Sosnowiecki lans medialny

Spektakl z Sosnowca dobiega do końca – znaleziono ciało zmarłego (zamordowanego?) dziecka, matka została przesłuchana, zostaną jej postawione zarzuty. Można będzie odstawić wkrótce wozy transmisyjne, dziennikarze wrócą za biurka. Polskie media znów mnie nie zawiodły – news ze zwłokami w tle powoduje, że ogarnia je amok. Tym razem gwiazdą – nie pierwszy raz – stał się Krzysztof Rutkowski, nazywający sam siebie detektywem. Jak to określił jeden z publicystów – to golem stworzony przez media.

Kilka lat temu telewizje informacyjne delektowały się zdjęciami, nagraniami, wywiadami z rodziną polskiego Fritza z Podlaskiego. Była to rzecz obrzydliwa, jak tylko może być obrzydliwe pomieszanie pedofilii z kazirodztwem i przemocą. Ale trzeba było koniecznie o tym mówić i pokazywać. Pseudo detektywa również, ponieważ, jak to określiła na twitterze dziennikarka TVN24, Anna Kalczyńska, „Rutkowski, kontrowersyjny showman, brutalny i szczery. Przedstawia swoja wersje. To jest życie”. Tak, to według pani redaktor powinni być pokazywane „życie”. Osią programów telewizji informacyjnych, nadawanych dla wielu milionów widzów stały się obrazki tragedii rodziny i dziecka. Stacje telewizyjne stały się elektronicznymi tabloidami life.

Osobną sprawą jest postać samego Rutkowskiego, kabotyna, medialnego żigolaka. To on namówił matkę sześciomiesięcznej Magdy do przyznania się, że dziecko nie zostało porwane przez nieznajomego, lecz zmarło w wyniku wypadku, a następnie ukryte. Nie zrobił jednak tego w sposób profesjonalny, w czterech ścianach pokoju przesłuchań, ale pod okiem kamery, a film z zeznania najpierw trafił do mediów, później dopiero do policji. A te, transmitując konferencję prasową z jego udziałem, promują jego wizerunek, kosztem tragedii całej rodziny. Bo przecież sensacja jest w tym przypadku rzeczą najważniejszą. I nie ma tu nic do tego, jak stwierdziła nieoceniona red. Kalczyńska, że „Rutkowskiego pokazaliśmy nie dlatego, ze go lansujemy ale dlatego, ze przekazał info, o którym pisały dziś wszystkie gazety”, ale dlatego, że to się sprzedaje. Bo przecież o sprzedaż i czas reklamowy chodzi, nieprawda?

Jest drugi aspekt tej sprawy, a są nim działania policji i prokuratury. Pozwoliły one, aby hochsztapler Rutkowski miał swobodny dostęp do rodziny, nie przestrzegając jej przed jego prowokacjami. Same natomiast pokazały wyjątkową inercję i brak profesjonalizmu. Dziesiątki, może setki policjantów, sprzęt, prokuratorzy, psycholodzy, kryminolodzy – i spętanie procedurami, bezwład organizacyjny i decyzyjny, na którym skorzystał celebryta Rutkowski. Niestety, to on skutecznie przesłuchał matkę tragicznie zmarłego niemowlęcia i wyciągnął z niej najważniejsze informacje. I to państwowe służby przyczyniły się do tego, że telewizje mogły przedstawić Krzysztofa Rutkowskiego w roli nie tylko detektywa (do czego nie ma uprawnień), ale również prokuratora i sędziego. Telewizje przy jego pomocy stworzyły nowy „format” medialny – „Detektyw ujawnia”… – kosztem tych, którzy tak naprawdę nie zdali egzaminu – policji i prokuratury.

Przypominając sobie zachowania mediów z różnych spektakularnych, tragicznych wydarzeń i sposób ich pokazywania i komentowania, zastanawiam się, gdzie jest granica? I ze strachem myślę, że chyba jej nie widać…

 

Azrael

Co dalej z ACTA?

Dyskusja o umowie międzynarodowej ACTA przybrała różne formy, w zależności od tego, kto ją prowadzi, co w niej widzi, jakie z niej (według danego komentatora) płyną zagrożenia, jaki może mieć wpływ na internet, życie kulturalne, prawa własności intelektualnej, prawa majątkowe twórców i pośredników, etc, etc.. Obszarów dyskusji zrobiło się tak dużo, że trudno je ogarnąć. Przy okazji dochodzi do tak dziwnych porównań, jakie uczynił Jacek Żakowski, który w jednym zdaniu zestawił prawa majątkowe i prawa swobodnego do odstępu do treści w internecie – kategorię prawną i kategorię społeczną, obywatelską.

Teoretycznie podpisane już przez Polskę porozumienie ACTA ma za zadanie chronić prawa autorskie twórców, w szczególności chodzi o dobra trwałe i dobra licencyjne. W Polsce zostało to sprowadzone do kategorii internetu i problemu, czy w sieci nie zapanuje cenzura – jak to ładnie ujął jeden z anonimowych hakerów – czy nie zostanie ograniczone prawo do kradzieży. Problemem nie są zapisy umowy, ale to, czy ten, kto w sieci kradnie, będzie miał ochronę swoich danych osobowych, a pośrednik (paser?) nie będzie zmuszony do ich przekazania. Trywializuję temat? Tak, owszem, ale poważne dyskusje o tym, czy cenzura internetu, która jakoby ma wypływać z ACTA nie toczy się na ulicach, w trakcie protestów, ale dość nieśmiało w mediach. To jest problemem, a nie demonstracje, na których, co już widać, wiele sił politycznych i pseudopatriotycznych chce zbić kapitał.

Sedno problemu umowy ACTA, w skali globalnej ujął wczoraj w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej nie socjolog kultury, prawnik, czy medioznawca, ale muzyk i performer Piotr „Glaca” Mohamed. Stwierdził przytomnie, że ACTA to umowa będącą zmową wielkich koncernów i producentów różnych dóbr, nie tylko z segmentu kultury, w ochronie swoich praw własności, patentów, licencji, praw produkcji. Praw uzasadnionych, ale również stanowiących zagrożenie dla rozwoju społecznego, dla praw niektórych producentów, nawet państwa. „Glaca” przedstawił jeden argument – stwierdził, że na podstawie przepisów ACTA można zbudować rozporządzenia blokujące produkcję tańszych, generycznych leków. To może być zagrożeniem dla wielu szerokich grup ludności, nawet państw. Wystarczy podać przykład leków przeciwko AIDS, ich tańszych mutacji i zestawić to z problemem tej śmiertelnej choroby w wielu biednych krajach Afryki. Problem ACTA w Polsce i zagrażających z tego powodu problemów młodych internatów to „pan Pikuś”…

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 24. stycznia

Wypadek

7 października 2011 roku. Manhattan, New York, grupa młodych ludzi jedzie na weekend do Vermont. Nic nie zapowiada tragedii. Trudno powiedzieć co się naprawdę stało. Kierowca samochodu popełnił fatalną pomyłkę, która zakończyła się poważnym wypadkiem . Alexandra Błaszczuk, pasażerka samochodu, doznała poważnych uszkodzę kręgosłupa. Już nigdy nie będzie mogła chodzić.

W USA po wypadku pomoc jest bardzo szybka. Na miejsce wypadku od razu przybywa karetka pogotowia , straż pożarna oraz policja. W przeciągu kilku minut, ofiary są zabierane do szpitala gdzie lekarze specjaliści mają dostęp do najlepszego sprzętu. Czasami jednak nawet najlepsi specjaliści oraz sprzęt nie są w stanie odwrócić skutków poważnych urazów. W przypadku Alexandry Błaszczuk tak właśnie było. Pomimo natychmiastowej operacji, pobytu w klinice rehabilitacyjnej będzie sparaliżowana do końca życia.

Na swojej stronie internetowej, Alexandra poprosiła ludzi o pomoc finansową.

Continue Reading →

ACTA – trochę realizmu

Jestem zwolennikiem regulacji dystrybucji informacji i treści w sieci, jak również kontroli tego, czy prawo własności (prawa majątkowe i prawa intelektualne) są przestrzegane. W związku z tym muszę być również zwolennikiem regulacji ACTA, a właściwie tego, co może ta umowa przynieść.

ACTA to nic innego jak międzynarodowa umowa handlowa o zwalczaniu obrotu podróbkami, skierowana w stronę obrony prawa majątkowych i autorskich – wszystkich. Element dystrybucji w otwartej sieci jest tak jakby elementem dodatkowym. Ograniczenie tej dystrybucji i poddanie jej kontroli (szczególnie chodzi o strony, portale, serwery) budzi objawy, że kryje się za tym próba ograniczenia praw użytkowników internetu. Czyli – cenzura. Czy są to obawy uzasadnione? Tak, ale nie wynika to z zapisów ACTA. Jeżeli się prześledzi tę stosunkową krótką umowę handlową (uwaga – która nie jest obligatoryjna dla Polski, w myśl przepisów Unii Europejskiej, choć Rada Unii ją przyjęła pod koniec ubiegłego roku), to widać, że dopiero wprowadzenie regulacji krajowych, lub skorzystanie z już obowiązującego prawa o ochronie praw autorskich, czy znaków towarowych, może doprowadzić do ograniczenia praw dostępu do treści internetowych. Dopiero, kiedy Polska po podpisaniu umowy przystąpiłaby do porozumienia, dopiero wtedy ustalenia stałego komitetu ACTA byłyby dla nas obowiązujące. Można to sprawdzić, czytając i treść ACTA i opinie na jej temat, zamieszczone na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To, że grozi internatom zablokowanie dostępu do treści, blokowanie i usuwanie stron, czy nawet odcinanie od sieci – nie wynika z samego ACTA.

Prace nad ACTA trwają od roku 2006 i są poufne. To jest problem podstawowy. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, kto stoi za treścią umowy. Nie jest jasne, czy są to ustalenia rządowe, czy eksperckie, tryb procedowania i przyjęcia tego dokumentu (także na szczeblu unijnym) jest mocno podejrzany. Budzi to podejrzenia, że jest to forma totalitarnej (podjętej przez korporacje) próby ograniczenia demokracji (a może anarchii…) w internecie. Jest winą polityków, że doprowadzili do sytuacji (nie tylko zresztą w Polsce), że umowa traktowana jest jako zamach na wolność słowa. W Polsce ma to dość dramatyczny wyraz, ponieważ wszyscy mający dostęp do sieci pamiętają zamieszanie związane z próbą wprowadzenia Rejestru Usług i Stron Niedozwolonych i dyrektywy audiowizualnej, mającej wprowadzić obowiązek rejestracji serwisów i filmów udostępnianych w internecie.

Continue Reading →

Wyrok na historii

Podstawą wczorajszego wyroku sądu, skazującego członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego za wprowadzenie stanu wojennego, jest zastosowanie przepisu o stworzeniu przez nich „związku przestępczego o charakterze zbrojnym”. To wykładania stosowana do wczoraj pod adresem kryminalnych grup przestępczych – tym razem zastosowano ją wobec byłych polityków i urzędników państwa.

O tym, że stan wojenny został wprowadzony nielegalnie wiemy jednak nie z wczorajszego wyroku, lecz z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z marca ubiegłego roku. Trybunał uznał dwa dekrety z 12 grudnia, o wprowadzeniu stanu wojennego oraz o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie stanu wojennego za niezgodne z Konstytucją PRL. Trybunał potwierdził, że Rada Państwa nie miała prawa wprowadzić stanu wojennego na mocy dekretów – ich wydawanie było możliwe tylko w przerwach między sesjami Sejmu, a w grudniu 1981 r. sesja trwała. Trzeba w związku z tym było znaleźć winnych. I znaleziono.

Proces Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka, Stanisława Kani i innych uczestników tamtych wydarzeń był procesem politycznym. Jego ocena nie trzyma się jednak podziałów ideowych i politycznych, ale jest raczej pochodną świadomości tamtych czasów, wynikająca z wieku i doświadczeń, a także umiejętności racjonalnego zrozumienia uwarunkowań, w jakich działali wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń. Wyraźnie daje się to odczuć, słuchając bardzo zróżnicowanych ocen wyroku ówczesnych opozycjonistów, takich jak Stefan Niesiołowski, Jan Lityński, Andrzej Celiński, Bogdan Borusewicz. Ludzie, którzy tamte czasy przeżyli świadomie, a w nowej Polsce potrafili się odnaleźć i czują się z nią związani, a także są wstanie zrozumieć motywacje ludzkie – wiedzą, że proces Jaruzelskiego i Kiszczaka miał charakter czysto polityczny, a akt oskarżenia, oparty o przepis kodeksu karnego, mówiący o kierowaniu związkiem zbrojnym, miał znamiona zemsty. Wojciech Jaruzelski to doskonale zrozumiał, wie, że znalazł się na sali sądowej po to, aby dokonano na nim – a także na tych, którzy w 1989 roku zawarli z nim pakt społeczny dla nowej Polski – zemsty politycznej.

Continue Reading →

Polityczna kara śmierci

Nie ma w polskiej polityce rzeczy świętych. Nie ma takich spraw, których nie można by użyć jako narzędzie w walce politycznej. Szczególnie, jeżeli sprawy dotyczą wartości moralnych i etycznych. Lubują się w tym szczególnie ci po prawej stronie sceny politycznej, często występujący z imieniem Pana Boga na ustach. Może dlatego tak wyraźnie widać u nich faryzejską obłudę…

Politycy Prawa i Sprawiedliwości opowiadają się za zakazem aborcji, przeciwko eutanazji i in vitro. Kiedy jednak Marek Jurek nawoływał swoich wówczas jeszcze kolegów partyjnych do poparcia jego pomysłów antyaborcyjnych, został z PiS wypchnięty. Bo nie inaczej można było odczytać odmowę dyskusji na temat zmian w Konstytucji RP, prowadzących do pełnej ochrony zarodków ludzkich.

Kiedy na Krakowskim Przedmieściu stanął krzyż smoleński, postawiony przez harcerzy, szybko stał się on politycznym totemem dla PiS. Jarosław Kaczyński pielgrzymował do niego nie dla jego symboliki, czy nawet pamięci brata, ale po to, aby wygłaszać pod nim płomienne polityczne dytyramby.

I znów wartość nadrzędną, czyli sprawę zabijania w imię prawa i społeczeństwa, próbuje się wykorzystać w celach politycznych. Tym razem Kaczyński domaga się przywrócenia kary śmierci. Bo to jest mu w tym przypadku potrzebne dla walki politycznej z frondystą Zbigniewem Ziobro i nowym zagrożeniem obejścia jego formacji z prawej strony. Prezes chce pokazać, że jest tą najbardziej prawicową, twardą, bezkompromisową prawicą i innej nie ma i nie będzie.

Continue Reading →

Szukanie winnych

Dziś, trzy dni po 11 listopada, rocznicy odzyskania niepodległości, wszyscy szukają winnych zamieszek, burd. Prawa strona, reprezentowana autorytetem nowego naczelnego „Rzeczpospolitej”, redaktora Tomasza Wróblewskiego, winą obarcza organizatorów „Kolorowej Niepodległej”, którzy zaprosiły niemieckich lewaków. Nie ma dla niego znaczenia, że niemieccy zadymiarze, poza incydentem na Nowym Świecie, nie brali udziału w zamieszkach, jakie miały miejsce na trasie marszu, a już na pewno nie rzucali brukiem i butelkami na Placu Konstytucji i nie spalili samochodów ITI na Placu na Rozdrożu.

Ślepi na drugie oko są działacze lewicowi. „Krytyka Polityczna” odcina się od pomysłu zaproszenia niemieckiej „Antify” do Warszawy, choć na stronie komitetu organizacyjnego, którego częścią jest „KP”, dumnie brzmi informacja o internacjonalistycznym sposobie przeżywania Święta Niepodległości. Ze zdumieniem i zażenowaniem na konferencji prasowej „KP” zobaczyłem dziennikarza Jacka Żakowskiego, a Seweryn Blumsztajn nie mniej mnie zadziwił swoim bezwarunkowym wsparciem dla działań lewicy. Groteskowo brzmią zapowiedzi obrony dobrego imienia „Krytyki Politycznej” w sądzie, o czym poinformowano na konferencji prasowej. W sieci można znaleźć nagrania zbiegających do siedziby „KP” niemieckich bojówkarzy pod czujnym okiem redaktora Michała Sutowskiego. Dziś rano usłyszałem w radio euro posłankę PO, Różę Thun twierdzącą, że choć przebywała na manifestacji „Kolorowej Niepodległej” kilka godzin, żadnych Niemców nie widziała. Ja byłem tam tylko kwadrans, a pierwsze, co się rzuciło w oczy, to właśnie niemieccy bojówkarze w  czarnych unformach na obrzeżach festynu.

Druga strona, prawicowa, również kłamie w żywe oczy. ONR, NOP, Młodzież Wszechpolska i Fundacja Republikańska, które były trzonem komitetu organizacyjnego Marszu Niepodległości nie nadawały tonu imprezie. To bandyci kibolscy z różnych klubów piłkrarskich przejęli władzę na zgroamdzeniem i na to organizatorzy się zgodzili. Dowodem jest to, że banner otwierający marsz umieszczony był od strony Marszałkowskiej, a nie ulicy Waryńskiego. Za nim stały hordy bandytów, które rozpoczęły obrzucanie policji kostką brukową, racami, petardami. I to oni „legitymizują” ten marsz, a nie matki z dziećmi i emerytowani działacze opozycyjni. Bandyci nie byli odrębną grupą, lecz częścią składową marszu. I będą w następnym marszu, bo nie jest tak, jak pisze red. Marek Magierowski, że to oni się przykleili do prawicy – to prawica zaprosiła ich do pomocy. Wystarczy poczytać „Gazetę Polską” z redaktorem Piotrem Lisiewiczem na czele. A na czele organizacji zrzeszających kibiców stoi poseł PiS-u, Przemysław Wipler – wcześniej w Fundacji Republikańskiej. To była zorganizowana akcja. I nie mogą się od tego organizatorzy marszu odciąć.

Continue Reading →

Sondaże z kapelusza

Na początek wyniki sondaży badania opinii publicznej z ostatnich dni, pokazujące poparcie dla dwóch największych partii politycznych;

Homo Homini: PO: 31%, PiS 29%

OBOP: PO 46%, PiS 29%

MillwardBrown SMG/KRC: PO: 35%, PiS: 29%

Jak widzimy, różnica waha się od 2% do aż 17%. I czy można na tej podstawie wysnuć jakieś wnioski? Można. Takie, że znów, podobnie jak w przypadku wyborów prezydenckich w roku 2010 i parlamentarnych z roku 2007, niektóre sondażownie czeka kompromitacja. A drugim wnioskiem jest taki, że sondaże, niezależnie od tego kto je zrobił i jakich metod użył, mogą być przydatne marketingowo, do mobilizacji elektoratu. Nie przybliżają nas jednak do odpowiedzi na pytanie, która partia i z jaką przewagą wygra październikowe wybory do Sejmu. A prognozowanie wyników do Senatu w tym roku, z racji zmiany ordynacji, jest zupełnym wróżeniem z fusów.

Warto pamiętać, że badania ośrodków opinii publicznej nie dotyczą tego, kto i z jakim wynikiem wygra wybory, ale tak naprawdę są to badania preferencji politycznych wyborców. To, czy przełożą się one na faktyczne wyniki, zależy od tego, jak dokładnie zostanie przeprowadzony sondaż, czy będzie on telefoniczny, czy ankieterski, jak duża grupa zostanie poddana badaniom, a także jak zostanie przeprowadzona estymacja wyników badania na całą populację wyborców, uprawnionych do głosowania. Chyba najważniejszym problemem jest to, jak zostanie zaliczona (policzona) grupa wyborców niezdecydowanych, nie tylko na jaką partię oddać głos, ale także tych niezdecydowanych, czy do wyborów w ogóle pójdą. Bo wyniki głosowania twardego elektoratu poszczególnych partii mogą zmienić swoją siłę w zależności od tego, czy frekwencja wyborcza będzie wynosiła 40, 50 czy może 60% wszystkich uprawnionych do głosowania.

Continue Reading →

Pożegnanie z senatorem

Krzysztof Piesiewicz nie będzie senatorem. Zrezygnował z kandydowania w dniu kiedy mijał termin składania kart z podpisami o poparciu jego kandydatury i w dniu, kiedy skazano grupę jego szantażystów. Rezygnację motywował tym, że w internecie znów pojawiły się materiały pokazującego jego „dokonania” z kokainą i oryginalny ubiór domowy…

Przykro to powiedzieć o człowieku zasłużonym dla polskiej polityki, palestry i kultury, ale Pan Piesiewicz nie rozumie prawideł demokracji, a również tego, że stał się osobą niewiarygodną. Człowiek, który swego czasu nie tylko wykazał się odwagą cywilną, zdolnością walki o standardy demokratyczne i jednocześnie, razem z Krzysztofem Kieślowskim, „nauczał” o moralności, prawdzie, winie, kłamstwie – nie potrafi zachować obiektywizmu wobec siebie, jako człowieka, a przede wszystkim jako służebnego wobec społeczeństwa. Nikt nigdy nie wymagał od senatora ekspiacji, ale tylko uczciwej oceny swojego postępowania i przyznania się do błędów. Piesiewicz nigdy tego jasno, publicznie, jak na postać zaufania społecznego przystało, nie uczynił.

Kiedy afera wybuchła, trudno było ją komentować, bardzo było wiadomo, do jakiej kategorii ją zaliczyć – do skandali obyczajowych, takich na miarę afer „bunga-bunga” Berlusconiego, czy do afer kryminalnych, z szantażem, okupem i narkotykami w tle, czy może do afer medialnych, rozpętanych dla celów politycznych. Dziś wiadomo, że jest to kryzys wartości wybitnego człowieka.

Warto przypomnieć, że najistotniejszym problemem, z jakim mamy do czynienia w przypadku Pisiewicza, nie są wcale nagrania video, jakie opublikował „Super Express”, lecz to, że senator RP, prawnik, poddał się szantażowi, co zostało potwierdzone wyrokiem sądu. I to jest dla niego dyskwalifikujące, jako prawnika, jako polityka. Piesiewicz, jako senator, miał zobowiązanie do pełnienia swojej funkcji, otrzymanej z mandatu społecznego, w sposób całkowicie odpowiedzialny i moralnie czysty. Szantaż, wiarygodne podejrzenia nie tylko zażywania narkotyków, kokainy, ale również ich udostępniania, to sprawy dyskwalifikujące. W demokracjach stabilnych, funkcjonowanie takiego polityka kończy się w ciągu maksymalnie kilku dni od daty ujawnienia kompromitujących go szczegółów.

Z chwilą wygaśnięcia mandatu senatora, Piesiewiczowi zostaną postawione zarzuty dotyczące zażywania, ale również rozpowszechniania narkotyków. Prokuratura twierdzi, że ma twarde dowody dotyczące tych czynów. To będzie chwila prawdy dla niego. I chciałyby zobaczyć jeszcze Krzysztofa Piesiewicza w todze z zielonym żabotem na sali sądowej, lub obejrzeć film według jego scenariusza, a nawet wysłuchać jego głębokich i trafnych opinii, ale istnieje większe prawdopodobieństwo, że już nigdy nie zaistnieje on na scenie życia publicznego. I sam sobie ten los zgotował…

 

Azrael

Zapiski zza Atlantyku – 24. czerwca

Sieć kłamstw

W serialu „House” główny bohater zawsze powtarza te same słowa – „wszyscy kłamią”. W erze reality shows, mediów o skrajnych poglądach politycznych, zakłamanych polityków jest coraz trudniej uwierzyć, że prawda ma jakakolwiek wartość. Dziennikarze zmieniają fakty, politycy kłamią i nie wiadomo kto mówi prawdę. Coraz więcej wpływowych, dobrze wykształconych i na wysokim stanowisku ludzi uważa, że może łamać prawo a kłamstwo popłaca. Czy ludzie kłamią więcej niż kiedyś? Czy większość z nas zdaje sobie sprawę, że jeżeli polityk kłamie pod przysięgą, skutki tego kłamstwa mogą mieć negatywny efekt na życie wielu ludzi? Ludzie przywykli i akceptują, że politycy kłamią, że ich znajomi kłamią i że dziennikarze kłamią. Wiec w takim razie komu można ufać?

James B. Stewart, piszący dla The New York Times, a poprzednio dla The New Yorker, The Wall Street Journal czy Smart Money wydał książkę pt. “ Tangled Webs” , książkę o ludziach, którzy posiadali sławę i pieniądze. Mimo tego postanowili złamać prawo wierząc, że nikt ich na tym nie złapie. Stewart zebrał informacje na temat wielu sławnych osób , które myślały, że są ponad prawem. Marta Stewart (ikona TV zajmująca się robieniem czegoś z niczego), Bernie Madoff (sławny z największego przekrętu, zwanego Ponzi ), Lewis „Scooter” Libby (pracujący dla Dicka Cheneya, który wyjawiał sekrety CIA) czy Barry Bonds (król baseballa używający sterydów). Wszyscy wiedząc, że zrobili źle, rozmyślnie kłamali pod przysięgą, uniemożliwiając śledztwo. Stewart stwierdził, że wyjawienie prawdy było zbyt skomplikowane i dlatego owe osoby kontynuowały kłamanie. Prawda jest często trudna, kłamstwo jest łatwiejsze. We wszystkich wypadkach, kiedy prawda została ujawniona, owe osoby nie zostały skazane za czyny niezgodne z prawem, ale za kłamanie pod przysięga oraz nieumożliwianie śledztwa.
Scooter Libby nie został oskarżony o wyjawienie tajnych informacji CIA, ale za podanie fałszywych zeznań przed komisją federalną. Barry Bonds został skazany za uniemożliwienie przeprowadzenia śledztwa w sprawie ujawnienia, że brał narkotyki. Marta Stewart poszła do więzienia za kłamanie pod przysięgą, a nie za to, że korzystała z tajnych informacji dotyczących inwestycji. Żadna z tych osób nie twierdziła, że jest niewinna. Większość poszła do wiezienia, oprócz Scootera Libby, który został ułaskawiony przez George W. Busha. Te ułaskawienie świadczy bardzo źle o systemie sprawiedliwości w USA. James Stewart podkreślił, że co roku do wiezienia idą ludzie za gwałt, za napady, za morderstwa etc. Ludzie są informowani o tego typu przestępstwach, ale bardzo rzadko o procesach ludzi, którzy zajmowali wysokie stanowiska, złamali prawo, kłamali pod przysięgą oraz uniemożliwiali śledztwo.

Continue Reading →

Raport Kalisza

Komisja śledcza badająca okoliczności śmierci Barbary Blidy, działająca ponad 3 lata, zakończyła swoją działalność i przygotowała liczący ponad 250 stron projekt raportu. Jest to autorski projekt jej przewodniczącego, Ryszarda Kalisza. Główną konkluzją projektu, ale wcale nie najważniejszą z punktu widzenia prawa, jest wniosek o postawienie byłego premiera, Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu, a także stwierdzenie, że Barbara Blida nie chciała popełnić samobójstwa. Projekt został przekazany posłom, którzy mają pełne cztery tygodnie na na poprawki i zdania odrębne.

Jestem zaskoczony nie tyle konkluzjami samego raportu, co tym, że jego zapisy są tak daleko idące. Przyznam, że przez dłuższy czas uważałem, że Ryszardowi Kaliszowi brakuje determinacji w doprowadzeniu do końca całej tej sprawy. Zarzuty opieszałości wysuwane pod jego adresem (także przez polityków lewicy, w tym Leszka Millera), brak reakcji na przeciągające się postępowanie w prokuraturze w Łodzi, a także dość dziwne procedury utajniania dokumentów, w tym także z przesłuchań, dawały podstawy do wysuwania wniosków, że Ryszardowi Kaliszowi przestało zależeć na wyjaśnieniu okoliczności śmierci posłanki, lub ma problemy, o czym się mówiło w kuluarach sejmowych, że pewne sprawy z czasów, kiedy był ministrem spraw wewnętrznych, mogą rzutować na jego decyzje. Teraz z kolei jest oskarżany o działanie z pobudek politycznych. I jest to prawda, ponieważ komisja badająca okoliczności śmierci byłej posłanki SLD została powołana z pobudek politycznych – tak samo jak wszystkie poprzednie, od komisji rywinowskiej poczynając. Raport finalny będzie również skażony politycznie, o ile Ryszard Kalisz i inni członkowie zdecydują się na kompromisy. Mam nadzieję, że nie będą one iść za daleko, ponieważ poseł SLD znów wziął na siebie odpowiedzialności politycznej za tę sprawę. A jest to ważne, ponieważ już od dawna formułowano opinię, że za śmiercią Blidy stoi „mafia polityczna”, o czym mówił otwarcie nie tylko pełnomocnik rodziny Blidów, nieżyjący już mecenas Leszek Piotrowski, ale pisali i mówili tak otwarcie również publicyści i politycy.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. czerwca

Decyzja

Ciekawe czy za kilkadziesiąt lat, Jack Kevorkian, lekarz śmierci, będzie uważany za szarlatana czy za kogoś kto przyczynił się do tego, że chorzy umierający w bólu mogli go zakończyć. W wielu krajach prawo zabrania lekarzom zastosowania środków medycznych aby pomoc choremu w zakończeniu życia. Większość religii jest przeciwko uważając taki czyn za niemoralny.

Ktokolwiek przeżył cierpienie bliskiego umierającego na raka czy inną chorobę pozbawiająca godności i prowadząca do śmierci, wie jak straszliwe są takie momenty. Bycie świadkiem cierpienia kochanej osoby oraz bezsilność niszczy wszystko, włącznie z żyjącymi. Świadomość bezsilności jest najgorsza. Jedyne, co można dać, to czas, miłość, obecność aby może ulżyć w bólu. Decyzja o zakończeniu życia jest bardzo trudna. Ból oślepia. Czasami jest tak ogromny, ze ludzie nie myślą, że to juz koniec, po prostu nie chcą już czuć bólu. Prawo zabrania lekarzom w asystowaniu przy samobójstwie. Jednak wielu lekarzy pomaga pacjentom. Jack Kevorkian, patolog był osobą, dzięki której tzw. asystowanie przy samobójstwie zostało nagłośnione. Kevorkian uczestniczył w 130 śmierciach z wyboru. W zeszłym tygodniu, kiedy zmarł w szpitalu bez niczyjej pomocy miał 83 lata.

W 1990 roku, W Detroit, Janet Adkins poprosiła Kevorkiana aby pomógł jej umrzeć. Kevorkian przygotował wszystko a Adkins nacisnęła guzik aby leki przeciwbólowe oraz trucizna zostały wstrzyknięte w jej organizm pozbawiając ją życia. W ten sposób Kevorkian asystował w śmierci wielu ludzi. Aż do roku 1998 kiedy to pomagając Tomowi Youk umierającego na chorobę Lou Gehrig popełnił dużą pomyłkę. Kevorkian wysłał video ukazujące ostatnie momenty życia Youka do programu 60 Minutes. Video ukazywało Kevorkiana pytającego Youka czy zgadza sie na zakończenie życia. Jako potwierdzenie Youk mial kiwnąć głową. W tym przypadku zamiast pacjenta naciskającego guzik z lekami oraz trucizna, Kevorkian był tym, który to zrobił. Prokurator Oakland County oglądając ten program nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. To tak jakby Kevorkian prosił się o skazanie. Kevorkian spędził 8 lat w wiezieniu i w 2007 roku został wypuszczony na wolność.

Continue Reading →

Sąd w demokracji

 

Sądy, trzecia władza ustroju demokratycznego, sądzą niezawiśle, zgodnie z demokratycznie przyjętymi prawami. Zajmują się analizą zebranych dowodów i przysięgłych zeznań. Nie zajmują się natomiast historią, oceną moralną, lecz wydają wyroki zgodnie z literą prawa. I taki właśnie wyrok zapadł w sprawie byłego szefa MSW z czasów PRL, generała Czesława Kiszczaka. Został on wczoraj uniewinniony z zarzutu spowodowania śmierci górników kopalni „Wujek” w grudniu 1981 roku. Sąd uznał, że szyfrogram wysłany przez niego do wyższych oficerów milicji, o zasadach użycia broni nie można uznać za rozkaz jej użycia.

Niektórzy twierdzą, że wydany wyrok jest niezgodny z poczuciem sprawiedliwości moralnej. Tylko, czy ta kategoria ma zastosowanie w prawie? Chyba nie, a jeżeli już, to w systemach raczej totalitarnych, lub pół-totalitarnych, gdzie wymiar sprawiedliwości jest elementem państwa opresyjnego. Twierdzenie, że skazanie Kiszczaka byłoby aktem sprawiedliwości może mieścić się w kategoriach moralnych, tylko, że ten akt sprawiedliwości dokonał się już dawno, a jest nim umowa Okrągłego Stołu. Inni chcą prawdy historycznej. Sędzie orzekający w sprawie byłego szefa MSW przytomnie zauważył, że sądy nie są od poprawiania historii.

Prokurator nie był wstanie udowodnić przez sądem, że milicjanci strzelali na wyraźny rozkaz wynikający z szyfrogramu Kiszczaka. Nikt z zeznających nie przyznał, że tak odebrał ten szyfrogram. Sąd nie miał innego wyjścia, niż generała uniewinnić. A odpowiedzialność moralna, polityczna zostanie określona przez innych.

 

Azrael

Zapiski zza Atantyku – 27. marca

Poślubieni mafii

 

„Rodzina Soprano” to ulubiony serial Amerykanów. Główni bohaterowie to mafioso, jego rodzina oraz tzw. buisness associates. Tony Soprano oraz jego kumple mimo ciągot do morderstwa i przemocy wydawali się być przyjemnymi gośćmi. Przez siedem sezonów, Amerykanie śledzili losy ulubieńców, którzy z wprawa rzeźnika mordowali i bili swoich przyjaciół i wrogów. Ameryka lubi swoich bandziorów. Fascynacja mafią jest głęboko zakorzeniona w historii tego kraju. Mafia składa się z profesjonalnych gangsterów, ale nawet oni maja swój kod. Gangster należący do mafii traktuje swoja przybrana rodzinę jako najważniejszą, nie wyjawia tajemnic tego co się dzieje w rodzinie i nigdy nie zeznaje przeciwko rodzinie w sadzie. W zeszłym tygodniu, syn Franka Calabrese Seniora, jednego z głównych szefów mafii w Chicago, Frank Calabrese Junior wydal książkę zatytułowana „Jak zdrada syna zniszczyła mafię w Chicago”.

Continue Reading →

Tylko dwa dni

Trwają dyskusje i konsultacje, czy tegoroczne wybory parlamentarne mają być jedno-, czy dwudniowe. Przy dyskusji o tym problemie zapomina się o tym, że sprawa jak najłatwiejszego dostępu wyborców do aktu głosowania, co zapewnia jak najszerszą partycypację społeczną, powinno być podstawą podejmowania decyzji.

Przeciwnicy wyborów rozpisanych na 2. dni głosowania powołują się na art. 98 ust. 2 Konstytucji RP, mówiący, że (…)”Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy” (…). Tylko, że nie jest do końca określone, czy sobota nie mogłaby się stać dniem wolnym, na podstawie zwykłego rozporządzenia rządowego.

Istnieje jednak jeszcze jednak przesłanka, mówiąca, że wybory mogą być dwudniowe. To Kodeks wyborczy, przyjęty przez Sejm w grudniu 2010 roku (głosowało za nim 430 posłów). Otóż według tego przepisu prezydent, jako zarządzający wybory parlamentarne, ma prawo do własnej decyzji, czy wybory mają trwać jeden dzień, czy dwa. Narzucony zostaje tylko czas otwarcia lokali wyborczych, od godziny 7 do 21. Jeżeli uznano by, że należy zapis Konstytucji RP odczytać literalnie, to Kodeks wyborczy jest regulacją z nią niezgodną.

Niektórzy komentatorzy (m.in. redaktor Piotr Śmiłowicz z „Newsweeka”) twierdzą, że wprowadzenie głosowania przez dwa dni jest w interesie Platformy Obywatelskiej i jest manipulacją, mogącą partii rządzącej dać nieuzasadnioną przewagę. Porównuje się to do sytuacji z roku 2006, kiedy koalicja PiS-Samoobrona-LPR zmieniła ordynację przed wyborami samorządowymi, wprowadzając możliwość blokowania list, czy do do jeszcze wcześniejszej sytuacji, kiedy w roku 2001 spadająca w przepaść AWS zmieniła zasady obliczania głosów z metody d’Hondta, promującej duże partie, na St. League’a, która bardziej uśredniała wyniki. To porównanie błędne. Dwudniowe wybory nie zmieniają zasadniczo ordynacji wyborczej – nie zmieniają zasad liczenia głosów, nie zmieniają systemu proporcjonalności, dają wszystkim konkurującym siłom politycznym prawo do skorzystania z sytuacji na równych prawach. Wyborca będzie głosował raz, w wyborach tajnych i bezpośrednich. I siła jego głosu nie ulegnie zmianie.

Wybory rozpisane na dwa dni będą kosztować drożej (ok. 50 mln). Demokracja musi kosztować – taki jej urok. Nie przekonują mnie opinie, że dwudniowe wybory spowodują wzrost podejrzeń i skarg o fałszowanie wyników. Od czego są mężowie zaufania, sztaby wyborcze? Nie przespane noce kilku tysięcy osób są minimalną ceną za to, że poprawi się frekwencja wyborcza – co będzie oznaczało silniejszy mandat wyborczy nie tylko wygranych, ale całego parlamentu.

Azrael

Zabrać partiom dotacje

Dzisiejsza dyskusja w Sejmie na temat ograniczenia subwencji, lub ich całkowitego zawieszenia na kilka lat, która, jak to w polskim parlamencie przerodziła się w pyskówkę, była z góry zaplanowanym działaniem marketingowym Platformy Obywatelskiej. Wiadomo, że PO ma duże dochody pozabudżetowe i zapasy środków, więc dałaby sobie radę przez kilka lat, w przeciwieństwie do pozostałych partii parlamentarnych, nie mówiąc o nowych projektach. A problem polega nie na cięciu dotacji, ale na zmianie zasad finansowania polityki w Polsce.

Polski system demokratyczny, oparty w sferze politycznej na partiach, jest stabilny, co nie oznacza wcale, że jest dany raz na zawsze i nie może być modyfikowany. Chodzi głównie o poszerzenie udziału społecznych sił w zarządzaniu państwem i nie chodzi tu tylko 0 zarządzanie państwem z poziomu centralnego, ale również o udział społeczeństwa na szczeblu województwa, powiatu, samorządu lokalnego. Te sprawy można usprawnić, modyfikując jednocześnie dwa zagadnienia – ordynacje wyborcze (parlamentarną i samorządową) i zasady finansowania partii politycznych.

Przypomnijmy, że partie polityczne, które zdobyły w wyborach parlamentarnych min. 3 proc. poparcia (komitety koalicyjne – 6%), otrzymują dotację budżetowe, a także zwrot kosztów kampanii . Są to znaczne kwoty , odpowiednio dla PO za rok 2009 – ponad 40 mln zł rocznie, PiS –prawie 38 mln zł, SLD – 14 mln, PSL – 13 mln. Partie mogą też przyjmować ograniczone darowizny od osób prywatnych, jak i korzystać ze środków wypracowanych na ich majątku. Nie mogą natomiast brać pieniędzy od darczyńców instytucjonalnych. Taki system finansowania powodują petryfikację istniejącego stanu politycznego i utrwalenie systemu oligarchii partyjnych.

Continue Reading →

Kabaret nonsensu

Od dłuższego czasu Prawo i Sprawiedliwość usiłuje przekazać, że jest nie tylko partią opozycyjną działającą w systemie demokratycznym, ale również polityczną siłą pozasystemową. Ten system to reżim Donalda Tuska, przeciwko któremu należy tworzyć alternatywę nie tylko polityczną, ale również społeczną. Negowanie mandatu demokratycznego rządu i prezydenta, podważanie praktycznie wszystkich działań Sejmu, przeniesienie dyskusji na ulicę. Demonstracyjne manifestowanie odrębności społecznej. Nie szedłbym tak daleko, jak premier Donald Tusk, porównując to do sytuacji w jakiej kiedyś byli Niemcy, podzieleni na na dwa państwa, NRD i NRF, ale jednak podział społeczny istnieje.

Antoni Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej i Anna Fotyga, quasi minister spraw zagranicznych PiS wybierają się do Stanów Zjednoczonych na spotkanie z republikańskimi politykami, między innymi kongresmenem Peterem Kingiem. Mają tam przedstawić sprawę katastrofy smoleńskiej i prosić polityków o pomoc. Minister Paweł Graś, rzecznik rządu określił to jako skandal, ocierający się o zdradę. To też zbyt ostre sformułowanie, bliższe prawdy jest przyrównanie „misji” polityków PiS do kabaretu. Wprawdzie Peter King już raz z Macierewiczem się spotkał i ten wystosował w tej sprawie rezolucję, ale było to przed wyborami do Izby Reprezentantów, kiedy każdy głos się liczył. Siła sprawcza takiej rezolucji wobec administracji Baracka Obamy jest żadna.

Continue Reading →

Kolejna wojna Kościoła

Sejm rozpoczyna poważne debatowanie nad pakietem ustaw dotyczących regulacji bioetycznych. Największe emocje wzbudzają zagadnienia dotyczące zapłodnień in vitro, zapłodnienia pozaustrojowego. Projektów złożonych w Sejmie jest sześć, wszystkie będą miały w tym tygodniu pierwsze czytania, ale należy sądzić, że do dalszego procedowania przejdą dwa, oba autorstwa posłów Platformy Obywatelskiej.

Pierwszy, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zezwala na tworzenie wielu zarodków,ich mnożenie i selekcję. Embrion traktowany jest jak tkanka. Drugi, autorstwa Jarosława Gowina proponuje, aby tworzone były tylko dwa zarodki, zakazuje ich selekcji i mrożenia. To oczywiście skrótowa informacja, zakres proponowanych regulacji jest szerszy – a ich wejście w życie nader wątpliwe, ponieważ do stanowienia prawa przez instytucję państwa demokratycznego i neutralnego światopoglądowo wmieszała się Kościół katolicki.

Najpierw abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, zagroził tym polskim parlamentarzystom, którzy poprą w Sejmie ustawę o in vitro wykluczeniem ze wspólnoty Kościoła, czyli ekskomuniką, . Trudno to uznać za głos pasterza, ponieważ abp Hoser pełni ważną rolę w KEP i kieruje swoją groźbę ku konkretnym politykom. Jest to więc głos kościelnego polityka.

Hoser uzyskał po kilku dniach wsparcie w postaci oficjalnego listu najwyższych hierarchów polskiego Kościoła katolickiego, przewodniczącego Episkopatu abp Józefa Michalika, szefa Rady Episkopatu ds. Rodziny bp. Kazimierza Górnego i również abp Hosera, w którym hierarchowie już wprost zajmują stanowisko polityczne, ostrzegając przed „rozwiązaniami prawnymi nie do pogodzenia zarówno z obiektywnymi racjami naukowymi o początku biologicznego życia człowieka, jak też z jednoznacznymi wskazaniami moralnymi płynącymi z Dekalogu i Ewangelii”. List adresowany jest do najwyższych urzędników państwa.

Continue Reading →

Empatia i opieka

Dziś od samego rana służby policji i inspekcji ruchu drogowego dokonują na terenie całego kraju kontroli zorganizowanego ruchu przewozów osobowych, z położeniem nacisku na busy i mikrobusy. Powód jest oczywisty – wczoraj doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęło 18 osób. Tylko, że rozbity samochód nie był rejsowym busem, jego kierowca (formalnie) nie miał pozwolenia na przewozy ludzi, a pasażerowie nie podlegali opiece przepisów obowiązujących przewoźników licencjonowanych. Oczywisty powód jest więc nielogiczny, choć same kontrole wskazane. Tylko, że ta kolejna akcja pokazowa, poza stosem sprawozdań, nic nie przyniesie, a na pewno nie przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach?

Tragedia pod Nowym Miastem jest nie jest wynikiem zaniedbań państwa, przynajmniej nie wprost. Droga była w doskonałym stanie i doskonale oznakowana. Do wypadku doszło w wyniku naruszenia wszelkich norm prawa drogowego i zdrowego rozsądku. W transportowym busie przeznaczonym do przewozu sześciu osób znalazło się ich trzy razy więcej. Kto za to ponosi odpowiedzialność? Tylko kierowca (i jednocześnie właściciel towarowego furgonu), czy może jednak wina rozkłada się na wszystkich uczestników tego przejazdu? W przypadku tragicznej katastrofy polskiego autokaru pod Grenoble, w roku 2008, odpowiedzialność spoczywała tylko kierowcy, który nie miał prawa wjechać na górską drogę. Pasażerowie nie byli świadomi niebezpieczeństwa, przecież autokar powinien być sprawny, przystosowany do tego rodzaju trudności, a kierowca powinien mieć nie tylko przygotowanie zawodowe, ale również powinien być odpowiedzialny. Nie był. Kierowca busa, który staranował ciężarową chłodnię, przekroczył wszystkie przepisy, ale ludzie, którzy zdecydowali się na taką podróż, powinni mieć świadomość zagrożenia. Nie mieli, więc współczując po ludzku ich rodzinom, nie potrafię wzbudzić w sobie empatii…

Continue Reading →

Urzekła ich ta historia…

Danuta Olewnik-Cieplicka w wieczornym programie Bogdana Rymanowskiego, w TVN24, powiedziała, że ona i jej cała rodzina przez długi czas broniła dobrego imienia i wizerunku zamordowanego brata, Krzysztofa. W świetle ostatnich ujawnionych informacji o tym, że w jego domu najprawdopodobniej dokonano morderstwa i dodatkowo postrzelono ukraińską prostytutkę, obraz niewinnego Krzysia coraz bardziej zmienia się w historię prowincjonalnego playboya, który zapętlił się i drogo za to zapłacił. Być może także za interesy swojego ojca.

Analizując wszelkie dostępne materiały informacyjne, od dawna mam przekonanie, że klucz do wyjaśnienia sprawy śmierci Krzysztofa Olewnika leży w jego interesach, być może w układach biznesowych całej rodziny. W tej sprawie aktorów jest wielu , począwszy od samej rodziny i znajomych , która wyjątkowo chętnie występowali przed mediami, poprzez polityków, komentatorów, na prokuratorach kończąc. To, że postępowanie, dochodzenie prokuratorów i prace operacyjne policji były prowadzone co najmniej dziwnie – oczywiście jest poza dyskusją. Jak również to, że osoby nadzorujące te służby, nie dopełniły swoich obowiązków. Rozwiązania sprawy porwania należy szukać jednak nie tylko w skandalicznej działalności prokuratorów i policji – najpierw płockich, później radomskich i warszawskich, a ostatnio trójmiejskich – ale również w samej rodzinie.

Przypomnijmy – Krzysztof Olewnik został porwany w kilka godzin po imprezie, popijawie, zorganizowanej przez jego ojca, dla syna i jego kolegów – właśnie policjantów, i to nie szeregowych. Czy jest rzeczą normalną organizowanie tego rodzaju imprez dla policjantów, z powody obrażenia ich przez Krzysztofa Olewnika? Teraz dochodzą do tego przypuszczenia, że w samym czasie (być może tej samej nocy) dokonano w tym domu morderstwa, którego młody Olewnik był świadkiem – a może nie tylko…

Continue Reading →