Unia i demokracja

Nawiązując do starego powiedzenia brytyjskiego męża stanu, Winstona Churchilla, Unia Europejska (dziś) to najgorszy możliwy system polityczny dla Europy, ale nikt nie wymyślił lepszego. To najlepszy z możliwych, jaki do tej pory nasz kontyngent miał, choć pewnie sympatycy Napoleona, a może i jego wrogowie, bardzo się obruszą..

Jeszcze kilka miesięcy temu nie brałem pod uwagę możliwości rozpadu Unii Europejskiej, dziś jednak takie zagrożenia widzę. Nie wynikają one jednak z wyraźnej słabości instytucji unijnych, ale raczej ze słabości władzy politycznej w najsilniejszych państwach członkowskich. Mają rację ci z komentatorzy, którzy twierdzą, że przyjęty właśnie (technicznie) Pakt Fiskalny jest mniej narzędziem polityki wewnątrzunijnej, a bardziej wypadkową polityki wewnętrznej najsilniejszych dwóch państw – Niemiec i Francji . Angela Merkel ma wkrótce wybory, a cząstkowe wybory w landach od dawna pokazują, że z jej CDU i jej przywództwem nie jest najlepiej. Dlatego kanclerz musi pokazywać, że niemiecki wkład netto w unię nie idzie na marne. Nicolas Sarkozy ma wybory jeszcze szybciej, a w jego przypadku, gdzie stanie bezpośrednio w szranki, błędy na forum europejskim byłyby jeszcze bardziej widoczne. Dlatego też jego postulaty wzmocnienia roli państw euro w podejmowaniu decyzji w skali całej UE i wzrost znaczenia szczytów przywódców, kosztem instytucji unijnych, były tak ważne. Tylko, czy jest to zgodne z literą, a przede wszystkim zapisami Traktatu Lizbońskiego? Można wątpić.

Pakt Fiskalny tylko teoretycznie uchronił Unię Europejską przed podziałem na Europę dwóch prędkości. Ona istniała i istnieje dalej, póki na w całe UE nie ma jednolitej waluty (wyłączmy na stale z tego Wielką Brytanię, stosującą nową europejską, finansową wersję polityki splendid isolation – ale tylko tam, gdzie Brytyjczykom jest to wygodne). Jednak sam pakt działa przeciwko zasadzie równości i solidarności WSZYSTKICH państw Unii Europejskiej, gdzie wszystkie kraje (proporcjonalnie) partycypują w podejmowaniu decyzji na temat spraw ważnych dla całego kontynentu. Przesunięcie nacisku na ustalenie szczytów przywódców państwa i uruchomienie procedury wynikającej z umowy międzyrządowej nie jest dobrym krokiem.

Continue Reading →

Co dalej z ACTA?

Dyskusja o umowie międzynarodowej ACTA przybrała różne formy, w zależności od tego, kto ją prowadzi, co w niej widzi, jakie z niej (według danego komentatora) płyną zagrożenia, jaki może mieć wpływ na internet, życie kulturalne, prawa własności intelektualnej, prawa majątkowe twórców i pośredników, etc, etc.. Obszarów dyskusji zrobiło się tak dużo, że trudno je ogarnąć. Przy okazji dochodzi do tak dziwnych porównań, jakie uczynił Jacek Żakowski, który w jednym zdaniu zestawił prawa majątkowe i prawa swobodnego do odstępu do treści w internecie – kategorię prawną i kategorię społeczną, obywatelską.

Teoretycznie podpisane już przez Polskę porozumienie ACTA ma za zadanie chronić prawa autorskie twórców, w szczególności chodzi o dobra trwałe i dobra licencyjne. W Polsce zostało to sprowadzone do kategorii internetu i problemu, czy w sieci nie zapanuje cenzura – jak to ładnie ujął jeden z anonimowych hakerów – czy nie zostanie ograniczone prawo do kradzieży. Problemem nie są zapisy umowy, ale to, czy ten, kto w sieci kradnie, będzie miał ochronę swoich danych osobowych, a pośrednik (paser?) nie będzie zmuszony do ich przekazania. Trywializuję temat? Tak, owszem, ale poważne dyskusje o tym, czy cenzura internetu, która jakoby ma wypływać z ACTA nie toczy się na ulicach, w trakcie protestów, ale dość nieśmiało w mediach. To jest problemem, a nie demonstracje, na których, co już widać, wiele sił politycznych i pseudopatriotycznych chce zbić kapitał.

Sedno problemu umowy ACTA, w skali globalnej ujął wczoraj w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej nie socjolog kultury, prawnik, czy medioznawca, ale muzyk i performer Piotr „Glaca” Mohamed. Stwierdził przytomnie, że ACTA to umowa będącą zmową wielkich koncernów i producentów różnych dóbr, nie tylko z segmentu kultury, w ochronie swoich praw własności, patentów, licencji, praw produkcji. Praw uzasadnionych, ale również stanowiących zagrożenie dla rozwoju społecznego, dla praw niektórych producentów, nawet państwa. „Glaca” przedstawił jeden argument – stwierdził, że na podstawie przepisów ACTA można zbudować rozporządzenia blokujące produkcję tańszych, generycznych leków. To może być zagrożeniem dla wielu szerokich grup ludności, nawet państw. Wystarczy podać przykład leków przeciwko AIDS, ich tańszych mutacji i zestawić to z problemem tej śmiertelnej choroby w wielu biednych krajach Afryki. Problem ACTA w Polsce i zagrażających z tego powodu problemów młodych internatów to „pan Pikuś”…

Continue Reading →

Chory człowiek Europy

Dziś to nie Grecja, Włochy, czy Hiszpania są największym problemem Unii Europejskiej. Nie jest to nawet problem kryzysu euro. Tym problemem są Węgry i jej przywódca, nacjonalista i populista Victor Orbán.

Od czasu niesławnej pamięci Austriaka Joerga Heidera nie ma w tej chwili w Inii Europejskiej takiego problemu, jak Węgry i ich polityka, zarówno wewnętrzna, jak i wobec wspólnoty europejskiej. Nakłada się na to katastrofalny stan ekonomii węgierskiej, odziedziczony po poprzednich rządach socjalistów, ale pogłębiony decyzjami rządu Orbána. Dziś dług wewnętrzny Węgier przekracza 80% PKB, obligacje krótkoterminowe i średnioterminowe są na poziomie śmieciowym (obsługa to prawie 10% rocznie), forint poleciał w ostatnich tygodniach na łeb. Wszystko to powoduje odpływ kapitału zagranicznego, inwestycyjnego, ale także tego akumulowanego przez samych Węgrów. Ostatnie informacje są takie, że Węgrzy masowo pozbywają się forintów i transferują środki za granicę. Może to oznaczać załamanie systemu bankowego Budapesztu. Orbán przez pewien czas bronił się przed pomocą finansową Unii Europejskiej. Dziś nie ma praktycznie wyjścia, ale już nie tylko grają rolę czynniki ekonomiczne, ale również polityczne.

Większy jednak problem ma Europa z Węgrami w sferze praw demokratycznych. Orbán doszedł do władzy na fali zmęczenia rządami socjalistów Ferenca Gyurcsányego, który okłamywał wyborców co prowadzonej przez socjalistów polityki gospodarczej. Fidesz zdobył władzę bezdyskusyjnie i przy silnym poparciu społecznym, w oparciu o demokratyczne procedury. Uzyskał również coś, czego do tej pory nie uzyskała żadna partia w Polsce – taką przewagę w parlamencie, która pozwoliła Orbánowi na swobodne zmiany w konstytucji państwa. W roku 2010 węgierski parlament uchwalił nową konstytucję, która zmieniła nazwę państwa z „Republika Węgier” na „Węgry”, co było czytelnym nawiązaniem do idei Wielkich Węgier. A Węgrzy zamieszkują nie tylko terytorium państwa, określonego granicami po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej, ale są również na Ukrainie, w Chorwacji, Rumunii i Słowacji. Szczególnie z tymi dwoma ostatnimi państwami relacje na tle mniejszości węgierskiej nie są najlepsze. Nowa konstytucja pozwala na przyznawanie obywatelstwa Węgrom nie mieszkającym i nie urodzonym na terytorium dzisiejszych Węgier.

Continue Reading →

To nie był szczyt sukcesu

Prywatnie używam określenia „czas przeszły, dokonany”. Oznacza to, że pewne jest tylko to, co zostało zrealizowane, zamknięte i wyniki są już znane. Pieniądze zostały wydane, lub zarobione, zamierzony skutek osiągnięty. W przypadku zakończonego szczytu państw Unii Europejskiej w Brukseli (w tym roku już ósmego, jak zwykle – przełomowego), nie mamy pewności, że jego postanowienia przyniosą skutek. Nie wiemy nawet, czy wspólna waluta, euro, zostanie utrzymana i czy sama Unia Europejska przetrwa następny rok.

Problem polega na tym, że to co postanowiono na szczycie, dotyczy głównie zagadnień organizacyjnych i prawnych, a nie problemów zadłużenia całej Unii Europejskiej i deficytów poszczególnych państw. Unia w całości zadłużona jest na ponad 7 bilionów euro, i w dalszym ciągu brak mechanizmów i pomysłów, jak ten deficyt zmniejszać. Unia fiskalna i kotwica zadłużenia dla wszystkich państwa UE na jednakowym poziomie to jednak trochę mało. Kontrola poziomów deficytów poszczególnych państw to jeszcze nie jest polityka fiskalna całej Unii. Szefowie państw Unii nie zdecydowali się nie przedstawienie projektów wprowadzenie podatków zunifikowanych, ze względu na opinie publiczną własnych państw. Umowa międzyrządowa, regulująca te zagadnienia, zostanie poznana dopiero w marcu przyszłego roku. Dlaczego? Dlatego, że nie ma szans na wprowadzenie tego w trybie zmian w traktacie europejskim, jak i ze względu na stanowisko Wielkiej Brytanii.

Stanowisko Dawida Camerona, brytyjskiego premiera, to przykład tego, jak rząd Wielkiej Brytanii rozumie interes własnego kraju w kontekście wspólnoty. To klasyczny przykład egoizmu narodowego, przedkładany nad interes pozostałych państw. Cameron uważa, że postulowany przez niektórych podatek od transakcji finansowych banków uderzyłby w londyńskie City, co jest prawdą, ale przecież transakcje prowadzą tma również banki, fundusze, przedsiębiorstwa państw kontynentu. Drugi problem Camerona polega na tym, że jego rząd jest w imadle politycznych uwarunkowań wewnętrznych. Z jednej strony grozi mu rozłam wewnątrz własnej partii, gdzie istnieje silne lobby konserwatystów gotowych do przeprowadzenia referendum wyprowadzającego Wielką Brytanię z Unii Europejskiej, z drugiej strony liberałowie pod wodzą Nicka Clegga mogą doprowadzić do rozpadu koalicji rządowej i do rozpisania przedterminowych wyborów. A trzeci problem, już czysto prestiżowy – Cameron chciał się zdystansować do Niemiec i Francji, od tego, że to teraz te dwa kraje nadają ton dyskusji o kryzysie unijnym.

Continue Reading →

Tylko z Europą

Specjaliści mają to do siebie, że rzadko kiedy potrafią przewidzieć scenariusze przyszłości, natomiast doskonale potrafią wytłumaczyć, dlaczego ich prognozy się nie sprawdziły. Może to wynikać z tego, że rzadko posługują się empirią i rzetelnymi badaniami, a najczęściej wiedzą. Wiedza ma to do siebie, że dotyczy przeszłości. Poza tym jest takie stare, wciąż aktualne powiedzenie – specjalista z autorytetem nie bada – on wie.

Kryzys ekonomiczny, jak trwa od roku 2008, próbuje się opisać za pomocą pojęć i narzędzi z XX wieku. Specjaliści chętnie się powołują na Keynesa, na Misesa, czy na innych teoretyków ekonomii. Próbują znaleźć analogie do Wielkiego Kryzysu lat 20. i 30. XX wieku. A świat jest zupełnie inny, system finansowy, bankowy, księgowość… praktycznie nie ma zupełnie żadnych analogii z doświadczeniami ubiegłego wieku, łącznie z tym, że pieniądz jako wartość stał się pochodną kreacji przez rozbudowane narzędzia finansowe. Dlatego klasyczne recepty na wyjście z kryzysu dają tak słabe rezultaty, z reguły nieprzewidywalne.

Podobnie jest w innych dziedzinach życia społecznego, także w polityce. Pojęcia lewica, prawica straciły sens, liberalizm, konserwatyzm, socjalizm… to wszystko są już hasła encyklopedyczne. Nawet pojęcie tak zwanej Trzeciej Drogi, pomysł kreowany przez Tony’ego Blaira i Gerharda Schroedera (pod patronatem Billa Clintona), które zrobiło furorę w połowie lat 90. ubiegłego wieku jest już historią. Ba, historią się stało, kiedy okazało się, że za główne narzędzie ekonomiczne brytyjski premier uznał… liberalizm. Tracą na znaczeniu także pojęcia silnie powiązane z państwem, takie jak wzbudzająca aktualnie w Polsce silne emocje suwerenność.

Continue Reading →

Indeterminizm federacji Europy​

Historia pokazuje, że wielkie przemiany następują w momentach kryzysów, a nie wtedy, kiedy wszystko idzie utartym torem i kiedy panuje spokój i dobrobyt. Carat, cesarstwo austro-węgierskie upadły w wyniku I Wojny Światowej. Hitler doszedł do władzy na fali niezadowolenia z osłabienia Niemiec po Traktacie Wersalskim, ale głównie z powodu Wielkiego Kryzysu. II Wojna Światowa zakończyła rolę Wielkiej Brytanii jako imperium, a wyniosła do roli hegemona światowego Stany Zjednoczone.

Jeżeli chcemy uniknąć tu, w Europie, następnego wielkiego kryzysu, może nie tak krwawego i brzemiennego jak wojny, należy zrobić wszystko, aby kraje europejskie, nie tylko te należące do Unii Europejskiej, zacieśniły ze sobą współpracę. Odpowiedzią na kryzys ekonomiczny, który jeszcze jest do opanowania, może być tylko ściślejsza współpraca państw. Więcej Europy, więcej współpracy, a nie mniej. I to jest credo wystąpienia ministra Radosława Sikorskiego w Berlinie – a wezwanie Niemiec do przewodzenia przemianom jest tylko środkiem do realizacji pomysłu integracyjnego, a nie zaproszeniem do rządzenia Europą.

Radosław Sikorski ogłaszając swoje tezy w Berlinie, na Forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej doskonale wiedział, co czyni. Niemcy to kraj stabilnej, kontrolowanej demokracji, zbudowanej na zgliszczach totalitaryzmu, najsilniejszy w Europie, politycznie i ekonomicznie, ale na równi z innymi odpowiedzialny za kryzys deficytów budżetowych wielu państw Unii. To również kraj, który silnie promował zapisy Traktatu Lizbońskiego, a także rozszerzenie Unii Europejskiej. Wystąpienie w Berlinie ma inny oddźwięk, niż te same słowa wypowiedziane w Warszawie, czy nawet w Brukseli. Głos kraju jeszcze nowego w Unii, ale za to w tej chwili jednego z najsilniejszych ekonomicznie musi być podstawą do dyskusji. Wezwanie Niemiec do przewodnictwa ma także inny wymiar – to przypomnienie, że beneficjantem zadłużenia krajów Europy Południowej są właśnie Niemcy, jako największy eksporter towarów. Za kryzys strefy euro są również odpowiedzialne kraje Europy Północnej, nawet te, które wspólnej waluty nie przyjęły, jak Wielka Brytania.

Continue Reading →

Polacy w Kosowie

Jerzy Miller, minister spraw wewnętrznych i administracji, oraz Tomasz Siemoniak, minister obrony narodowej odwiedzili Kosowo. Spotkali się tam z polskimi policjantami, pełniącymi służbę na północy Kosowa, przy granicy z Serbią, a także z polskimi żołnierzami, pełniącymi służbę w ramach XXIV zmiany w ramach PKW KFOR. Ministrów podejmowali ppłk Henryk Bartosewicz, dowódca PKW KFOR i podinsp. Tomasz Miciukiewicz, dowódca jednostki specjalnej policji. Delegacja odwiedziła Kwaterę główną KFOR w Prisztinie, ,gdzie została przyjęta gen. dyw. Erhard Drewsa i misję Unii Europejskiej EULEX, gdzie odbyło się spotkanie z jej szefem, Xavierem Bout de Marnhac. Cześć delegacji wojskowej udała się następnie do bazy amerykańskiej, „Camp Bondsteel”, gdzie stacjonuje polski PKW. Minister Miller udał się natomiast w rejon graniczny z Serbią, gdzie w lipcu tego roku doszło do starć pomiędzy polskimi policjantami, żołnierzami, a Serbami. Spalono wtedy policyjny punkt kontrolny, doszło do strzelaniny, w której zginął jeden policjant kosowarski.

W Kosowie jesteśmy obecni od wielu lat, w tej chwili stacjonuje tam ponad 120 policjantów i ponad 220 żołnierzy. Czy nasze uczestnictwo jest tam konieczne? Oto co mówi ppłk. Bartosewicz.

Prawda jednak jest taka, że polska obecność w Kosowie podyktowana jest głównie względami politycznymi. Wyraźnie zaznaczył to min. Jerzy Miller:

„Uczestniczymy w misjach międzynarodowych, przynależność do Unii i NATO zobowiązuje, aby w tych misjach uczestniczyć czynnie. Po drugie, jeżeli dwa jedyne przejścia graniczne między Kosowem i Serbią od kilku miesięcy są niedostępne z powodu blokady dróg, trudno uznać tę sytuację za optymistyczną. Widać, że Kosowo wymaga pomocy międzynarodowej”. Minister Siemoniak zauważył natomiast, że to, że wewnątrz Kosowa i na jego granicach jest bezpiecznie, wynika z tego, że jest w niej KFOR i działają misje takie, jak EULEX. Możliwość wycofania polskich policjantów i żołnierzy.

Ciekawsze opinie wygłaszają jednak wysokiej rangi oficerowie wojska i policji, oczywiście nieoficjalnie, kiedy rozmawia się z nimi o zasadności pobytu sił stabilizacyjnych w Kosowie i dalszej tego perspektywie. Dominuje pogląd, że dalsze nasz tam uczestnictwo nie przynosi żadnych korzyści. Negatywnie oceniane są też perspektywy dalszego funkcjonowania Kosowa, ponieważ jest to państwo tak naprawdę kadłubowe, pozostające pod wpływem i kontrolą różnego rodzaju podejrzanych sił. Korupcja, a przede wszystkim przemyt, także narkotykowy, jest tu na pierwszym planie. I patronat NATO i UE jest w tej sytuacji co najmniej dwuznaczny. Pytanie, czy oddanie kontroli nad granicami Serbom, oczywiście po ich przyjęciu do Unii Europejskiej, jest dobrym rozwiązaniem. Kosowo, twór jednak dość sztuczny, będzie jako protektorat UE sprawiał jeszcze długo poważne problemy.

 

Azrael

Gaz łupkowy – miraż, interes, czy polityka?

Od kilku lat słyszmy, że Polska leży na gigantycznych złożach gazu łupkowego. Szacunki, ale jak na razie tylko szacunki, mówią że mamy go 5,3 biliona m3, co przy rocznym zużyciu krajowym na poziomie kilkunastu miliardów metrów sześciennych rocznie, czyni nas krezusami. Więcej od nas mają w Europie, ale też tylko szacunkowo, Brytyjczycy. Dziś wydobywamy około pięć miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego rocznie, metodami konwencjonalnymi. Po uruchomieniu wydobycia gazu łupkowego na skalę przemysłową, produkcja mogłaby wzrosnąć nawet do 30 mln m3 rocznie. Ale choć gazu łupkowego szuka już w naszym kraju ponad 30 firm, przyznano około 220 koncesji na poszukiwania, to jednak próbnych odwiertów jest mało. PGNiG rozpoczęło wydobycie gazu z łupków w Lubocinie w pobliżu Wejherowa. Ale kiedy przerodzi się to w wydobycie przemysłowe – dalej nie wiadomo.

Pytań i wątpliwości w sprawie gazu w dalszym ciągu jest więcej, niż realnych danych i informacji. Gra się toczy na różnych płaszczyznach i w różnych miejscach, w Warszawie, ale i w Brukseli, a także w… Moskwie, gdzie siedzibę ma Gazprom.

W Brukseli można usłyszeć bardzo różne głosy ekspertów energetycznych i politycznych w sprawie wydobycia gazu łupkowego. Przykładem tego była międzynarodowa konferencja zorganizowana przez polskich europarlamentarzystów, skupionych we frakcji EPP Parlamentu Europejskiego, 20 września tego roku, w siedzibie Parlamentu Europejskiego w Brukseli. Konferencja, prowadzona przez Jacka Saryusz-Wolskiego, Bogusława Sonika i Lenę Kolarską-Bobińską, poruszyła najpoważniejsze problemy wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Polityczne, ekonomiczne, ale również technologiczne, gdyż jednym z zaproszonych specjalistów był prof. Paweł Poprawa z Państwowego Instytutu Geologicznego. Reprezentowani byli specjaliści z całego świata, między innymi p. Saya Kitasel z Worldwatch Institute, czy p. Brian Horsfield z Gas Shales in Europe (GASH). A na wypełnionej po brzegi sali byli zwolennicy wydobycia gazu, jak i jego przeciwnicy, między innymi europosłowie z frakcji Zielonych.

Continue Reading →

W obronie euro

Dziś Parlament Europejski i kraje UE praktycznie przyjęły taka zwany sześciopak, czyli pięć ustaw i jedno rozporządzenie, regulacje prawne mające wprowadzić większą przejrzystość, ale jednocześnie większą kontrolę przy tworzeniu budżetów poszczególnych państw unijnych. Pozwoli to na ograniczenie wydatków budżetowych w krajach zadłużonych i ewentualne sankcje w przypadku pogłębiania nierównowagi budżetowej. A warto pamiętać, że średnie zadłużenie dla krajów Unii wynosi teraz ponad 85% PKB… Regulacje powinny zostać przyjęte przez Parlament Europejski jeszcze we wrześniu. I będzie to niepodważalny sukces polskiej prezydencji – i osobiście ministra finansów RP, Jacka Rostowskiego.

I zupełnie inaczej wygląda teraz przemówienie z dnia wczorajszego, jakie na forum PE wygłosił Jacek Rostowski, a z którego karierę zrobiło ostatnie kilkadziesiąt sekund, które tak naprawdę było tylko osobistym „wtrętem” ministra. Przestrzeganie przed rozpadem strefy euro, a co za tym idzie zachwianiem całe idei UE, solidaryzmu i federalizmu unijnego, było jego obowiązkiem. To, że minister finansów posłużył się dykteryjką o swoim przyjacielu, wywołało ożywioną dyskusję, ale jednocześnie wzmocniło przekaz o konieczności wprowadzenia regulacji, które zablokują możliwość dalszego życia całych państw i społeczeństw na kredyt. Bo załamanie finansów jednego kraju, wycofanie go ze strefy euro, może spowodować lawinowe skutki w innych państwach, przerwanie systemu przepływu środków finansowych, upadek banków, krach finansów we wszystkich państwach, dalej idąc kryzys – a co za tym idzie – napięcia wewnątrz państw, wielokrotnie poważniejsze, niż to widzimy na ekranach naszych telewizorów w Grecji. I Jacek Rostowski mówiąc o wojnie, w kontekście doświadczeń i opinii swego przyjaciela profesora polskiej uczelni, tak naprawdę mówił o tym, że ponad 800 milionowa społeczność Europy może zostać poddana takim napięciom, przy których Wielki Kryzys byłby wspominany nostalgicznie jako czas harmonii i spokoju. Warto również wspomnieć, że w przemówieniu Jacka Rostowskiego znalazły się sygnały wysyłane w stronę Berlina i Paryża, ostrzegające te kraje przed próbą wykorzystania sytuacji dla swoich celów politycznych i próby budowy na nowo układu politycznego i ekonomicznego tak zwanych „dwóch prędkości”. Nie są tajemnicą napięcia pomiędzy rządem Niemiec i Wielkiej Brytanii, a Europejskim Bankiem Centralnym i jego szefem, Jeana-Claude Trichetem, co do zasad i metod pomocy dla Grecji, a także polityki wobec banków, które posiadają papiery skarbowe rządu greckiego, głównie francuskie i włoskie, ale też niemieckie. Sygnałem tego była dymisja niemieckiego głównego ekonomisty EBC, Juergena Starka. Rostowski stanął wyraźnie po stronie EBC, miękko, ale stanowczo dając sygnał, że złamanie jedności europejskiej będzie klęską całej Unii.

Continue Reading →

Dwa społeczeństwa

Do Andersa Behring Breivika nikt nie chce się przyznać. Wszyscy się odżegnują od znajomości z nim i powinowactwa poglądów. Zresztą poglądy mordercy z wyspy Utoya są mocno eklektyczne, choć budowane przez lata. Jego manifest to raczej potok myśli i zapożyczeń, niż realny projekt. I przez lata Breivik przygotowywał się do mordu, co już samo w sobie wyklucza, że był wariatem. Ale był socjopatą, którego do zbrodni popchnęły określone programy i manifesty działających w Europie ekstremistycznych organizacji, prawicowych i faszyzujących. I ma racje minister Radosław Sikorski, ze Polska jest pełna potencjalnych Breivików. Wystarczy poczytać prawicowe portale…

Społeczeństwo norweskie stanęło na wysokości zadania. Wyważone, ludzkie, ciepłe i współczujące słowa premiera, Jensa Stoltenberga, jego przekonanie, ze odpowiedzią za zamach i śmierć 76 osób będzie „więcej demokracji, więcej otwartości”. Norwegia jest i pozostanie krajem otwartym i przyjaznym, także dla emigrantów z innych kręgów kulturowych. Żadnej gry politycznej, nie tylko ze strony rządzącej partii, ale także opozycji. Wielu Norwegów zdaje sobie sprawę, że państwo i jego służby zawiodły w obliczu tego zamachu, ale nie ma histerycznych wezwań do dymisji, powoływania ad hoc komisji śledczych, czy wezwań do odwetu, lub ograniczenia dostępności do broni (a tej w Norwegii jest bardzo dużo). I nie jest to tylko sprawa porażenia ogromem tragedii, ale obraz kultury i świadomości społeczeństwa norweskiego. To zupełnie inna reakcja, niż można by się spodziewać po Amerykanach, nie mówiąc o Polakach. Żadnego ograniczenia praw obywatelskich, żadnego zaostrzenia prawa. Największe wrażenie jednak robi informacja, że odpowiedzią na zamach, zamach na demokracje tak naprawdę, jest masowy napływ nowych kandydatów do partii politycznych. Norwedzy, głownie młodzi, uznali, że konieczne jest wzmocnienie dyskusji społecznej i wsparcie państwa. W Polsce po katastrofie smoleńskiej Prawo i Sprawiedliwość tez odnotowało znaczny napływ członków. Tylko, że ich motywacją jest walka z państwem, III RP, a nie jego wzmocnienie…

Continue Reading →

Wyzwania prezydencji

Od kiedy Unia Europejska działa pod jurysdykcją Traktatu Lizbońskiego (1. grudnia 2009 roku), rola prezydencji poszczególnych państwa znacznie zmalała, co nie oznacza, że nie jest ważna dla spójności wspólnoty. Pomimo tego, że TL wprowadził funkcje przewodniczącego Rady Europejskiej, zwanego (umownie) unijnym prezydentem, oraz wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i obronnej, zwanego ministrem spraw zagranicznych, to dalej najważniejszą rolę odgrywają spotkania wszystkich przywódców unijnych. W sferze realnej polityki największą rolę odgrywają silni przywódcy silnych państw UE. Polskie przewodnictwo Rady Unii Europejskiej jest szansą na zaakcentowanie, że jesteśmy gotowi do odgrywania kluczowej roli. Polska ma możliwość poza formalnego oddziaływania na struktury Unii i pomijając podstawowe priorytety, jakie są prezentowane, najważniejsze są relacje z Niemcami, Francją i normalizacja stosunków z Rosją. Nie tylko w czasie najbliższego półrocza.

Polska ma trudne zadanie. Kryzys grecki, który tak naprawdę jest kryzysem euro i całej Unii Europejskiej, drugą falą kryzysu ogólnoświatowego, jest trochę poza nawiasem naszej prezydencji. Nie oznacza to jednak tego, że Polska nie powinna aktywnie w jego rozwiązaniu uczestniczyć. Podobnie jest ze związanymi z problemami nielegalne imigracji z Afryki próbami podważenia funkcjonowania układu z Schengen. Tu konieczne jest twarde respektowanie otwartości tego układu, ponieważ swoboda przepływu mieszkańców UE wewnątrz wspólnoty, ale także imigrantów, jest podstawą spójności organizacji.

Continue Reading →

Wystawa z podtekstami

Polska awantura wokół rocznicowej wystawy, dotyczącej katastrofy smoleńskiej, jaka miała miejsce w Parlamencie Europejskim, a następnie w polskich mediach, pokazuje, jak na dłoni, jak Prawo i Sprawiedliwość instrumentalizuje wszystko, co jest związane z tamtymi tragicznymi wydarzeniami.

Polska europarlamentarzystka, Lidia Geringer de Oedenberg, będąca jednocześnie kwestorem (kontrolerem) ze strony PE takich imprez, ujawniła wszystkie okoliczności sprawy. Zamawiającym wystawę polski poseł PE, Ryszard Legutko, był zobowiązany do przedstawienia pełnej wystawy (dossier) na co najmniej 2 miesiące przed jej terminem. Zrobił to, przedstawiając zdjęcie i podpisy pod nimi na 4 dni przed rozpoczęciem planowanej ekspozycji. Polska posłanka zgodziła się na wystawę, ale pozostałych 4 kwestorów, po zapoznaniu się z jej treścią, a przede wszystkim napisami pod fotografiami, złożyło sprzeciw, powołując się na określone przepisy regulaminu PE. Profesor Legutko odwołał się od tej decyzji, do szefa PE, Jerzego Buzka, który poprosił kwestorów o ponowne przeanalizowanie sprawy. Ci podtrzymali swoją decyzję, a ponieważ napisy były wydrukowane pod zdjęciami, zostały one po prostu zaklejone. Uznano, że są one w treści zbyt kontrowersyjne, a PE, miejsce otwartych dysput, nie jest jednak miejscem politycznych rozgrywek – a za takie należało uznać prowokacyjne napisy.

Wystawa miała mieć wydźwięk polityczny, skierowany w stronę polskiego rządu i Rosji. I nie chce mi się wierzyć, że Ryszard Legutko nie wiedział o tym, jakie reperkusje może ona spowodować. Zgodził się na prowokację i z pełną premedytacją oddał jej przygotowanie w ręce dziennikarek „Gazety Polskiej” i „Nowego Państwa”, Anity Gargas i Katarzyny Hejke. W całej tej sprawie chodziło o pokazanie katastrofy w wymiarze rozgrywki politycznej w Polsce, przedstawienie Rosji jako jednego z winnych, a Prawa i Sprawiedliwości jako jedynych sprawiedliwych, dążących do wyjaśnienia prawdy. Legutko, odpowiedzialny za tę wystawę, bardziej myśli o swojej karierze w PiS, a nie o przedstawieniu polskiej tragedii na forum Parlamentu Europejskiego. I tylko temu, że Jerzy Buzek jest szefem PE można zawdzięczać, że wystawa doszła do skutku.

Politycy PiS, co pokazały między innymi wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu w rocznicę tragedii smoleńskiej, im bliżej wyborów, tym bardziej zaczynają przypominać kiboli. Szkoda, że nawet intelektualiści z profesorskimi dyplomami, dostosowują się do takich metod działania.

 

Azrael

Na rok 2011

Prognozowanie tego, co może się zdarzyć w roku 2011 może być oczywiście bardzo zawodne, szczególnie, jeżeli popatrzymy wstecz, na rok miniony. Nikt nie mógł przewidzieć katastrofy smoleńskiej, która od 10 kwietnia jest punktem odniesienie i polityczną cezurą. Nikt nie mógł przewidzieć skali powodzi, które w mniejszym stopniu, ale również wpłynęły na życie polityczne i społeczne.

Możemy prognozować sprawy natury politycznej, czy ekonomicznej, ale też w zakresie ograniczonym, co pokazał choćby kryzys ekonomiczny z roku 2008, który większość ekonomistów zaskoczył, choć symptomy bańki spekulacyjnej na rynku kredytów hipotecznych, a także handlu derywatami, powinny zaniepokoić specjalistów już kilka lat wcześniej. Dziś wszyscy się spodziewają kryzysów finansów wielu państw i załamania euro, ale nikt nie wie, jak on będzie wyglądał i czym się zakończy.

Zostańmy przy sprawach w miarę pewnych.

1. Na polską politykę będzie rzutowała sprawa wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Na polską politykę i na relacje polsko-rosyjskie, ale w zakresie mniejszym, niż się przypuszcza. Nieuniknione jest to, że politycy i zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości będą robić wszystko, aby wykorzystać to do doraźnych celów politycznych – zbliżają się przecież wybory parlamentarne, a Jarosław Kaczyński nie ma i nie będzie miał argumentów innej natury, aby pokonać Platformę Obywatelską. Sądzę jednak, że będą to działania bezskuteczne. Podjęte ostatnio kroki, aby sprowadzić sprawę na odpowiednią płaszczyznę, odszukania przyczyn katastrofy wokół samego lotu. I powoli ten punkt widzenia zaczyna się przebijać do świadomości, że winnych (bezpośrednich) upadku TU 154M należy szukać w trójkącie generał Andrzej Błasik – załoga samolotu – wieża kontrolna na lotnisku Siewiernyj.

Kluczowe do wyjaśnienia i zamknięcia sprawy nie będzie wcale sprawozdanie międzypaństwowej komisji MAK i rosyjskiej prokuratury, ale wyniki prac polskiej komisji, pod przewodnictwem min. Jerzego Millera i polskiej, wojskowej prokuratury. Nie zmienią tego polityczne próby wmieszania w sprawę polityków, ani próby umiędzynarodowienie dochodzenia, komisja Macierewicza, wzywanie amerykańskich kongresmenów, czy natowskich generałów. Wyjaśnienie wszystkich okoliczności, przyczyn i praprzyczyn katastrofy zależy od działania polskiej komisji i polskiej prokuratury – to one i tylko one powinny otrzymać uprawnienia do przedstawienia konkluzji końcowych, zaleceń i ewentualnie wniosków dla sądu.

Continue Reading →

Problem Białorusi

Temat Białorusi i satrapy Łukaszenki dalej nie schodzi z łam prasy, programów stacji informacyjnych. W krajowych komentarzach oznacza to oczywiście polski punkt widzenia i spojrzenie na to się stało w wieczór wyborczy w Mińsku i dni następne jak na gwałt na demokracji. To dość płytkie spojrzenie, ponieważ na Białorusi demokracji w sensie zachodnim długo jeszcze nie będzie, co więcej – większość Białorusinów jak się wydaje, jej nie chce za bardzo.

Polski minister spraw zagranicznych , Radosław Sikorski została gremialnie skrytykowany, a wręcz wyśmiany za listopadową podróż do Mińska (razem z ministrem niemieckim, Guido Westerwelle). Zarzucono im naiwność i niedostatek znajomości realiów białoruskich, a wręcz zdradę interesów demokratycznej opozycji białoruskiej. To błędna, trywialna ocena. Sikorski pojawił się na Białorusi po to, aby robić politykę, politykę unijną – ale jednocześnie polityką antyrosyjską. I to ostatnie było naiwnością, w dodatku podwójną.

Komentatorzy rzadko biorą pod uwagę to, że postsowiecka Białoruś ma byt państwowy krótki i uważana jest w przez Rosję za swoją strefę wpływów, podobnie jak Gruzja, Mołdowa, czy Ukraina. Kraj tranzytowy surowców, rynek zbytu (obustronny), ludność tak naprawdę rosyjskojęzyczna. Oddanie wpływów na Białorusi przez Rosję byłoby wielką naiwnością. Podwójną w kontekście planowanego zacieśnienia kontaktów Rosji z Unią Europejską i NATO – przy aprobacie Stanów Zjednoczonych. Białoruś jest państwem ważnym dla obu stron – Unii Europejskiej i Rosji. I Łukaszenkę można obalić tylko w porozumieniu z Kremlem…

Continue Reading →

Miedwiediew w Polsce ​

Jeśli jednak nasza pozycja będzie słaba, jeśli sami nie będziemy umieli rozwiązywać naszych problemów z sąsiadami za Bugiem, jeśli płaczliwie będziemy szukać pomocy na Zachodzie w każdej sprawie, to nie oczekujmy traktowania nas jako równorzędnego partnera, lecz jedynie jako protegowanego. Niemcy nie zdywersyfikują naszych dostaw surowców energetycznych, nie ochronią naszej mniejszości ani dyplomatów na Wschodzie, a UE nie zajmie stanowiska w kwestii spornej, zanim tego nie uczyni polski premier czy prezydent.

Antoni Podolski – były dyrektor Centrum Stosunków Międzynarodowych w Warszawie.

Wizyta rosyjskiego prezydenta, Dmitrija Miedwiediewa, w Polsce, nie będzie żadnym przełomem. Mam zresztą wrażenie, że polska strona nie bardzo wie, co by chciała osiągnąć. Umowa gazowa podpisana, inne sprawy dotyczące gospodarki nie wymagają spotkań na aż tak wysokim szczeblu. Przełomem w stosunkach Polski i Rosji tak naprawdę było spotkanie premierów Donalda Tuska i Władimira Putina na Westerplatte. To wtedy uzgodniono zapewne najważniejsze szczegóły porozumienia gazowego, Rosjanie przekonywali nas do uczestnictwa w Nord Stream (z czego niestety nie skorzystaliśmy). Jeszcze więcej ustalono w kwestiach symbolicznych – złożono deklaracje otwarciu, na zasadach wzajemności archiwów (Putin), a także deklaracja korzystania z doświadczeń i ustaleń polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, która zajmowała się, z powodzeniem, ustaleniem wspólnego stanowiska w sprawie zbrodni katyńskiej.

Dziś Miedwiediew przyjechał robić interesy. Ekonomiczne, ale również polityczne. Nie tylko z Polską, ale również Unią Europejską. Dalsza normalizacja naszych stosunków to mały krok dla Rosji ku dalszej integracji z Unią Europejską i NATO. Z tego punktu widzenia polska dyplomacja ma trudne zadanie – co zrobić, aby Polska dla Rosji była równie atrakcyjnym partnerem, jak inne kraje UE, a przede wszystkim Niemcy. Jest to sprawa wykreowania takich wzajemnych kontaktów, na szczeblu szefów państw, aby Rosjanie brali pod uwagę polskie interesy. I odwrotnie – Polacy reprezentując nasz interes, a także Unii Europejskiej, która jest polskim partnerem numer 1., muszą brać pod uwagę punkt widzenie Kremla.

Oczywiście, dla niektórych najważniejsze będę sprawy wizerunkowe, dotyczące katastrofy smoleńskiej i uhonorowania ofiar katyńskich. To oczywiste, że powinniśmy wymagać od Rosjan wszystkiego, co może nas przybliżyć do wyjaśnienie kulis katastrofy prezydenckiego samolotu. W sferze symboliki (pomnik na miejscu katastrofy) obie strony dojdą do porozumienia. W sferze faktów – Rosjanie będą bronić opinii, że polscy piloci lądowali na swoją odpowiedzialność, a właściwie z powodu jej braku… I tu stoimy na pozycji straconej, jeżeli dotychczasowe ustalenia się potwierdzą.

Ale najważniejsze jest to, czy Polacy będą potrafili z Rosją robić interesy. Gazprom, Rosnieft i wiele innych film widzi w Polsce partnera, szczególnie w branży paliwowej . Trzeba im dać warunki działania w naszym kraju. Ani gorsze, ani lepsze od tych, jakie mają inni inwestorzy. Pieniądz nie ma barw ideologicznych.

Azrael

Deklaracja rosyjskiej Dumy

Rosyjska Duma przyjęła rezolucję, w której jednoznacznie przyznano, że za mordami polskich oficerów wojska, policji i korpusu ochrony pogranicza, stał Stalin i jego pomocnicy, a czyny te​ były zbrodniami. To deklaracja ważna – dla Rosji, Rosjan, dla ich pozycji i wiarygodności w Europie i ważna dla Polaków i naszych wspólnych relacji.

W Polsce oczywiście dalej będą trwały dyskusje, czy nie powinniśmy walczyć dalej, o uznanie polskich pomordowanych oficerów za ofiary ludobójstwa. Tę dyskusję przerabialiśmy już w roku ubiegłym, przy okazji uchwały sejmowej dotyczącej rocznicy 17 września 1939 roku. Warto jednak może przypomnieć, że według standardów konwencji ONZ z roku 1948, zbrodnia na polskich oficerach ludobójstwem nie była. Jeżeli dodatkowo zapoznamy się z opinią francuskiego filozofa, Alaina Besancon’a, to powinniśmy uznać, że czyn, która jest niewątpliwie zbrodnią wojenną, nie wypełnia znamion ludobójstwa. Definicja Besancon’a brzmi w sposób następujący;

[...] „…ludobójstwo w sensie właściwym, w odróżnieniu od zwykłej rzezi, żąda następującego kryterium: jest to rzeź zamierzona w ramach ideologii, stawiającej sobie za cel unicestwienie części ludzkości dla wprowadzenia własnej koncepcji dobra. Plan zniszczenia ma obejmować całość określonej grupy, nawet jeśli nie zostaje doprowadzony do końca w rezultacie niemożliwości materialnej czy zwrotu politycznego…”.


Continue Reading →

Polska miejscem tortur?

Kilka dni temu amerykańska agencja prasowa, Associated Press, na podstawie raportu a także informacji anonimowych, uzyskanych z CIA, podała, że w Polsce istniało tajne więzienie, w którym dokonywano przesłuchań i tortur. Oficjalny raport mówi o jednym terroryście, Abd al-Rahim al-Nashirim, ale wcześniejsze informacje i doniesienia mówią, że takich więźniów w Polsce mogło być około 20…

Nikogo, kto śledzi media polskie i zagraniczne, nic już nie przekona, że tajnych więzień CIA w Polsce nie było. Polscy politycy dawno już zeszli z poziomu wypowiedzi „nie było więzień” do tekstu „nic nie mam do powiedzenia na ten temat”, lub „nie jestem zwolniony z tajemnicy państwowej”. O lotach tak zwanych „Guantanamo Exspress” przez Polskę jest wiadome już od 2005 roku. O tym, że te więzienia były – jest jasne już od roku 2006, czyli od momentu, kiedy gościła w naszym kraju specjalna komisja Parlamentu Europejskiego, pod przewodnictwem Carlosa Coelho, zajmująca się wyjaśnieniem doniesień nie tylko prasowych o lotach samolotów CIA. W skład komisji wchodziło 13 posłów Parlamentu Europejskiego, w tym trzech z Polski. Delegacja miała się spotkać w sumie z dwudziestoma osobami, z czego aż 11 odmówiło. Między nimi byli również dziennikarze, między innymi Sylwester Latkowski – wybitny reportażysta i dziennikarz śledczy, znany z doskonałych źródeł. Inne osoby, które uchyliły się od spotkania z Komisją PE, to, między innymi, Andrzej Barcikowski, były szef ABW w latach 2002-2005, poseł Marek Biernacki, przewodniczący Komisji Służb Specjalnych, tragicznie zmarły w Smoleńsku Jerzy Szmajdziński, minister ON w latach 2001-2005. To ostatnie nazwisko było szczególnie ważne w tej sprawie. Zeznania złożył natomiast Jarosław Giziński, dziennikarz, „Newsweek Polska”, który stwierdził przed komisją, że istnienie więzień CIA w Polsce zostało potwierdzone przez „wysokiego rangą członka polskiego rządu”, w trakcie zbierania materiału do artykułu prasowego, który zamieścił w roku 2005. Gizińskiemu nie udało się jednak uzyskać od władz informacji na temat lotów CIA, o których wspomniano w sprawozdaniach instytucji badających te zarzuty.Inny dziennikarz, z olsztyńskiego oddziału TVP, Adam Krzykowski (który, jak się wydaje, ma najgłębszą wiedzę, co się w Starych Kiejkutach działo), powiedział parlamentarzystom, że z informacji uzyskanych od funkcjonariuszy Służby Granicznej, przekazał precyzyjniejsze – i potwierdzone informacje o lotach i lądowaniach samolotów CIA w Szymanach, nie opodal bazy w Starych Kiejkutach.

Continue Reading →

Robieni w łupka

Od kilku miesięcy w Polsce temat alternatywnego (jeszcze) wydobycia gazu ze złóż łupków jest tematem gorących debat. Głównie polityków, którzy, jak wiadomo, znają się na wszystkim. Znają się na wszystkim lepiej, niż ich konkurenci polityczni. Lepiej, niż fachowcy w danych dziedzinach, lepiej, niż w tym przypadku, geolodzy, lepiej, niż ekonomiści.

Surowce energetyczne mają znaczenie strategiczne, nie trzeba chyba tego nikomu tłumaczyć. Szczególnie dla Polski, która ma specjalne relacje w tej materii z naszym potężnym sąsiadem, Federacją Rosyjską. Temat uzależnienia od dostaw ropy naftowej i gazu (czy uniezależnienia, zależy to od punktu widzenia) ma duże znaczenie. Dlatego każde nasze rozmowy z Rosjanami na temat przedłużenia, odnowienia umów na dostawy surowca, są obserwowane i dyskutowane. Mniej się patrzy na zagadnienia czysto ekonomiczne, więcej na sprawy polityczne, traktowane jako funkcja naszego bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo energetyczne jest zresztą naszym znakiem firmowym na forum Unii Europejskiej, naszą idee fix. Szkoda tylko, że nie wiele zrobiliśmy u siebie w kraju, aby to bezpieczeństwo zapewnić własnymi działaniami. Choćby przez rozwijanie odnawialnych i ekologicznych źródeł energii.

Polska, według danych ogólnie dostępnych, ma pod powierzchnią ziemi bogate zasoby gazu ziemnego związane w łupkach. Pas złóż ma się ciągnąć od wybrzeża, poprzez Polskę centralną, aż po Lubelszczyznę, na obszarze ok. 30% powierzchni kraju. Trwają poszukania, do tej pory wydano już około 70 zgód na poszukiwania zasobów, z czego około 60 otrzymały firmy zachodnie, głównie amerykańskie (m. in. Chevron, Exxon Mobil, ConocoPhillips, Lane Energy). Poszukiwania prowadzą też firmy polskie, PKN Orlen, i oczywiście PGNiG). Jak media (ale na razie tylko one…) donoszą, zasoby mogłyby zapewnić Polsce niezależność energetyczną na 100, a może i 200 lat, biorąc pod uwagę nasze aktualne potrzeby. Zasoby oceniane są nawet na 3,0 miliardy metrów sześciennych. Podniosły się oczywiście natychmiast głosy o „wyprzedaży naszego majątku narodowego” i oddaniu za bezcen polskich surowców. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z problemów natury technologicznej wydobycia surowca z tego rodzaju złóż. Dramatyczny, a zarazem komiczny tego dowód dał marszałek Bronisław Komorowski swoją wypowiedzią w Londynie.

Pięknie, prawda? Tylko, że teraz zaczynają się schody;

Continue Reading →

Gej, a sprawa polska

Już samo to, że Europejski Trybunał Praw Człowieka musi Polsce zwracać uwagę (i de facto zalecać być może zmianę prawa) w sprawie dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej, jest dość ambarasujące nie tylko dla rządu, ale również dla społeczeństwa.

Paweł Kozak, mieszkaniec Szczecina, po śmierci swojego partnera, wystąpił o prawo do kontynuowania mieszkania w lokalu komunalnym. Odmówiono mu tego, powołując się na przepisy, że tego rodzaju możliwość istnieje tylko dla konkubinatów. Gdyby był kobietą – takie prawo otrzymałby praktycznie z automatu (po spełnieniu określonych warunków administracyjnych).

ETPC powołał się na normy konwencji, która zakazuje dyskryminacji związków z powodu orientacji seksualnej. Oznacza to, że polskie normy prawa powinny zostać w tej sprawie znowelizowane (już zresztą to w roku 2001 nastąpiło).

Sprawa ma jednak wymiar szerszy. Jest to dobra podstawa do tego, aby w sposób spokojny, bez ideologicznego zacietrzewienia, powrócić do dyskusji o związkach partnerskich i ich roli nie tylko w społeczeństwie, ale również w ekonomii państwa. Osoby żyjące w związkach stałych są dla społeczeństwa bardziej produktywne i ich działania są bardziej przewidywalne. Stabilność powinna być dla społeczeństwa wartością.

Nie w Polsce jednak; W naszym kraju od razu tego rodzaju sprawa traktowana jest jako zamach na wartości i na „święte prawa rodziny”. Świadczą o tym tytuły w mediach prawicowych, „Gej wygrał z Polską”, czy „Homoseksualista wygrał…”.

Środowiska LGBT już od dawna przestały interesować się sprawami wesołych parad, czy prowokacji, ale umiejętnie wykorzystują nasze uczestnictwo w Unii Europejskiej do poszerzania zakresu praw swoich członków. Nie ma to nic wspólnego z orientacją polityczną, nie jest ważne dla prawa i jego stanowienia, czy inicjatywy legislacyjne wychodzą ze strony środowisk lewicowych, prawicowych, czy liberalnych. Dla każdego środowiska politycznego najważniejsza powinna być ochrona obywateli, co jest składnikiem praw obywatelskich jednostki. Każda dyskryminacja z powodu orientacji seksualnej nie powinna być przedmiotem rozważań ideologów i polityków, lecz prawników. Tak być powinno, ponieważ Polska nie żyje w cywilizacji jednej ideologii, lecz w cywilizacji XXI wieku, cywilizacji prawa.

Azrael

————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Prezydentura środka

Wiktor Janukowycz został oficjalnie prezydentem Ukrainy. Na jego inaugurację do Kijowa przejechało ponad 100 przedstawicieli z całego Świata, ale nie było tego najbardziej oczekiwanego, czyli prezydenta Rosji, Dmitrija Miedwiediewa. Administrację Kremla reprezentował polityk średniego szczebla, co jak na zaszłości historyczne między tymi państwami, jest ważnym sygnałem. Tylko, że różnie jest on odczytywany. Jedni komentatorzy twierdzą, że jest to sygnał dla Ukrainy, ale i dla innych państw regionu, że Moskwa traktuje Janukowycza jak swego wasala, inni twierdzą, że jest to z kolei świadectwo tego, że Ukraina wychodzi ze sfery wpływów Rosji. Jak będzie naprawdę, okaże się w grudniu tego roku, kiedy znów będzie dyskutowana sprawa cen za gaz i jego przesył do Europy przez terytorium Ukrainy.

Nie sprawy stricte polityczne, nie polityka zagraniczna będą dla Janukowycza i dla przyszłości Ukrainy najważniejsze w najbliższych miesiącach i latach. Przez pięć lat, od czasu „Pomarańczowej Rewolucji” usiłowano Ukrainie z zewnątrz narzucić polityczną narrację, że najważniejszą sprawą dla kraju i Ukraińców jest to, aby stała się ona członkiem NATO i Unii Europejskiej, właśnie w takiej kolejności. Geostrategiczne i geopolityczne pomysły najbliższego sąsiada Ukrainy z zachodu, czyli Polski, były wmawiane rządzącym „pomarańczowym”, jako główny, zbawczy cel dla państwa i społeczeństwa ukraińskiego. Zostało to nałożone na wielowarstwowy konflikt pomiędzy poszczególnymi siłami politycznymi w obozie demokratycznym, jak również na relacje z „niebieskimi”, czyli Partią Regionów Wiktora Janukowycza. Rezultaty takiej polityki są takie, że Ukraina, zarówno jej obecna elita polityczna, jak i społeczeństwo nie widzi żadnych korzyści wejścia w struktury polityczne NATO, a co do Unii Europejskiej – rządy Julii Tymoszenko nie posunęły państwa ani o krok od strony prawnej, ekonomicznej i organizacyjnej ku strukturom unijnym.

Continue Reading →