<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Azrael - zwykłe pisanie &#187; Ukraina</title>
	<atom:link href="http://www.azraelk.eu/tag/ukraina/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.azraelk.eu</link>
	<description>Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski</description>
	<lastBuildDate>Thu, 09 Sep 2010 17:01:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Prezydentura środka</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/02/27/prezydentura-srodka/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/02/27/prezydentura-srodka/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 17:33:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Unia Europejska]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3710</guid>
		<description><![CDATA[Wiktor Janukowycz został oficjalnie prezydentem Ukrainy. Na jego inaugurację do Kijowa przejechało ponad 100 przedstawicieli z całego Świata, ale nie było tego najbardziej oczekiwanego, czyli prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Administrację Kremla reprezentował polityk średniego szczebla, co jak na zaszłości historyczne między tymi państwami, jest ważnym sygnałem. Tylko, że różnie jest on odczytywany. Jedni komentatorzy twierdzą, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://img297.imageshack.us/img297/4908/globus6qg.jpg" alt="" width="60" height="60" /></p>
<p>Wiktor Janukowycz został oficjalnie prezydentem Ukrainy. Na jego inaugurację do Kijowa przejechało ponad 100 przedstawicieli z całego Świata, ale nie było tego najbardziej oczekiwanego, czyli prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Administrację Kremla reprezentował polityk średniego szczebla, co jak na zaszłości historyczne między tymi państwami, jest ważnym sygnałem. Tylko, że różnie jest on odczytywany. Jedni komentatorzy twierdzą, że jest to sygnał dla Ukrainy, ale i dla innych państw regionu, że Moskwa traktuje Janukowycza jak swego wasala, inni twierdzą, że jest to z kolei świadectwo tego, że Ukraina wychodzi ze sfery wpływów Rosji. Jak będzie naprawdę, okaże się w grudniu tego roku, kiedy znów będzie dyskutowana sprawa cen za gaz i jego przesył do Europy przez terytorium Ukrainy.</p>
<p>Nie sprawy stricte polityczne, nie polityka zagraniczna będą dla Janukowycza i dla przyszłości Ukrainy najważniejsze w najbliższych miesiącach i latach. Przez pięć lat, od czasu &#8222;Pomarańczowej Rewolucji&#8221; usiłowano Ukrainie z zewnątrz narzucić polityczną narrację, że najważniejszą sprawą dla kraju i Ukraińców jest to, aby stała się ona członkiem NATO i Unii Europejskiej, właśnie w takiej kolejności. Geostrategiczne i geopolityczne pomysły najbliższego sąsiada Ukrainy z zachodu, czyli Polski, były wmawiane rządzącym &#8222;pomarańczowym&#8221;, jako główny, zbawczy cel dla państwa i społeczeństwa ukraińskiego. Zostało to nałożone na wielowarstwowy konflikt pomiędzy poszczególnymi siłami politycznymi w obozie demokratycznym, jak również na relacje z &#8222;niebieskimi&#8221;, czyli Partią Regionów Wiktora Janukowycza. Rezultaty takiej polityki są takie, że Ukraina, zarówno jej obecna elita polityczna, jak i społeczeństwo nie widzi żadnych korzyści wejścia w struktury polityczne NATO, a co do Unii Europejskiej &#8211; rządy Julii Tymoszenko nie posunęły państwa ani o krok od strony prawnej, ekonomicznej i organizacyjnej ku strukturom unijnym.</p>
<p><span id="more-3710"></span>Podstawowym problemem pierwszego okresu prezydentury będzie utrzymanie jedności państwa i stabilizacja, zarówno polityczna, ale przede wszystkim ekonomiczna. Ostatnie pięć lat politycznych kłótni, kryzysów parlamentarnych, zmian koalicji politycznych i rządów, spowodowało, że polaryzacja społeczeństwa i jego podziała na wschód i zachód jest faktem. Juszczenko musi doprowadzić do sytuacji, aby jedność narodowa Ukraińców została odbudowana. A nie jest ona oparta wbrew temu, co tak akcentował poprzednik Janukowycza, Wiktor Juszczenko, na akcentowaniu nacjonalizmu ukraińskiego, lecz na odbudowie wspólnoty terytorialnej. Jeden z pierwszych pomysłów nowego prezydenta, uczynienie języka rosyjskiego z powrotem językiem urzędowym państwa, nie jest żadnym ukłonem wobec Rosji, ani zadośćuczynieniem wyborczych obietnic, ale krokiem ku temu, aby mieszkańcy wschodniej Ukrainy poczuli, że ich odrębność będzie uznana.</p>
<p>Oczywiście największy problem to stan gospodarki, reformy administracji państwa, jak również podjęcie wysiłku reorganizacji prawa &#8211; i przygotowanie Ukrainy do wejście do UE. Janukowycz jest czasem oskarżany o to, że jest wytworem i zakładnikiem oligarchów przemysłowych, ale to właśnie oni są grupą, która widzi największe korzyści z rozwoju współpracy ze strukturami Unii Europejskiej. I wbrew pozorom, Janukowycz szybciej i sprawniej przeprowadzi proces dostosowywania państwa do wejścia do UE, niż jego poprzednicy. Ale aby tego dokonać, musi również dokonać restrukturyzacji władzy. Jestem przekonany, że Janukowycz będzie dążył do umocnienie i rozszerzenia władzy wykonawczej urzędu prezydenckiego.</p>
<p>Polska patrzyła na Ukrainę przez ostanie lata z góry. To my jesteśmy w UE i NATO, to my jesteśmy demokratami. Traktowaliśmy Ukrainę jako młodszego brata, a do tego tak zwana polityka wschodnia, realizowana siłami środowiska Lecha Kaczyńskiego miała naszego sąsiada wciągnąć w orbitę wpływów zjednoczonej Europy &#8211; i oczywiście, odepchnąć ją od Rosji. Taka polityka funkcjonalna, gdzie Ukraina była traktowana instrumentalnie. I to nie zostanie nam zapomniane, jak również to, że przez wszystkie te lata nie nawiązaliśmy ze środowiskiem Janukowycza żadnych relacji. Polska przestanie być powiernikiem Ukrainy w Europie, Janukowycz zna drogę do Brukseli, a poza tym Polacy poza werbalne deklaracje w stosunkach z Ukraińcami nie wyszli. Interesy na Ukrainie robią na przykład Niemcy, czy Włosi. I integracja z Unią Europejską będzie się odbywała ponad naszymi głowami.</p>
<p>Wydaje się, że jeżeli Wiktorowi Janukowyczowi uda się z balansować polityczne działania, zapewnić niezależność od wpływów rosyjskich, przy jednoczesnym odbudowaniu gospodarki, to Ukrainę czeka sukces. Nie zapomnijmy, że to kraj dwukrotnie większy niż Polska, mający wielki potencjał. Tylko, czy Polska potrafi ten potencjał wykorzystać?</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><em><strong>Felieton opublikowany na portalu<a href="http://www.wprost.pl/ar/188264/Prezydentura-srodka/" target="_blank"> Wprost.pl</a></strong></em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/02/27/prezydentura-srodka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Testament rzucony w błoto</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/01/25/testament-rzucony-w-bloto/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/01/25/testament-rzucony-w-bloto/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 10:15:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Popaprańcy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3579</guid>
		<description><![CDATA[- Gdzie jest granica politycznej uległości, pragmatyzmu politycznego? Gdzie bieżąca polityka zagraniczna powinna nie zwracać uwagi na polityczne zaszłości? Co to jest polityka gestów historycznych? Wiktor Juszczenko, odchodzący prezydent Ukrainy w trakcie obchodów Dnia Jedności uznał Stepana Banderę narodowym bohaterem Ukrainy. Juszczenko, dla części środowisk politycznych w Polsce główny symbol &#8222;pomarańczowej rewolucji&#8221; i przemian demokratycznych, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>-<img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Gdzie jest granica politycznej uległości, pragmatyzmu politycznego? Gdzie bieżąca polityka zagraniczna powinna nie zwracać uwagi na polityczne zaszłości? Co to jest polityka gestów historycznych?</p>
<p>Wiktor Juszczenko, odchodzący prezydent Ukrainy w trakcie obchodów Dnia Jedności uznał Stepana Banderę narodowym bohaterem Ukrainy. Juszczenko, dla części środowisk politycznych w Polsce główny symbol &#8222;pomarańczowej rewolucji&#8221; i przemian demokratycznych, złożył hołd skrajnemu nacjonaliście ukraińskiemu, a także twórcy OUN/UPA, organizacji nie tylko faszystowskiej, ale również kolaborującej z hitlerowcami.</p>
<p>Organizacja tego przestępcy (skazanego w Polsce międzywojennej na karę śmierci za współudział w zamordowaniu ministra spraw wewnętrznych, Bronisława Pierackiego), kolaboranta hitlerowskiego, jest odpowiedzialna za mordy na ludności polskiej i żydowskiej na kresach wschodnich państwa polskiego. I nie ma tu znaczenia, że w czasie, kiedy bandy ukraińskie, pod dowództwem Romana Szuchewycza dokonywały zbrodni, Bandera był więźniem w niemiecki obozie koncentracyjnym. To właśnie on był twórcą i ideologiem ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, który dokonywał eksterminacji ludności polskiej.</p>
<p>Wielokrotnie słyszałem, że polska polityka wschodnia powinna się kierować zaleceniami Redaktora, Jerzego Giedroycia. Najbardziej popularne jest hasło &#8211; na Wschodzie, w relacjach z Ukrainą realizujemy testament Redaktora. Mam nieodparte wrażenie, że od kilku lat, polska polityka wobec Ukrainy (a także Rosji) nie realizuje żadnego testamentu tego wielkiego Polaka, lecz wykorzystuje to hasło czysto utylitarnie, nie odnosząc się do idei polskiego myśliciela z Maisons-Laffitte. Giedroyc, rozumiejąc i popierając aspiracje ukraińskie do tworzenia własnego państwa, był jak najdalej od nacjonalizmu &#8211; także polskiego. Zarówno, jak i Adolf Bocheński kategorycznie mówili i pisali i Ukrainie jako pełnej demokracji, państwie otwartym. Wolna Ukraina poza tym była dla Giedroycia kluczem do współpracy z Rosją, która uważana była przez niego za naszego głównego partnera. Niestety, dla polskiej polityki zagranicznej, prowadzonej na tym kierunku przez Lecha Kaczyńskiego, wolna Ukraina była traktowana nie jako uzupełnienie naszych relacji z Rosją, lecz jako przeciwwaga do &#8222;rosyjskiego imperializmu&#8221;. W ramach tego &#8222;realizmu&#8221; popierano Juszczenkę, który kokietował stale ukraińskich nacjonalistów. Polacy mieli &#8222;oderwać&#8221; Ukrainę od rosyjskich wpływów, za cenę niepamięci&#8230;</p>
<p><span id="more-3579"></span>Co jakiś czas słyszę opinię, że Polacy powinni się pogodzić z tym, że każdy naród, każde społeczeństwo ma prawo do własnej polityki historycznej i do budowania tożsamości według własnych zasad i własnego osądu historii. Wielce słuszna opinia, w czasach demokracji i prawa do samostanowienia każdego narodu. Jeżeli jednak to realistyczne i pragmatyczne stanowisko, to dlaczego Polacy, polskie władze i Władysław Bartoszewski tak nerwowo, czasem histerycznie reagują na Erikę Steinbach i jej projekt &#8222;Widocznego Znaku&#8221;? Jej działania i jej program upamiętnienia wypędzeń (nie tylko niemieckich) mieści się właśnie w schemacie i prawie do własnego spojrzenia na historię narodu niemieckiego. Z jednej strony atakujemy Steinbach i BdV &#8211; z drugiej strony dopuszczamy, aby utylitarne &#8211; i nierealne &#8211; cele polskiej polityki zagranicznej realizowane był za cenę &#8222;zapomnienia&#8221; o polskich ofiarach na Wschodzie. Ukraińcy nie podjęli z Polakami poważnej rozmowy o zbrodniach UPA. Polacy potrafią walczyć o uznanie przed Kreml  zbrodni w Katyniu, Charkowie, Miednoje za ludobójstwo &#8211; nie potrafią wyartykułować swojego zdania wobec większych i okrutniejszych zbrodni Ukraińców. Tak, Ukraińców, bo zaliczenie Bandery i UPA do panteonu bohaterów narodowych wolnej demokratycznej Ukrainy jest teraz problemem pomiędzy Polską a Ukrainą.</p>
<p>Nasi południowi sąsiedzi, Słowacy, na ludności której UPA również dokonywała zbrodni, zareagowali natychmiast, oficjalnie i ostro, protestując przeciwko honorom czynionym przez Juszczenkę Stepanowi Banderze. Polskie władze, z MSZ na czele, nie zajęło  żadnego oficjalnego stanowiska. Podobnie Kancelaria Prezydenta RP, a przecież to właśnie Lech Kaczyński promował ukraińskiego prezydenta, mieniąc się jego europejskim protektorem i przyjacielem. Zdawkowe, niemal prywatne opinie ministra Handzlika to mniej niż za mało. Oczekiwałbym stanowczych reakcji Radosława Sikorskiego i samego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale raczej nie doczekamy się tego, ponieważ obaj ci politycy są głęboko antyrosyjscy, a to oznacza, że przełkną oni tę nagrodę dla zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i ideologa zbrodniczej organizacji, mordującej Polaków.</p>
<p>Kilka miesięcy temu Wiktor Juszczenko otrzymał doktorat honoris causa lubelskiego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wtedy też protesty organizacji kresowych zostały przez polskie oficjalne gremia przemilczane, a Lech Kaczyński był uczestnikiem uroczystości. Czy było to w imię realizacji testamentu Redaktora &#8211; mam szczere wątpliwości.</p>
<p>Polska polityka wschodnia, pozwalająca wybiórczo i relatywistyczne traktować polskie ofiary XX wieku, to ciemna plama polskiej dyplomacji &#8211; a także polskiej polityki historycznej. Nie wystarczy powtarzać frazesy o realizacji myśli Giedroycia, bo on nie pozwoliłby na bezczeszczenie pamięci 200.000 Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><em><strong>Felieton opublikowany na portalu <a href="http://wprost.pl/ar/185385/Testament-Giedroycia-rzucony-w-bloto/" target="_blank">Wprost.pl</a></strong></em></span></p>
<p><a id="aptureLink_q3UhIidYnv" style="float: left; padding: 0px 6px;" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Jerzy%20Giedroyc"><img style="border: 0px none;" title="Jerzy Giedroyc" src="http://placeholder.apture.com/ph/360x320_WikipediaArticle/" alt="" width="360px" height="320px" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/01/25/testament-rzucony-w-bloto/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Koniec polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2010/01/19/koniec-polityki-wschodniej-lecha-kaczynskiego/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2010/01/19/koniec-polityki-wschodniej-lecha-kaczynskiego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2010 10:59:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[wybory]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3553</guid>
		<description><![CDATA[Znamy wyniki pierwszej rundy wyborów prezydenckich na Ukrainie, które dały bardzo wyraźną, ponad 10-punktową przewagę lidera Partii Regionów, Wiktora Janukowycza nad Julią Tymoszenko. Ubiegający się o reelekcję przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, Wiktor Juszczenko uplasował się na piątym miejscu, z poparciem niewiele ponad 5%. Wygląda na to, że Janukowycz w drugiej rundzie wygra z obecną premier i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Znamy wyniki pierwszej rundy wyborów prezydenckich na Ukrainie, które dały bardzo wyraźną, ponad 10-punktową przewagę lidera Partii Regionów, Wiktora Janukowycza nad Julią Tymoszenko. Ubiegający się o reelekcję przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, Wiktor Juszczenko uplasował się na piątym miejscu, z poparciem niewiele ponad 5%. Wygląda na to, że Janukowycz w drugiej rundzie wygra z obecną premier i zostanie prezydentem Ukrainy na następne 5 lat. Ponieważ w praktyce ukraińskiej pozycja prezydenta jest mocniejsza, niż w Polsce, prawdopodobnie zostanie rozwiązany wkrótce parlament i rozpisane zostaną przedterminowe wybory. To może oznaczać, że Janukowycz przejmie pełnię władzy u naszego wschodniego sąsiada.</p>
<p>&#8222;Niebiescy&#8221; Janukowycza, w przeciwieństwie do &#8222;pomarańczowych&#8221; zachowali jedność i homogeniczność postaw politycznych. Wbrew obiegowym opiniom nie jest to partia Moskwy, kojarzona z zakulisowymi wpływami Rosji. To raczej Julię Tymoszenko oskarżano o uleganie wpływom Kremla, szukano jej powiązań nieformalnych z rosyjskimi sferami biznesowymi i siłami specjalnymi. Janukowycz to przede wszystkim polityk związany ze sferami biznesu, oligarchów, którzy wcale niezbyt chętnie widzieliby zwiększenie rosyjskich wpływów na Ukrainie. I patrząc z zewnątrz, Janukowycz jest politykiem autonomicznym, któremu na pewno będzie zależało na utrzymaniu integralności terytorialnej Ukrainy, ale jednocześnie na zrównoważeniu jej pozycji wobec Rosji i reszty Europy. Już wiemy, że priorytetem dla niego będzie wejście do Unii Europejskiej, ale niekoniecznie do NATO. I jest to całkowicie zrozumiałe, biorąc pod uwagę obecność na Krymie floty rosyjskiej, a także znacznej rosyjskiej mniejszości.</p>
<p><span id="more-3553"></span>Wiktor Janukowycz przedstawiany był w Polsce przez lata jako wróg ludu i agent Moskwy. Nie zapomnijmy &#8211; jak i on zapewne nie zapomni &#8211; że polskie poparcie dla &#8222;pomarańczowej rewolucji&#8221; w 2004  roku było skierowane przeciwko niemu. Kreowano go nie tylko na rosyjskiego poplecznika, ale przypominano jego przeszłość, za którą zapłacił więzieniem, czy powiązania z oligarchami. Nie pamięta się jednak tego, że kiedy jeszcze za czasów Kuczmy, w roku 2002 został premierem, pierwszą podróż odbył do Warszawy (przypomniał o tym na swoim blogu Leszek Miller). Nie wiemy, czy to, że przez lata podważano jego wiarygodność, nie przełoży się na niechęć wobec Polski.</p>
<p>Janukowycz nie musiał się odwoływać do żadnych wpływów zagranicznych &#8211; obóz jego przeciwników, pomarańczowych, wykończył się sam. Wieczne kłótnie i tarcia doprowadziły do jego upadku. Z tym upadkiem skończyła się również polska polityka wschodnia Lecha Kaczyńskiego, której architektem był Paweł Kowal, obecnie europarlamentarzysta.</p>
<p>Polacy, a właściwie obóz prezydencki, nie licząc się z uwarunkowaniami geopolitycznymi regionu, a przede wszystkim z Rosją i jej planami, próbowali poprzez Wiktora Juszczenkę i Michaiła Saakaszwilego prowadzić quasi mocarstwową politykę wschodnią, usiłując z jednej strony organizować przedsięwzięcia biznesowe w dziedzinach energetycznych, z drugiej strony próbując na siłę, w dużej części wbrew opiniom innych państw europejskich, wciągnąć nieprzygotowane Gruzję i Ukrainę w stryktury Unii Europejskiej i NATO. W obu przypadkach, z powodu awanturnictwa Saakaszwilego i całkowitego załamania się gospodarki Ukrainy, zakończyło się to klęską. Projekty biznesowe nie wyszły poza sferę planów i nic nie znaczących deklaracji. Za to doprowadziło to do wzmożenia działań Rosji, która zapewne czując zagrożenie swoich interesów i sfer wpływów, znacznie zdynamizowała projekty Nord Stream i South Stream, wiążąc umowami Azerbejdżan, Kazachstan i Turkmenistan tak mocno, że inny międzynarodowy projekt gazowy,Nabucco, właśnie się wali&#8230;</p>
<p>Polska polityka zagraniczna wobec Ukrainy, w wykonaniu obozu prezydenckiego wyglądała na politykę antyrosyjską, musiało być to odbierane jako polityka konfrontacyjna. Przy okazji Lech Kaczyński na Ukrainie popierał partnera najsłabszego, nie licząc się praktycznie z Julią Tymoszenko, nie mówiąc o Janukowyczu, traktując tego ostatniego jako &#8222;agenta Moskwy&#8221;. Nasza idee fix, że Polacy niosą demokrację na Ukrainę, a także będą próbowali wyciągnąć Białoruś spod wpływów Moskwy i zająć pozycję lidera wśród państwa postsowieckich &#8211; spaliła na panewce. Nikt tego od na nie oczekuje, nikt nie widzi Lecha Kaczyńskiego w roli zbawcy, czy nawet lidera. A próba zrobienia z Ukrainy bufora politycznego wobec &#8222;rosyjskiego imperializmu&#8221; właśnie się kończy porażką.</p>
<p>Nie należy się obrażać na sukces Wiktora Janukowycza (czy może jednak Julii Tymoszenko?), tylko doprowadzić do normalizacji naszych stosunków bilateralnych &#8211; ale właśnie w kontekście zrozumienia uwarunkowań polityki rosyjskiej w tym regionie. Ważnym znakiem będzie to, czy nowy prezydent pierwszą wizytę zagraniczną złoży w Moskwie, Brukseli, a może właśnie w Warszawie?</p>
<p>Jedno jest pewne &#8211; niezależna i demokratyczna Ukraina Polsce jest potrzebna, jako partner polityczny i ekonomiczny. Nie należy tego kraju traktować jako instrumentarium polityki wobec Rosji. Ukraińcy się na to nie zgodzą, a Polska i tak nie ma samodzielnie siły na prowadzenie polityki choćby małego mocarstwa.</p>
<p>Azrael</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;-</p>
<p><span style="color: #ff0000;"><em><strong>Felieton opublikowany na portalu<a href="http://www.wprost.pl/ar/184828/Koniec-polityki-wschodniej-Lecha-Kaczynskiego/" target="_blank"> Wprost.pl</a></strong></em></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2010/01/19/koniec-polityki-wschodniej-lecha-kaczynskiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polityka subiektywnej pamięci</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/07/25/polityka-subiektywnej-pamieci/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/07/25/polityka-subiektywnej-pamieci/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Jul 2009 12:57:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3045</guid>
		<description><![CDATA[Polacy się nie lubią ze swoimi sąsiadami. Kiedy nawet oficjalnie się pisze i mówi o wielkiej przyjaźni, miłości, czy nawet braterstwie, to jednak gdzieś zawsze pozostaje przysłowiowe &#8222;ale&#8221;, czyli ta przyjaźń podszyta jest wypominkami, resentymentami, jest zawsze jakoś warunkowa. I w polskim odczuciu, to zawsze my, Polacy, jesteśmy tymi, którzy z takiej warunkowej przyjaźni powinni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Polacy się nie lubią ze swoimi sąsiadami. Kiedy nawet oficjalnie się pisze i mówi o wielkiej przyjaźni, miłości, czy nawet braterstwie, to jednak gdzieś zawsze pozostaje przysłowiowe &#8222;ale&#8221;, czyli ta przyjaźń podszyta jest wypominkami, resentymentami, jest zawsze jakoś warunkowa. I  w polskim odczuciu, to zawsze my, Polacy, jesteśmy tymi, którzy z takiej warunkowej przyjaźni powinni wyciągać więcej.</p>
<p>Hasło polityki historycznej w Polsce pojawiło się stosunkowo niedawno, i było ono od samego początku traktowane bardziej na użytek wewnętrzny, dla celów immanentnej polityki w kraju. Od samego początku nie była to prosta i naukowa refleksja nad historią, lecz raczej interpretacja, konieczna dla podkreślenia aktualnej linii politycznej formacji, dla której było to raczej narzędzie politycznego marketingu. W myśl starego orwellowskiego hasła, &#8222;Kto panuje nad przeszłością &#8211; panuje nad teraźniejszością&#8221;, polityczna tendencja, uznano, że jeżeli uda się zweryfikować historię, szczególnie tę najnowszą, ostatniego dwudziestolecia, na swoją korzyść, to zdobędzie się prymat w polityce bieżącej, że jeżeli uda się przemodelować świadomość historyczną społeczeństwa, to jednocześnie uda się je nakłonić do akceptacji określonego programu politycznego. Polityka historyczna weszła do kanonu działań ideologicznych, a także stała się elementem marketingu politycznego.</p>
<p>Polityka historyczna została zapisana już w 2005 roku w programie wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Miała być ona jednym z fundamentów tworzenia tak zwanej IV RP. I była  realizowana, miała wpływ zarówno na polską politykę zagraniczną, jak i na wewnętrzne relacje, szczególnie pomiędzy poszczególnymi partiami politycznymi, a społeczeństwem. Nie tylko była ona elementem rozgrywki politycznej wewnątrz kraju, stosowano ją również w polityce zagranicznej. Była szczególnie widoczna w kontaktach z Niemcami, gdzie konflikty, wynikające z zachowaniach różnych organizacji niemieckich uchodźców, powodowały gwałtowne reakcje polskiego rządu, urzędu prezydenckiego i  mediów. I  w wielu przypadkach są to reakcje słuszne, choć nie zawsze dobrze i skutecznie artykułowane. Nie zawsze adresat polskich protestów był dobrze wskazywany. Bo nie jest nim rząd Niemiec, który nie jest stroną w tego rodzaju konfliktach. Wynika to z braku znajomości zasad funkcjonowania demokracji i praw organizacji pozarządowych i prawa do swobody wypowiedzi w krajach o rozwiniętej demokracji.</p>
<p><span id="more-3045"></span></p>
<p>Taka polityka historyczna, skuteczna i dająca dobre efekty, realizowana była też w stosunku do Ukrainy. Z dużymi sukcesami. Ale tylko do pewnego momentu, o czym dalej.</p>
<p>Do tej pory ważniejsza była polityka historyczna realizowana wewnątrz kraju. Bo tu można zobaczyć, jak instrumentalnie, wybiórczo była ona traktowana – i jak powoli zmieniała się w propagandę.</p>
<p>Carl Schmitt,  wybitny niemiecki myśliciel, konserwatysta napisał, że esencją polityki jest walka, a z walką nierozerwalnie związany jest strach. Strach, który pozwala zmobilizować do konfrontacji i z przeciwnikiem, faktycznym, ale i urojonym, do zwierania szeregów, strach, który można przekuć w działanie zaplanowane jako rozgrywka z układem, którym można manipulować. Strach i wróg zastępuje dyskusje o realnych problemach Polski i pozwala instrumentalnie kierować zainteresowanie społeczeństwa ku tematom wtórnym.</p>
<p>Polityka historyczna, traktowana jak element ideologii, jest  substytutem dyskusji o rozwoju Polski. Polskie partie polityczne, polska klasa polityczna epigonistycznie czerpie z różnych doktryn politycznych, tkwiących korzeniami w wieku XX, a nawet XIX, nie rozumie nowoczesnych doktryn politycznych  albo je interpretuje w sposób wulgarny.</p>
<p>Czymś gorszym jednak od samego stosowania polityki historycznej w bieżącej polityce, były próby wprowadzenia jej w krwiobieg społeczeństwa. W trakcie rządów koalicji Prawa i Sprawiedliwości, Ligii Polskich Rodzin i Samoobrony powstał pomysł nauczania w szkołach wychowania patriotycznego. Biorąc pod uwagę poglądy ówczesnego  ministra edukacji narodowej, Romana Giertycha, nie należało się  spodziewać, że miała to być to nauka patriotyzmu odnoszącego się do przyszłości Polski, do jej miejsca w Europie, nauka o demokracji, otwartości światopoglądowej, tolerancji.<br />
To miało być takie nauczanie patriotyzmu, gdzie wszelkie polskie resentymenty i poczucie tego, że Polska to naród wybrany – i skrzywdzony – musi, za wszelką cenę dostać od Europy, sąsiadów, Niemiec, Rosji – to co mu się należy. Nie sądzę, aby chciano nauczać o prawdziwej historii Europy, o prawdziwych przyczynach takich, a nie innych wyborach i motywacjach narodów. Polityka edukacyjna, jako element polityki historycznej, miała być  wprowadzona w sposób bardzo prosty. Wystarczyłoby przeforsowanie pomysłu Romana Giertycha – czyli jednego „taniego” podręcznika dla wszystkich szkół… bez prawa wyboru, bez programów autorskich.</p>
<p>Polityka edukacyjna w polskiej szkole w czasach tak zwanej IV RP miała być zresztą poddana także indoktrynacji z innej strony. Do polskich szkół miała powrócić filozofia,  ale nie taka, o jakiej się myśli powszechnie, nie, nie miano nauczać heglizmu, czy omawiać inne doktryny, które miały wpływ na historię Świata, czy nawet Polski – jak marksizm. Filozofia miała być nauczana w ramach… lekcji religii. Czyli – Tomasz z Akwinu, a w szczególności – oczywiście nauki Jana Pawła II.</p>
<p>Najbardziej zakłamaną sprawą w polskiej polityce historycznej, jest problem Powstania Warszawskiego, w wyniku którego 20.000 młodych Polaków poległo z bronią w ręku, a około 180.000 warszawiaków zostało wymordowanych. Niestety, w zbudowanym wielkim nakładem środków i z wielkim rozmachem muzeum nie dowiemy się tego, że  Powstanie Warszawskie okazało się wielką tragedią narodu polskiego, nie osiągnęło żadnego celu militarnego i politycznego, a ci, którzy są za to powinni wziąć odpowiedzialność, nigdy się do błędów nie przyznali. O tym w odrębnym artykule.</p>
<p>Po zakończeniu, w niesławie, tak zwanego okresu IV RP, polityka historyczna bynajmniej nie zanikła, lecz zmieniał swoje konotacje. Teraz w jej zakresie są głównie sprawa międzynarodowe, z położeniem nacisku na Niemcy, a ostatnio na Ukrainę.</p>
<p>Erika Steinbach, polityk niemieckiej CDU i jednocześnie szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV), zajęła w Polsce  miejsce Franza Josefa Straussa, twórcy i wieloletniego szefa niemieckiej CSU, który za czasów komunizmu robił za czarnego luda imperializmu niemieckiego.</p>
<p>Od 1999 roku, kiedy objęła przewodnictwo związku, udało się jej tą organizację wyprowadzić z zaścianka politycznego na szerokie wody. Pobudziła nie tylko wśród członków ziomkostw poczucie krzywdy wypędzonych Niemców, ale również doprowadziła do zmiany optyki widzenia tego problemu przez polityków. Pokazuje Niemców nie tylko agresorów, ale również jako ofiary II wojny światowej, kładąc naciski na sprawy pamięci o ziemiach rodzinnych, dziś terytoriów Polski, Czech, krajów bałtyckich. Jej projekt Widocznego Znaku stał projektem rządowym, ma upamiętniać wypędzenia Niemców z dawnych kresów wschodnich. Erika Steinbach prowadzi w Niemczech swoją, autorską odmianę polityki historycznej. I tu zachodzi pytanie; Czy Niemcy mogą prowadzić taką politykę, która w Polsce jest odbierana jako element negacji niemieckich win i próba relatywizacji niemieckich zbrodni? Według mnie, dopóki polityka BdV nie stanie się podstawą polityki państwowej Niemiec i dopóki nie stanie się ona elementem ideologii państwa, dopóty nie jest ona groźna.  Polska robi poważny błąd, że niezależnie od naszych wątpliwości co do motywacji i metod działań Eriki Steinbach, nie bierze w tym przedsięwzięciu udziału.</p>
<p>Muzeum Widocznego Znaku odpowiada na potrzeby milionów przesiedlonych Niemców z zachodnich ziem obecnej Polski, Czech, Prus Wschodnich i krajów bałtyckich, oraz ich rodzin. Decyzja rządu niemieckiego wejścia w ten projekt  nie jest tylko realizacją woli Eriki Steinbach, jak by chciano to w Polsce tylko widzieć, ale jest to zadośćuczynienie postulatom obywateli Niemiec. Zgodnie z ich demokratyczną wolą. Widoczny Znak ma upamiętniać „stulecia wypędzeń”, oraz ma „przyczyniać się do wspólnego rozliczenia się z historią oraz do pojednania”. Ma to być coś w rodzaju żywego forum wymiany poglądów, i miejsce odświeżania pamięci.</p>
<p>Polacy już pogodzili się z tym projektem, odcinając się od uczestnictwa w nim w jakiejkolwiek formie, co uważam od dawna za poważny błąd. Zostawiając sobie  tylko prawo do krytyki, tracimy możliwość realnego wpływu na to, co się dzieje w Berlinie.</p>
<p>Polityka historyczna Niemiec jest faktem i Polska na jej kształt ma tylko minimalny wpływ. Niemcy są krajem suwerennym i pełnoprawnym uczestnikiem życia międzynarodowego, z całkowitą autonomicznością decyzji wewnętrznych. Mogą – i chcą &#8211; robić własną politykę historyczną, niemiecką politykę narodową, rozliczając się z własnymi problemami, jako agresora II Wojny Światowej – oraz, czego nie możemy im zabronić – z własnymi problemami cierpień Narodu Niemieckiego. Prawa Niemców do odczytywania własnej historii w dowolny sposób – nie podlega dyskusji. Tak jak przypominanie przez Polaków, co było główną przyczyną exodusu niemieckiego po wojnie, czym były zbrodnie niemieckie, Jałta – a także polsko – niemieckie traktaty z początku lat 90. Tylko, że powinniśmy to robić nie stąd, z Warszawy, lecz uczestniczyć w projektach pamięci w Berlinie.</p>
<p>Inna sytuacja jest z naszym innym sąsiadem, z Ukrainą. Jak pamiętamy, kilka tygodni temu odbyła się na KUL-u, w Lublinie, uroczystość nadania doktoratu  honoris causa prezydentowi  Wiktorowi Juszczence, za jak napisano w laudacji, “działanie, dzięki któremu społeczeństwo Ukrainy weszło na drogę demokratycznych przemian”.</p>
<p>Dla wielu Polaków, środowisk kombatanckich, nie tylko kresowych, ta uroczystość nie była zbyt miła. Jak się okazało, decyzja katolickiej uczelni lubelskiej wzbudziła również poruszenie w sferach polskich polityków.</p>
<p>15 lipca polski Sejm przyjął uchwałę, w sprawie &#8222;tragicznego losu Polaków na Kresach Wschodnich&#8221;. Uchwała zawierała między innymi sformułowania, najostrzejsze od czasu nawiązania przez oba kraje stosunków dyplomatycznych, mówiące, że że w lipcu mija 66. rocznica &#8222;rozpoczęcia przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię na kresach II Rzeczypospolitej tzw. antypolskich akcji &#8211; masowych mordów o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych&#8221;. Na Ukrainie uchwała polskiego parlamentu spotkała się z ostrą reakcją środowisk nacjonalistycznych.</p>
<p>Z Ukrainą jednak i z działalnością polityków ukraińskich jest jednak inny problem, niż z Niemcami, czy działalności niemieckich związków wypędzonych. Otóż Juszczenko i inni politycy jego formacji są zwolennikami wprowadzenia do życia społecznego i politycznego  pamięci o OUN/UPA, która w pamięci Polaków jest organizacją zbrodniczą. Ale nie tylko wprowadzenie do życia społecznego, ale również uczynienia z niej podstawy ideologi politycznej i podstawy działania państwa.</p>
<p>Zbrodnie wołyńskie to jedna  z najbardziej hańbiących i przemilczanych spraw w relacjach polsko – ukraińskich. Ale również w Polsce nie pisze się i nie mówi o polskiej polityce wynarodowień ziem Zachodniej Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ choć nie była to tak krwawa i zbrodnicza działalność, jak ukraińskich nacjonalistów, ale jednak niezbyt chwalebna dla Polaków.  A przecież II RP w oczach środowisk „patriotycznych” uchodzi za czas najlepszy w polskich dziejach.</p>
<p>Polskie relacje z Ukrainą nie zostaną naprawione do czasu, kiedy polscy i ukraińscy  politycy nie podejmą oficjalnie rozmów celem wyjaśnienia całokształtu zbrodni wołyńskich, ale również ich praprzyczyn. Ważne jest to, aby w tym politycznym i historycznym dyskursie nie omijać spraw związanych z polskimi źródłami niepokojów na terenach ukraińskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Ale trzeba sobie, podobnie, jak w przypadku Niemiec, powiedzieć wyraźnie, że jeżeli Ukraina i jej demokratycznie wybrane władze będą chciały oprzeć swoją politykę państwową na podstawach ukraińskiego nacjonalizmu, to Polska nie będzie mogła nic w tej sprawie zrobić&#8230;</p>
<p>Polska polityka historyczna, w wymiarze międzynarodowym jest doraźna, bez żadnego planu, wybiórcza, pomijając sprawy istotne – nie dla pamięci historycznej, ale dla przyszłości kraju. Dlatego na przykład symbolem upadku komunizmu nie będzie Stocznia Gdańska, „Solidarność” i Okrągły Stół, lecz obalenie Muru Berlińskiego.</p>
<p>Doraźność polskiej polityki historycznej powoduje również to, że wolna Polska tak mało zrobiła dla polskiej emigracji na Wschodzie, polskiej emigracji żydowskiej z roku 1968, emigracji solidarnościowej, Polaków w Kazachstanie, na Białorusi – a więcej zajmują się tym, co dla swojego narodu robią Niemcy. Smutna to konstatacja.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/07/25/polityka-subiektywnej-pamieci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Realny punkt widzenia</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/07/21/realny-punkt-widzenia/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/07/21/realny-punkt-widzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 21 Jul 2009 11:18:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=3032</guid>
		<description><![CDATA[No proszę! Nigdy bym nie przypuszczał, że mój tekst, pod tytułem &#8222;List na Berdyczów&#8221;, poświęcony listowi byłych polityków, ale jeszcze aktualnych autorytetów, skierowany do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy, wzbudzi tak żywą reakcję moich wielce szanownych kolegów z redakcji Studia Opinii. Piszę wielce szanownych z pełnym przekonaniem i pełną atencją, nie podszytą żadnym szyderstwem, ani [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>No proszę! Nigdy bym nie przypuszczał, że mój tekst, pod tytułem <a href="http://alfaomega.webnode.com/news/azrael-list-na-berdyczow/" target="_blank"><strong>&#8222;List na Berdyczów&#8221;</strong></a>, poświęcony listowi byłych polityków, ale jeszcze aktualnych autorytetów, skierowany do prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamy, wzbudzi tak żywą reakcję moich wielce szanownych kolegów z redakcji <a href="http://alfaomega.webnode.com/" target="_blank"><strong>Studia Opinii</strong>.</a> Piszę wielce szanownych z pełnym przekonaniem i pełną atencją, nie podszytą żadnym szyderstwem, ani własną pychą, co niektórzy chcą mi &#8222;w brzuch wcisnąć&#8221;, ale uważam, że to, że sam redaktor <strong>Stefan Bratkowski</strong> się nad tekstem pochylił, a wsparł go tak wybitny dziennikarz mediów różnych i znawca Rosji znamienity, jak <strong>Sławomir Popowski</strong>, poczytuję sobie za niemały zaszczyt&#8230;</p>
<p>No, ale koniec z duserami, czas zająć się, jak mam nadzieję, przyzwoitą polemiką.</p>
<p>Nie lekce sobie ważę głos osób i osobistości po tym listem do Obamy. Tak, mają prawo do napisania tego listu, który zresztą już przyjął miano <strong>&#8222;Listu 22&#8243;</strong>, od liczby nazwisk pod nim umieszczonych . Tak, i Lech Wałęsa, i Aleksander  Kwaśniewski i Vaclav  Havel, czy Daniel Rotfeld to osoby, których głosu należy wysłuchać uważnie. Czas, jaki minął od jego opublikowania, i reakcje jakie można było odebrać ze strony amerykańskiej na temat jego przesłania, świadczą jednak o tym, że w rzeczywistości był on pisany &#8222;w powietrze&#8221;. Jak do tej pory jedynym sygnałem, że został oficjalnie  zauważony byłą wypowiedź urzędnika departamentu stanu niskiego szczebla. W mediach elektronicznych i na czołówkach gazet amerykańskich nie pojawił się w ogóle&#8230;</p>
<p>Forma tego dokumentu i jego ton, to są najpoważniejsze jego wady. Nie jest to materiał analityczny, lecz polityczny. Tego rodzaju polityczne połajanki nigdy nie będą dobrze odebrane i nie mogą zostać dobrze przyjęte. Do tego list wpisuje się w wewnętrzną dyskusję w administracji amerykańskiej na temat zasad i metod politycznych wobec Rosji. Wbrew pozorom nie wzmacnia to wcale pozycji zwolenników twardego kursu wobec Rosji, ale wprost przeciwnie. Ze strony amerykańskiej, nieoficjalnie, dochodzą sygnały, że list wzbudził konsternację. Został on przyjęty raczej jako głos petentów, a nie partnerów politycznych. Bo Europa centralna postrzegana jest raczej jako region słaby, bez własnych pomysłów i wpływów.</p>
<p><span id="more-3032"></span></p>
<p>Problemem Europy Wschodniej nie jest tylko to, jak zachowają się Amerykanie wobec Rosji i naszego regionu, lecz raczej to, jak Polska i inne kraje będą kształtowały własną politykę. I jak będą umiały wpływać na Unię Europejską,  na jej politykę wschodnią. Na dzień dzisiejszy wydaje się, że wpływ ten jest praktycznie żaden. I na pewno nie pomoże tu nic odwoływanie się do Wielkiego Brata zza Atlantyku.</p>
<p>Polityka polska i polityka innych państw regionu musi być podporządkowana interesom wspólnym, dla całej Unii Europejskiej. To jest właśnie najważniejszy, od lat kierunek i jak dotąd, sprawdzał się on w pełni. Przyjęcie Polski i do NATO, i do Unii Europejskiej, stanowi tego potwierdzenie. Ale do pewnego czasu polska polityka zagraniczna (ale równie polityka całej Unii Europejskiej) zatraciła zdolność formułowania konkretnych celów i zadań. Możemy się zgadzać, lub nie z polityką tandemu Barack Obama-Hilary Clinton wobec Rosji, ale w tym jest myśl polityczna, strategia i taktyka. I nie jest winą Stanów Zjednoczonych, że dzieje się to kosztem Europy Środkowej. Taka jest polityka, taki jest polityczny pragmatyzm.</p>
<p>Kraje naszego regionu nie potrafią sobie poradzić z myślą, że stają się peryferium świata,  którego centrum będzie, jeżeli już nie jest, w Azji. Amerykanie to potrafią zrozumieć, i dlatego dostosowują swoją politykę do tego, co się będzie działo w sferze ekonomii i polityki za lat 10, 20, 25&#8230; My za to nie potrafimy, po osiągnięciu celu głównego, czyli integracji ze strukturami prawnymi i ekonomicznymi Europy, wypracować nowego planu polityki zagranicznej.  Próbowaliśmy własny plan polityczny zastąpić planem amerykańskim, a kiedy okazało się, że Amerykanie mają własne pomysły, nie przystające do naszych oczekiwań &#8211; wysyłamy do nich dość histeryczny list. To nic innego, jak kontynuacja polityki klientelizmu wobec Stanów Zjednoczonych, zainicjowana jeszcze w początku tego wieku, przez rząd Leszka Millera i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.</p>
<p>Mentalnie polska polityka zagraniczna wobec Rosji zatrzymała się na początku lat 90. i od tego czasu tkwimy w marazmie. A inne kraje, takie jak Niemcy i Włochy, obchodzą nas z boku, wykorzystując to, że nie potrafimy sformułować celów, postulatów i zadań współpracy z Moskwą (poza żądaniem uznania mordów katyńskich za ludobójstwo). Wypychają nas z Rosji, nie tylko ekonomicznie.</p>
<p>Kilka lat temu nieżyjący już <strong>Mieczysław F. Rakowski</strong>, przecież też znawca Rosji, napisał w swoim miesięczniku &#8222;<strong>Dziś&#8221;</strong> takie słowa;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>W tekstach publikowanych w poważnych dziennikach, tygodnikach, w wypowiedziach ekspertów, karmiących swoimi “mądrościami” czytelników i słuchaczy, nietrudno uchwycić ton wyższości i pyszałkowatość Lechitów wobec Rosjan. Gdzie im tam, rabom, do nas, polskich panów, stuprocentowych demokratów! Porażające jest demonstrowane przekonanie, że oni i tylko oni wiedzą, jak współczesna Rosja powinna rządzić się i budować demokratyczne stosunki. Może Putin powinien tych majstrów od pióra i żywego słowa (ze szczególnym uwzględnieniem uczonych z Ośrodka Studiów Wschodnich, których można ustawić w pierwszym rzędzie rusofobów), oraz choćby kilku politycznych “orłów” zaprosić do Moskwy i uczynić z nich trust mózgów, wspomagający jego “nieudolnych”, przepojonych duchem KGB doradców? Za wysoce niekorzystne dla Polski uznać też trzeba strofowanie Rosjan i Putina przez naszych polityków i wysokich urzędników państwowych.<br />
[...]<br />
Odnosi się wrażenie, że w polityce wschodniej zatracono to, co można nazwać instynktem państwowym. Jest to ten fragment polskiej polityki zagranicznej, w którym przestały obowiązywać zasady powszechnie przestrzegane w stosunkach międzynarodowych. Każdy mówi co chce, oczywiście zawsze z dodatkiem, że ma na względzie interes Polski. Jakże by inaczej! Nie można jednak nie zapytać: czy ta radosna twórczość jest dla Polski korzystna? Wydaje się, że nie. Z kilku powodów, ale pozostańmy przy dwóch. Po pierwsze, umacnia antypolskie nastawienie (polskije pany!), spychając na margines wcale duże, wpływowe środowiska w Rosji, które od wieków w traktowały Polaków jako przyjaciół. Po drugie, szkodzi naszej pozycji w Unii Europejskiej, która oczekiwała, że chociażby z powodu wielowiekowego sąsiedztwa z potężnym wschodnim sąsiadem, wystąpimy w roli wiarygodnego znawcy Rosji i stworzymy naturalny pomost między UE i nią. W Brukseli, i w innych europejskich stolicach istnieje opinia, że Polacy są chorobliwie uprzedzeni do Rosji, a zatem nasze poglądy i oceny są dalece nieobiektywne. Może jest to błędne przekonanie?</em></p>
<p>Unormowanie sytuacji politycznej z Rosją nie oznacza wcale tego, że lekceważymy, czy zdradzamy naszych przyjaciół na Ukrainie, czy w Gruzji. Polska nie odżegnuje się od od promowania Ukrainy, pilotowania jej wejścia do Unii Europejskiej i NATO. Monitorujemy także sytuację w Gruzji.  Ale trzeba sobie również postawić pytania &#8211; czy obecne władze na Ukrainie, starające się odbudowywać swoją pamięć narodową, ale również budować podstawę swojej państwowości na bazie organizacji OUN/UPA to jest to, co nam powinno odpowiadać? Czy próby rozgrywania, poprzez wirtualne kontrakty paliwowe Azerbejdżanu, Kazachstanu, czy Turkmenistanu, przeciwko Rosji, przyniosły nam jakieś korzyści?</p>
<p>Sytuacja geopolityczna w naszym regionie zmieniła się diametralnie. Nie wrócą już lata, gdzie naprzeciwko siebie stała Europa, z Polską, jako przedmurzem cywilizacyjnym, a naprzeciwko stały azjatyckie hordy, które trzeba było powstrzymać. Nie ma również możliwości, aby w Rosji zaszczepić już, teraz, europejski model demokracji.</p>
<p>Kilkanaście miesięcy temu w  w Polsce gościł rosyjski intelektualista,<strong> Siergiej Karaganow</strong> który wziął udział w panelu zorganizowanym przez <strong>„Gazetę Wyborczą”</strong>, pod tytułem <strong>“Odrodzenie rosyjskiego nacjonalizmu”.</strong></p>
<p>Powiedział on wtedy takie słowa;</p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Chcieliście mieć nieprzyjemności, to będziecie je mieli. Nasza dyskusja przypomina rozmowę starców. Omawiamy problemy odziedziczone po czasach minionych, nie zaś te, które staną się ważne jutro. Rosja się odradza i odradza swój nacjonalizm. Osiem czy dziewięć lat temu uważałem, że Rosja zginęła, że się rozpadnie. Tymczasem dziś stała się jednym z najbardziej wpływowych państw świata. </em></p>
<p><em> </em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>W Rosji mamy bardzo złe drogi, ogromną korupcję, zły system społeczny, ale Rosja stanęła na nogi. Nie mówimy już praktycznie o tym, jakie problemy mieliśmy z Polską, Ukrainą, z rozszerzeniem NATO. Patrzymy dziś na takich konkurentów jak Chiny. Patrzymy bardziej na Azję, a mniej na Europę, która przegrywa w światowym wyścigu. Gotowi jesteśmy walczyć o przyszłość. Nie wiem, czy wygramy tę przyszłość. Na razie na krótkim etapie od 2000 r. zwyciężyliśmy fantastycznie. Nikt nawet nie przewidywał, że tyle wygramy.</em></p>
<p><em> </em></p>
<p style="padding-left:30px;"><em>Stoi przed nami wiele wyzwań. Ale owszem, jeśli potrzebna wam wroga Rosja, która jest źródłem waszej samoidentyfikacji, to proszę &#8211; mogę być rosyjskim imperialistą. Mogę źle mówić o Gruzji, Ukrainie. Możemy tak rozmawiać bez końca, dopóki życie nas nie ukarze. Rosja już raz za mojego życia została ukarana. Przegraliśmy. Ale powstaliśmy z popiołu i chciałbym, żebyśmy wszyscy patrzyli do przodu.</em></p>
<p>Karaganow nie wprost powiedział, dlaczego Władimir Putin cieszy się i nadal się będzie cieszył w Rosji tak wielką popularnością i estymą, i dlaczego Dmitrij Miedwiediew, który miał być bardziej europejską twarzą Kremla – idzie drogą swojego poprzednika. Nie ropa i gaz postawiły olbrzyma rosyjskiego na nogi – lecz poczucie wartości i siły, przywrócone przez Putina.</p>
<p>Rosja zdaje sobie sprawę, że dalej jest silna i że to ona jest potrzebna Europie, a nie odwrotnie, że jej potencjał jest tak wielki, że to ona może decydować o sojuszach i drodze rozwoju.  Rosja jest silna władzą państwową i integralnością. Nie musi się liczyć z małymi, takimi jak Gruzja, czy kraje bałtyckie.  W Rosji odrodził się nacjonalizm. To prawda, i jest to agresywny nacjonalizm. Ale jest to tylko jeden z elementów tego, do czego ten kraj i jego świadome elity polityczne dążą. Najważniejszą sprawą jest odbudowa pozycji mocarstwa, odbudowa pozycji globalnej.</p>
<p>Rosja jest świadoma tego, czego jeszcze chyba nie jest świadoma Europa i Polska &#8211;  że główne zagrożenie – ale i interesy – są w Azji. Brzmi tu nie wypowiedziane podzwonne dla Stanów Zjednoczonych, że  rola USA jako światowego hegemona się powoli kończy. Kryzys ekonomiczny wewnątrz USA, porażka na Bliskim Wschodzie &#8211; to znamiona schyłku. Świat staje się wielobiegunowy – i Rosja chce w tym układzie zająć jedną z głównych.</p>
<p>Unia Europejska i Polska powinny zdać sobie sprawę, że jeżeli nie będzie ona wstanie w ciągu najbliższych kilkunastu lat zbudować spójności i integralności – to zostanie peryferią Świata, skansenem.  Europa straci swoją pozycję w wyniku dominacji gospodarek Dalekiego Wschodu. Rosja o tym już wie, ponieważ, tak jak USA, widzi politykę w skali globalnej.</p>
<p>Rosja oczywiście może być zagrożeniem dla Europy, ale kiedy zostanie zrozumiana i potraktowana jako partner, może być szansą, dla Unii Europejskiej, i także dla Polski.</p>
<p>Wbrew oskarżeniom, nie jest to myślenie &#8222;radzieckie&#8221;, lecz myślenie pragmatyczne. Rosyjskie elity intelektualne, chętnie przywoływane przez red. Stefana Bratkowskiego, będą popierały dążenia władzy do wzmocnienia Rosji na arenie międzynarodowej.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/07/21/realny-punkt-widzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zamilczane ludobójstwo</title>
		<link>http://www.azraelk.eu/2009/07/12/zamilczane-ludobojstwo/</link>
		<comments>http://www.azraelk.eu/2009/07/12/zamilczane-ludobojstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Jul 2009 11:50:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Azrael</dc:creator>
				<category><![CDATA[Państwo]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Prawica]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[Rosja]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[UPA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.azraelk.eu/?p=2991</guid>
		<description><![CDATA[Kilkanaście dni temu odbyła się w Lublinie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uroczystość, która dla wielu Polaków była hańbiąca. Oto prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko otrzymał doktorat honoris causa tej uczelni, za jak napisano w laudacji, &#8222;działanie, dzięki któremu społeczeństwo Ukrainy weszło na drogę demokratycznych przemian&#8221;. Ten honor uczyniony Juszczence przez katolicką uczelnie, przy obecności polskiego prezydenta, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone" src="http://i69.photobucket.com/albums/i66/AzraelK/polityka-1.jpg" alt="" width="60" height="58" /></p>
<p>Kilkanaście dni temu odbyła się w Lublinie, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uroczystość, która dla wielu Polaków była hańbiąca. Oto prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko otrzymał doktorat honoris causa tej uczelni, za jak napisano w laudacji, &#8222;działanie, dzięki któremu społeczeństwo Ukrainy weszło na drogę demokratycznych przemian&#8221;. Ten honor uczyniony Juszczence przez katolicką uczelnie, przy obecności polskiego prezydenta, jest dla wielu policzkiem. Jest on zwolennikiem wprowadzenia do życia społecznego Ukrainy pamięci o OUN/UPA, zbrodniczych dla Polaków organizacji, winnych śmierci w krwawych mordach około 60.000 Polaków z Wołynia, a w sumie ok. 130.000 Polaków zamordowanych we wszystkich wschodnich województwach II Rzeczpospolitej (niektóre dane mówią o śmierci nawet 200.000 ludzi&#8230;). Juszczenko jest tym, który chce wprowadzić budować tożsamość narodową bazującą na pamięci i politykę historyczną  opartej o te dwie organizacje.</p>
<p>11 lipca minęła 66 rocznica krwawej niedzieli, gdzie w jak udokumentowano, w ponad 500 aktach zbrodniczych ataków zginęło tego dnia i w ciągu kilku dni, w zaplanowanych i bestialskich akcjach około 20.000 Polaków. Niestety, oficjalne władze państwowe, a także kościelne, nie odniosły się do tej rocznicy i do pamięci pomordowanych.</p>
<p>Zbrodnie wołyńskie to jedna z najbardziej hańbiących i przemilczanych kart polskiej polityki po roku 1989. Polityka historyczna, tak często i chętnie przywoływana w dyskusjach, szczególnie przez polską prawicę, nie obejmuje spraw mordów na Ukrainie. Poprawność polityczna, która z jednej strony każe upominać się wobec Rosji o uznanie zbrodni w Katyniu, Miednoje i Ostaszkowie za ludobójstw, jednocześnie w sposób równie zdecydowany, ale za to amoralny, każe z pamięci oficjalnej polityki i edukacji obywatelskiej usuwać pamięć o zbrodni, o ludobójstwie wołyńskim.</p>
<p><span id="more-2991"></span></p>
<p>Polskie relacje z Ukrainą, w coraz szerszym odczuciu społecznym , gdzie informacja ze źródeł obywatelskich jest coraz bardziej dostępna, nie zostaną naprawione do czasu, kiedy polscy politycy nie podejmą oficjalnie rozmów celem wyjaśnienia całokształtu zbrodni wołyńskich. Ważne jest również to, aby w tym politycznym i historycznym dyskursie nie omijać spraw związanych z polskimi źródłami niepokojów na terenach ukraińskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego.</p>
<p>Korzystanie z doktryny Redaktora, Jerzego Giedroycia, który uważał (pod wpływem niewątpliwie opinii Adolfa Bocheńskiego), że niepodległa Ukraina jest podstawą polskiej polityki wschodniej, doprowadziło do sytuacji, gdzie wspieranie przez władze ukraińskie jawnie profaszystowskich organizacji jest przemilczane.  Na polskiej polityce wschodniej mści się jawna i ukryta rusofobia, a także bezkrytyczne poleganie na jednostronnych opiniach i poglądach takich ludzi, jak Bohdan Osadczuk.</p>
<p>Wizja polsko-ukraińskiej przyjaźni jest nęcąca, pod warunkiem, że będzie ona oparta o rzetelne, pełne wyjaśnienie wszystkich spraw wspólnej historii i nie będzie przeciwstawiana Rosji. Bo to właśnie Rosja była, jest i będzie naszym najbliższym i najważniejszym partnerem wschodnim.</p>
<p>Polska polityka zagraniczna powinna podejmować problemy w sposób  zgodny z naszym interesem narodowym. Dlatego też nie można pozwolić, aby sprawy takiej wagi, jak obiektywna prawda o wołyńskich zbrodniach były przez tyle lat przemilczane. Dotyczy to również polskiego Kościoła Katolickiego, który konsekwentnie nie porusza tematu udziału duchownych grekokatolickich w pogromach wołyńskich.</p>
<p>Azrael</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.azraelk.eu/2009/07/12/zamilczane-ludobojstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
