Cień klęski

Jarosław Kaczyński przedstawił na niedzielnej konwencji nowy/stary program swojej formacji. Konwencja to określenie dużo na wyrost, ponieważ na Foksal, w siedzibie SDP, pojawiło się raptem 200 osób. Stary program, ponieważ jest to modyfikacja zapisów z krakowskiego kongresu z roku 2009, nowy, ponieważ został okraszony wstępem samego prezesa, odnoszącym się raczej do spraw rządzenia Donalda Tuska i PO, a nie do meritum. Reakcje po prezentacji były raczej mało entuzjastyczne. I nie dotyczy to wcale przeciwników Prawa i Sprawiedliwości, ale raczej komentatorów sprzyjających Kaczyńskiemu. Ale czy właściwie program PiS ma jakikolwiek sens? Czy jest możliwe, aby Jarosław Kaczyński kiedykolwiek wrócił do władzy? Czy jest możliwe, aby jego opinie, wygłaszane z pozycji antystemowych, brane były w ogóle pod uwag?ę.

Jest prawdą, że Platforma Obywatelska nie rządzi najlepiej. Jak to swego czasu określił Andrzej Olechowski – PO zarządza państwem, ale nie rządzi. Dobrze daje sobie radę z kryzysami, dobrze wyczuwa nastroje społeczne, umiejętnie interpretuje sondaże, ale czy PO zasługuje na takie poparcie jakim cieszy się w społeczeństwie? Nie, choćby dlatego, że nie wypełnia swoich obietnic i nie modernizuje państwa, tak jak obiecała. Nie wszystko da się zwalić na kryzys. Ale za to ma naprzeciwko siebie opozycję, która jest faktycznie poza prawdziwym kręgiem systemu politycznego w Polsce i robi wszystko, aby ten system negować, a nie modyfikować. Prowadzi to paradoksalnie do tego, że PiS zagospodarowuje 20 do 25% elektoratu, ale ten elektorat praktycznie nie ma znaczenia dla wyniku wyborczego i tego, kto w Polsce będzie rządził. Zamknięty, zabetonowany układ polityczny, jak stworzył Jarosław Kaczyński, powoduje to, że PiS jest partią bez żadnej zdolności koalicyjnej, oraz dla niewielu wyborców innych formacji partią drugiego wyboru. Wyborcy SLD zagłosują na PO i odwrotnie, w przypadku zaistnienia takiej konieczności, wyborcy tych formacji rzadko kiedy zdecydują się na oddanie głosu na PiS. Praktycznie polityka rozgrywa się wokół pozostałych 75% wyborców demokratycznego układu politycznego. To nie media, układ rządzący brak demokracji wpycha PiS na margines – to Jarosław Kaczyński umieścił tam swoją partię i swoich zwolenników.

Continue Reading →

W poszukiwaniu elektoratu

Kiedy w grudniu ubiegłego roku ruch polityczny Joanny-Kluzik Rostkowskiej przedstawił swoją deklarację ideową, widać było, że nie założyciele nie bardzo wiedzieli, w jakim kierunku ich formacja ma iść. W materiale wówczas ogłoszonym nagromadzono wiele sprzecznych deklaracji, sygnałów, przy dużym poziomie ogólności. Wszystko to sprawiało wrażenie bałaganu ideowego w nowej formacji, a może już wtedy rodzącego się konfliktu wewnętrznego – programowego i personalnego. Wówczas, ale również teraz, wyborcy nie otrzymali od partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej przekonywujących argumentów za tym, że nowa formacja (partia) ma coś unikalnego, świeżego i nowatorskiego, co może zmienić scenę polityczną, skłonić ich do oddania na nią głosu.

Deklaracja ideowa w świecie medialnej, wizerunkowej polityki, czasem zwanej postpolityką, ma znaczenie drugorzędne, liczy się siła organizacyjna formacji i jej znaczenie dla mediów. A to systematycznie spada. PJN jest do tego w sytuacji takiej, że musi się wpasować pomiędzy Prawo i Sprawiedliwość i Platformę Obywatelską, korzystając na przejęciu ich elektoratów, więc naturalnie musi podkraść część idei z obu formacji. Stąd w deklaracji znaleźliśmy odwołanie do solidaryzmu społecznego i idei samej „Solidarności”, akcentowanie konserwatyzmu, deklaracja przywiązania do wartości chrześcijańskich i odniesienie do republikanizmu, choć to ostatnie pojęcie jest przywoływane przez różne, dalekie od siebie, formacje polityczne. O jaki republikanizm chodzi, zapewne nawet członek partii, politolog Marek Migalski nie wie do końca, czy może chodzi o ten antydemokratyczny z czasów Arystotelesa, czy może rewolucyjny jakobinizm Wielkiej Rewolucji Francuskiej, czy zupełnie współczesny amerykański, stricte konserwatywny.

Continue Reading →

Tylko dwa dni

Trwają dyskusje i konsultacje, czy tegoroczne wybory parlamentarne mają być jedno-, czy dwudniowe. Przy dyskusji o tym problemie zapomina się o tym, że sprawa jak najłatwiejszego dostępu wyborców do aktu głosowania, co zapewnia jak najszerszą partycypację społeczną, powinno być podstawą podejmowania decyzji.

Przeciwnicy wyborów rozpisanych na 2. dni głosowania powołują się na art. 98 ust. 2 Konstytucji RP, mówiący, że (…)”Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy” (…). Tylko, że nie jest do końca określone, czy sobota nie mogłaby się stać dniem wolnym, na podstawie zwykłego rozporządzenia rządowego.

Istnieje jednak jeszcze jednak przesłanka, mówiąca, że wybory mogą być dwudniowe. To Kodeks wyborczy, przyjęty przez Sejm w grudniu 2010 roku (głosowało za nim 430 posłów). Otóż według tego przepisu prezydent, jako zarządzający wybory parlamentarne, ma prawo do własnej decyzji, czy wybory mają trwać jeden dzień, czy dwa. Narzucony zostaje tylko czas otwarcia lokali wyborczych, od godziny 7 do 21. Jeżeli uznano by, że należy zapis Konstytucji RP odczytać literalnie, to Kodeks wyborczy jest regulacją z nią niezgodną.

Niektórzy komentatorzy (m.in. redaktor Piotr Śmiłowicz z „Newsweeka”) twierdzą, że wprowadzenie głosowania przez dwa dni jest w interesie Platformy Obywatelskiej i jest manipulacją, mogącą partii rządzącej dać nieuzasadnioną przewagę. Porównuje się to do sytuacji z roku 2006, kiedy koalicja PiS-Samoobrona-LPR zmieniła ordynację przed wyborami samorządowymi, wprowadzając możliwość blokowania list, czy do do jeszcze wcześniejszej sytuacji, kiedy w roku 2001 spadająca w przepaść AWS zmieniła zasady obliczania głosów z metody d’Hondta, promującej duże partie, na St. League’a, która bardziej uśredniała wyniki. To porównanie błędne. Dwudniowe wybory nie zmieniają zasadniczo ordynacji wyborczej – nie zmieniają zasad liczenia głosów, nie zmieniają systemu proporcjonalności, dają wszystkim konkurującym siłom politycznym prawo do skorzystania z sytuacji na równych prawach. Wyborca będzie głosował raz, w wyborach tajnych i bezpośrednich. I siła jego głosu nie ulegnie zmianie.

Wybory rozpisane na dwa dni będą kosztować drożej (ok. 50 mln). Demokracja musi kosztować – taki jej urok. Nie przekonują mnie opinie, że dwudniowe wybory spowodują wzrost podejrzeń i skarg o fałszowanie wyników. Od czego są mężowie zaufania, sztaby wyborcze? Nie przespane noce kilku tysięcy osób są minimalną ceną za to, że poprawi się frekwencja wyborcza – co będzie oznaczało silniejszy mandat wyborczy nie tylko wygranych, ale całego parlamentu.

Azrael

Scenariusze realne i nierealne

Z reguły scenariusz jest zawsze podobny; najpierw doprowadzenie do kryzysu, do konfrontacji, później, kiedy grunt jest już przygotowany, należy przeprowadzić atak. Atak wprost i z flanki, wspomagany mediami, na rozbicie Platformy Obywatelskiej, lub wepchnięcie jej w ręce tej złej lewicy. Tylko, że lewica nie jest już taka zła, a do tego groźba reemisji choroby społecznej, pod nazwą „IV RP” jest jak najbardziej realna.

Przy każdym kryzysie politycznym ten scenariusz był do tej pory realizowany. Tak było w roku 2006, kiedy po raz pierwszy chwiała się koalicja PiS z LPR i Samoobroną. Tak jest tym razem, kiedy mamy do czynienia z wewnętrznym, ostrym konfliktem w szeregach PO, zafundowanym sobie głównie przez samego Donalda Tuska. Jednak do rozłamu i podziału partii nie dojdzie, ponieważ wszystkie strony sporu, reprezentowane personalnie przez premiera, marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, ministra Cezarego Grabarczyka i prezydenta Bronisława Komorowskiego, zdają sobie sprawę, że oznaczałoby to kres partii w tej formie i pójście prostą , acz pochyłą drogą, jaką swego czasu poszedł AWS i nieboszczka Unia Wolności. To byłaby kompromitacja polityczna wszystkich stron. Na szczęście, główni aktorzy, Schetyna i Tusk, są realistami, pragmatykami i państwowcami, w związku z tym porozumienie musi nastąpić i to wcale nie w wyniku kompromisu, ale uzgodnienia planu działania wyborczego i konsensusu partyjnego.

Próby rozbicia Platformy Obywatelskiej to również próba przejęcia jej elektoratu, a jednocześnie próba wpływu na elektorat lewicy. Operacja wygląda na inteligentną, ale jest wyjątkowo przejrzysta. Patrząc na sondaże przedwyborcze, jeżeli wybory miałyby się odbyć w przeciągu najbliższych tygodni, to różnica pomiędzy PO i PiS-em mogłaby wynosić mniej niż 10%, a trzecią siłą powinno być SLD, z wynikiem pomiędzy 15 a 20%. Scenariusze koalicyjne są różne, ale większość obserwatorów kategorycznie stwierdza, że na pewno nie zostanie zawiązana koalicja POPiS-u. Wprawdzie profesor Jadwiga Staniszkis twierdzi, że gdyby PO pozbyło się Donalda Tuska ze stanowiska szefa partii i powołało w to miejsce Grzegorza Schetynę, to kto wie… Dziwne, ale scenariusz, że to Jarosław Kaczyński może opuścić fotel prezesa swojej partii nie jest rozpatrywany. Choć prawie wszyscy twierdzą, że brak zdolności koalicyjnej tej formacji jest spowodowany osobą jej szefa.

Continue Reading →

Stabilny układ Schetyna – Tusk

Kiedy w październiku 2009 roku premier Donald Tusk, w wyniku wybuchu tak zwanej afery hazardowej, zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i odesłał go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd. Nie doszło jednak do destabilizacji rządu, ani dezintegracji Platformy Obywatelskiej. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się zbyt szybka i zbyt demonstracyjna. Upokarzające (jak się wydawało) usunięcie długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, nie tylko formalnego zastępcy, mogło zaowocować wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Tusk rozbił nieformalny, dualistyczny układ władzy, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego jednak się nie stało. Schetyna, mocny i dobrze oceniany wicepremier i minister spraw wewnętrznych, szybko odnalazł się w nowej roli szefa klubu parlamentarnego, a następnie marszałka Sejmu. A jego miejsce u boku Donalda Tuska zajęli dawni koledzy z Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Jan Krzysztof Bielecki i Krzysztof Kilian, oraz oczywiście szara eminencja Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Igor Ostachowicz.

Grzegorz Schetyna po chwilowym zawahaniu swojej pozycji znów jest ważną postacią Platformy Obywatelskiej i polskiej polityki. Być może osłabła jego pozycja w Platformie Obywatelskiej, ale za to jego pozycja w Sejmie i klubie parlamentarnym PO jest nie do podważenia. Zawdzięcza to nie tylko wierności wobec Tuska, ale również temu, że jest politykiem autonomicznym i niezależnym, który nie waha się mówić to co myśli. Gani rząd i Donalda Tuska za brak reform, nie brakuje mu również odwagi krytykować polityczne zaniedbania premiera. Stąd jego twarde i wypowiedziane wprost ostre słowa dotyczące spóźnionej reakcji Tuska na raport komisji MAK. To, o czym inni politycy PO mówili półgębkiem na korytarzach sejmowych, Schetyna powtórzył kilkakrotnie do kamer i mikrofonów.

Komentatorzy i przeciwnicy polityczni Donalda Tuska natychmiast ze słów marszałka Sejmu wysnuli wniosek, że pomiędzy nim, a premierem narasta napięcie i dojdzie do kryzysu. Mówi się o „rzuconej rękawicy”, rozgrywce o stołki w spółkach skarbu państwa, wręcz o otwartym konflikcie. Nic bardziej mylnego – to że Grzegorz Schetyna manifestuje dystans wobec Donalda Tuska, nie oznacza, że będzie działał na niekorzyść jego rządu i swojej partii. Pokazał przecież wielokrotnie lojalność grupową, wobec partii i całego środowiska politycznego. Donald Tusk to ceni, pokazał to również desygnując go na fotel marszałka Sejmu, mogąc wybrać polityka innego, bardziej spolegliwego, na stanowisko Marszałka Sejmu (mówiło się o Ewie Kopacz).

Continue Reading →

Drugi człowiek w państwie

Grzegorz Schetyna obejmując stanowisko Marszałka Sejmu został nominalnie drugim człowiekiem w państwie. Po Prezydencie RP, które to stanowisko obejmie po zaprzysiężeniu, Bronisław Komorowski. I faktycznie, Schetyna będzie drugim człowiekiem w polskiej polityce, ale po Donaldzie Tusku.

Kiedy w październiku ubiegłego roku Donald Tusk, w wyniku wybuchu afery hazardowej zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i „zesłał” go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd, mogący skutkować dezintegracją nie tylko Platformy Obywatelskiej, ale również destabilizacją rządu. Nie był jeszcze wtedy wiadome, że Tusk nie zdecyduje się na pozostanie na stanowisku premiera, a do wyścigu prezydenckiego skieruje innego polityka PO. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się zbyt szybka i zbyt demonstracyjna. Upokarzające (jak się wydawało) usunięcie długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, nie tylko formalnego zastępcy, mogło zaowocować wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Przesłanki korupcyjne wobec Schetyny były mniej, niż wątłe. Tusk rozbił nieformalny, dualistyczny układ władzy, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego jednak się nie stało. Schetyna, mocny i dobrze oceniany wicepremier i minister spraw wewnętrznych, szybko odnalazł się w nowej roli szefa klubu parlamentarnego. Wzmocnił go, a jednocześnie walcząc o swoją pozycję w partii pozostał lojalny wobec Tuska. Sądzę, że Schetyna zdawał sobie już wtedy sprawę, że stanowisko premiera będzie dla niego nieosiągalne, ponieważ Donald Tusk w wyścigu prezydenckim nie wystartuje.

Continue Reading →

IPN łączy i dzieli

Instytut Pamięci Narodowej do specyficzna instytucja na polskiej scenie. Właśnie nie w obszarze nauki i działalności historycznej, czy w obszarze wymiaru sprawiedliwości, ale na „scenie”, ponieważ działania szefa tej instytucji, a także poszczególnych jej pracowników i doradców, odbierane są jako działania polityczne, medialne – rzadko kiedy jako naukowe.

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy i IPN, autorstwa Platformy Obywatelskiej – partii, która w poprzedniej kadencji powołała tę instytucję i walnie przyczyniła się do nadania jej obecnego profilu, dalekiego od bezstronności jednostki naukowej. To PO przyłożyła rękę do powołania na jej szefa profesora Janusza Kurtyki, co odbyło się w atmosferze skandalu pomówienia, i to ona pozwoliła na taką formę organizacyjną, w której polityczny prymat ma obecnie jedna siła polityczna. I możemy wczytywać się w sprawozdanie IPN, które właśnie zostało przyjęte przez sejmową komisję Sprawiedliwości i Praw Człowieka, nie zmieni to jednak oblicza tej instytucji, jako narzędzie politycznego przeciwko politycznym adwersarzom. Można się chwalić pracą pionów naukowego, edukacyjnego i archiwalnego, jednak IPN jest postrzegany przez swój pion śledczo-dochodzeniowy,

Platforma Obywatelska nie chce likwidacji IPN, do czego miała prowadzić propozycja Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Więcej – zmiany, jakie PO chce wprowadzić w ustawie o IPN, mają charakter kosmetyczny i mają za zadanie poddanie tej instytucji dalszej kontroli. Kontroli politycznej polityków. A najważniejsza wadliwość tej instytucji, czyli połączenie działalności śledczej i naukowej, w projekcie PO nie zostaje usunięta. Zamiana instytucji kolegium na radę instytutu to tylko tak naprawdę zabieg erystyczny, ponieważ sam tryb wyboru i akceptacji członków tej rady zostawiają politykom bardzo szeroką możliwość wpływu na nią.

Continue Reading →

Cynizm uprawniony

Wielu ludzi dotkniętych władzą staje się cynikami. Myślę, że większość ludzi władzy, od decyzji których zależy to, czy zrealizują swoje plany, lub plany swojej formacji politycznej, wie doskonale, że nie ma prostej drogi do dojścia do celu. Słowo „kompromis” jest na pierwszym miejscu przed słowem „prawda” w arsenale polityka.

Komisja hazardowa rozgrzewa…samych zainteresowanych, media elektroniczne i garstkę obserwatorów. Tak, garstkę, ponieważ szerszy ogół społeczeństwa jest sprawą zainteresowany mniej niż umiarkowanie. Pokazują to zresztą ostatnie sondaże, które wprawdzie są dość mało miarodajne, co do reprezentatywności badanych i zakresu badania, ale pokazują trend, a właściwie stałość poglądów – Platforma Obywatelska cały czas oscyluje wokół 50% poparcia społecznego…Afera hazardowa, „grzana” przez media już prawie od 2. miesięcy, nie działa ani wprost, ani w sposób skumulowany na wyniki sondaży.

Komisja sejmowa, jaką powołano do rozwikłania tej sprawy, jest pod całkowitą kontrolą Platformy Obywatelskiej, a jej koalicjant, PSL, nie miesza się do tego, uznając, że do problem PO, jak sobie sprawę rozwiąże. Marszałek Franciszek Stefaniuk wyraźnie to zaakcentował, że on i jego formacja nie będzie się mieszać w przedstawienie, jakie tworzą PO i PiS, i opuścił salę obrad przed głosowaniem nad odwołaniem ze składu komisji pisowskich posłów Wassermana i Kempy. PO nie ma innej możliwości, niż trzymanie całej komisji i sprawy afery hazardowej „za twarz”, ponieważ partie opozycyjne, przy całej retoryce wielkich słów posła Bartosza Arłukowicza z SLD i polityków PiS – zrobiłyby wszystko, aby przejąć władzę w komisji i wykorzystać ją dla własnych celów politycznych.

Odwołanie Zbigniewa Wassermana i Beaty Kempy z prac komisji było zagraniem cynicznym. Cynicznym, ale w pełni uprawnionym prawnie, ponieważ szef komisji, poseł Sekuła miał w ręku opinie prawne biura Sejmu. I o tym i Kempa i Wasserman wiedzieli, przeglądając depesze papowskie nie znalazłem nigdzie ich opinii o tym, że zostało złamane prawo. Jest faktem, że uczestnictwo Kempy w pracy komisji ds. wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy PO nie przeszkadzało, choć była ona wiceministrem w resorcie, który w sprawę był zamieszany, a jej były szef Zbigniew Ziobro, będzie jeszcze zeznawał przed komisją – a teraz jednak przeszkadza…

Continue Reading →

Oranie ugoru, czyli komisja hazardowa

Już podliczono, że właśnie powołana nowa, specjalna komisja do wyjaśnienia tak zwanej afery hazardowej, jest ósmą tego rodzaju instancją sejmową. To jak na warunki demokracji parlamentarnej, która powinna odkrywać, wyjaśniać i piętnować nieprawidłowości życia politycznego naszego kraju, wynik nie najciekawszy. W kolebce demokracji, choć jakby się przyjrzeć z bliska, dość specyficznej, Stanach Zjednoczonych, liczba działających komisji Kongresu i Senatu idzie w dziesiątki. Część z nich ma nawet status stałych komisji śledczych. I choć od czasu uruchomienia pierwszej komisji minęło niespełna siedem lat, żadna z nich nie zrealizowała w pełni swoich założonych celów.

Panuje opinia, że komisja rywinowska „przeorała” polską scenę polityczną i zmieniła spojrzenie na zasady funkcjonowania organów państwa, ich relacji z mediami i biznesem, a także w pełni odkryła patologie podskórne działań polityków i lobbystów. Jest to jedna z największych bzdur, jakie słyszę, coś w rodzaju swoistego mitu miejskiego, a właściwie sejmowego. Tamta komisja, sprawnie zarządzana i kierowana przez Tomasz Nałęcza zdrapała tylko wierzchnią warstwę gliny i błota z ugoru politycznego, wcale nie naruszając głębi gleby i działających w niej robaków, pasożytów, kretów… i innych żywotnych – także żywotnych, splecionych ze sobą interesów polityków, biznesmenów i mediów. Komisja rywinowska zmieniła doraźny układ sił politycznych, pozwoliła obozowi postsolidarnościowemu dojść do władzy, ale nic nie zmieniła w strukturze i mechanizmach politycznych. A jak pokazała praktyka, czyli skandaliczny tryb przyjęcia tak zwanego raportu Ziobry przez Sejm, oraz wyroki sądowe uniewinniające i oczyszczające Aleksandrę Jakubowską i Leszka Millera – również nic nie wyjaśniła i nie odkryła. Tak zwana „grupa trzymająca władzę” ma się dobrze, teraz trzyma media. Miałem niewątpliwą przyjemność odbyć swego czasu długą rozmowę z byłym premierem, Leszkiem Millerem – i wiem, że sedno sprawy Rywina, „i czasopism”, a przede wszystkim problemu TVP, nie zostało nawet naruszone…

Continue Reading →

Zadzwoń do posła!


Każdy miał w swoim życiu sytuację, kiedy coś każe ci się cofnąć przed podjęciem decyzji, choć nic nie wskazuje, że mogłaby ona przynieść złe skutki. Czasem się mylimy, czasem się okazuje, że jednak mieliśmy rację… Wtedy mówimy, że mieliśmy szczęście, intuicję albo, że ostrzegł nas nasz prywatny anioł stróż…

Są jednak tacy, którym anioł stróż, sumienie i poczucie odpowiedzialności nie wystarcza, szukają dodatkowego wspomagania swoich decyzji. Nie tylko wśród znajomych i rodziny, ale również wśród autorytetów wyższego rzędu. I tak jest też z politykami. Dziwnym trafem, a może za przyczyną znanego Polakom syndromu uległości, politycy, i to wszystkich opcji, szukają wspomagania i akceptacji w Kościele Katolickim, najczęściej u swojego biskupa. Bo biskup wie wszystko, zna się nie tylko na liturgii, wierze i obrządku, ale jest specjalistą od ekonomii, polityki, edukacji, a ostatnio nawet zapłodnień pozaustrojowych i nawet seksu (Knotz).

Właśnie rozpoczęła się dyskusja w polskim Sejmie o projektach ustaw o zapłodnieniach in vitro, w szerszym kontekście kodyfikacji prawa bioetycznego. Na pierwszy rzut poszedł projekt tak zwany społeczny, komitetu „Contra In Vitro”, zakładający penalizację lekarzy za wykonywanie takich zabiegów. I do pomocy posłom, którzy chcieli odrzucić ten projekt w pierszym czytaniu, ruszyli namiestnicy kościelni, samozwańczy aniołowie polityków. Oto Rada Epiksopatu ds. Rodziny napisała specjalne listy do posłów, w których przypomina i napomina, że według nauki Kościoła dziecko jest osobą od momentu poczęcia, nie może być przedmiotem, poza tym poczęcie dziecka metodą in vitro powoduje śmierć jego braci i sióstr w stanie embrionalnym… Czyli nie tylko nawet napomnienie, ale już coś przypominające szantażyk…Autorami tego listu, tak samo jak poprzedniego, z roku 2007 są biskup Kazimierz Górny, Przewodniczący Rady ds. Rodziny, oraz Andrzej Rębacz, Dyrektor Duszpasterstwa Rodzin KEP.

Ale to nie wszystko; Biskupi posunęli się dalej – chwycili za telefony i zaczęli wydzwaniać do posłów. Mają do tego prawo, jako obywatele, ale z drugiej strony – są oni również depozytariuszami wiary i interesów całego kościoła, którego głowa, papież, znajduje się w Watykanie. Tak, jest to może dość wulgarne pojmowanie motywacji działań księży, ale równie wulgarne i bezczelne są ich próby nacisku na polityków.

Continue Reading →

Uchwała histeryczna

Prawo i Sprawiedliwość chce aby Sejm przyjął uchwałę, na rocznicę 17 września 1939, w której zostanie potępiony sowiecki najazd na Polskę, w porozumieniu z III Rzeszą Hitlera.

Celem uchwały ma być przypomnienie, że Polska dostała się pod podwójną okupację hitlerowsko-sowiecką i było to przyczyną późniejszych polskich losów, czyli wejścia na dziesięciolecia w sowiecką strefę wpływów. To było przyczyną represji, jakie spotkały Polaków, począwszy od Katynia i Miednoje, na opóźnieniach cywilizacyjnych kończąc.

Czytają projekt, mam do niego stosunek mocno ambiwalentny. Trudno się w nim doszukać przekłamań, czy manipulacji, można się natomiast doszukać niedopowiedzeń. Oczywiście, agresja sowiecka na ziemie wschodnie II Rzeczpospolitej była podobna do rozbiorów XVIII wieku, ale również należałoby powiedzieć o tym, że to co się stało we wrześniu 1939 roku, zostało następnie usankcjonowane przez konferencje jałtańską i teherańską. Można by pójść dalej; Można by się zastanowić, czy przypadkiem porządek jałtański nie powinien zostać zweryfikowany, ze wszystkiego tego rodzaju konsekwencjami… Przesadzam? Tak, przesadzam, ponieważ motywacje tych, którzy by chcieli takiej uchwały, są dla mnie nielogiczne.

Wnioskodawcy uchwały wychodzą z założenia, że Polska w dalszym ciągu jest w pozycji geopolitycznej pomiędzy dwoma wrogimi państwami, czyhającymi na nasz kraj, wręcz szykującymi się do aneksji naszego terytorium. To wrogie mocarstwa, a Polska jest zdana na ich łaskę i niełaskę. Nie ma NATO, nie ma Unii Europejskiej, nie ma umów bilateralnych, nie ma gwarancji bezpieczeństwa zbiorowego. Uchwała ma uświadomić, a wręcz pobudzić atmosferę zagrożenia. Z jednej strony demoniczna Erika Steinbach, ze swoimi wypędzonymi, z drugiej – wampiryczny Władimir Putin…Teoria dwóch wrogów, porozumiewających się na bazie politycznej i ekonomicznej (Nord Stream) jest dodatkowo uzupełniona o spisek brukselski, mający osłabić polskiego ducha…

Continue Reading →

Wracają

Wracają nasi „milusińscy”. Nie jest to niestety niemcewiczowski „Powrót posła”, z Sejmu Czteroletniego, co stało się kanwą dyskusji o Polsce i sarmacji, lecz powrót posłów III RP na ulicę Wiejską. I trudno się spodziewać, że będziemy mieli na sali sejmowej bogate dyskusje o Polsce, jej przyszłości, i ekonomii, reformie ochrony zdrowia (czy ktoś myśli jeszcze w ogóle o tym?!), czy o planach kryzysowych. Nie, na sali sejmowej będzie panowała tak zwana „bieżączka”.

Nie wszystkich zobaczymy, niestety, cześć posłów odjechała pociągiem do Brukseli, do Parlamentu Europejskiego. Nie zobaczymy parafialnie elokwentnego Tadeusza Cymańskiego, dynamicznego Jacka Kurskiego, złotoustej Joanny Senyszyn, wymieniającej ciepłe uwagi z biskupem Pieronkiem, czy gwiazdy konferencji prasowych, Zbigniewa Ziobro. Choć pewnie ten ostatni niedługo powróci. Być może jako kandydat na prezydenta, a być może… na ławę oskarżonych. Trochę spraw się za nim ciągnie, ze sprawą Barbary Blidy na czele.

Posłowie będą odrabiać zaległości z ostatnich tygodni. Na pierwszy strzał pójdzie oczywiście sprawa tajemniczych inwestorów katarskich, którzy mają wykupić majątek upadłościowy stoczni. Nie piszę, że stocznie, ponieważ w nich statków budować się już nie będzie. Jestem ciekaw, czy ktoś stanie wreszcie na trybunie sejmowej i przełamie to zakłamanie i powie wprost – Panowie stoczniowcy, w Gdański, Gdyni i Szczecinie statków już budować nie będziemy! I na nic będzie próba przeczołgania ministra Aleksandra Grada, czy nawet samego Donalda Tuska.

Continue Reading →

Wywiad polityczny Azraela – Agnieszka Pomaska

Agnieszka Pomaska złożyła w Sejmie w dniu 24 czerwca ślubowanie poselskie. Zastąpiła posła Jarosława Wałęsę, który został posłem do Parlamentu Europejskiego.

Azrael: Pani poseł, co było powodem, że zajęła się Pani polityką?

Agnieszka Pomaska: Zawsze interesowałam się tym, co się dzieje w Polsce, zawsze interesowało mnie życie polityczne, publiczne, działalność polityków, ale ze względu na to, że uprawiałam sport, szczególnie aktywnie w okresie szkoły średniej, nie miałam na to czasu. Jednak zrezygnowałam z wyczynowego uprawiania sportu i tak jakoś mnie ta polityka wciągnęła…

Pani działalność publiczna zaczyna się z początkiem XXI wieku, i to od razu bardzo konkretnie skierowana na sprawy związanie z komunikacją i transportem publicznym. Dlaczego tego rodzaju zagadnienia, jest Pani przecież politologiem?

Tak, jestem z wykształcenia politologiem, pierwsze kroki w polityce zaczęłam stawiać pod koniec 2000 roku, stałam się wtedy członkiem stowarzyszenia Młodych Demokratów, wtedy również powstała Platforma Obywatelska. Pomagałam wtedy w kampanii wyborczej obecnemu ministrowi stanu, Sławomirowi Nowakowi, i dzięki temu uzyskałam możliwość startu w wyborach samorządowych w wyborach 2002 roku – no i udało się. Natomiast zainteresowanie problemami transportu i infrastruktury wynikały z potrzeb Gdańska, jak i zapewne wielu miast w Polsce.

pomaska

Jakie sukcesy udało się Pani na tym polu osiągnąć?

Udało mi się, jak sądzę wyzwolić pewną energię społeczną, która zaowocowała opracowaniem projektu nowej linii tramwajowej, prowadzącej do gdańskiej dzielnicy Chełm. Udało mi się zmobilizować aktywność społeczną, a także doprowadzić do wystąpienia przez miasto o dotacje Unii Europejskiej. Linia od 2007 roku działa. Nie przypisuję sobie pełnej roli sprawczej tego projektu, ale mogę śmiało uznać to za swój największy sukces.

Pracując u siebie w regionie, na Wybrzeżu, nie rezygnowała Pani z ambicji szerszej działalności. Kandydowała Pani w wyborach do Sejmu, w roku 2007 i osiągnęła wynik ponad 9500 oddanych głosów. To wynik chyba dobry?

Tak, rzeczywiście, był to jeden z najwyższych wyników w Polsce, niedający mandatu, Platforma Obywatelska zawsze na Pomorzu osiągała znakomite wyniki, mamy aż ośmiu posłów z tego okręgu. Byłam na miejscu 9… zdarza się. Ale dzięki temu jestem bogatsza o dwa dobre, ciekawe lata doświadczeń samorządowych.

Interesują Panią sprawy międzynarodowe. Szefowała Pani sztabowi regionalnemu PO w wyborach do Parlamentu Europejskiego…

Tak, jak sekretarz Regionu Pomorskiego PO, prowadząca biuro PO, koordynowałam kampanię wszystkich kandydatów do PE. Rzeczywiście, interesuję się sprawami międzynarodowymi, zresztą prowadzę stowarzyszenie, zajmujące się taką działalnością, mam wiele kontaktów ze stowarzyszeniami i organizacjami międzynarodowymi.

W Sejmie będzie Pani pracowała w komisji regulaminowej? Skąd takie zainteresowanie?

Myślę, że jest to po prostu dobre miejsce, gdzie można się oswoić z pracą i specyfiką Sejmu. Ja zresztą w sprawach organizacyjnych dobrze odnajduję. Drugą komisją będzie komisja do spraw Unii Europejskie, choć chciałam pracować w komisji spraw zagranicznych, ale konkurencja była zbyt wielka…

Czy będzie Pani zajmowała się współpracą Sejmu z konkretnymi państwami?

Tak, ze względu na znajomość języka hiszpańskiego chcę się zajmować współpracą polskiego Sejmu z państwami tego kręgu językowego.

Nie będę pytał, jak przyjęli Panią, jako nową posłankę koledzy; A jak przyjęły Panią koleżanki, posłanki?

Wszystkich nowych posłów przyjęto z dużą sympatią, mam nadzieję, że współpraca będzie się układała znakomicie.

Dziękuję za wywiad.

*Agnieszka Pomaska (ur. 8 stycznia 1980 roku), politolog, ukończył Uniwersytet Gdański. Związana z Trójmiastem. Żeglarka. Członek Zarządu Platformy Obywatelskiej w Gdańsku, Sekretarz Regionu Pomorskiego PO. Od czerwca 2009 posłanka Sejmu RP.

  • Facebook