiera miał prawie 50% poparcia społecznego) jest nieuzasadnione. Takie działania to nic innego, jak próba napisania historii tu i teraz, to jest właśnie orwellowska „regulacja faktów”. To nic innego, jak czysto bolszewicki styl działania i myślenia.

Znane jest takie działanie; Mistrzem był Stalin, który kazał „gumkować” ze wspólnych zdjęć Żdanowa, Kirowa, Jeżowa… innych, zamordowanych w procesach moskiewskich. Znane jest działanie przywódców ChRL, gdzie z fotografii usuwani Bandę Czworga. Tylko, że przeciw „dwójmyśleniu” działa system obiegu informacji i demokracja, która tego rodzaju manipulacje wychwytuje.

„Dwójmyślenie” braci jest pułapką, w którą często wpadają. Lech Kaczyński, komentując w Sopocie, podczas spotkania przywódców Grupy Wyszehradzkiej, 20. rocznicę rozpoczęcia działalności rządu Tadeusza Mazowieckiego, stwierdził, że „Ja i mój brat braliśmy w tym udział” [w sukcesie rządu TM]. Jak się ma to do słów Jarosława Kaczyńskiego o słynnym układzie, zapoczątkowanym przy Okrągłym Stole, którego „bękartem” był rząd Mazowieckiego?! Czyli „ojcami założycielami” tamtego rządu i tak opluwanej przez środowiska „patriotyczne” grubej kreski byli także bracia…

Barierę śmieszności Kaczyńscy przekroczyli już dawno; Teraz już pozostaje tylko absmak (sic!) z oglądani i słuchania ich…

Azrael

Strona prezydent.pl

Gradacja zbrodni

Polacy są narodem wybranym; To już jest wiadome od czasów Adma Mickiewicza i „Dziadów”. Jako „Chrystus Narodów” to My jesteśmy tymi, którzy wycierpieli najwięcej i najwięcej nam się należy. Należy nam się zawsze pokłon i przyznanie racji, nawet kiedy obiektywne zapisy mówią co innego.

Stefan Niesiołowski ma język szybszy niż myśl, a w przypadku kiedy w grę wchodzi sprawa związana z PiS i Kaczyńskim, mózg ewidentnie mu staje w pozycji stand by. Kiedy wchodzi w zwarcie, przestaje się kontrolować. Marszałek stwierdził w wywiadzie dla „Dziennika”, pytany, dlaczego nie można się zgodzić na to, aby w treści uchwały dotyczącej 17 września 1939 r znalazł się zapis mówiący o tym, że w Katyniu doszło doludobójstwa, o co starał się PiS, że to jest nieprawdą - „To była zbrodnia wojenna. Ludobójstwo to jest zagłada narodu. W historii do tej pory były dwa ludobójstwa: Holokaust i Wielki Głód na Ukrainie. Mord w Katyniu to było coś zupełnie innego”.

Stefan Niesiołowski oczywiście się pomylił; zbrodni ludobójstwa, według standardów konwencji ONZ z roku 1948, było w historii Świata dużo więcej, że przypomnę tylko rzezie Ormian, Wandeę, podbicie z krzyżem w rękach Ameryki Południowej, zagładę Indian i Aborygenów, czy z ostatnich czasów – Rwandę. Co do zbrodni katyńskiej – sytuacja jest niejasna.

Continue Reading →

Zadzwoń do posła!


Każdy miał w swoim życiu sytuację, kiedy coś każe ci się cofnąć przed podjęciem decyzji, choć nic nie wskazuje, że mogłaby ona przynieść złe skutki. Czasem się mylimy, czasem się okazuje, że jednak mieliśmy rację… Wtedy mówimy, że mieliśmy szczęście, intuicję albo, że ostrzegł nas nasz prywatny anioł stróż…

Są jednak tacy, którym anioł stróż, sumienie i poczucie odpowiedzialności nie wystarcza, szukają dodatkowego wspomagania swoich decyzji. Nie tylko wśród znajomych i rodziny, ale również wśród autorytetów wyższego rzędu. I tak jest też z politykami. Dziwnym trafem, a może za przyczyną znanego Polakom syndromu uległości, politycy, i to wszystkich opcji, szukają wspomagania i akceptacji w Kościele Katolickim, najczęściej u swojego biskupa. Bo biskup wie wszystko, zna się nie tylko na liturgii, wierze i obrządku, ale jest specjalistą od ekonomii, polityki, edukacji, a ostatnio nawet zapłodnień pozaustrojowych i nawet seksu (Knotz).

Właśnie rozpoczęła się dyskusja w polskim Sejmie o projektach ustaw o zapłodnieniach in vitro, w szerszym kontekście kodyfikacji prawa bioetycznego. Na pierwszy rzut poszedł projekt tak zwany społeczny, komitetu „Contra In Vitro”, zakładający penalizację lekarzy za wykonywanie takich zabiegów. I do pomocy posłom, którzy chcieli odrzucić ten projekt w pierszym czytaniu, ruszyli namiestnicy kościelni, samozwańczy aniołowie polityków. Oto Rada Epiksopatu ds. Rodziny napisała specjalne listy do posłów, w których przypomina i napomina, że według nauki Kościoła dziecko jest osobą od momentu poczęcia, nie może być przedmiotem, poza tym poczęcie dziecka metodą in vitro powoduje śmierć jego braci i sióstr w stanie embrionalnym… Czyli nie tylko nawet napomnienie, ale już coś przypominające szantażyk…Autorami tego listu, tak samo jak poprzedniego, z roku 2007 są biskup Kazimierz Górny, Przewodniczący Rady ds. Rodziny, oraz Andrzej Rębacz, Dyrektor Duszpasterstwa Rodzin KEP.

Ale to nie wszystko; Biskupi posunęli się dalej – chwycili za telefony i zaczęli wydzwaniać do posłów. Mają do tego prawo, jako obywatele, ale z drugiej strony – są oni również depozytariuszami wiary i interesów całego kościoła, którego głowa, papież, znajduje się w Watykanie. Tak, jest to może dość wulgarne pojmowanie motywacji działań księży, ale równie wulgarne i bezczelne są ich próby nacisku na polityków.

Continue Reading →

Paradoks Grada

Kiedy Donald Tusk z rozbrajającą szczerością urwisa-wagarowicza przyznał się, że pomylił się co do swoich słów na temat odwołania ze stanowiska ministra skarbu, Aleksandra Grada, u mnie pojawił się na ustach równie szczery, jak u premiera uśmiech… szyderstwa. O tym, że Grad zostanie, przekonany byłem w 90% – pozostałe 10% stawiałem na rosnącego w sondażach wewnętrznych Platormy Obywatelskiej Grzegorza Dolniaka (tylko cicho sza, żeby się wicepremier Grzegorz Schetyna nie dowiedział…).

Czy to była wpadka Donalda Tuska? Skąd, jego takie rzeczy się nie imają, ponieważ są doskonale rozgrywane w warstwie medialnej i sposobu narracji. Deklaracja, że jeśli do końca sierpnia Grad nie załatwi pozytywnie sprzedaży stoczni gdyńskiej i szczecińskiej, to zostanie odwołany – była przecież tylko tak naprawdę lekkim klapsem dla ministra. On się starał, ale czynniki obiektywne, subiektywne, kryzys, plamy na Słońcu i cień na Księżycu, nie pozwoliły na wywiązanie się z jasnego przekazu. I jest to prawda – w sprawie stoczni, od czasu decyzji komisarz UE Neelie Kroes, zrobić już nic nie można było… a powiedzieć tego otwarcie było po prostu niepolitycznie…

Aleksander Grad musiał zostać na stanowisku; Po pierwsze – lepszego polityka (a jest to stanowisko polityczne, nie tylko urzędowe), nie ma w PO. Przykład Andrzeja Czumy musiał Tuska nauczyć, że wierny – to w wielu przypadkach także – mierny. Być może też okazało by się, że nominując kogoś (Dolniaka?), mógł się narazić komuś zupełnie innemu (patrz wyżej…).
Po drugie – ponoć minister skarbu trzyma w ręce klamkę do pokoju, gdzie ma być podpisane porozumienie w sprawie PZU, z Eureko. Mające wymierną wartość, liczoną dla skarbu państwa w liczbach jedenastocyfrowych, bo tylko Polska by musiała zapłacić odszkodowania Holendrom – odszkodowania, na które wyroki wykonawcze negocjatorzy drugiej strony mają już w teczkach.
No i po trzecie – Grad ma własny, autorski, ambitny, ale ponoć realistyczny program prywatyzacyjny, który ma pozwolić na to, aby deficyt budżetu nie przekroczył kwoty 52 mld złotych, a przede wszystkim, aby poziom zadłużenia państwa wobec PKB nie przekroczył ustawowej wartości 55%. Czy to się uda? Szczerze mówiąc – nie wierzę, że program prywatyzacji się uda domknąć do końca 2010 roku i wykonać zadania budżetowe. Tego rodzaju działania pod presją rzadko kiedy się udają. Należy pamiętać, że zakłady Skarbu Państwa mają silne związki zawodowe, które (z przyczyn politycznych, a jakże…) będą robiły wszystko, żeby zablokować procesy prywatyzacyjne, a „niezależni” doradcy z PiS i SLD będą im pomagać.

Continue Reading →

Mit alternatywny Bronisława Wildsteina

Nie wystarczy usiąść do klawiatury i przelać cisnące się myśli do komputera. Najpierw trzeba je uporządkować, a następnie zrobić korektę – najpierw w głowie, później znów w komputerze…inaczej wyjdzie z tego potok nielogiczności.

Bronisław Wildstein popełnił krótki tekst, w „Rzeczpospolitej”, „Mity narodowe i inne”, w którym odnosząc się do stanowiska profesor Marii Janion o zbytnim mitologizowaniu polskiej historii, stwierdza, że wbrew domniemanym trendom ostatniego dwudziestolecia, które tłumiły dyskusje o polityce, polskiej historii, czy meandrach literatury, Polacy, pomimo prób zamykania im ust, „odzyskują swoją historię”. Ciekawe, pisze to ktoś, kto jest członkiem redakcji opiniotwórczego dziennika, wydał w oficjalnym obiegu kilka książek, ma program w telewizji publicznej, jest niemalże dziennikarskim celebrytą.

Bronisław Wildstein uważa, że przestrzeń społeczną opanowali demitologizatorzy, którzy robią wszystko, aby przedstawić i polską historię i polski heroizm w krzywym zwierciadle. Dla niego próba obalenia mitu, że Polacy w trakcie wojny nie byli tylko bohaterami, ale głównie chcieli przeżyć, a wielu wykorzystywało sytuację dla własnych korzyści, jest zamachem na polskie świętości i polskie poczucie misji. Jednym słowem, dla niego mit bohaterskiego Polaka, jako mit zbiorowy, jest ważniejszy, niż suma indywidualnych doświadczeń Polaków.

Continue Reading →

Razem ku Socjalistycznej Ojczyźnie!

Mało rzeczy w polskiej polityce może mnie zadziwić, ale jednak zdarzają się sytuacje, kiedy brew podnosi mi się w zdumieniu.

W poniedziałkowej porannej audycji radia TOK FM ex-prezydent, Aleksander Kwaśniewski, niestety, jak najbardziej poważnie, zasugerował, że po zawarciu pierwszego porozumienia ponad barierami pomiędzy SLD i PiS w sprawie mediów publicznych, w przyszłości wszystkie scenariusze dalszej współpracy do parlamentarnej koalicji, są jak najbardziej możliwe…

Moje zdumienie wzbudza nie sam fakt, że taka koalicja może zaistnieć, ale to, że Aleksander Kwaśniewski, który jeszcze dwa lata temu, przed wyborami w roku 2007 zawarł kontrakt wyborczy z elitami postosolidarnościowymi, teraz wydaje się wspierać i godzić na kompromis z drugą stroną tej barykady, czyli populistami, socjalistami pisowskimi. Gdzie w związku z tym podziały się idee socjaldemokratyczne Kwaśniewskiego? Gdzie poczucie, że najważniejsze są sprawy ideowe, jeżeli uważa, że koalicja jego byłej formacji z socjałami, a do tego nacjonalistami, może coś Polsce przynieść dobrego?

Continue Reading →

Filozof vs. ornitolog

Mieliśmy wczoraj, na zakończenie udanego weekendu, (kto by się przejmował polską piłką…) przedstawienie z pogranicza mediów, polityki… i socjologii. Chciałem napisać, że kabaretu, ale niestety, nie było śmiesznie, raczej dość żałośnie. Oto u Anity Werner, w wieczornym programie w stacji TVN24, spotkali się ze sobą politycy PO, Janusz Palikot, z wykształcenia filozof, oraz politolog, dr Marek Migalski, kiedyś mieniący się niezależnym analitykiem, teraz polityk Prawa i Sprawiedliwości. Jak sam pisze na swoim blogu, chciał sprawdzić, czy ornitolog może latać, czyli czy politolog może pełnić funkcje polityczne… może. Może, tylko że lot ten raczej coraz bardziej jest chybotliwy.

Właśnie osnową tego spotkania medialnego były wpisy na blogach interlokutorów, przytoczone przez telewizję. Z jednej strony prowokujące, ostre językowe i celne spostrzeżeniami politycznymi i socjologicznymi, czasem przekraczające granice dobrego smaku (Palikot), z drugiej riposty Migalskiego, personalnie skierowane do posła PO, z założenia również dowcipne, ale jednak nie tej klasy finezji językowej i erudycji. Na zaczepkę o stanie kobiecości posłanek PiS (koń jaki jest, każdy widzi…), Migalski chciałby walić Palikota w pysk, ponieważ ten jakoby nie ma zdolności honorowych. Nie będę przytaczał całej korespondencji – jest łatwa do odnalezienia, w internecie.

„Ustawka” zrobiona przez TVN24 była jednak w sumie dość nudna (może dlatego, że Migalski uchylił się od fizycznego kontaktu z Palikotem, ponieważ był tylko obrazem ze studia w Katowicach), jednak daje możliwość oceny jakość debaty politycznej tak zwanych elit. Od strony czysto formalnej, jakości przekazu i zdolności argumentacji, wygrał tę debatę Janusz Palikot. Konwencja spotkania, forma i treść była zbliżona do jego pojmowania swojego zadania w polityce, czyli robienia prowokacyjnego performance politycznego. Migalski, który sam, jak twierdzi, wynajął się sam do zadania politycznego dania odporu działaniom Palikota, czyli wejścia na jego obszar działania, na jego scenę – wypadł słabo, choć nie żenująco. Wbrew pozorom i nawoływaniom Migalskiego do dyskusji merytorycznej, to Palikot bardziej przekonywująco mówił o podstawach i zasadach swoich działań, wyraźnie mając przewagę nad politykiem PiS w rozumieniu mechanizmów politycznego marketingu. I nie jest prawdą, jak niektórzy twierdzą, że Janusz Palikot wygrał, ponieważ sprowadził Migalskiego do swojego poziomu – to pan politolog z UŚ nie wszedł na platformę posła PO…

Continue Reading →

Uchwała histeryczna

Prawo i Sprawiedliwość chce aby Sejm przyjął uchwałę, na rocznicę 17 września 1939, w której zostanie potępiony sowiecki najazd na Polskę, w porozumieniu z III Rzeszą Hitlera.

Celem uchwały ma być przypomnienie, że Polska dostała się pod podwójną okupację hitlerowsko-sowiecką i było to przyczyną późniejszych polskich losów, czyli wejścia na dziesięciolecia w sowiecką strefę wpływów. To było przyczyną represji, jakie spotkały Polaków, począwszy od Katynia i Miednoje, na opóźnieniach cywilizacyjnych kończąc.

Czytają projekt, mam do niego stosunek mocno ambiwalentny. Trudno się w nim doszukać przekłamań, czy manipulacji, można się natomiast doszukać niedopowiedzeń. Oczywiście, agresja sowiecka na ziemie wschodnie II Rzeczpospolitej była podobna do rozbiorów XVIII wieku, ale również należałoby powiedzieć o tym, że to co się stało we wrześniu 1939 roku, zostało następnie usankcjonowane przez konferencje jałtańską i teherańską. Można by pójść dalej; Można by się zastanowić, czy przypadkiem porządek jałtański nie powinien zostać zweryfikowany, ze wszystkiego tego rodzaju konsekwencjami… Przesadzam? Tak, przesadzam, ponieważ motywacje tych, którzy by chcieli takiej uchwały, są dla mnie nielogiczne.

Wnioskodawcy uchwały wychodzą z założenia, że Polska w dalszym ciągu jest w pozycji geopolitycznej pomiędzy dwoma wrogimi państwami, czyhającymi na nasz kraj, wręcz szykującymi się do aneksji naszego terytorium. To wrogie mocarstwa, a Polska jest zdana na ich łaskę i niełaskę. Nie ma NATO, nie ma Unii Europejskiej, nie ma umów bilateralnych, nie ma gwarancji bezpieczeństwa zbiorowego. Uchwała ma uświadomić, a wręcz pobudzić atmosferę zagrożenia. Z jednej strony demoniczna Erika Steinbach, ze swoimi wypędzonymi, z drugiej – wampiryczny Władimir Putin…Teoria dwóch wrogów, porozumiewających się na bazie politycznej i ekonomicznej (Nord Stream) jest dodatkowo uzupełniona o spisek brukselski, mający osłabić polskiego ducha…

Continue Reading →

Telewizja klanowa

No, właściwie wszystko w sprawie TVP, zwanej z przyzwyczajenia telewizją publiczną, jest już jasne; Głębokie zmiany, które miały doprowadzić do utworzenia apolitycznej, niezależnej, misyjnej i otwartej telewizji społecznej, zakończyły się pełnym sukcesem. Telewizja będzie apolityczna przez to, że główne siły polityczne będą się w niej blokować, niezależna będzie od tych polityków i partii politycznych, które się do tego tortu nie dopchały, misyjnie będzie dalej ogłupiać kupowanymi formatami programowymi, bo na własne produkcje środków nie będzie, a jej otwartość będzie polegała na tym, że jej pracownicy będą „otwarci” na sugestie i podszepty politycznych „wujów”.

TVP w takiej postaci jak jest teraz i w najbliższej przyszłości (co najmniej do następnych wyborów parlamentarnych) jest już tylko zombie tego, czym powinna być. Nie jest to nawet agonia, lecz stan po agonalny. Patrząc na to, jakie programy, przez kogo prowadzone, ile jest powtórek – widać, że nie tylko nie ma zamysłu na uzdrowienie telewizji, ale również nie ma sił wewnętrznych i mechanizmów, które by mogły zachować choć pozory jakości produkcji telewizyjnej.

Kto jest winny temu, że doprowadzono do takiego stanu? Przede wszystkim Platforma Obywatelska, minister Aleksander Grad i posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, która pilotowała nową ustawę medialną. Ustawę, która mogła być zaakceptowana i stworzyć bazę do nowych regulacji, ale została, po wecie prezydenckim, praktycznie odłożona ad acta. A PO, klub parlamentarny tej partii, zrobił wszystko, aby Sojusz Lewicy Demokratycznej, to weto podtrzymał, za cenę profitów i stanowisk w telewizji.

Platforma Obywatelska i sam premier Donald Tusk do mediów publicznych, a w szczególności do TVP przywiązani nie są. Nie widzą, w przeciwieństwie do innych sił politycznych, w mediach siły sprawczej polityki, lecz raczej zupełnie niepotrzebny twór, który dawno już przestał pełnić role służebne na rzecz społeczeństwa, jest tworem bizantyjskim, żyjącym dla siebie i pokaźnego grona pasożytów, którzy żerują na nim – za pieniądze abonamentowe. Długofalowym celem PO było doprowadzenie mediów do stanu zapaści finansowej (bo w zapaści organizacyjnej TVP jest już od dawna), a następnie do podzielenia śmierdzącej masy upadłościowej – i jej sprzedaży. Tylko niestety, nie potrafiono tego wprowadzić w życie.

Continue Reading →

Cele i metody

Wystąpienia Lecha Kaczyńskiego i jego brata, szefa Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława, należy rozpatrywać łącznie. Dokładnie tak, jak działania jednego są z reguły funkcją pomysłów podrzucanych przez drugiego. Pomijając quasi patriotyczne wystąpienie prezydenta na Westerplatte, skierowane nie tyle do Europy i Świata (ponieważ nikt go poważnie nie traktuje i nie przykłada wagi do jego opinii), widać wyraźnie, że kampania do wyborów prezydenckich została rozpoczęta.

Lech Kaczyński swoje przemówienia 1. września, poranne i popołudniowe kierował nie tyle do Władimira Putina, Rosji, lecz do swojego elektoratu. Jarosław Kaczyński zadając natomiast następnego dnia pytanie o motywy i zasadność zaproszenia rosyjskiego premiera, pokazał irytację tym, że to nie jego brat, pomimo usilnych starań nie był bohaterem 70. rocznicy II Wojny Światowej.

Dyplomacja, a obchody były nie tylko dniem pamięci, ale również momentem, kiedy się uprawia politykę wizerunkową państwa, wymaga umiejętności niuansowania wypowiedzi. Na agresywną i w dużym stopniu prostacką propagandę rosyjską z przed 1. września godziło się odpowiedzieć w sposób adekwatny, za pomocą instytucji do tego uprawnionych i predestynowanych. Dobrze zrobił Donald Tusk, wykorzystując doświadczenie i materiały Instytutu Pamięci Narodowej, który wydał dobre, ostre oświadczenie.

Jarosław Kaczyński w swoim krótkim, acz treściwym wystąpieniu na konferencji prasowej 2. września zanegował podstawy polskiej polityki zagranicznej. Dla niego zaproszenie Putina (i jak sądzę, również Angeli Merkel) było wyrazem słabości. Nie zauważa, że przyjazd szefów rządów Niemiec i Rosji podniosło rangę nie tylko uroczystości, ale również Polski na arenie międzynarodowej, a lekcja historii została zauważona.

Oczywiście, wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego skierowane było do elektoratu jego partii i miało na celu podniesienie temperatury debaty politycznej. Tak jak zwykle, zagadnienia polityki zagranicznej (i polityki historycznej) są dla szefa PiS jedynie funkcją spraw krajowych. Dając tak ostre sformułowania, Kaczyński, jak zwykle, nie przyciąga do siebie, swojej partii – i oczywiście, swojego brata – nowych wyborców, lecz ich odrzuca. W ten sposób PiS nie tylko nie zyskuje nowych wyborców, ale również traci tych, dla których jego partia mogłaby stać się alternatywą, jeżeli z Platformą Obywatelską stałoby się coś dramatycznego. Podobnie sprawa się ma z samych Lechem Kaczyński, co pokazuje ostatni sondaż prezydencki. Donald Tusk otrzymał w nim 48%, Kaczyński 14%, a niezdeklarowany jeszcze Andrzej Olechowski – 8%… Jeżeli przypomnimy jeszcze, że negatywny elektorat Lecha Kaczyńskiego wynosi 70%, i jest to praktycznie wartość constans, widać że PiS kandydata na fotel prezydenta nie ma. Nie może nim być także Zbigniew Ziobro. Jeszcze pamiętamy, jak w roku 2005 duet Brochwicz-Miodowicz, działając w intencji Donalda Tuska, za pomocą pani Jaruckiej i jednej kartki zniszczył Włodzimierza Cimoszewicza. Co można by zrobić teraz, wobec Ziobry?

Niewątpliwie najważniejszym celem politycznym Jarosława Kaczyńskiego na najbliższy sezon polityczny jest wprowadzenie swojego brata na ścieżkę do reelekcji. Jednak, jak widać, metody, jakimi się chce posługiwać, są stare i będą nieskuteczne. Próba mobilizacji woków polityki historycznej i gra na kryzys ekonomiczny skończą się spektakularną porażką. Także w wyborach samorządowych.

Azrael

Władimir Putin to inna półka polityczna

Czytając opinie o dniu wczorajszym na Westerplatte, komentatorów, polityków, widzę, że głównym bohaterem jest dalej Władimir Putin i to co powiedział, a czego nie, co powinien przyznać i za co przeprosić, i oczywiście – czego my, Polacy od niego oczekujemy. Dzisiejszy „występ” Jarosława Kaczyńskiego na konferencji prasowej wyraźnie pokazuje zresztą, czym się różni polityk od politycznego frustrata. Frustrata zresztą przegranego, który nie liczy się ze słowami, a opinie formułuje bez zastanowienia dla szerszego ich kontekstu.

Polacy, pomimo że życiorys i droga kariery Putina są powszechnie znane, nie potrafią z tego wyciągnąć wniosków. Zresztą brak perspektywicznego myślenia i zdolności analitycznych, to standard w polskiej polityce zagranicznej, niezależnie od tego, czy prowadzi ją rząd, czy urząd prezydencki. Tarcza antyrakietowa i wspierania watażki Saakaszwilego, to tylko przykłady pierwsze z brzegu.

Putin to nie jest ciasny kagiebowiec, jak by chciano go nam przedstawić. To polityka wytrawny, skuteczny i taki, który Rosją będzie rządził przez długie lata. Może w partnerstwie z Miedwiediewem, może sam, ale jego oparcie i pozycja w państwie i społeczeństwie jeszcze długo będą nie do podważenia. Może się to nie podobać za granicą Rosji, w Polsce, Unii Europejskiej, czy USA, ale to z Putinem politycy całego Świata będą mieli do czynienia jeszcze przez lata.

Kiedy w 2007 roku amerykański tygodnik „Time” przyznał Putinowi tytuł człowieka roku, uzasadnieniem tego wyboru było to, że że Władimir Władimirowicz wzmocnił Rosję na arenie międzynarodowej i doprowadził do stabilności wewnętrznej kraju. I była to prawda, warto pamiętać, że w tym roku, rok przed wyborami prezydenckimi, Putin przygotował sobie pozycję do premierostwa, osiągając ze stworzoną przez niego siłą polityczną, partią prokremlowską – Jedna Rosja – przygniatające zwycięstwo w wyborach do Dumy.

Continue Reading →

Po obchodach na Westerplatte

Jak można się było spodziewać, politycy zajmowali się głównie rozgrywkami politycznym, media się przyglądały i śledziły uważnie to, co ci najważniejsi powiedzą, a czego nie – a pamięć o wojnie, nie tylko Wrześniu, ale również o innych arenach II Wojny Światowej gdzieś uleciała. Spodziewam się, że omówienia mediów polskich i zagranicznych dalekie będą od refleksji, a bliskie standardom gier politycznych, jakich byliśmy świadkami.

Najważniejsze komunikaty i momenty, jakie można można było dzisiaj usłyszeć i zobaczyć, nie dotyczyły wcale przemówień oficjalnych. Najciekawsze i najważniejsze było spotkanie w cztery oczy Donalda Tuska i Władimira Putina na sopockim molo w godzinach południowych, gdzie swobodna wymiana opinii mogła dać więcej, niż rozmowy negocjacyjne w gabinecie. Sygnałem, że rozmawiano tam poważnie, była informacja, że porozumienie na temat dostaw gazu jest bliskie podpisania. Także informacja i zapewnienia Putina, że Nord Stream nie jest projektem skierowanym przeciwko Polsce, należy odczytać… jako kolejne zaproszenie do uczestnictwa w nim. Poważnie na miejscu Tuska bym się nad tym zastanowił.

Następny ważny sygnał to deklaracja o otwarciu, na zasadach wzajemności archiwów (Putin), a także deklaracja korzystania z doświadczeń i ustaleń polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, która ma zająć się do końca sprawą mordu katyńskiego (Tusk). Uważam, z punktu widzenia politycznego i naszych relacji z Rosją spotkanie premierów Polski i Rosji, a także konferencja prasowa po nim za najważniejszy moment dnia dzisiejszego. Jeżeli dodamy do tego podpisane umowy i porozumienia, a przede wszystkim komunikat o nawiązaniu po wielu latach współpracy pomiędzy Sztabami Generalnymi Wojska Polskiego i armii rosyjskiej, to należy uznać, że bilans jest więcej niż pozytywny.

Nie udało się Lechowi Kaczyńskiemu ani obrazić Władimira Putina, ani wyprowadzić go z równowagi. Technologia polityczna, zawierającą się w działaniach propagandowych ostatnich kilkunastu dni, a także indywidualne i wyszkolone przymioty Putina, pozwoliły na to, aby z założenia prowokacyjne i emocjonalne występy Kaczyńskiego trafiły w próżnię.

Continue Reading →

Co z Konstytucją?

Za kilka dni trzech byłych prezesów, Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Zoll, Marek Safjan i Jerzy Stępień, działając w ramach odtworzonego i odświeżonego Konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość”, ogłosi swoje tezy dotyczące zmian, modyfikacji Konstytucji, RP, mającej dopiero 12 lat.

O konieczności zmiany założeń Konstytucji RP w dziedzinie władzy wykonawczej piszę od mniej więcej dwóch lat, szczególnie zwracając uwagę na zagadnienia struktury i podziału władzy wykonawczej. Sam skłaniam się zdecydowanie ku modelowi podziału władzy jaki istnieje w Niemczech, czyli systemowi kanclerskiemu, gabinetowo-parlamentarnemu.
Jest dla mnie jasne, że Polska potrzebuje nowych regulacji w dziedzinie prawa konstytucyjnego, tworzenia prawodawstwa, podziału i struktury władzy wykonawczej i ustawodawczej. Ale politycy, jacy obecnie zasiadają w polskim parlamencie – nie są przygotowani do tego rodzaju dyskusji. Dlatego inicjatywa trzech prezesów, ciekawa i potrzebna, nie wyjdzie poza sferę dyskusji publicystycznych.

Prawnicy pracujący nad projektem nie wychodzą poza prace studialne. Nie stworzyli szerszego zespołu, który mógłby być zaczątkiem nowej Komisji Konstytucyjnej, skupiając się tylko na pewnym elemencie Konstytucji. Uważam to za poważny błąd, ponieważ jeżeli już zaczyna się dyskutować o tak ważnym aspekcie państwa, należy do tego podejść w sposób globalny i przynajmniej zasygnalizować problemy wynikające ze zmian w Konstytucji. W lutym tego roku, kiedy pp. Zoll, Stępień i Safjan wydali oświadczenie wzywające do szybkiej zmiany Konstytucji RP, w tej części, która dotyczy spraw związanych z kompetencjami, zadaniami i podziałem władzy wykonawczej, zwracałem uwagę, że nie da się w ten sposób wycinkowo traktować tematu, bez odniesień do innych części Konstytucji, a przede wszystkim ordynacji wyborczej.

Continue Reading →

List polityczny i polityka historyczna

Rzadko tak naprawdę się zdarza, aby listy polityczne miały znaczenie i były podstawą do dyskusji politycznych. Polityka wykuwana jest w zaciszu gabinetów i rzadko kiedy to, co możemy przeczytać, w formie artykułu, czy właśnie listu, jest pełnym obrazem tego, co zostało ustalona poza obszarem mediów i publiczności.

Dobrze, że Władimir Putin przyjął zaproszenie i przyjeżdża do polski na obchody 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Jest to gest dużo ważniejszy, niż hucpa historyczno-polityczna, jak się rozgrywa w Moskwie. Nie sądzę oczywiście, że będzie to nowe otwarcie w relacjach polsko-rosyjskich, bo Rosja nie czuje potrzeby hołubienia Polski, jej pamięci i jej martyrologii. Taka jest brutalna prawda, możemy się na nią oburzać – ale nie możemy z tym nic indywidualnie zrobić. Jeżeli sądzimy, że Putin po raz kolejny (po Jelcynie) ukorzy się za Katyń, Miednoje i wywózki Kresowian na Syberię – to mylimy się grubo. Polityka historyczna Rosji tego nie przewiduje.

Czy nam się to podoba, czy nie, każdy naród ma swoje niezbywalne prawo kształtowania swojej historiografii w sposób taki, jak uważa za stosowne. My natomiast mamy prawo do krytykowania takiego, a nie innego podejścia do historii, jeżeli jest ona wspólna, ale nasze możliwości oddziaływania są znikome. I tak, Niemcy, rozliczając się z nazizmem, nie chcą zapominać o losach swoich obywateli, z Prus Wschodnich, Pomorza, czy Sudetów. Możemy się na to zżymać, ale Angela Merkel nie może, nie tylko z powodów politycznych, wyrzucić pamięci o milionach potomków Niemców z terenów, które były kiedyś dla nich terenami rodzinnymi. I nic tu nie ma do tego odpowiedzialność narodu za II WŚ. Losy indywidualne Niemców są równie tragiczne, jak innych wypędzonych. Polska straciła legitymację do protestu przeciwko „Widocznemu Znakowi”, wycofując się z tego projektu.

Polska natomiast dopiero teraz, po 20. latach niepodległości przypomina sobie o Polakach zamordowanych na Wołyniu, we wschodnich województwach II Rzeczpospolitej. Dlaczego dopiero teraz? Dlatego, że przez te lata prowadziliśmy politykę historyczną, polegającą na wymuszonej anty rosyjskością przyjaźnią z Ukrainą. Zaowocowało to tym, że w Polsce nie ma muzeum Kresów Wschodnich, polski Kościół Katolicki nie upomina się o pamięć o pomordowanych, a Ukraina w dużym stopniu buduje swoją tożsamość narodową na nacjonalistycznej legendzie OUN/UPA. I czy mamy na to wpływ? Nie, możemy się tylko czerwienić za to, że „zapomnieliśmy” w oficjalnej polityce o wymordowanych Polakach… ale również nie pamiętamy, że polityka II RP wobec Ukraińców też nie była pozbawiona elementów dyskryminacji…

Continue Reading →

Polityka historyczna w stylu hard

Interesujący się historią II Wojny Światowej albo choć oglądający filmy wojenne, pamiętają zapewne, że Rosjanie, kiedy szli do fronatalnego ataku, kiedy ruszały ich fronty, z reguły kilka na raz, to poprzedzone było to zmasowanym ostrzałem artyleryjskim, tak, aby kilka, kilkanaście kilometrów było oczyszczone z Niemców. To, co się dzieje teraz w rosyjskich mediach, przypomina właśnie taki zmasowany ostrzał, przy pomocy dział propagandy.

Co jest przyczyną takiego działania, tak zmasowanej propagandy, odczytywanej u nas z jednej strony jako prowokacja, z drugiej, jako chęć napisania, z naszego punktu widzenia – zafałszowania – historii?

Powody bezpośrednie są dwa. Pierwszym jest chęć budowy nowej doktryny państwowej Federacji Rosyjskiej, która ma bezpośrednio nawiązywać do tradycji imperialnej. Pierwsze sygnały takiej chęci budowy nowej- starej tożsamości narodowej mieliśmy bezpośrednio po konflikcie kaukaskim, w roku ubiegłym, gdzie Dmitrij Miedwiediew przekazał bardzo jasny przekaz, oświadczają, jakie i gdzie Rosja ma swoje interesy. Miedwiediew wyraźnie zaznaczył, że Rosja nie godzi się więcej na prymat amerykański, uważa, że Świat stał się wielobiegunowy, a pomimo to, że chce przyjaznych stosunków z Europą i Ameryką, nie zrezygnuje z obrony swoich interesów, wyraźnie zakreślają swoją strefę wpływów. Rosja i jej władcy postanowili odbudować pozycję imperialną. Jest to w dużym stopniu reakcja na jelcynowską „smutę”, poczucie straty pozycji i znaczenia Rosji w czasie jego prezydentury, po rozpadzie ZSRR.

Continue Reading →

Postpolityka made in PiS

Do tej pory to Platforma Obywatelska uchodziła za partię, która głównie liczy się z sondażami ośrodków opinii publicznej. To ona miała programować swoje działania pod kątem tego, jak jest widziana przez wyborców i jak by chciała być widziana w przyszłości. Zarzuca się Donaldowi Tuskowi, że jego najbliższe otoczenie, skupione w KPRM zajmuje się głównie politycznym PR, a nie programowaniem merytorycznym prac rządu. Oczywiście, nadrzędnym celem jest utrzymanie premiera na ścieżce do prezydentury – oczywiście na czele wyścigu. I przyznam szczerze – ten pogląd nie odbiega daleko od prawdy, bo tak naprawdę bogatą pracę merytoryczną tego środowiska widać tylko w przypadku ministra Michała Boniego, który z przepracowania zaczyna wyglądać jak zombie, a skończyć może (odpukać…), jak Andrzej Bączkowski…

Ale taki styl uprawiania polityki, a właściwie postpolityki, nie jest obcy innym partiom polskiego grajdołka politycznego. Już nie ma w Polsce, przynajmniej wśród partii bardziej znaczących, ani jednej, która by się kierowała ideami. Liczy się wynik wyborczy i sondażowy, liczy się uczestnictwo w mediach, mało liczy się interes społeczny. Jesteśmy już do tego przyzwyczajeni, choć, jak mam nadzieję, niepogodzeni z takim uprawianiem polityki.

Prawo i Sprawiedliwość nie różni się wcale od PO w stylu i metodzie uprawiania polityki. Pamiętamy przecież, że partia już kilkakrotnie zmieniała swój image i swoje metody, choć zawsze na końcu wracała do „starego koryta” retoryki antypeowskiej i odwołań do tak zwanego „interesu narodowego”. Koniki pod ślicznymi nazwami Lustracja, Dezubekizacja i Dekomunizacja, ciągnące bryczkę z napisem Układ, zawsze stały gotowe w stajni politycznej tej partii i jak trzeba było, to Jarosław Kaczyński jej dosiadał. Pamiętamy, że zmiany imagu realizowane były na różnych poziomach, począwszy od butów i garniturów prezesa, aż do quasi programów dla inteligencji, młodzieży i internetowych seksualnych maniaków sączących piwo. Rezultat sondażowy tych i innych zabiegów zawsze był taki sam – wahnięcia o 1-2%…

Continue Reading →

Trzeci szereg

Stany Zjednoczone na obchodach 70. rocznicy wybuchu II Wojny Światowej będzie reprezentował były minister obrony, William J. Perry, z czasów prezydentury Billa Clintona. Emerytowany polityk. Nie mający realnego wpływu na żaden proces decyzyjny administracji amerykańskiej, jak się wydaje, nie jest nawet konsultowany w ważnych sprawach. Kto jest temu winien, że przyjeżdża do nas zasłużony, lecz były polityk? My, i tylko my jesteśmy temu winni.

Polska naiwność w polityce zagranicznej i w relacjach z Amerykanami jest wprost przysłowiowa. Można śmiało stwierdzić, że jej korzenie tkwią jeszcze w latach ’80, gdzie wydawało nam się, że Amerykanie robią wszystko, aby pomóc „Solidarności” w walce z komuną, zapominając, że rząd Ronalda Reagana nie poinformował polskiej opozycji o planach wprowadzenie stanu wyjątkowego, choć taką wiedzę miał…

Potem, po odzyskaniu pełnej suwerenności, przez pewien okres czasu, zajmując się antyszambrowaniem do NATO i Unii Europejskiej, trochę naszym przyjaciołom odpuściliśmy, na rzecz Europejczyków, ale miłość tliła się podskórnie. Potem, po 9/11, wybuchła ona pełną siłą, i rzuciliśmy się w ramiona naszego Wielkiego Brata, a naszych żołnierzy, w rozpadających się butach i z zacinającą się bronią, na wojnę do Iraku, w „obronie demokracji”. Choć dla każdego rozsądnie myślącego było jasne, że nie o obronę źródeł demokracji chodziło, a o obronę źródeł ropy naftowej… Wynieśliśmy z Iraku wiele… doświadczeń, bo kontrakty na ropę i na odbudowę Iraku wynieśli inni, nawet tacy Włosi, co wystawiali kompanie wartownicze, a nie żołnierzy liniowych.

Mieliśmy podpisać umowę o partnerstwie strategicznym, otrzymać pomoc rzeczową i finansową, wskoczyć na pozycję choćby taką, jak Turcja. W zamian za to kupiliśmy samoloty F-16 („Jaszczębie”, jak je pieszczotliwie nazwała aktualna prezydentowa), konstrukcję z przed lat 30.wraz z offsetem, który jest realizowany… jak Amerykanie sobie chcą. Choć są i chlubne wyjątki, jak choćby warszawski IBL…

Continue Reading →

  • Facebook