Droga lewicy

Od lat słyszę słowa – „Polska lewica szuka swojej tożsamości”, „Polska lewica musi zbudować nowy program”. Dziś w porannej audycji radiowej usłyszałem z ust europosła Marka Siwca, że lewica powinna się „przedefiniować”. Co te wszystkie wezwania i hasła oznaczają – nie wiadomo. A właściwie wiadomo – nic nie oznaczają, tak jak dziś puste są ideowe i ideologiczne hasła.

Polityka XXI wieku jest eklektyczna i raczej mało synergiczna. To mieszanka różnych poglądów, idei, kalek z minionych czasów. Nie ma nigdzie w świecie (poza totalitarną Koreą Północną, kruszącą się z komunizmu Kubą i poddanemu władzy ajatollahów Iranowi) krajów o czystej ideologii państwowej. Nie ma państwa, gdzie partia rządziłaby trzymając się doktrynalnie ideologii. W świecie rządzi post-polityka, poddana naciskom ekonomicznym, a post-ideologie są wszędzie marginesem. Nawet tak nośne społecznie, jak ruchy anty- i alterglobalistyczne.

W głównym nurcie politycznym klasyczna tożsamość lewicowa, realizowana w sferze ekonomicznej, już dawno umarła. W Polsce umarła wraz z wprowadzeniem reform gospodarczych Leszka Balcerowicza, prywatyzacją gospodarki i rozpadem struktur państwowych gospodarstw rolnych, osłabieniem roli związków zawodowych. W Europie koniec prawdziwej, klasycznej myśli socjaldemokratycznej nastąpił wraz z sukcesem tak zwanej trzeciej drogi Blaira, czyli połączenia neoliberalizmu gospodarczego z polityką socjalną. Tożsamość lewicowa może być realizowana tylko w sferze światopoglądowej i kulturowej. Tylko czy jest ktoś, kto potrafi zbudować taki projekt?​

W Polsce lewica jest rozbita. Sojusz Lewicy Demokratycznej nie jest już jedyną, a nawet wiodącą siłą po tej, coraz bardziej umownej, lewicowej stronie sceny politycznej. Dziś za lewicę uchodzi formacja Janusza Palikota, która jest tak naprawdę mieszanką obyczajowej i kulturowej lewicy i liberalizmu ekonomicznego. Tymczasowo Palikot przyciągnął do siebie ludzi prezentujących poglądy alterglobalistyczne (Ruch Wolnych Konopi, czy Piotra Ikonowicza), ale jest to raczej taktyczne posunięcie, a nie strategia zdobywania pola politycznego. SLD pozostał przy elektoracie postkomunistycznym, roszczeniowym, częściowo związkowym, ale nie udało mu się do niego przekonać młodego, inteligenckiego, rozwojowego elektoratu dużych miast. Ten zakotwiczył się głównie w pobliżu rządzącej Platformy Obywatelskiej. I co ciekawe – SLD jest dziś partią prawie równie konserwatywną obyczajowo i światopoglądowo jak Prawo i Sprawiedliwość. Symptomatyczne było odejście do Ruchu Palikota tuż przed wyborami feministki Wandy Nowickiej i działacza gejowskiego, Roberta Biedronia.

Continue Reading →

Destrukcje

Jeżeli spojrzeć realnie na miejsce Prawa i Sprawiedliwości na polskiej scenie politycznej, to widać wyraźnie, że jest to miejsce na jej marginesie. Jeżeli spojrzeć na polską prawicę (konserwatywną, chadecką) i jej rolę w polskiej polityce, to widać równie wyraźnie, że też jest to margines. A jeżeli zdiagnozować, kto jest temu winien – to winnym jest Jarosław Kaczyński.

Pomimo, że klub sejmowy Prawa i Sprawiedliwości liczy w tej chwili 137 posłów (18. odeszło do klubu Solidarna Polska), to nie ma on praktycznie żadnej szansy wpływu na to, co się w Sejmie dzieje. Pozostałe kluby opozycji będą współpracowały z PiS tylko ewentualnie w sprawach ideologicznych, wąsko rozumianych. W ważnych sprawach ekonomicznych, czy dotyczących administracji państwa – PiS nie będzie miał możliwości zawierania koalicji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Jarosław Kaczyński świadomie ustawił swoją partię nie na pozycjach opozycji, lecz na pozycji anty systemowej, jak to zgrabnie jest określane – anty establishmentowej.

Widać to wyraźnie z listu, jaki Jarosław Kaczyński napisał i przekazał działaczom swojej formacji. Nie znajdziemy w nim programu konstruktywnego rozwoju, czy projekcji wizji państwa, która by polemizowała z Donaldem Tuskiem i jego pomysłami na Polskę, lecz program walki i obrony. Kaczyński chce bronić samych wyborców przed… politykami, ma zamiar bronić tradycji, Kościoła katolickiego, demokracji (?), nie chce dopuścić myśli o euro, także chce bronić kultury, polskiej wsi, a także polskiej suwerenności. Przed kim chce bronić, nie bardzo wiadomo, ale należy się domyślać, że przed Donaldem Tuskiem. A jak ta obrona ma przebiegać, już się właściwie nie dowiadujemy. Brutalną prawdą jest to, że bez Ludwika Dorna Jarosław Kaczyński nie ma żadnych pomysłów. Eryk Mistewicz, specjalista marketingu politycznego twierdzi w jednym z wywiadów, że PiS pod przewodnictwem Jarosław Kaczyńskiego jest prawicą XIX-wieczną. Sądzę, że dziś jest to partia i polityki bez żadnej idei.

Continue Reading →

Zarządca, nie wizjoner

Wczorajsze wystąpienie Donalda Tuska w Sejmie nie było klasycznym expose, w którym premier przedstawia wizję rządzenia państwem na najbliższe cztery lata kadencji. Było to jednak najlepsze expose na te kryzysowe czasy, skierowane do obywateli i posłów, ale również do banków, funduszy inwestycyjnych, agencji ratingowych. To było wystąpienie, mające pokazać, że rząd panuje nad sytuacją ekonomiczną państwa. Na projekty, plany rozwojowe i reformy przekrojowe przyjdzie czas, kiedy kryzys paneuropejski zostanie opanowany.

Poprzednie expose, cztery lata temu trwało trzy godziny i siedem minut, co było rekordem polskiego parlamentu. Było pełne dobrej atmosfery i pozytywnej energii, emanującej z Donalda Tuska. Takie było wówczas zapotrzebowanie społeczne po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości. Można było w nim znaleźć wszystko o wszystkim – było o gospodarce, infrastrukturze, polityce zagranicznej. Nie było jednak zaznaczonej sprawy reformy finansów. Były za to obietnice i projekty i prośby o zaufanie. Słowo „zaufanie” wybijało się ponad inne. I choć niewiele z tamtych projektów udało się zrealizować – wyborcy zaufali jeszcze raz.

Tym razem otrzymaliśmy mniej zapowiedzi i obietnic, właściwie wcale, ale za to wiele konkretów. Wreszcie poruszono sprawy, o których przez cztery lata mówiono niechętnie. To zmiany w KRUS, wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat, likwidacja wielu przywilejów i ulg (ale w kontekście solidaryzmu społeczneg0), a także objęcie księży powszechnym systemem ubezpieczeń. To są reformy, wycinkowe, ale jednak reformy. Pomysły premiera dotyczyły sfery finansów publicznych, ale w kontekście społecznym, tak jak na przykład kwestia ulg rodzinnych, czy ubezpieczenia i opodatkowania rolników. Ten ostatni temat zapewne wywołał szczękościsk polityków koalicyjnego PSL, ale przywoływany solidaryzm społeczny będzie im kazał współpracować z Platformą Obywatelską przy tych zmianach. Inaczej miejsce PSL może przecież zająć Janusz Palikot, silniejszy w Sejmie niż Waldemar Pawlak, a swoją rękę może też dołożyć liberalny Leszek Miller. Przedłużenie wieku emerytalnego to wyższe emerytury, ale z kolei ten pomysł nie został zrównoważony pomysłem na ograniczenie tak zwanych umów śmieciowych. Wreszcie również urealniono sprawy emerytur służb mundurowych i górniczych. Nie zapomniano o sprawie rewaloryzacji emerytów, także w kontekście solidaryzmu społecznego z pobierającymi najmniejsze świadczenia. Równie dobrze przyjęto pomysł na ograniczanie ulgi prorodzinnej w zależności od dochodu rodziny i liczby dzieci.

Continue Reading →

Rząd kontynuacji czy przełomu?

Po przedstawieniu przez premiera Donalda Tuska składu nowego rządu, komentatorzy i politycy wydają się być zawiedzeni. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, których by wcześniej nie odkryli dziennikarze, łącznie z nominacją filozofa (ale doktora politologii) Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości.

Próbuje się temu rządowi przydzielić różne etykiety – polityczny, autorski, rząd hegemona, czy nawet, jak to określił sam premier, rząd zderzaków (przed skutkami kryzysu). Chyba najtrafniejsze określenie to rząd zadaniowy. Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ponieważ poprzedni nie rozleciał się, lecz stabilnie dotrwał do końca kadencji, ale raczej z kontynuacją. To rząd, gdzie najważniejsze resorty (finansów, skarbu, gospodarki, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych, administracji i cyfryzacji, obrony, spraw zagranicznych) z punktu widzenia interesów gospodarczych państwa pozostały nienaruszone, lub są prostą kontynuacją poprzez awansowanie sekretarzy i podsekretarzy stanu na stanowiska ministrów konstytucyjnych. Jest oczywiście także wymiar polityczny, związanie z premierem i rządem pewnych ludzi i frakcji politycznych Platformy Obywatelskiej – tym są nominacje konserwatysty Gowina do MS i lewicującego Bartosza Arłukowicza, który objął resort ochrony zdrowia. Ukłonem w stronę parytetu płci jest nominacja Joanny Muchy, ale znający ją wiedzą, że nie jest to osoba słaba i nie będzie li tylko ozdobnikiem gabinetu Donalda Tuska.

Rząd pozostanie centrum legislacji państwa, szerzej – głównym centrum władzy. Premier, mający niepodważalną legitymację rządzenia, a także silną pozycję w swojej partii, doprowadził do znacznego osłabienia prezydenta w roli władzy wykonawczej, nic nie zabierając prestiżowi tego urzędu, a przede wszystkim osłabił rolę Sejmu. Nominacja na stanowisko marszałka Sejmu całkowicie oddanej Donaldowi Tuskowi Ewy Kopacz jest tego koronnym dowodem. Spójność klubu PO w Sejmie potwierdza alians premiera z jego szefem, Rafałem Grupińskiem, stronnikiem Grzegorza Schetyny. To każe inaczej patrzeć na sprawę samego byłego marszałka. Również podział ról w rządzie wskazuje, że premier chce trzymać władzę w swoich rękach, prawdziwe centrum dowodzenia jest w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Wskazuje też na to wzmocnienie pozycji Tomasza Arabskiego, który nie tylko pozostał szefem kancelarii, ale również został szefem Komitetu Stałego RM. To poważna funkcja, warto sobie przypomnieć jak ważną rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego odgrywał Przemysław Gosiewski.

Continue Reading →

Integracja, erozja, czy rozpad?

No i stało się, jak przewidywałem kilka tygodni temu, Zbigniew Ziobro doprowadził do rozłamu. Na razie jest to rozłam w klubie parlamentarnym, nie partii, o czym należy pamiętać. Klub pod nazwą „Solidarna Polska”, składający się z 16 posłów i jednego senatora PiS (dalej formalnie członków partii) oficjalnie kontestuje sposób prowadzenia partii przez Jarosława Kaczyńskiego i wzywa do przyjęcia z powrotem Zbigniewa Ziobro, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Powołanie klubu jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu nowej kadencji to dobry ruch, ale rozłam klubu PiS-u nie oznacza wcale, że szybko powstanie nowa partia. To nie ten czas, nie ta sytuacja, która zmusiła Janusza Palikota do ciężkiej harówki i zrobienia po kraju dziesiątków tysięcy kilometrów, dla budowy zrębów nowej formacji.

Tak, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro przygotowywali się do tej sytuacji. Doskonale wiedzieli, że po wyborach, przegranych wyborach, będą marginalizowani w partii przez Jarosława Kaczyńskiego i środowisko starych „wujów” z Porozumienia Centrum. Dlatego też w kampanii wyborczej popierali wybranych, swoich, kandydatów do Sejmu i Senatu, jednocześnie umacniając kontakty z dużą częścią terenowego aktywu partyjnego i elektoratu. Bo w przeciwieństwie do grupy Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza, grupa Ziobry była osadzona w partii, a także wśród wyborców. Ziobro, Kempa… mogą pociągnąć za sobą dużą część elektoratu. Ale nie zrobią tego od razu – najpierw będą robić wszystko, aby erozja Prawa i Sprawiedliwości postępowała. Może nawet do momentu, kiedy Jarosław Kaczyński sam zrezygnuje, a na gruzach jego panowania dojdzie do unifikacji środowisk, które wcześniej PiS opuściły. To jest jednak scenariusz mało prawdopodobny, raczej neo-PiS-u nie należy się spodziewać.

Ziobro nie musi jednak już teraz zakładać partii. Nie jest ona mu w tej chwili potrzebna, ma wehikuł polityczny, czyli klub parlamentarny, a także otwarty dostęp do mediów nieprzychylnych PiS-owi. Takie szybkie powołanie partii politycznej byłoby zaprzeczeniem tezy, że jego działania są motywowane dobrem PiS-u i, szerzej, prawicy. Dziś, biorąc pod uwagę przeszłość Ziobry, poparcie mediów Tadeusza Rydzyka, jego formacja naturalnie byłaby odbierana jako partia stojąca na prawo od PiS. Przecież To właśnie były minister sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był ostoją projektu tak zwanej IV RP. Kierunek, w jakim musiałaby pójść nowa formacja, czyli narodowy katolicyzm, automatycznie by ją ulokował w niszy politycznej. Lepszym rozwiązaniem jest próba budowy szerszej, nowej platformy prawicowej, w oparciu o współpracę z PJN. Próba dokooptowania środowisk Marka Jurka, czy Janusza Korwin-Mikkego to droga prowadząca w ślepy zaułek.

Dziś właściwie nie wiadomo, jaki pomysł mają Ziobro i Kurski. Dziś ich pomysł na działanie jest podobny do tego, jaki miał z początku PJN – kontestowanie Jarosława Kaczyńskiego. To pomysł na tygodnie, nie na miesiące i lata. Jeżeli nowa grupa nie przedstawi szybko programu, idei, marszruty politycznej – to pozostanie tylko grupą „dietetyków” Sejmu i Parlamentu Europejskiego. Jeżeli Jarosław Kaczyński obroni jedność partii, szczególnie chodzi w tym przypadku o struktury terenowe, to grupa Ziobry będzie musiała powołać nową formację. Tylko, czy będzie to droga ku integracji prawicy, czy wręcz przeciwnie, dalszej jej atomizacji?

 

Azrael

​​

Prokurator jako urzędnik państwowy


Marszałek odchodzącego Sejmu, Grzegorz Schetyna, zdecydował o wygaśnięciu mandatów poselskich Bogdana Święczkowskiego i Dariusza Barskiego. Barski i Święczkowski są prokuratorami w stanie spoczynku, zgodnie z ustawą o prokuraturze. Ta ustawa jednak pozwala na kandydowanie do Sejmu, bez konieczności zrzeczenia się stanu spoczynku (odejścia z korpusu prokuratorów). Kancelaria Sejmu jednak zażądała od nich, na podstawie art. 103 ust 2. Konstytucji RP zrzeczenia się stanu spoczynku, lub mandatu poselskiego. Prokuratorzy odmówili.

Grzegorz Schetyna powołuje się na opinię Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Prokuratury, że pomimo zapisów ustawy o prokuraturze, ustawa zasadnicza reguluje to inaczej. A jak mówi artykułu 8. tejże ” 1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.”. I dochodzimy do sytuacji, gdzie obaj prokuratorzy opierają się o ustawę niezgodną z Konstytucją RP.

Mandaty zostały wygaszone, Barskiemu i Święczkowskiemu pozostaje odwołanie się do Sądu Najwyższego, co zapewne uczynią. Ten ma obowiązek rozpatrzyć ich skargę w ciągu 7 dni – czyli już po zaprzysiężeniu nowego Sejmu. Ale opinia Sądu Najwyższego nie dotyczy samej decyzji Grzegorza Schetyny, lecz tego, czy ustawa o prokuraturze jest zgodna z Konstytucją RP. Ponieważ jednak obaj prokuratorzy są dalej w korpusie, przy uznaniu jej niezgodności, tracą mandat.

Continue Reading →

Ustawianie mebli

 

Powodzenie drugiej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej, prawdopodobnie w koalicji z PSL, zależy od sprawnego współdziałania trzech ośrodków władzy – urzędu Prezydenta RP, premiera i marszałka Sejmu. Kto w tym przypadku będzie miał większą siłę, zależy w największym stopniu od zapisów Konstytucji RP, dalej od praktyki rządzenia, ale również od tego, kto będzie zajmował poszczególne stanowiska. W przypadku prezydenta i premiera, sprawa jest jasna, w przypadku marszałka Sejmu już nie.

Donald Tusk ma prawo czuć się się zwycięzcą tych wyborów. To jego osobiste zaangażowanie przyniosło taki sukces – 10% przewagi nad następną formacją. Utrzymał swoją partię przy władzy, będzie pierwszym premierem drugiej kadencji, a do tego utrzymał jedność swojej formacji. Ma w parlamencie 270 posłów i senatorów i niezależnie od podziałów wewnętrznych, jest to jego drużyna. Oczywiście, mówi się o frakcjach, czyli „spółdzielniach” Grzegorza Schetyny i Cezarego Grabarczyka, ale to jest tylko wojsko na papierze. To Donald Tusk decyduje o składzie ciał statutowych partii i obsadzie stanowisk w klubie parlamentarnym. Bliski jest w tym swojemu adwersarzowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu… Ale Tusk nie jest hegemonem i nie może całego swojego otoczenia traktować, jak cesarz podwładnych.

Jeżeli jednak PiS został pozbawiony polityków autonomicznych, to w PO tacy pozostali. Z ambicjami. Pozycja Donalda Tuska jest taka, że od niego zależy, jak te ambicje mogą być zaspokojone, lub stłumione. Wiadomo o kogo chodzi – o byłego już praktycznie marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, swego czasu najbliższego współpracownika Donalda Tuska, również bliskiego przyjaciela. Zmieniło się to po tak zwanej aferze hazardowej, kiedy Grzegorz Schetyna odszedł z rządu (został z niego usunięty), choć trudno było oskarżyć go nielojalność, a sama afera skończyła się niczym. W to miejsce weszła inna grupa osób, ale ich pozycja wobec premiera jest zupełnie inna. Teraz ma zostać zastąpiony na stanowisku marszałka przez Ewę Kopacz. Ewa Kopacz to osoba całkowicie oddana Tuskowi, bez właściwości politycznych, jakimi na tym stanowisku wykazywał się Grzegorz Schetyna.

Continue Reading →

Dalej w demokratycznym państwie

Okazuje się, że zbiorowa mądrość społeczeństwa wygrała. To ono wygrało, czy jak kto woli – wygrała Polska. A patrząc na przekrój głosów według miejsca zamieszkania i wykształcenia – wygrali ci, dzięki którym Polska może się rozwijać i którzy są i będą jej motorem napędowym.

Polska, pomimo kryzysu światowego, kryzysu UE, strefy euro i zagrożeń finansów wewnętrznych, przeżywa najlepszy okres w swojej historii. Już po 22 latach od Okrągłego Stołu zbudowano stabilną demokrację, której nie jest wstanie przewrócić nawet tak trudny kryzys instytucjonalny, jak śmierć głowy państwa. Polska ma stabilną sytuację wewnętrzną, dobre relacje zagraniczne, w tym te najważniejsze – z sąsiadami, notuje wzrost gospodarczy. To przeważyło opinię, że III RP to jest ta Polska, jakiej większość społeczeństwa oczekuje. PO osiągnęło tak doskonały wynik również dlatego, że prawica nie potrafiła pokazać alternatywy, (i nie chodzi wcale tu i PiS), a lewica jest w trakcie reorganizacji, za przyczyną Ruchu Palikota.

Wyniki z ponad 90% okręgów wskazują, że zwycięzcą jest Platforma Obywatelska, a właściwie Donald Tusk, bo tak personalistycznie jest skonstruowana polska polityka. To pierwsze zwycięstwo partii rządzącej w demokratycznej Polsce, dające powtórzenie koalicji z PSL. PSL wziął „swoje”, choć nie poszerzył swojego elektoratu. Ale ten układ zapewnia stabilność. I nie należy brać pod uwagę rojeń zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, że pogłębiający kryzys odda władzę w ręce Jarosława Kaczyńskiego. Polacy przećwiczyli populistów z Samoobrony i PiS, wiedzą, czym to pachnie. Nie dadzą się nabrać ponownie. Niemrawa dość kampania PO została w ostatnich tygodniach zdynamizowana „Tuskobusem”. I to premier może sobie samemu podziękować za wygraną…

Continue Reading →

Jak głosować?

Jednym z głównych haseł tegorocznej kampanii wyborczej było pytanie „Jak żyć, Panie Premierze?”, skierowane przez „Paprykarza”, Stanisława Kowalczyka, plantatora z Woli Wrzeszczowskiej do Donalda Tuska. Jak żyć, zależy w pewnym stopniu również od tego, gdzie żyjemy i jak jest to miejsce, kraj rządzone. Czyli, jak wybierzemy, bo „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, piszą dalej poetyką przysłów ludu z nad Wisły…

Demokracja wymaga od nas minimum wysiłku, a tym minimum może być akt wyborczy. Jak słyszę, że slogany, że „do wyborów nie pójdę, bo co to zmieni?” to oznacza to, że ktoś nie traktuje nie tylko swojego kraju poważnie, ale również siebie samego. Jeżeli celebryta, rockman Kazik informuje mnie, że na wybory nie pójdzie, jednocześnie dość często eksponując swoje poglądy w mediach, oznacza to, że ma w… czterech literach to, co w Polsce się dzieje i będzie dziać. Ma do tego prawo, ale w związku z tym niech zniknie z mediów. Jeżeli system mu się nie podoba – niech przyłoży rękę do jego zmiany. Jeżeli nie chce – to niech wykaże się odrobiną przyzwoitości i pójdzie, odda nieważny głos i opublikuje jego zdjęcie. I niech zniknie… wtedy uznam, że jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Continue Reading →

Objazdu dzień drugi

Drugi dzień rejsu autobusu Donalda Tuska i jego ekipy po południu kraju. Rejs będzie trwał aż do piątku, poza krótką przerwą na posiedzenie rządu we wtorek.

Poranek to poranny jogging wokół Błoń krakowskich, w towarzystwie posła Ireneusza Rasia i sportowców, piłkarzy, Marka Koźmińskiego i Tomasza Rząsy. Dwie rundy, premier kończy z twarzą koloru swojego czerwonego dresu, ale Marek Koźmiński, przecież sportowiec, na ostatnich nogach… Za to Katarzyna Kolenda-Zaleska z TVN jak nowa… tylko, że trasę przejechała Melexem… Po kilku minutach Tusk już odpowiada na pytania dziennikarzy na improwizowanym briefingu pod drzewem. O polityce, oczywiście…”Ja cztery lata temu też myślałem, że w Polsce można więcej osiągnąć. Nie przewidziałem kryzysu. Pamiętam, że cztery lata temu być może powiedziałem za wiele…”. Mówi także, że jeżeli wygra, to rząd czeka poważne przemeldowanie – zostanie może pięciu ministrów.

Niespełna po godzinie już następne spotkanie – Rynek Podgórski, białe miasteczko medyczne. Premier po biegu zrewitalizowany i pełen energii. Słowa do mieszkańców, a właściwie zwolenników PO. Plac, nieduży, nie jest wypełniony do końca, ale są przecież kamery, niektóre stacje dają live… Obok premiera stoi jego ekipa polityczna, nawet pojawił się poseł Jarosław Gowin i były minister ON, kandydat na senatora, Bogdan Klich. Choć raczej jest z boku, ale do zdjęcia został zaproszony. Ale tak jak w sobotę gwiazdą był Tomasz Karolak, tak dziś gra… pardon, towarzyszy premierowi znakomity aktor krakowsko-warszawski, Andrzej Grabowski…

Continue Reading →

„Polska została dziś zawłaszczona przez sondażokrację” – Wawrzyniec Konarski

Polityka w Polsce, a zwłaszcza członkostwo w którejkolwiek z izb parlamentu okazało się znakomitym biznesem, jest połączeniem działalności politycznej z konkretnymi korzyściami merkantylnymi. Z prof. Wawrzyńcem Konarskim, politologiem UJ rozmawia Azrael.

Prof Wawrzyniec Konarski, www.centrumprasowe.swps.pl

Azrael Kubacki: Panie profesorze, jak Pan ocenia tegoroczną kampanię, czy da się do niej przyłożyć jakieś schematy, szablony z poprzednich kampanii wyborczych do parlamentu?

Prof. dr hab. Wawrzyniec Konarski: W sensie formy nie jest to kampania agresywna. Są w niej złośliwości, ale nie ma to tak ostrego wymiaru, jak słynny „dziadek z Wehrmachtu”, podobnych epitetów nie możemy znaleźć w tegorocznej kampanii. Co do jakości… jednak jest trochę merytoryczna, co mnie osobiście cieszy. Retoryka smoleńska ma w niej minimalne znaczenie. Wielokrotnie wcześniej sygnalizowałem, że najlepszym sposobem dialogu jest punktowa forma wypominania rządzącym tego, czego oni nie zrealizowali, pomijając motywacje atakujących, dlatego, że jest to pewna forma dialogu, choć na dużą odległość. Debaty Tusk – Kaczyński raczej nie będzie, ale jednak pewna znamiona dyskusji pomiędzy nimi są, jeden wyraża pewną opinię, a drugi się do niej odnosi, choć oczywiście tylko wtedy, kiedy jest im to na rękę.

Jakościową zmianą w tej kampanii jest to, że praktycznie całą kampanię po stronie PO wziął na swoje barki Donald Tusk, zajmuje się nie tylko strategią, ale również taktyką jej prowadzenia. Okazuje się po raz kolejny, że PO jest wewnętrznie partią bardzo oligarchiczną, w istocie wodzowską, ale jest to przekazywane w sposób miękki do mediów. W przypadku PiS-u mamy do czynienia z władzą w partii sprawowaną w sposób całkowicie autorytarny, natomiast w przypadku Donalda Tuska mamy autorytaryzm miękki co do formy, ale za to twardy co do treści. Oczywiście, tego na zewnątrz nie widać, nici wewnętrznych powiązań są ukryte, ale patrząc na brak cyrkulacji elit wewnątrz PO, widać twarde zarządzanie partią. Jest to siła Donalda Tuska, ale również jego słabość, ponieważ on sam musi być i mózgiem i motorem swojej formacji. Zdał sobie sprawę, że na niewielu swoich ministrów i współpracowników może liczyć.

Continue Reading →

Palikot w Sejmie?

Sondaże, sondaże… wszyscy narzekają na ich jakość, ale kiedy się jakikolwiek pojawia, jest szeroko cytowany i równie szeroko komentowany. Czasem tylko zagląda się za kulisy i sprawdza, jakiej metodologii użyto i na jakiej grupie wyborców dokonano badania (manipulacji?).

Ale od pewnego czasu, od kilku tygodni we wszystkich badaniach można zauważyć prawidłowość – Ruch Palikota rośnie. Od 1% doszedł już do 6%. A są także badania, realizowane poza oficjalnymi ośrodkami badań opinii, dające Palikotowi ponad 7%. Są to badania uliczne i we wszystkich zbadanych okręgach ruch Janusza Palikota osiągnął ten poziom.

Palikot po wielu tygodniach objazdu Polski, organizacji struktur, spotkań z każdym, kto chciał się z nim spotkać, zbiera owoce. Rejestracja list w całej Polsce i stworzenie w związku z tym komitetu ogólnokrajowego odnowiło Januszowi Palikotowi także przepustkę do mediów, nie tylko do oficjalnych programów wyborczych w telewizji publicznej, ale również do programów publicystycznych.

Ruch Poparcie Palikota ma więc szansę na wprowadzenie do Sejmu kilkunastu swoich członków, zbierając głosy liberalnych obyczajowo młodych ludzi, dla których inne partie nie mają żadnej oferty. Liberalizm obyczajowy młodych Polaków jest wprawdzie nieco konserwatywny, jednak istnieje spora grupa społeczna, która nie odnajduje się w innych partiach.

Continue Reading →

Polski interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej

 

Wywiad z Włodzimierzem Cimoszewiczem, senatorem, byłym premierem, ministrem spraw zagranicznych, marszałkiem Sejmu, prawnikiem przeprowadzony dla serwisu MojeOpinie.pl

——————————————————————————————————————————————-

Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności państwa.

 

Azrael Kubacki: Panie Premierze, jesteśmy kilka dni po opublikowaniu raportu komisji badania wypadków lotniczych, pracującej pod kierownictwem min. Jerzego Millera. Czy z wyników jej prac można wysnuć szerszy wniosek o stanie państwa, dziś, w roku 2011?

Włodzimierz Cimoszewicz: Raport znam pośrednio, na podstawie tego, co mówili autorzy i o czym informują media. Wątpię, abym znalazł czas na czytanie ponad 320 stron, zwłaszcza, że prawie niczym nie jestem zaskoczony. Do wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej potrzebne są oczywiście liczne szczegółowe uwagi zawarte w tym dokumencie. Do zastanowienia się nad kondycją i funkcjonowaniem naszego państwa wystarczy sumaryczny obraz tych wszystkich błędów, zaniechań, głupoty, braku wyobraźni, lekceważenia prawa, wreszcie – braku profesjonalizmu. Z jednej strony, chciałoby się powiedzieć, że nie jest z naszym państwem tak źle, skoro stać je na tak samokrytyczne spojrzenie. To się rzadko zdarza, także w innych krajach. Z drugiej, raport mówi nam wszystkim sporo prawdy o nas samych jako społeczeństwie. Nie są to prawdy odkrywcze, ale powszechny oportunizm sprawia, że rzadko przypominane. Kult profesjonalizmu, który powoli zaczyna zakorzeniać się w młodym pokoleniu to nowość. Widać go coraz częściej na uczelniach, wśród tych studentów, którzy często uczą się równocześnie na kilku kierunkach, pracują, mają rożne,bywa że egzotyczne, zainteresowania. Widać go dość często w gospodarce. Brak go natomiast nadal w instytucjach publicznych, w polityce, w kierowaniu państwem. Stad bierze się tolerancja dla niskich kwalifikacji, bierności, lenistwa, zaniechań. Powszechną chorobą jest nasz lekceważący stosunek do rożnych reguł, obowiązków, procedur i prawa. Można to jeszcze przez 100 lat tłumaczyć zaborami i komunizmem, ale tak długo, jak rygoryzm prawny nie stanie się dla władz i osób publicznych 11-tym przykazaniem, nic się nie zmieni. Przesiąkanie polityki do służb państwowych, administracji, wojska, policji, instytucji kontrolnych etc., prowadzi do naruszania ich rzetelności i obiektywizmu, do osłabienia aktywności. Kariery zawodowe w służbie publicznej, podporządkowane politycznym mechanizmom, oznaczają często promocję braku kompetencji i zdolności. Częste zmiany personalne wywołują brak ciągłości i konsekwencji działania, co prowadzi do tego, że zamiast raz, potykamy się wiele razy na tej samej przeszkodzie. Guzy poprzedników nie bolą następców. W sumie: to co raport Millera ujawnia w wojsku, ma znacznie szerszy zasięg i powinno być podstawą do głębszego namysłu. Naprawa nie może mieć charakteru propagandowej akcji, bo niczego nie zmieni. Prawdopodobna polityczna bijatyka wokół tych spraw będzie tylko kolejnym dowodem nieodpowiedzialności polityków i ich partii.

Jak Pan ocenia, na końcu kadencji obecnego parlamentu rządy koalicji PO – PSL? Czy teza (m.in. Andrzeja Olechowskiego), rząd Donalda Tuska sprawnie zarządza państwem, ale nie rządzi, jest uprawniona? A może Polsce nie są potrzebne już radykalne reformy systemowe?

Największą zasługą tego rządu pozostaje to, że zastąpił poprzedni. Oczywistym osiągnięciem jest poprawa wizerunku Polski w świecie zarówno w wyniku zmian w sposobie uprawiania polityki zagranicznej, jak i dzięki niezłej kondycji polskiej gospodarki, zwłaszcza w czasie powszechnego kryzysu. Większość z nas czuje się lepiej w państwie, w którym rządzący nie wywołują każdego dnia jakiegoś kolejnego konfliktu, a w rządzie nie ma karykaturalnych osobników , od których roiło się w czasach PiS,LPR i Samoobrony.

To mówiąc, nie mam wątpliwości, że w niezwykle wielu ważnych sprawach ten rząd zrobił niewiele albo nic. Jest tez wiele przykładów popełnianych błędów. Rząd nie próbuje nawet inicjowania publicznej debaty o złożonych kwestiach niezbędnych zmian struktury gospodarczej, o koniecznej poważnej reformie finansów publicznych,zabezpieczającej ich stabilność i wydolność, o konieczności nowego modelu edukacji i wychowania stwarzającego szanse na wzrost tzw. kapitału społecznego będącego warunkiem sine qua non dalszego rozwoju ekonomicznego i cywilizacyjnego. Energetyka jest niebezpiecznie blisko załamania w wyniku zestarzenia się potencjału wytwórczego, a inwestycje pozostają mizerniutkie. Rola nauki w gwarantowaniu konkurencyjności naszej gospodarki nie zmieniła się o jotę. I tak dalej, i tak dalej… . Można by długo to wymieniać. To nie jest tak, że reformy już są niepotrzebne. W niektórych obszarach są niezbędne. Prawda natomiast jest, że ich zapowiedzi wywołują często alergiczną reakcję u wielu ludzi. Politycy myślący głównie w perspektywie najbliższych wyborów, wolą więc nie dotykać się do tego. Powiedziałem kiedyś Donaldowi Tuskowi, że po tym jak w pierwszym 20-to leciu transformacji stworzyliśmy niezłe funkcjonującą gospodarkę rynkową, w drugim powinniśmy pomóc jej wspiąć się o piętro wyżej pod względem nowoczesności i konkurencyjności. Niestety, nie widzę żadnych energicznych działań w tym zakresie. Polska stała się zręczniejszym graczem w UE, ale rząd pozostaje w jakimś stopniu zakładnikiem głupawej retoryki opisującej relacje z UE w kategoriach walki. Ciągle udowadnia się jak wiele przy kolejnej okazji wywalczyliśmy. Nasz fundamentalny interes wymaga wzmocnienia Unii Europejskiej, tymczasem po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego przyłączyliśmy się bezsensownie do tych, którzy nie chcieli w Europie silnego przywództwa.

Polska powinna w zgodzie z własnym i wspólnym interesem państw unijnych, wykorzystywać każdą okazję, w tym swoja prezydencję, do podnoszenia kwestii przyszłości Unii. Obawiam się, że nie mamy jednak własnej klarownej wizji.

Continue Reading →

Dobry wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Opinie na temat Trybunału Konstytucyjnego wahają się w zależności od tego, której sile politycznej jego wyrok akurat pasuje. Tym razem wszyscy wydają się zadowoleni – lub takie zadowolenie udają, robiąc dobrą minę… Jednak ten wyrok, choć przy zaskakującej liczbie zdań odrębnych, 9. na 15. sędziów, dobrze oddaje główną rolę TK jako strażnika, bezwarunkowego, Konstytucji RP. Przy okazji wzmocnił swoją pozycję, a także pozycję urzędu Prezydenta RP.

Wyrok TK w sprawie Kodeksu Wyborczego radykalnie zmienia tylko jedną rzecz w zbliżających się wyborach. Potwierdza zapisane w nim wybory z okręgów jednomandatowych do Senatu, co znacznie ciekawszymi robi wybory do izby wyższej parlamentu. Inicjatywa prezydentów miast, Dutkiewicza, Szczurka, Majchrowskiego, wspólna lista kandydatów, może zamieszać w wyborach – pod warunkiem, że będą to naprawdę osobowości. Może jest to dobry krąg, aby Senat przestał być iluzoryczną „izbą refleksji”, a stał się miejscem głosu samorządowców, przedstawicieli „małych ojczyzn”. Nie oznacza to jednak, że tego rodzaju system wyborczy powinien być stosowany w wyborach do Sejmu. System proporcjonalny daje jednak większy pluralizm.

Zniesienie zakazu billboardów i spotów telewizyjnych w trakcie kampanii (i przed nią, jak pokazała praktyka ostatnich dni…) nie jest porażką PO i zwycięstwem PiS, jak to widzą niektórzy. Jest za to potwierdzaniem prymatu marketingu nad programem i nieuzasadnionym faworyzowaniem tych, którzy mają pieniądze – ze Skarbu Państwa. To rozwiązanie zabija dyskusję merytoryczną, zamyka drogę do innych inicjatyw docierania do wyborcy i, co jest najważniejsze, stawia w gorszej sytuacji partie nie będące w Sejmie, a aspirujące do mandatów poselskich – uderza to między innymi w PJN Pawła Kowala i Prawicę Rzeczpospolitej Marka Jurka. Zakaz reklamowania się w mediach i umieszczania płacht reklamowych nie był żadnym ograniczeniem wolności słowa i dyskusji, lecz zmuszeniem partii politycznych do dywersyfikacji dyskusji i nadania jej nowej formy.

Cześć wyroku odnosząca się niekonstytucyjności dwudniowych wyborów jak sądzę była głównym powodem powodem podziału wśród sędziów trybunału. To jest według mnie ze szkodą dla demokracji, nie ułatwia wyborcom samego aktu głosowania, może zmniejszyć frekwencję. To podejście konserwatywne do litery Konstytucji RP będzie zapewne dyskutowane równie zażarcie, jak sprawa ciszy wyborczej i zakazu agitacji, są to zagadnienia z tego samego zakresu praw wyborczych, szerzej – praw obywatelskich. Za to utrzymano proponowaną w kodeksie możliwość głosowania poprzez pełnomocnika, a także korespondencyjnie. To nie tylko ukłon w stronę niepełnosprawnych, ale również emigracji. To usprawnienie systemy głosowania, a przede wszystkim większe prawa czynnego udziału w wyborach.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie będzie tym razem kontestowany i nie będzie komentowany jako działania „w imieniu i na rzecz” określonej formacji politycznej. Jest jednak sygnałem, że czas może przyjrzeć się szczegółowym rozwiązaniom Konstytucji RP. I jest również dowodem, że prawo tworzone w Sejmie pozostawia wiele do życzenia…

Azrael

Decyzje już podjęto

Naprawdę trudno przyjąć, że akcje „informacyjne” jakie prowadzi Prawo i Sprawiedliwość w internecie i realu nie są działaniami z kategorii kampanii wyborczej. Nawet propozycja obiadu, czy też śniadania z baronową Beatą Kempą z Kielecczyzny „podpada” raczej pod kampanię. Państwowa Komisja Wyborcza jednak, zamiast zająć twarde i jednoznaczne stanowisko, pogroziła tylko palcem. „Podejmowanie przez podmioty, które zamierzają uczestniczyć w zbliżających się, lecz jeszcze niezarządzonych wyborach, działań, które noszą cechy kampanii wyborczej, jest niezgodne z przepisami prawa wyborczego”. I inna cześć opinii – „w okresie bezpośrednio poprzedzającym kampanię wyborczą działania partii politycznych i innych podmiotów promujące idee, poglądy czy programy lub osoby wizerunkowo kojarzące się z danym podmiotem są odbierane jako (…) prowadzenie kampanii wyborczej przed jej prawnym rozpoczęciem”. A gdzie są zalecenia i sankcję? Nie tylko zresztą pod adresem Prawa i Sprawiedliwości, ale również polityków innych formacji, SLD i PO. Nie jest żadnym tłumaczeniem, że PKW czeka na decyzję Trybunału Konstytucyjnego o zgodności nowego kodeksu wyborczego z Konstytucją RP, ponieważ w tym momencie mają zastosowanie przepisy mówiące, że kampanii prowadzić nie można, dopóki prezydent nie ogłosi jej oficjalnie. A zrobi to dopiero z początkiem sierpnia.

Ciekawsza jednak jest zawartość merytoryczna, treść kampanii PiS, spotów telewizyjno-internetowych i plakatów. Przesłanie kampanii jest zupełnie niejasne. Billboardy z Jarosławem Kaczyńskim, oznajmiające, że jest on premierem, i że czas na odważne decyzje, pozwalają politycznej konkurencji przypomnieć, że takie decyzje już zostały podjęte. Właśnie wtedy, kiedy Jarosław Kaczyński premierem był, ponad 10 milionów wyborców podjęło decyzję o jego odsunięciu. Powiedzieli, że dwa lata szukania „układu” i „szarych sieci”, tropienia lustracyjnego, kopania rowów społecznych to za dużo.

Continue Reading →

Grzegorz Napieralski – Lewica nowych standardów

Wywiad z Grzegorzem Napieralskim, przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej, politologiem.

 

Azrael Kubacki: Jaką książkę Pan ostatnio czytał? Nie pytam się oczywiście o beletrystykę, lecz raczej o książki z dziedziny politologii, marketingu politycznego…Moje pytanie związane jest z opinią byłego prezydenta, Aleksandra Kwaśniewskiego, który uważa, że młodzi politycy powinni trochę więcej czytać, a mniej występować w mediach.

Grzegorz Napieralski: Czytam dużo, zarówno w internecie, jak i w druku. Czytanie to obowiązek człowieka i polityka, to obowiązek stałej nauki. Stały kontakt z wyborcami i mediami wymusza przygotowanie. Z ciekawych książek czytałem „Zachód. 10 lat przed totalnym bankructwem?” Autor Jacques Attali opisuje mechanizmy obsługi długów, ich rolowania, taka książka na granicy polityki i opisu rzeczywistości. A dziś czytałem ciekawy raport na temat zagospodarowywania popiołów przemysłowych i tego co jest związane z ochroną środowiska. Siłą rzeczy czytać muszę dużo.

Bardziej moje pytanie dotyczyło sfer programowych, politologii. Przez wiele lat był Pan postrzegany jako polityk czerpiący z doświadczeń socjaldemokracji zachodniej, głównie hiszpańskiej. Zwano Pana „polskim Zapatero”. Ale ostatnio mniej słyszy się tego rodzaju nawiązań, również z Pańskiej strony…

Może dlatego, że od pewnego czasu polityk musi stać się w pełni samodzielny, również w oczach obserwatorów. Gdy zdobywa się w polityce pozycję, takich porównań używa się coraz mniej. Tak, ja chętnie spoglądam na demokracje zachodnie, dużo jeżdżę, Rzym, Sztokholm, Wielka Brytania, oczywiście Bruksela, warto z tamtych wzorców korzystać. Ale pewnych gotowych rozwiązań nie da się przenieść. I kiedy była wielka debata o polityce Jose Luisa Zapatero, podkreślałem, że nie chodzi o jego hasła w polityce gospodarczej, czy w życiu społecznym, ale bardzie mi imponowała jego determinacja i konsekwencja, co rzadko się zdarza w polskiej polityce. Zapowiedział, że przeprowadzi wiele trudnych reform, i je przeprowadził. I to w nim mi się podoba, jest dalej konsekwentny, pomimo kryzysu w jakim znalazł się jego kraj i cała Europa. Na zachodnią demokrację warto spoglądać również z tego względu, jak w niej uprawia się parlamentaryzm.

Continue Reading →

O co walczy Kaczyński?

Trudno zrozumieć, jaki jest właściwie cel polityczny Jarosława Kaczyńskiego. Łatwiej jest zrozumieć, jak jest teraz jego priorytet osobisty, ludzki. To chęć za wszelką cenę obrony dobrego imienia swojego tragicznie zmarłego brata i utrzymania go w panteonie wielkich Polaków, do jakich został zaliczony wawelskim pochówkiem, który wielu uważa za niezasłużony. Tę obronę i walkę o spuściznę po bracie prowadzi przy pomocy jedynego wehikułu, który mu w ręku pozostał, czyli partii. Wpływ na instytucje państwa Kaczyńskiego jest praktycznie żadny, na media również, nawet sprzyjające mu wydawnictwa i media elektroniczne Tadeusza Rydzyka i Tomasza Sakiewicza są poza jego wpływem. Oznacza to, że Kaczyński nie walczy o powrót do władzy, ale właściwie o to, aby pozostać na czele swojej partii, Prawa i Sprawiedliwości.

A z tym wcale nie jest łatwo. Kaczyński twardo walczył o homogeniczność i trwałość formacji, opierając się głównie o polityków wywodzących się ze starych struktur Porozumienia Centrum, tak zwanego „zakonu PC”. Są z nim od prawie 20. lat, przetrwali trudne lata na marginesie politycznym, ale jak mocne jest to spoiwo, świadczą nie tylko osoby Adama Lipińskiego, czy Marka Kuchcińskiego, ale również Ludwika Dorna, który śmiertelnie skłócony z Kaczyńskim gdzieś jednak na dalekiej orbicie jest z im powiązany. Kaczyński, w imieniu tego zakonu usuwał zagrożenia dla jego pozycji, począwszy od grupy Marka Jurka, poprzez ziobrystów, na liberałach-muzealnikach kończąc. Razem z tymi grupami odchodzili nie tylko politycy z jasno określonymi poglądami, ale również zaplecze intelektualne i programowe. Teraz wokół Kaczyńskiego trudno znaleźć kogoś, kto jest zdolny do intelektualnej refleksji. Tak, Instytut Sobieskiego zrealizował projekt programowy, konferencję, „Polska – Wielki Projekt”, ale jak mi na zapleczu, w trakcie prezentacji w zamkowych Arkadach Kubickiego powiedział jeden z prominentnych polityków PiS-u, nikt w partii nie jest zdolny przełożyć poruszanych tam problemów na język praktycznej polityki.

Kaczyński usunął opozycję, ale ta odrasta. I siły nacisku, z jednej strony tych pozostających pod wpływem Radia Maryja i Tadeusza Rydzyka, jak i ziobrystów, a przede wszystkim silna ekipa Antoniego Macierewicza, mają chęć przejęcia władzy. PiS przegrał ostatnie pięć wyborczych rozdań, przegra również następne, październikowe wybory parlamentarne. I wbrew pozorom, nie ważna jest skala, PO mając zdolność koalicyjną i z PSL, i z SLD utrzyma się u władzy całą następną kadencję, nawet w przypadku załamania się ekonomii europejskiej, a ten kryzys jest coraz bardziej realny. Wynika to z tego, że PiS nie jest żadną alternatywą dla ponad 70% wyborców. Partia Kaczyńskiego pod jego przewodnictwem jest bezalternatywna i widzą to nie tylko jego przeciwnicy, ale również jego otoczenie. A to otoczenie nie jest już bezradne i zdane tylko na Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro dawno odrobił lekcję z umiejętności manipulacji, Antoni Macierewicz natomiast doskonale może w pewnym momencie rozłamać partię i założyć kolejną.

Dla Kaczyńskiego gra o o wszystko to gra o pozostanie na czele partii. Trudno będzie wyjaśnić kolejną, szóstą już porażkę jego formacji zwalić na media, układ, sieć zależności, nawet na źle prowadzoną kampanię przez Tomasza Porębę. PiS na dziś to partia autorska i trudno będzie zwalić odpowiedzialność na kogoś innego. Ale jeszcze jest silny na tyle, aby scedować władzę w partii na człowieka wskazanego przez siebie. Choć może to grozić rozłamem.

Azrael

Cień klęski

Jarosław Kaczyński przedstawił na niedzielnej konwencji nowy/stary program swojej formacji. Konwencja to określenie dużo na wyrost, ponieważ na Foksal, w siedzibie SDP, pojawiło się raptem 200 osób. Stary program, ponieważ jest to modyfikacja zapisów z krakowskiego kongresu z roku 2009, nowy, ponieważ został okraszony wstępem samego prezesa, odnoszącym się raczej do spraw rządzenia Donalda Tuska i PO, a nie do meritum. Reakcje po prezentacji były raczej mało entuzjastyczne. I nie dotyczy to wcale przeciwników Prawa i Sprawiedliwości, ale raczej komentatorów sprzyjających Kaczyńskiemu. Ale czy właściwie program PiS ma jakikolwiek sens? Czy jest możliwe, aby Jarosław Kaczyński kiedykolwiek wrócił do władzy? Czy jest możliwe, aby jego opinie, wygłaszane z pozycji antystemowych, brane były w ogóle pod uwag?ę.

Jest prawdą, że Platforma Obywatelska nie rządzi najlepiej. Jak to swego czasu określił Andrzej Olechowski – PO zarządza państwem, ale nie rządzi. Dobrze daje sobie radę z kryzysami, dobrze wyczuwa nastroje społeczne, umiejętnie interpretuje sondaże, ale czy PO zasługuje na takie poparcie jakim cieszy się w społeczeństwie? Nie, choćby dlatego, że nie wypełnia swoich obietnic i nie modernizuje państwa, tak jak obiecała. Nie wszystko da się zwalić na kryzys. Ale za to ma naprzeciwko siebie opozycję, która jest faktycznie poza prawdziwym kręgiem systemu politycznego w Polsce i robi wszystko, aby ten system negować, a nie modyfikować. Prowadzi to paradoksalnie do tego, że PiS zagospodarowuje 20 do 25% elektoratu, ale ten elektorat praktycznie nie ma znaczenia dla wyniku wyborczego i tego, kto w Polsce będzie rządził. Zamknięty, zabetonowany układ polityczny, jak stworzył Jarosław Kaczyński, powoduje to, że PiS jest partią bez żadnej zdolności koalicyjnej, oraz dla niewielu wyborców innych formacji partią drugiego wyboru. Wyborcy SLD zagłosują na PO i odwrotnie, w przypadku zaistnienia takiej konieczności, wyborcy tych formacji rzadko kiedy zdecydują się na oddanie głosu na PiS. Praktycznie polityka rozgrywa się wokół pozostałych 75% wyborców demokratycznego układu politycznego. To nie media, układ rządzący brak demokracji wpycha PiS na margines – to Jarosław Kaczyński umieścił tam swoją partię i swoich zwolenników.

Continue Reading →

W poszukiwaniu elektoratu

Kiedy w grudniu ubiegłego roku ruch polityczny Joanny-Kluzik Rostkowskiej przedstawił swoją deklarację ideową, widać było, że nie założyciele nie bardzo wiedzieli, w jakim kierunku ich formacja ma iść. W materiale wówczas ogłoszonym nagromadzono wiele sprzecznych deklaracji, sygnałów, przy dużym poziomie ogólności. Wszystko to sprawiało wrażenie bałaganu ideowego w nowej formacji, a może już wtedy rodzącego się konfliktu wewnętrznego – programowego i personalnego. Wówczas, ale również teraz, wyborcy nie otrzymali od partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej przekonywujących argumentów za tym, że nowa formacja (partia) ma coś unikalnego, świeżego i nowatorskiego, co może zmienić scenę polityczną, skłonić ich do oddania na nią głosu.

Deklaracja ideowa w świecie medialnej, wizerunkowej polityki, czasem zwanej postpolityką, ma znaczenie drugorzędne, liczy się siła organizacyjna formacji i jej znaczenie dla mediów. A to systematycznie spada. PJN jest do tego w sytuacji takiej, że musi się wpasować pomiędzy Prawo i Sprawiedliwość i Platformę Obywatelską, korzystając na przejęciu ich elektoratów, więc naturalnie musi podkraść część idei z obu formacji. Stąd w deklaracji znaleźliśmy odwołanie do solidaryzmu społecznego i idei samej „Solidarności”, akcentowanie konserwatyzmu, deklaracja przywiązania do wartości chrześcijańskich i odniesienie do republikanizmu, choć to ostatnie pojęcie jest przywoływane przez różne, dalekie od siebie, formacje polityczne. O jaki republikanizm chodzi, zapewne nawet członek partii, politolog Marek Migalski nie wie do końca, czy może chodzi o ten antydemokratyczny z czasów Arystotelesa, czy może rewolucyjny jakobinizm Wielkiej Rewolucji Francuskiej, czy zupełnie współczesny amerykański, stricte konserwatywny.

Continue Reading →

Tylko dwa dni

Trwają dyskusje i konsultacje, czy tegoroczne wybory parlamentarne mają być jedno-, czy dwudniowe. Przy dyskusji o tym problemie zapomina się o tym, że sprawa jak najłatwiejszego dostępu wyborców do aktu głosowania, co zapewnia jak najszerszą partycypację społeczną, powinno być podstawą podejmowania decyzji.

Przeciwnicy wyborów rozpisanych na 2. dni głosowania powołują się na art. 98 ust. 2 Konstytucji RP, mówiący, że (…)”Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy” (…). Tylko, że nie jest do końca określone, czy sobota nie mogłaby się stać dniem wolnym, na podstawie zwykłego rozporządzenia rządowego.

Istnieje jednak jeszcze jednak przesłanka, mówiąca, że wybory mogą być dwudniowe. To Kodeks wyborczy, przyjęty przez Sejm w grudniu 2010 roku (głosowało za nim 430 posłów). Otóż według tego przepisu prezydent, jako zarządzający wybory parlamentarne, ma prawo do własnej decyzji, czy wybory mają trwać jeden dzień, czy dwa. Narzucony zostaje tylko czas otwarcia lokali wyborczych, od godziny 7 do 21. Jeżeli uznano by, że należy zapis Konstytucji RP odczytać literalnie, to Kodeks wyborczy jest regulacją z nią niezgodną.

Niektórzy komentatorzy (m.in. redaktor Piotr Śmiłowicz z „Newsweeka”) twierdzą, że wprowadzenie głosowania przez dwa dni jest w interesie Platformy Obywatelskiej i jest manipulacją, mogącą partii rządzącej dać nieuzasadnioną przewagę. Porównuje się to do sytuacji z roku 2006, kiedy koalicja PiS-Samoobrona-LPR zmieniła ordynację przed wyborami samorządowymi, wprowadzając możliwość blokowania list, czy do do jeszcze wcześniejszej sytuacji, kiedy w roku 2001 spadająca w przepaść AWS zmieniła zasady obliczania głosów z metody d’Hondta, promującej duże partie, na St. League’a, która bardziej uśredniała wyniki. To porównanie błędne. Dwudniowe wybory nie zmieniają zasadniczo ordynacji wyborczej – nie zmieniają zasad liczenia głosów, nie zmieniają systemu proporcjonalności, dają wszystkim konkurującym siłom politycznym prawo do skorzystania z sytuacji na równych prawach. Wyborca będzie głosował raz, w wyborach tajnych i bezpośrednich. I siła jego głosu nie ulegnie zmianie.

Wybory rozpisane na dwa dni będą kosztować drożej (ok. 50 mln). Demokracja musi kosztować – taki jej urok. Nie przekonują mnie opinie, że dwudniowe wybory spowodują wzrost podejrzeń i skarg o fałszowanie wyników. Od czego są mężowie zaufania, sztaby wyborcze? Nie przespane noce kilku tysięcy osób są minimalną ceną za to, że poprawi się frekwencja wyborcza – co będzie oznaczało silniejszy mandat wyborczy nie tylko wygranych, ale całego parlamentu.

Azrael