
Polska prawica jest „od zawsze” podzielona. Właściwie po roku 1989 nie było takiego momentu, kiedy prawica była zjednoczona pod jednym przywództwem. Jeżeli przypomnimy sobie skład Akcji Wyborczej Solidarność, znajdziemy tam kilkanaście partii i organizacji, spiętych związkiem zawodowym, który miał korzenie… socjalistyczne. Trudno także nazwać Prawo i Sprawiedliwość za partię chadecką, konserwatywną, czy republikańską, za jaką chce teraz uchodzić, choćby ze względu na jej stosunek do roli państwa i socjalistyczne pomysły społeczne. Prawica w Polsce nie rządziła i rządzić długo nie będzie.
Marsz Niepodległości miał pokazać jedność polskiej prawicy narodowej i jej siłę. Wprawdzie organizatorzy odżegnywali się od partyjnych konotacji, ale dziś okazuje się, że na końcu przemarszu, pod pomnikiem Romana Dmowskiego, miało zostać zapowiedziane utworzenie Ruchu Narodowego, najpierw stowarzyszenia, potem partii politycznej, z ambicjami parlamentarnymi. Ale marsz wszystko zniweczył i pokazał miałkość tego pomysłu. Okazało się, że za „odnowę” polskiej prawicy mają się wziąć radykalne organizacje młodzieżowe, które mienią się ostoją polskiego katolicyzmu, patriotyzmu, polskości w stylu endeckim i oenerowskim. A tak naprawdę są to grupy quasi faszystowskie, ksenofobiczne, antysemickie, okraszone i wspomagane bandytami stadionowymi. W tle jest Jarosław Kaczyński, PiS, ale także Tadeusz Rydzyk i jego media, głębiej można doszukać się „Gazety Polskiej” i jej klubów, wszystko w kordonie bandytów w kominiarkach. Marsz pokazał, że środowiska te nie mają nic konkretnego, poza wyświechtanymi hasłami o „Polsce dla Polaków”, prymacie „cywilizacji łacińskiej”, ale w stylu międzywojnia XX wieku, i oparciu się o myśli Romana Dmowskiego i Obozu Narodowego.






Najnowsze komentarze