Zarządca, nie wizjoner

Wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie nie było klasycznym expose, w którym premier przedstawia wizję rządzenia państwem na najbliższe cztery lata kadencji. Było to jednak najlepsze expose na te kryzysowe czasy, skierowane do obywateli i posłów, ale również do banków, funduszy inwestycyjnych, agencji ratingowych. To było wystąpienie, mające pokazać, że rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną państwa. Na projekty, plany rozwojowe i reformy przekrojowe przyjdzie czas, kiedy kryzys paneuropejski zostanie opanowany.

Poprzednie expose, cztery lata temu trwało trzy godziny i siedem minut, co było rekordem polskiego parlamentu. Było pełne dobrej atmosfery i pozytywnej energii, emanującej z Donalda Tuska. Takie było wówczas zapotrzebowanie społeczne po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Można było w nim znaleźć wszystko o wszystkim – było o gospodarce, infrastrukturze, polityce zagranicznej. Nie było jednak zaznaczonej sprawy reformy finansów. Były za to obietnice i projekty i prośby o zaufanie. Słowo „zaufanie” wybijało się ponad inne. I choć niewiele z tamtych projektów udało się zrealizować – wyborcy zaufali jeszcze raz.

Tym razem otrzymaliśmy mniej zapowiedzi i obietnic, właściwie wcale, ale za to wiele konkretów. Wreszcie poruszono sprawy, o których przez cztery lata mówiono niechętnie. To zmiany w KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, likwidacja wielu przywilejów i ulg (ale w kontekście solidaryzmu społeczneg0), a także objęcie księży powszechnym systemem ubezpieczeń. To są reformy, wycinkowe, ale jednak reformy. Pomysły premiera dotyczyły sfery finansów publicznych, ale w kontekście społecznym, tak jak na przykład kwestia ulg rodzinnych, czy ubezpieczenia i opodatkowania rolników. Ten ostatni temat zapewne wywołał szczękościsk polityków koalicyjnego PSL, ale przywoływany solidaryzm społeczny będzie im kazał współpracować z Platformą Obywatelską przy tych zmianach. Inaczej miejsce PSL może przecież zająć Janusz Palikot, silniejszy w Sejmie niż Waldemar Pawlak, a swoją rękę może też dołożyć liberalny Leszek Miller. Przedłużenie wieku emerytalnego to wyższe emerytury, ale z kolei ten pomysł nie został zrównoważony pomysłem na ograniczenie tak zwanych umów śmieciowych. Wreszcie również urealniono sprawy emerytur służb mundurowych i górniczych. Nie zapomniano o sprawie rewaloryzacji emerytów, także w kontekście solidaryzmu społecznego z pobierającymi najmniejsze świadczenia. Równie dobrze przyjęto pomysł na ograniczanie ulgi prorodzinnej w zależności od dochodu rodziny i liczby dzieci.

Continue Reading →

Rząd kontynuacji czy przełomu?

Po przedstawieniu przez premiera Donalda Tuska składu nowego rządu, komentatorzy i politycy wydają się być zawiedzeni. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, których by wcześniej nie odkryli dziennikarze, łącznie z nominacją filozofa (ale doktora politologii) Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości.

Próbuje się temu rządowi przydzielić różne etykiety – polityczny, autorski, rząd hegemona, czy nawet, jak to określił sam premier, rząd zderzaków (przed skutkami kryzysu). Chyba najtrafniejsze określenie to rząd zadaniowy. Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ponieważ poprzedni nie rozleciał się, lecz stabilnie dotrwał do końca kadencji, ale raczej z kontynuacją. To rząd, gdzie najważniejsze resorty (finansów, skarbu, gospodarki, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych, administracji i cyfryzacji, obrony, spraw zagranicznych) z punktu widzenia interesów gospodarczych państwa pozostały nienaruszone, lub są prostą kontynuacją poprzez awansowanie sekretarzy i podsekretarzy stanu na stanowiska ministrów konstytucyjnych. Jest oczywiście także wymiar polityczny, związanie z premierem i rządem pewnych ludzi i frakcji politycznych Platformy Obywatelskiej – tym są nominacje konserwatysty Gowina do MS i lewicującego Bartosza Arłukowicza, który objął resort ochrony zdrowia. Ukłonem w stronę parytetu płci jest nominacja Joanny Muchy, ale znający ją wiedzą, że nie jest to osoba słaba i nie będzie li tylko ozdobnikiem gabinetu Donalda Tuska.

Rząd pozostanie centrum legislacji państwa, szerzej – głównym centrum władzy. Premier, mający niepodważalną legitymację rządzenia, a także silną pozycję w swojej partii, doprowadził do znacznego osłabienia prezydenta w roli władzy wykonawczej, nic nie zabierając prestiżowi tego urzędu, a przede wszystkim osłabił rolę Sejmu. Nominacja na stanowisko marszałka Sejmu całkowicie oddanej Donaldowi Tuskowi Ewy Kopacz jest tego koronnym dowodem. Spójność klubu PO w Sejmie potwierdza alians premiera z jego szefem, Rafałem Grupińskiem, stronnikiem Grzegorza Schetyny. To każe inaczej patrzeć na sprawę samego byłego marszałka. Również podział ról w rządzie wskazuje, że premier chce trzymać władzę w swoich rękach, prawdziwe centrum dowodzenia jest w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Wskazuje też na to wzmocnienie pozycji Tomasza Arabskiego, który nie tylko pozostał szefem kancelarii, ale również został szefem Komitetu Stałego RM. To poważna funkcja, warto sobie przypomnieć jak ważną rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego odgrywał Przemysław Gosiewski.

Continue Reading →

Kibole

Premier jest najwyższym urzędnikiem państwa, odpowiedzialnym za wszelkie decyzje administracyjne. Jednocześnie to stanowisko, które obejmuje się z powodu wygranych wyborów przez formację polityczną, więc Donald Tusk otrzymał tę najważniejszą funkcję z nadania politycznego. Każda decyzja jaką podejmuje ma wymiar polityczny, tak więc oskarżanie go, że wpłynął na wojewodów mazowieckiego i wielkopolskiego, swoich podwładnych, aby ci zamknęli odpowiednio stadiony Legii Warszawa i Lecha Poznań, z powodów politycznych, jest czystym truizmem. Wybory, kampania wyborcza? Tak, oczywiście. I interes społeczny.

W Bydgoszczy, po meczu finału Pucharu Polski drużyn z Warszawy i Poznania, motłoch zniszczył stadion. Motłoch, który był do tej pory hołubiony przez zarządy klubów, władze miast (kuriozalne wypowiedzi prezydenta Poznania, Ryszarda Grobelnego), a nawet przez policję. I oczywiście również tolerowany przez PZPN. W związku z tym okazało się po meczu, że tak naprawdę nie ma winnych tego, że dopuszczono do takich ekscesów. Nie czuje się winny PZPN, wyznaczając stadion nie nadający się do tego rodzaju imprez, nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności wojewoda kujawsko-pomorski, która mogła zakazać meczu, niewinni są policjanci, którzy nie dość, że reagowali jak emeryci z lumbago, to jeszcze nie zatrzymali nikogo z tysięcy bandytów. Niewinne są też kluby. Społeczeństwo jest winne, bo tak wychowało „młodzież”… No, to Donald Tusk musi pokazać, że z kibolami walczyć trzeba.

Zamykając stadiony Tusk dał czytelny sygnał – kluby odpowiadają za swoich kibiców. Jeżeli uważają, że lepiej trzymać sztamę z pseudo organizacjami kibicowskimi, które są pożywką dla grup przestępczych albo doskonałym obiektem manipulacji (także polityków, ale głównie mediów), a nie z organami bezpieczeństwa państwa – to niech płacą. Trzeba uświadomić tym, którzy narzekają, że za bandytyzm w Bydgoszczy odpowiadają normalni, zwykli kibice, którym Tusk zamknął stadiony, że jeżeli uda się go zlikwidować, to liczba widzów zostanie z multiplikowana. Przyjdą ci, z rodzinami, którzy od lat omijają stadiony. Im nie są potrzebne żadne organizacje kibiców – im są potrzebne czyste, nowoczesne i bezpieczne stadiony. Wspólnota tworzy się na trybunach, a nie w pokoikach pseudo działaczy szemranych kiboli.

Continue Reading →

Rocznica

 

O pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej można pisać w wielu aspektach. Trudno jest jednak pisać o wszystkim. Tym bardziej, że skupiając się na jednych sprawach, zapomina się o innych. Uświadamia to wyemitowany w TVN24 film Ewy Ewart, „W milczeniu”, który pokazał, jak dyskutując o tym, kto jest winny katastrofie, kto za nią i jej wyjaśnienie odpowiada, zapomniano o najważniejszym – o ludziach. Tych, którzy zginęli porankiem 1o kwietnia na lotnisku smoleńskim, i tych, którzy pozostali. Rodziny tragicznie zmarłych zostały przez ten rok poddane traumatycznym doświadczeniom, naciskom, manipulacjom, w części zostały zostawione same sobie. Niektórzy z nich jednak sami uczestniczą w medialnych i politycznych spektaklach. Część zupełnie świadomie i bez skrupułów.

I.

Polskę dotknęła wielka tragedia, największa tragedia społeczna i polityczna w czasach pokoju. W jednej chwili zginęło 96 osób, z prezydentem państwa na czele, wielu znakomitych działaczy, senatorowie, posłowie, urzędnicy administracji publicznej, ludzie kultury, praktycznie całe najwyższe dowództwo polskiej armii. Nie było nigdzie w czasach pokoju tak wielkiego nieszczęścia w wymiarze państwa, tragedia jest tak wielka nie tylko śmiercią prezydenta państwa, ale również tak wielu uczestników życia społecznego, publicznego. W samolocie lecącym do Smoleńska znalazło się wielu ludzi stale, trwale i znacząco mających wpływ na funkcjonowanie państwa. Obserwując jednak to, co się działo przez pierwsze dni po katastrofie, widać było wyraźnie, że państwo poradziło sobie z tym, w wymiarze stabilności. Ani przez moment nie czuło się żadnych zagrożeń wewnętrznych, nie mówiąc o zewnętrznych. Demokracja polska potrafiła przez 20 lat wypracować procedury, które działały w warunkach ekstremalnych.

Katastrofa i tragedia nie przewartościowała podejścia do polityki, odpowiedzialności za sprawy państwa i społeczeństwa. Nie nastąpiło mityczne porozumienie narodowe, ponad podziałami. To nie jest rzecz w demokracji uwzględniana w katalogu procedur państwowych. Wprost przeciwnie – katastrofa tylko pogłębiła, w sposób nieodwołalny, podziały społeczne, polityczne. To, co się stało w Stanach Zjednoczonych, gdzie pod wpływem traumy ataków na WTC i Pentagon, nastąpiło zjednoczenie i polityków i społeczeństwa, w Polsce nie mogło mieć miejsca. Emocje i tragedia, poza krótkotrwałym okresem żałoby narodowej i do czasu wyborów prezydenckich, szybko opadły i nie przerodziły się w trwałą wartość polityczną i społeczną. Doświadczenia polskie po śmierci Jana Pawła II wskazują, że Polacy doskonale wczuwają się w atmosferę tragedii – i szybko zapominają, jakie nauki powinni z niej wyciągnąć.

Wbrew niektórym opiniom, państwo sobie radzi również z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy. Minął rok od niej, ale praktyka innych wielkich katastrof wskazuje, że to nie jest długi okres na wyjaśnienie wszystkich okoliczności upadku polskiego samolotu. Gorzej jednak, że nikt nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności za to, dlaczego głowa państwa i 95 innych osób musiało zginąć. Wbrew pozorom, odpowiedzialność za katastrofę i jej wyjaśnienie nie skupia się tylko na rządzących.

Continue Reading →

Dyskusja w Belwederze

Belwederska debata , pod auspicjami prezydenta Bronisława Komorowskiego pokazała, że dyskutować można merytorycznie, logicznie argumentując. Szkoda jednak, że dyskusja nie przyczyniła się do refleksji nad tym, co zostało zaniedbane i czego nie dopełniono, tak aby system emerytalny był wydolny. Pryncypialność obrońców obecnego kształtu systemu emerytalnego ogranicza się do stwierdzeń, że obecny rząd z ministrem Jackiem Rostowskim łamie umowę społeczną podpisaną ponad 11 lat temu, tak jakby profesorowie Leszek Balcerowicz i Jerzy Hausner nie byli nie tylko ekonomistami, ale również przecież politykami. I to politykami, którzy legitymizowali rozwiązania osłabiające system emerytalny, tak jak choćby wzrost emerytur mundurowych za czasów, kiedy Jerzy Hausner był wicepremierem i ministrem gospodarki, odpowiedzialnym za reformy.

Dyskusja, trwająca 3 godziny, nie dotknęła praktycznie tematu najważniejszego – jak zreformować Zakład Ubezpieczeń Społecznych i jakie podjąć kroki (także polityczne), aby składki do niego wprowadzane były nie tylko bazą do wypłacanych na bieżąco emerytur, ale także aby stały się podstawą do działalności tej instytucji na rynku kapitałowym. Jeżeli nie zostanie poważnie podjęty ten temat, wymagający głębokich zmian strukturalnych, to w dalszym ciągu emerytury (a także duża cześć samych składek) będzie finansowane z długu publicznego albo, co może jeszcze poważniej zagrozić rozwojowi państwa, ze wzrostu podatków. W Belwederze dyskutowano tylko nad bieżącym projektem rządowym, zakładającym, że składka emerytalna przekazywana do OFE zmaleje z 7,3 proc. do 2,3 proc., a następnie wzrośnie do poziomu 3,5 proc. Dlaczego akurat o takie wartości – tak naprawdę nie wiadomo.

Dość absurdalnie w dyskusji ekonomicznej, o pieniądzu, długu i finansach państwa brzmiały argumenty Jerzego Hausnera i Leszka Balcerowicza, że rządowa propozycja reformy niewielkiej części systemu emerytalnego, jakim są OFE to demontaż elementów ustroju państwa i złamanie umowy społecznej, zawartej przy uchwalaniu reformy emerytalnej z roku 1999, co może podważyć zaufanie obywateli dla państwa. Tak, jakby dopuszczenie przez obecny rząd do całkowitego załamania finansów państwa, przez zaniechanie choćby wycinkowej reformy, byłoby dla państwa i jego szans rozwojowych lepszą alternatywą. Przyznam się, że populizm Leszka Balcerowicza i obrona status quo, w imię grupy twórców reformy, jest dla mnie dużym zaskoczeniem.

Continue Reading →

OFE, populizm i bankructwo

Rząd ma obowiązek dbania o interes Państwa i obywateli, tu i teraz. Ma obowiązek takiego kształtowania polityki w różnych sferach, aby stabilność i bezpieczeństwo było zachowane.

Leszek Balcerowicz był jednym z współautorów reformy emerytalnej, przed ponad jedenastoma laty, według której państwo gwarantowało obywatelowi tylko część pieniędzy odkładanych na kontach emerytalnych, a reszta była przekazywana do OFE. Miała tam podlegać nie tylko kapitalizacji, ale również miała być inwestowana. Jednak nigdy OFE nie były pełnowartościowymi graczami na rynku kapitałowym, większość inwestycji to były inwestycje państwowe, w obligacje Skarbu Państwa. Wydaje się, że stopa zwrotu w OFE nie była wcale wyższa, choćby z powodu samych prowizji funduszy, niż inne formy inwestycji, co oznacza, że ilość środków na kontach funduszy zbliżona była do ilości na indywidualnych kontach w ZUS-ie, w pełni gwarantowanych i waloryzowanych.

Warto pamiętać również, że tak zwany II filar ubezpieczeń nie był nigdy do końca powszechny i jednolity. KRUS, służby mundurowe, wcześniejsze emerytury, tak zwane pomostówki, powodowały to, że państwo nie tylko nie przestało dopłacać do systemu emerytalnego, ale te płatności zaczęły rosnąć, a państwo musiało zacząć zaciągać pożyczki – także od samych OFE. To wszytko powoduje, że dług publiczny w wyniku niewydolnego systemu emerytalnego, może wzrosnąć w tym roku nawet o dodatkowe 20 miliardów złotych.

Rząd kilka dni temu podjął decyzję, mającą wprowadzić od 1 maja rozwiązanie, w którym składki obowiązkowe przekazywane do OFE zmniejszą się z 7,3 proc. do 2,3 proc. całości odpisów na emeryturę. Pozostałe 5 proc., będzie trafiać na specjalne subkonto w ZUS i będzie, podobnie jak środki z OFE, podlegać dziedziczeniu. Do roku 2017 składka do OFE ma wzrosnąć i osiągnąć poziom 3,5 proc (taka była propozycja ministrów Jolanty Fedak i Jacka Rostowskiego). Oznacza to, że środki gromadzone na subkontach w ZUS będą gwarantowane przez państwo i będą miały dokładnie taką samą wartość, jak te przekazywane do OFE.

Continue Reading →

Szara sieć Komisji Majątkowej

 

Sprawa Komisji Majątkowej, wspólnej komisji rządu kościołów (bo nie tylko Kościoła Katolickiego) nie ogranicza się do spraw korupcji i udziału w jej pracach, po stronie kościelnej, ex-esbeka, Marka Piotrowskiego i jego firm. To problem tego, jak relacje państwo-kościół są nieekwiwalentne społecznie i jak państwo nie dba o interes publiczny.

Komisja zakończyła funkcjonowanie 25 lutego 2011, na podstawie nowelizacji ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego. Już sam fakt, że nastąpiło to aktem tak wysokiej rangi, do tego przegłosowanym przez Sejm RP olbrzymią ilością głosów, świadczy o tym, że problem jest ważny i do tego drażliwy. Ale nie da się od niego uciec, jeżeli przyjmiemy założenie, że interes społeczny w trakcie jej ponad dwudziestoletniego działania został wielokrotnie naruszony.

Likwidacja komisji nastąpiła podobnie do tego, jak została powołana – czyli w formie umowy, konsensusu, mającego zadowolić obie strony – państwową i kościelną. I tak, jak powstała ona w maju 1989 roku, jako instytucja nie podlegająca żadnej kontroli, bez trybu odwoławczego, tak teraz jej działalność została zamknięta tylko po to, aby maksymalnie utrudnić kontrolę tego, co działo w trakcie rozpatrywania ponad 2800 wniosków o restytucję mienia kościelnego, a następnie tego, co się z tym majątkiem działo dalej. Jedno jest pewne – 12 osób zasiadających w komisji przez te wszystkie lata robiło wszystko, aby majątek, będący własnością Skarbu Państwa (ziemia, nieruchomości zagrabione przez komunistów albo ich ekwiwalenty) zostały przekazane w ręce kościelne, bez dbałości o prawa innych właścicieli i bez dbałości o interesy społeczne, samorządów miast, wsi, powiatów. Raz podjęta decyzja, raz przekazany majątek znikał w przysłowiowej „czarnej dziurze, ponieważ nie istniała żadna instancja odwoławcza od decyzji, postępowania były tajne, a wyceny majątku w wielu przypadkach brane z sufitu, co pokazały szeroko opisywane sprawy na warszawskiej Białołęce, w Świerklańcu, czy w Krakowie. Dlatego informacja, że Centralne Biuro Antykorupcyjne znalazło aż 11 przypadków podejrzanych, na ponad 2800 spraw jest po prostu czystą grą na zasadzie zatkania mediom ust. Dodatkowo w sprawie działań komisji toczą się obecnie 2 (słownie: dwa) śledztwa prokuratorskie.

 

Continue Reading →

Skutki zaniechania

Kiedy Donald Tusk konstruował swój rząd w 2007 roku, wydawało się, że Bogdan Klich będzie, obok Grzegorza Schetyny, Bogdana Zdrojewskiego i Jacka Rostowskiego, jego najsilniejszym punktem. Niestety, nie jest i na tej ocenie wcale nie ważą sprawy katastrof samolotowych.

Stanowisko ministra, szczególnie konstytucyjnego, ma wymiar polityczny, osoba je zajmująca, poza administrowaniem resortem, ma również realizować cele polityczne. W wypadku Klicha część z tych celów jest realizowana – zaniechanie poboru, profesjonalizacja armii, Narodowe Siły Rezerwowe, czy modernizacja – choć zbyt powolna, zbyt chaotyczna. Na Wojsku Polskim jednak piętnem odciska się niedostatek środków, oraz udział w kontyngencie afgańskim. Polska już w Afganistanie swoje zrobiła, nie jest to już konieczny dla armii poligon, nasze zobowiązania zostały wypełnione, a nierównowaga korzyści i środków, jakie wkładamy w misję, szkodzi rozwojowi. Potrzebna jest decyzja – polityczna – o wyjściu z Afganistanu. I to szybka.

Wracając do odpowiedzialności politycznej; Bogdan Klich, realizując zadania rządu i przesłanie polityczne, odpowiada za poczynania swojego resortu i wszystkich zatrudnionych w nim ludzi. Na tym między innymi to polega. Dlatego, kiedy rozbił się samolot Tu-154M, pilotowany przez pilota wojskowego, z wojskową załogą, oznaczony biało-czerwoną szachownicą, minister powinien powinien złożyć swój los w ręce premiera i oddać się do dyspozycji. Donald Tusk, również zgodnie z politycznym przesłaniem, miał prawo go na stanowisku zachować, do czasu wyjaśnienia wszelkich okoliczności, dając mu prawo do obrony i chroniąc go przed atakami. Również w ramach działalności sejmowej, kiedy zostało skierowane przeciwko niemu (i rządowi) votum nieufności, obowiązkiem koalicji była obrona urzędującego ministra. Na marginesie – nie zdarzyło się w Sejmie, aby większościowa koalicja nie obroniła swojego ministra. Obrona Klicha nie umocniła jego pozycji, nie umocniła też pozycji samego Donalda Tusk, choćby przez kolejny zatarg z PSL.

Continue Reading →

Nie ma ucieczki do przodu

Dwa sondaże opublikowane przed media tego samego dnia pokazują, że Platforma Obywatelska traci poparcie. Rozpiętość wyników obu sondaży jest tak duża, że nie warto ich nawet głębiej analizować. Nie wiemy nic na temat metodologii, próby, nie mówiąc o trendzie. Po co? Najważniejsze dla przeciwników PO, rządu i Donalda Tuska jest to, że spada… Radość jest jednak przytłumiona, bo Prawu i Sprawiedliwości… nie rośnie. A nie rośnie, bo w ubiegłym tygodniu opublikowano sondaż, gdzie Jarosław Kaczyński został po raz kolejny oceniony jako polityk, który nie budzi zaufania. To też nie jest żaden trend, ale constans – Kaczyński ma twardy negatywny elektorat od lat, którego nic nie przekona, nawet to, że czarne nagle może się zmienić w białe…Trudno więc sądzić, że wyborcy PO zwrócą się ku partii, której spiritus movens jest Kaczyński.

Ale, ale… rośnie za to SLD. I to do takiego poziomu, jakiego nie miała ta formacja od lat. W jednym sondaży otrzymała 19% poparcia, co pozwoliłoby jej zapewne na wejście do rządu. Jakiego? No, to jest otwarte pytanie, ponieważ PO nie mówi nie, a Jarosław Kaczyński zawsze wprawdzie twierdził, że że „nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji”, ale czego się nie robi dla „państwa i narodu”, czyli dla władzy. Jednak byłby to scenariusz dla lewicy zabójczy, co Grzegorzowi Napieralskiemu na pewno starzy działacze wytłumaczą.

Spadek notowań Platformy tłumaczony jest złą oceną społecznego odbioru zmian dokonywanych w sprawie struktury systemu emerytalnego, czyli obcięcia środków przeznaczonych dla OFE. Ponoć zabiera się nam, przyszłym emerytom, w ten sposób cześć wypracowanych przez nas samych świadczeń i oddaje znów ZUS, czyli państwu, któremu z zasady nie wierzymy. Szkoda jednak, że nikt nie poważy się podać rzetelnych wyliczeń, ile to OFE zarobiło dla nas przez 11 lat ponad wartość lokat bankowych i oprocentowania obligacji państwowych (a nie zarobiło nic…), a także nie mówi się o tym, że ta zmiana, czyli zmniejszenie odpisu, to nic innego, jak zmiana zapisu księgowego. Więcej – OFE nadzorowane są przez Powszechne Towarzystwo Emerytalne… instytucję państwową, która sztywno określa, jaka część środków ma być reinwestowana, a jaka ma pójść na zakup obligacji.

Continue Reading →

Debata smoleńska

Debata w założeniu powinna zakończyć się konkluzjami, przyczynić się do zbliżenia jej stron, wyjaśnić wątpliwości. W polskim Sejmie jednak dawno już debata parlamentarna nie wnosi do polityki nic nowego, raczej obnaża miałkość polskiej klasy politycznej.

Wczoraj, na wniosek opozycji, dyskutowano o problemie katastrofy smoleńskiej, w kontekście ubiegłotygodniowego raportu komisji Tatiany Anodiny (MAK) i polskiej odpowiedzi, czyli medialnej i multimedialnej konferencji komisji Jerzego Millera. Debata została tak naprawdę sprowadzona, nie po raz pierwszy, do przedstawienia z trybuny sejmowej dwóch racji – tej rządowej, czyli platformerskiej i opozycyjnej, czyli pisowskiej. W tle racji czysto politycznych, a raczej politykierskich, stał problem naszych relacji z Rosją. Takie postawienie sprawy spowodowało to, że najrozsądniejsze wypowiedzi padały z ust posłów lewicowych, Marka Borowskiego i Andrzeja Celińskiego, a także, jak zawsze po chłopsku rozsądnego, Stanisława Żelichowskiego.

Premier był przygotowany do dyskusji politycznej, doskonale zdawał sobie sprawę, co może go czekać, dlatego szczegóły dotyczące katastrofy smoleńskiej zostawił swoim ministrom, sam natomiast swoje wystąpienie rozpoczął od ataku politycznego. I tak jak w trakcie swojego wystąpienia powiedział, że rządowi chodziło o to, aby „wygrać prawdę o Smoleńsku, wygrać pokój w relacjach międzynarodowych i wygrać pokój w demokratycznym sensie ustrojowym” , tak wygrał również na samym początku starcie polityczne z opozycją. Przedstawił, na zasadzie kontrastu, to, że rząd chce wygrać całą prawdę o Smoleńsku, co w związku z trudnymi relacjami z Rosją nie jest łatwe, opozycja natomiast buduje swoją pozycję polityczną w oparciu o tezy zamachu.

Continue Reading →

Raport i dyplomacja

Histeria, jaka się rozpętała po opublikowaniu raportu moskiewskiej komisji MAK pod kierownictwem Tatiany Anodiny, nawet jak na warunki polskie, jest niesłychana. Rosjanie nie uwzględnili polskich uwag (choć zostały one zamieszczone, w formie załącznika, a więc są częścią raportu), nie uwzględnili informacji o błędach i zaniechaniach kontrolerów na lotnisku Siewiernyj, napisali o polskim pijanym generale, naciskach na załogę tupolewa, i do tego śmieli pouczać Polaków, jak latać, jak szkolić pilotów i jakich procedur przestrzegać. Polska została „obrażona, spostponowana, wydana na pośmiewisko”, nie mówiąc, że oszukana.

Tylko, że jeżeli się posłucha i poczyta specjalistów, a nie polityków i ich medialnych pomagierów, to okazuje się, że większość, może nawet 90% raportu, nie odbiega od prawdy, informacji powszechnie już znanych, choćby z wydanych książek, będących dziennikarskimi śledztwami. Co więcej, nie jest to publicystyczna powiastka do czytania przy kominku, ale solidny materiał podbudowany załącznikami, analizami, protokołami. I wbrew pozorom, nie przesądzający o winie kogokolwiek, choć oczywiście nie oddający całości zagadnień. To rosyjski punkt widzenie, zrobiony w interesie politycznym Rosji. Teraz czas na nasze, polskie, własne ustalenia komisji Jerzego Millera i dochodzenie polskiej prokuratury. Czy będą rzetelne? Mam duże wątpliwości, patrząc na tę histerię.

Ustalenie przyczyn katastrofy ma wymiar nie tylko techniczny i organizacyjny, ale głównie polityczny. Od momentu kiedy Donald Tusk przyjął rosyjską propozycję procedowania według Konwencji Chicagowskiej, nabrało to nie tylko wymiaru prawnego i organizacyjnego, ale również politycznego. Szkoda, że premier zdał sobie z tego sprawę dość późno, ponieważ Władimir Putin zapewne wiedział to od samego początku. Z perspektywy czasu widać jednak (również wyciągając wnioski z zachowania komisji MAK), że był to jedyny możliwy do przyjęcia wariant. Jeżeli ustalono by procedowanie na podstawie tak chętnie przywoływanego przez niektórych komentatorów, polityków i prawników polsko-rosyjskie porozumienia w sprawie ruchu samolotów wojskowych i wspólnego wyjaśniania katastrof, to jestem przekonany, że zarówno komisje polska i rosyjska, jak i prokuratury nie doszłyby do porozumienia. A Rosjanie mieliby argument do przeciągania sprawy i procedowania własnym torem – nawet bez polskiego udziału. A tak, uznając, że raport nie jest pełny i do końca rzetelny, pozostaje nam dalej możliwość negocjacji i konsultacji z Moskwą, w ostateczności odwołania się do międzynarodowej organizacji lotniczej.

Continue Reading →

Infrastrukturalny zaścianek

Infrastruktura jest jednym z najważniejszych mierników rozwoju państwa, a inwestycje w nią wskaźnikiem bogactwa. W Polsce jest z tym źle, a w niektórych dziedzinach – tragicznie źle.

W ostatnich latach mieliśmy kilka przypadków tzw. blackoutu, czyli awarii sieci energetycznych na znacznych obszarach, m.in. pod Szczecinem, czy na południu Polski. Usuwanie awarii trwało wiele dni. I nie tylko przyczyny naturalne były ich powodem. Stan polskich sieci elektroenergetycznych, szczególnie tych średniej i małej mocy przesyłowej, jest tragiczny. Nierzadko instalacje mają 40, nawet 50 lat. I w przypadku, kiedy awaria, spowodowana choćby oblodzeniem, dotknęłaby większy obszar, grozi to, na zasadzie domina, awarią może nawet całego systemu przesyłowego. A podniesienie takiego systemu to nie jest kwestia godzin, ale dni, może nawet tygodni. To wielomiliardowe straty – każdego dnia.

Podobnie jest z polskimi kolejami. Ostanie zawirowania na polskiej kolei, związane ze zmianami rozkładu i konfliktami pomiędzy poszczególnymi gestorami linii kolejowych, spółkami kolejowymi, to tylko tak naprawdę błędy ludzkie. Dużo poważniejszym problemem jest dekapitalizacja majątku kolejowego, zarówno taboru, jak przede wszystkim infrastruktury. W Polsce prowadzi się kilka poważnych inwestycji modernizacyjnych szlaków kolejowych, na przykład na trasie Warszawa – Gdańsk, ale jednocześnie zaniedbuje się inne, nie wydatkując środków na utrzymanie stanu linii. Polska wydaje 0,08% środków PKB na utrzymanie przewozów kolejowych na tym samym poziomie (Węgry – 0,48%, Francja – 0-21%). Jednocześnie wydajemy tylko 4 euro rocznie na 1 km szlaku na samą modernizację, kiedy w Wielkiej Brytanii jest to 169 euro, a w Belgii 432 euro! Oznacza to, że polska kolej nie ma szans na wyjście z zapaści. Kosmetyczne zabiegi wokół dworców i kawa na peronach to tylko maskowanie rzeczywistego stanu polskich kolei. A rzecz nie tylko w tym, aby lepiej i szybciej przewozić pasażerów, ale również bezpieczniej. W ostatnich latach uniknęliśmy cudem kilku tragicznych katastrof kolejowych.

Continue Reading →

Widmo totalitaryzmu

Widmo krąży po Polsce – widmo totalitaryzmu. Tak przynajmniej, nawiązując do klasyka marksowskiego z XIX wieku, twierdzi wielu prawicowo-narodowych komentatorów, a także część z tych z lewej strony sceny politycznej.

To widmo ma oczywiście unoszące się na nieboskłonie oblicze Donalda Tuska, stojącego na czele monopartii Platformy Obywatelskiej, a ideologią tej formacji ma być… naddatek demokratycznej władzy, jaką PO zdobyło. Platforma według wieszczących powinna pozbyć się części, a może i większości władzy, scedować ją na tych, którym się ona należy bardziej. Mandatem do jej przejęcia ma być katastrofa smoleńska, która w „oczywisty” sposób obciąża rząd Donalda Tuska. Partia, która ma w polskim Sejmie 40% mandatów, jest postrzegana jako zagrożenie polskiej demokracji. I wszystko to pomimo tego, że choć od roku 2007 Platforma Obywatelska wygrała czterokrotnie (łącznie z wyborami prezydenckimi), to jak do tej pory ani razu tak, aby zdominować scenę polityczna.

Zwolennicy teorii totalitaryzmu Platformy Obywatelskiej zwracają uwagę na to, że jej władza pozbawiona jest kontroli. To dość śmiałe stwierdzenie, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że nigdzie, i na szczeblu centralnym, jak i na regionalnym, PO nie sprawuje rządów samodzielnie. Są to z reguły koalicje, z Polskim Stronnictwem Ludowym, SLD, nawet z Prawem i Sprawiedliwością, czy z komitetami lokalnych działaczy politycznych i samorządowych. To jest ta właśnie kontrola, zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna. A poza tym najlepszą kontrolą i weryfikacją obywatelską w demokracji są wybory. Demokratyczne, otwarte i jak do tej pory nikt ich wyników nie kwestionował.

Może jednak Platforma Obywatelska rzeczywiście ma za dużo, że wiele instytucji i agend jest przez nią kontrolowanych?

Platforma rządzi. Ale nie rządzi sama, ale w koalicji z ludowcami Waldemara Pawlaka. Że to partia dużo mniejsza? Tak, oczywiście, ale bez niej rząd mniejszościowy i mniejszość sejmowa nie miałaby żadnych szans na prowadzenie skutecznego zarządzania państwem. Z racji większości PO obsadziła stanowiska marszałka Sejmu i Senatu. Zgodnie z obyczajem parlamentarnym. Bronisław Komorowski został wybrany na urząd Prezydenta RP, w trybie wyborów w dwóch turach, po ciężkiej walce. Demokratycznej walce. Obserwatorzy zgodnie twierdzą, że było mu trudniej wygrać z Jarosławem Kaczyńskim, niż gdyby na jego drodze stał tragicznie zmarły jego brat, urzędujący do 10 kwietnia Lech Kaczyński.

Continue Reading →

Prawybory dublerów

Od kiedy wiadome się stało, że Donald Tusk nie będzie startował w wyścigu prezydenckim, napięcie w Platformie Obywatelskiej wyraźnie opadło. Tak, scenariusz rewanżu za o rok 2005, rok dwu porażek wyborczych były pociągający i taki naturalny. Upokorzenie przeciwnika politycznego do końca i wyeliminowanie go ze sceny politycznej na zawsze (nie PiS-u, jako formacji, ale jej szefów, braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich) było, i jest dalej, kuszące. Tusk jednak wybrał inny scenariusz, jest gotów oddać splendor stanowiska za realną władzę.

Niektórzy zarzucają Donaldowi Tuskowi, że rezygnacja z kandydowania na fotel prezydenta RP jest przykładem myślenia kategoriami partyjnymi. Jakoby jego wybór podyktowany był nie rzeczywistą chęcią prowadzenia rządu i realizowania trudnej, znojnej i niewdzięcznej działalności reformy państwa, lecz obawą utraty panowania nad partią, która dość naturalną drogą mogłaby trafić pod twarde panowanie Grzegorza Schetyny, który przecież nie jest pozbawiony ambicji politycznych i osobistych. Jeżeli natomiast ster partii trafiłby w inne, słabsze ręce, to z kolei mogłoby to zaowocować wzrostem nie do końca pożądanych dyskusji wewnętrznych, frakcyjnością, może nawet secesją części członków, czy rozłamem.

Jednak decyzja Donalda Tuska jest logiczna. System demokratyczny opiera się właśnie na partiach politycznych, z jednej strony jako emanacja polityki, z drugiej strony jako organu przedstawicielskiego wyborców. Jeżeli Tusk pozbawiłyby się panowania nad partią i oddałby ją w inne ręce, jaką by miał możliwość oddziaływania politycznego na Sejm, ten główny organ legislacyjny państwa? Tylko silna partia, silna w parlamencie pozwoli mu na realizację planów.

Continue Reading →

Kanclerz

Kanclerzem w polskiej polityce zwano do tej pory tylko jednego polityka, Leszka Millera, który w roku 1997 stanął na czele superministerstwa  Spraw Wewnętrznych i Administracji, w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza. Teraz kanclerzem pragnie zostać Donald Tusk – i to kanclerzem w pełni tego słowa znaczeniu, takim, który skupia w swoich rękach pełnię władzy. A Polacy, gardłując o demokracji, tęsknią do czasów marszałka Józefa Piłsudskiego, który przecież miłośnikiem demokracji raczej nie był. A Po noweli sierpniowej Konstytucji marcowej, w roku 1926, znalazło to nawet wymiar ustrojowy przypieczętowany niedemokratyczną konstytucją z kwietnia 1935 roku.

Donald Tusk nie ukrywa, że system silnej władzy premiera i rządu jest dla niego celem, ale i środkiem ku wzmocnieniu państwa. Ten sygnał został wysłany do polityków i społeczeństwa, kiedy w ubiegłym roku pojawiły się propozycje zmian w Konstytucji RP, autorstwa PO. I szkoda, że komentatorzy tak krytykujący postawę premiera, oraz jego dość złośliwe uwagi, że woli realną władzę od żyrandoli i mieszkania w Pałacu Namiestnikowskim, nie zauważyli, że było to czytelny sygnał, co Tuska interesuje w rzeczywistości. Piszący te słowa również…

Donald Tusk ogłaszając swoją decyzję o niekandydowaniu na urzęd prezydenta, z jednej strony wyszedł poza wymiar bieżącej polityki, z drugiej strony pokazał, że prezydentura w Polsce nie jest czymś, co może pociągać polityków z krwi i kości, a więc takich, którzy chcą rządzić, mieć realną, sprawczą władzę. Piastując stanowiska premiera, jednocześnie staje się czymś w rodzaju arbitra bieżącej polityki, a także kandydatów w wyścigu prezydenckim. To jego opinie i jego poparcie będzie teraz kluczowe, dodatkowo wzmocnione przez głos i zaplecze organizacyjne Platformy Obywatelskiej. Doskonale odebrał to Andrzej Olechowski, który jeszcze kilka tygodni temu kokietował lewicę, a dzień po ogłoszeniu decyzji przez Tuska, zaoferował swoje niewątpliwe walory polityczne znów na usługi PO. Nie zabrzmiało to jednak godnie…

Continue Reading →

Rezygnacja Donalda Tuska – uwagi na marginesie

Zostawmy na boku dość płytkie, doraźne dywagacje, kto zastąpi Donalda Tuska w imieniu Platformy Obywatelskiej w wyścigu prezydenckim. Nie dlatego nawet, że są one nudne, ale dlatego, że to co się dzieje w umyśle premiera i jaką ON podejmie decyzję, nie wie nikt, może poza jego żoną, Małgorzatą. Nie wie tego jego otoczenie, minister Tomasz Arabski, czy powiernik i szara eminencja KPRM, Igor Ostachowicz, nie wie tego na pewno także Grzegorz Schetyna. I nie należy również wierzyć Januszowi Palikotowi, że dojdzie dla jakiś prawyborów w ramach partii. Donald Tusk zdecyduje, kto w imieniu i przy poparciu PO będzie kandydował w listopadzie tego roku, a następnie przekona swoich partnerów, że jego pomysł i droga jest najlepsza. I tak będzie ze wszystkimi decyzjami w PO, do czasu, kiedy nie okaże się, że się pomylił. A władcy absolutni zawsze kiedyś się mylą…

Ciekawszym zadaniem jest rozbiór tego, co stało za decyzją Donalda Tuska zrezygnowania się z ubiegania o fotel prezydencki i ciepłą, najprawdopodobniej 10-letnią, posadę. Wydaje się, że decyzja została podjęta pod wpływem wielu czynników, które składają się na bardzo logiczną całość.

Jest oczywiste, że Donald Tusk patrzy w sondaże i kieruje się także (ale nie głównie) politycznym PR. To naturalne w przestrzeni politycznej XXI wieku i jeżeli ktoś mówi, że jego motywacją i jego celem jest tylko dobro narodu i społeczeństwa, to znaczny, że mamy do czynienia z idiotą, lub łgarzem, a zapewne z jednym i drugim. Polityczny PR i umiejętność narracji politycznej to kanon na szczeblu wielkiej polityki. Donald Tusk ma wyniki sondażowe niezmiennie znakomite, od wielu lat i nic nie jest ich wstanie pogorszyć. Ani ataki opozycji, ani kryzys gospodarczy, ani tak zwana afera hazardowa, sprowokowana przez jego współpracowników i wywołana przez Mariusza Kamińskiego i jego CBA. Słupki stoją, poparcie niemalże constans, droga ku Pałacowi Namiestnikowskiemu prosta i pozbawiona przeszkód.

Continue Reading →

Huśtawka, czy zjeżdżalnia?

Poszczególne gazety, portale internetowe, stacje telewizyjne i radiowe mają swoje ulubione ośrodki badania opinii publicznej, zwane w skrócie „sondażowniami”. W zależności od potrzeb zamawiane są w nich badania, na określony temat, w określonym czasie. Wyniki są przedstawiane, z reguły w aurze niezależnych badań naukowych, a potem są komentowane szeroko przez inne stacje, gazety, portale, aż do momentu, kiedy nie pojawi się następny sondaż, na temat podobny… i tak się kręci.
Nikt się nie pyta o podstawy badania, grupę badaną, metodologię, a już o sprawdzenie trendów w czasie jest wyjątkową rzadkością. Liczy się dziś i jutro – plus ekstrapolacja wątpliwej jakości wyników na bieżącą politykę, realizowana przez równie niezależnych i profesjonalnych komentatorów, jak owe wyniki.

Są oczywiście „sondażownie”, których metody badań są wiarygodne, a wyniki sprawdzalne i potwierdzające się, ale stara, dobra prawda mówi, że w przypadku sondaży ich wyniki analizuje się ex post, czyli po wyborach, ponieważ najlepszym sondażem są same wybory.

Ostatnio pojawiło się kilka sondaży popularności (poparcia?) dla partii politycznych, które musiały doprowadzić do skoku ciśnienia polityków dwóch największych konkurentów na polskiej scenie politycznej, PiS i PO. Pierwszy opublikowany podał, że poparcie dla PO spadło z niemal 50% do 37%, a PiS otrzymał w nim aż 28%, co daje różnicę już tylko 9%. Można by powiedzieć – konkurent już w zasięgu wzroku, a nawet strzału. To musiało Donalda Tusk i innych polityków Platformy mocno zaniepokoić. A Jarosław Kaczyński zapewne rozparł się w swoim fotelu w siedzibie partii na Nowogrodzkiej, przypominając sobie, że jednak ten w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera, może i bardziej gorący, ale za to bardziej kuszący…

No niestety… następnego dnia ukazały się inne sondaże, z których ewidentnie wynikało, że dystans 20% pomiędzy PiS i prowadzącą PO jest dalej utrzymywany, a wynik wskazuje, że gdyby doszło do wyborów, to partia Donalda Tuska jest bliska uzyskania uzyskania 23o głosów, i jeszcze kilku, dających im prawo do samodzielnego stworzenia rządu. Powietrze z baloników w PiS uszło, a politycy PO odetchnęli. Czy jednak słusznie?

Continue Reading →

Ideologia in vitro

Temat in vitro nie jest w Polsce problemem medycznym. Wskazania medyczne, lecznicze tej metody sztucznego zapłodnienia, są w naszym kraju na samym końcu, po zagadnieniach ideologicznych i politycznych. Debata o zapłodnieniu pozaustrojowym toczy się obok środowiska lekarskiego i naukowego, a dodatkowo z całkowitym pominięciem opinni tych najbardziej zainteresowanych, czyli kobiet i par, które nie mogą mieć dzieci w drodze zapłodnienia drogą naturalną.

Platforma Obywatelska, a właściwie jej szef, Donald Tusk, dodatkowo także premier rządu, który jest odpowiedzialny za politykę zdrowotną państwa wobec obywateli, jak zwykleumywa ręce. Jak przy wszystkich sprawach trudnych. Jak pamiętamy, Donald Tusk po zakończeniu prac tak zwanej komisji Gowina, mającej opracować regulacje prawne dotyczące zagadnień bioetycznych, której nie udało się znaleźć konsensu, zezwolił na pracę nad dwoma równoległymi projektami poselskimi – właśnie Jarosława Gowina i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Projekt posłanki Kidawy-Błońskiej dopuszcza możliwość tworzenia zarodków nadliczbowych, ich mrożenie i selekcję przed implantacją do organizmu kobiety. Według jej projektów metoda in vitro ma być dostępna również dla par żyjących w konkubinacie. Jej propozycja jest również bardziej dopracowana pod względem prawnym, ponieważ od razu znalazły się w niej projekt ustawy bioetyczne, nowela ustawy o pobieraniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów oraz nowela kodeksu rodzinnego. Projekt autorstwa Jarosława Gowina, zakładający mnożenia i mrożenia zarodków, prowadzi do tego, że kobieta za każdą próbą zapłodnienia będzie musiała przechodzić terapię hormonalną. Jednocześnie jego projekt zakłada zakaz diagnostyki preimplatacyjnej, że może prowadzić do znacznych uszkodzeń płodów i zwiększonej liczby poronień.

Donald Tusk nie potrafi opowiedzieć się za jednym projektem, posłanki Kidawy-Błońskiej, ponieważ naraziłoby to go na konflikt z Kościołem Katolickim. To jest dla niego nie do pomyślenia, w kontekście zbliżających się wyborów. Takie postawienie sprawy oznacza, że projekt Jarosława Gowina (projekt posła PiS, Bolesława Piechy nie ma szans) zostanie poparty nie tylko przez część posłów PO, ale również przez posłów PiS i PSL. Nie muszę chyba specjalnie pisać, co to oznacza dla kobiet, dla dziesiątków tysięcy par, szczególnie tych, które nie będzie stać na wyjazd za granicę…

Continue Reading →

Premier, czy prezydent?

Dobrze, że Jan Krzysztof Bielecki odszedł z banku Pekao SA. Media mają kilka dni na „grzanie tematu”, Platforma Obywatelska ma trochę oddechu od nacisków w sprawie afery hazardowej i nowej, tak zwanej afery czorsztyńskiej.

Odejście Bieleckiego z drugiego co do wielkości banku w Polsce jest faktem i spekulacje, dlaczego tak się stało, nie mają już większego sensu. Sprawdził się na tym stanowisku, tak jak wcześniej sprawdził się jako dyrektor w EBOiR, a jeszcze wcześniej jako krótkotrwały premier. To nie był typowy bankier, raczej ekonomista, co pozwoliło mu na szersze spojrzenie na działalność banku i może dzięki temu utrzymał on w czasie ostatniego kryzysowego roku stabilną pozycję, pomimo, że jego macierzysta jednostka, włoskieUnicredito, przeżywało duże zawirowania.

Bielecki, kolega premiera Donalda Tuska z Kongresu Liberalno-Demokratycznego nie odszedł daleko od polityki i był, szczególnie w ostatnich miesiącach, bliskim doradcą. Jak bliskim, nie wiemy, ale mówi się, że obok szarej eminencji Kancelarii Premiera, Igora Ostachowicza, osobą premierowi najbliższą. To on ponoć stał za decyzją gwałtownych ruchów personalnych, po odpaleniu przez media afer stoczniowej i hazardowej. I to on poradził przesunięcie Grzegorza Schetyny do Sejmu.

Premiera Tuska otacza układ. Tak, jest to układ koleżeński, tkwiący korzeniami w Trójmieście, a jego najmocniejszym i najważniejszymi elementami są właśnie Jan Krzysztof Bielecki i Wojciech Duda. A uzupełnia ich wspomniany warszawiak, Igor Ostachowicz. To w tym składzie zapadają strategiczne decyzje personalne, polityczne, wewnętrzne decyzje partyjne.

Continue Reading →

Konstytucyjna zagrywka premiera

Kiedy na początku roku trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Zoll, Marek Safjan i Jerzy Stępień, działających w ramach konwersatorium „Doświadczenie i Przyszłość” wydało oświadczenie wzywające do szybkiej zmiany Konstytucji RP, w części, która dotyczy spraw związanych z kompetencjami, zadaniami i podziałem władzy wykonawczej, byłem przekonany, że rząd i premier jednak nie odważą się na podjęcie tego tematu. Okazuje się jednak, że polityczna chęć ucieczki do przodu i rozpoczęcie kampanii wyborczej (prezydenckiej) zmusiła go do działania. Zresztą o tym, że Donald Tusk będzie chciał zająć się zmianami w Konstytucji RP, byłem przekonany już w momencie, kiedy objął ster rządów w Polsce. Logika polityczna, polska logika, która kazała głosem wyborców co cztery lata (a czasem częściej) zmieniać ugrupowanie rządzące, nie przystaje do wymogów państwa, które chce dynamicznie się rozwijać, ale spokojnie, bez wstrząsów i ciągłych zawirowań.

O konieczności zmiany założeń Konstytucji RP w dziedzinie władzy wykonawczej piszę od co dwu lat, skłaniając się zdecydowanie ku modelowi kanclerskiemu, wzorowanemu na rozwiązaniach niemieckich. Jest dla mnie jasne, że Polska potrzebuje nowych regulacji w dziedzinie prawa konstytucyjnego, tworzenia prawodawstwa, podziału i struktury władzy wykonawczej i ustawodawczej.

Zmiany założeń Konstytucji RP w dziedzinie władzy wykonawczej,szczególnie jeżeli chodzi o zagadnienia jej struktury i podziału są dla każdego uważnego obserwatora zupełnie jasne. Po analizie systemów sprawowania władzy w Niemczech i Wielkiej Brytanii, zdecydowanie skłaniam się ku modelowi niemieckiemu podziałowi władzy, czyli systemowi kanclerskiemu, gabinetowo-parlamentarnemu. To, co wczoraj zaprezentował premier Donald Tusk w 100% potwierdza, że został właśnie przyjęty właśnie taki kierunek myślenia.

Continue Reading →