Zapiski zza Atlantyku – 2. lutego

Stawka większa niż życie

 

Po wygranej w Południowej Karolinie, Newt Gingrich uwierzył, że może zostać prezydentem. W kolejnych debatach, Newt nikogo nie obrzucał błotem, chciał sobie zjednać niezależnych wyborców. Niestety, spokojny Gingrich okazał się nudny i to przyczyniło się również do porażki na Florydzie.
Sposób prowadzenia kampanii wyborczych Partii Republikańskiej jest wyjątkowo wredny. Nie ma limitów, wszystkie chwyty są dozwolone. Wygranie Florydy było bardzo ważne dla Romneya, gdyż Floryda ma 50 delegatów i w odróżnieniu od poprzednich stanów, wygrany otrzymuje wszystkich mandaty na konwencję wyborczą.

Stawka była wysoka. Tak jak przypuszczano, Romney wygrał. Otrzymał 46,4% poparcia a Gingrich tylko 31,9%.

Floryda to to stan zamieszkały przez Kubańczyków, Żydów, starszą generację, która po przejściu na emeryturę przeniosła się na Florydę, Polaków, którzy masowo wykopują domy oraz w dużej ilości tzw. „blue collar” czyli ludzi pracujących fizycznie. Kubańczycy jako jedyni Latynosi są pro republikańscy, trudno zrozumieć dlaczego, ale tak jest. Wśród Republikanów panuje przekonanie, że emigrant to ktoś kto obniża poziom nauczania w szkołach i zabiera pieniądze od rządu, nic nie dając w zamian. Republikanie gdyby mogli deportowaliby wszystkich emigrantów, nie bacząc na konsekwencje. Romney oraz Gingrich zbyt często nie podejmowali tematu emigracji, ale na Florydzie nie mogli go uniknąć. Romney zaproponował samo-deportacje czyli osoba nielegalnie przebywająca w USA powinna sama się deportować i w swoim kraju cierpliwie czekać na legalne pozwolenie pobytu w USA. Ogólnie podejście Romneya do emigracji jest bardzo rygorystyczne. Popiera on Krisa Kobacha, który stworzył dyskryminacyjne prawa przeciwko emigrantom. Wielu Latynosów, głownie z Arizonie, Nebrasce, Kalifornii czy Illinois uważa, że Romney popełnia samobójstwo traktując sprawę emigracji w ten sposób, gdyż podczas głównych wyborów emigranci nie poprą go. Gingrich, który ma bardziej liberalne podejście do emigrantów, zniszczył jakakolwiek szansę kiedy, nazywając język hiszpański „językiem getta”.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 20. stycznia

Wierzę w jednego prawdziwego Ronalda Reagana

 

Najbardziej popularnym Republikaninem wszechczasów jest Ronald Reagan. Niewspomnienie Ronalda Reagana w jakiejkolwiek debacie lub przemówieniu jest czymś niemożliwym. Dla wielu, Reagan to prawdziwy konserwatywny Republikanin, który wygrał wybory, gdyż zdołał przekonać Demokratów do siebie, że jest lepszym kandydatem. Biorąc pod uwagę co i kogo w tym roku reprezentują kandydaci republikańscy, wątpię by Ronald Reagan miał jakakolwiek szansę wśród Republikanów na wybranie go kandydatem do wyścigu prezydenckiego.

Kiedy Reagan ubiegał się o prezydenturę, w USA nie było za ciekawie; panowała wysoka inflacja, trwała zimna wojna, a kraj przechodził zmiany kulturowe. Reagan jest uważany za jednego z lepszych prezydentów, który wyratował kraj. Ale prawdziwy Reagan to nie jest ten Reagan, którego próbują pokazać Republikanie. Ronald Reagan był przeciwko propozycji 6. poprawki , która miała zabronić gejom prawa pracy w Kalifornii. Reagan podniósł podatki, usunął wiele ulg podatkowych, ale też zlikwidował podatki dla tych, których zarobki były minimalne. Biorąc pod uwagę retorykę obecnych Republikanów, że wszyscy powinni płacić podatki a bogaci powinni mieć ulgi podatkowe, Reagan miałby dziś duże kłopoty. W 1986 roku Reagan przeprowadził reformę emigracyjną, zwaną dziś amnestią dla milionów nielegalnych emigrantów, którzy przybyli do USA przed 1 Styczniem 1982 roku. Republikanie są przeciwko amnestii. Gdyby Reagan startował w obecnych wyborach, nazwano by go nie tylko socjalista przeciwko kapitalizmowi. Każdy z kandydatów partii republikańskiej uważa się za Ronalda Reagana. Nie ma jednak wśród Republikanów polityka choć zbliżonego klasą.

Przed kandydatami wybory w Południowej Karolinie. Będzie ciekawa, gdyż w środę podano, że w Iowa to nie Romney wygrał wybory 8 glosami, ale Rick Santorum z przewagą 34 głosów. Okazało się, że z ośmiu rejonów wyniki glosowania zaginęły. Romney, który do wczoraj uważał się za zwycięzce, powiedział, że w Iowa wygrali obaj. Rick Perry wycofał się z kandydowania popierając Newta Gingricha. Podczas ostatniej debaty kandydaci skakali sobie do oczu zapominając, że ich prawdziwym przeciwnikiem jest prezydent Obama. Gingrich jak wściekły buldog zacięcie atakował Romneya. Gingrich jest skłonny do sprzedania własnej duszy, jeżeli oznaczałoby to, że to on a nie Romney będzie kandydatem Republikanów. Romney wypadł słabo, bardzo słabo, zwłaszcza kiedy doszło do kwestii ujawnienia ile zapłacił podatku od dochodów. Każdy kandydat wyjawia ile zarobił i ile zapłacił podatków. W obecnych czasach nie można od tego uciec. Romney tego nie zrobił. Mimo rad wielu osób, Romney powiedział, że być może poda ile zapłacił podatków w kwietniu. Dlaczego? Romney nie pracuje, żyje z tego co zarabiają na niego zainwestowane przez niego pieniądze. Nie ma nic w tym złego. Problem jest kiedy ktoś żyjąc tak przedstawia się jako jeden z pracujących na życie. Ile podatku zapłacił Mitt Romney? 15%. Osoby, które zarabiają pomiędzy $34,000 a $82,400, płacą 25% podatku. To jest tak zwana klasa średnia. Osoby, które zarabiają pomiędzy $8,700 a $34,000 płacą 15% podatku. Dzięki lukom podatkowym oraz rożnego rodzaju kombinacjom podatkowym; Romney płaci tyle co grupa Amerykanów, której się nie za dobrze powodzi. Romney dodatkowo zarobił $374,000. Ale według niego owa suma to nic. Fakt, dla kogoś kto zarabia miliony owa suma nie jest duża, ale dla wielu ludzi to kilka lat pracy.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 12. stycznia

Mission Impossible

 

Polityka to teatr kłamstw, manipulacji, obłudy, negatywnych reklam oraz dużych pieniędzy przynajmniej w USA. New Hampshire było kolejnym ważnym etapem dla kandydatów Partii republikańskiej. Mitt Romney otrzymał 39.4%, Ron Paul 22.8%, Jon Huntsman 16.8%, Newt Gingrich 9.4%, Rick Santorum 9.3%, a Rick Perry 1%. I to Mitt Romney zdecydowanie wygrał.

Ron Paul ma dużo pieniędzy i nie lubi Romneya, nie pokona go, ale jeżeli będzie chciał to może mu bardzo zaszkodzić, decydując się na startowanie jako kandydat niezależny. Nudny Jon Huntsman nie ma żadnych szans. Newt Gingrich pozostanie do końca w grze, mimo słabego poparcia. Ten nadęty i zakłamany bufon nie podaruje Romney’owi oszczerstw, które przesunęły go na dalszą pozycję. Rick Santorum, który prawie pokonał Romney’a w Iowa stracił swoja szansę, gdyż zamiast tak ja w Iowa mówić na temat ekonomii postanowił przekonać wyborców z New Hampshire, że USA potrzebuje jako kandydata Jezusa Chrystusa. Mimo braku prawdziwego rywala, Mitta Romney’a czeka zacięta walka w Południowej Karolinie, gdyż 60% wyborców to ewangeliści, którzy uważają Mormonizm za kult. To również stan Tea Party, która nie akceptuje Romney’a.

Mitt Romney to anemiczny biznesmen z wysokimi ambicjami oraz milionami dolarów. Jego platforma polityczna oparta jest na krytykowaniu prezydenta Obamy. Romney uważa, że jako biznesmen, tylko on potrafi przywrócić nadzieję w Amerykę i przywrócić jej świetność. Trudno go krytykować za to, że jest biznesmenem, Romney potrafi zarobić pieniądze, ale kierując się niewłaściwymi wartościami. Rywale Romney’a oskarżyli go o to, że nie jest prawdziwym kapitalistą, że pracując dla Bain Capital doprowadził do bankructw wiele firm oraz pozbawił pracy Amerykanów. Romney to prawdziwy kapitalista, dzięki niemu, Bain Capital zarobiło miliony dolarów. Społeczeństwo ucierpiało, ale współudziałowcy zarobili pieniądze. Mitt pokazał, że jest dobry w kupowaniu podupadających firm, które po jego przejęciu bankrutowały a potem zostały przejmowane przez nowych właścicieli. Ludzie tracili pracę, gdyż firma nie miała pieniędzy aby im płacić. Kto na tym zarobił? Mitt Romney, Bain Capital oraz właściciele firm. Owe manewry przyniosły mu około 200 milionów dolarów. The Wall Street Journal podał, że z 77 firm przejętych przez Romney’a, 22% zbankrutowało. Wall Street kierowało się taką samą taktyką, zarobić jak najwięcej nie licząc się z nikim. Romney przedstawia się jako kandydat pracujących ludzi, jako ten, który wie co to znaczy nie mieć pieniędzy i bać się utrzymanie pracy. Mitt Romney to syn multimilionera, nigdy w życiu nie martwił się o to czy będzie miał co jeść, gdzie spać czy jak przeżyć do następnego miesiąca. Nawet gdyby został zwolniony, pieniądze ojca umożliwiłyby mu życie w komfortowych warunkach. Porównywanie się do przeciętnych Amerykanów, którzy znaleźli się bez pracy jest idiotyczne i niemoralne. Rywale Romney’a zostali nazwani przez niego oraz jego sztab „socjalistami”, tak jak i prezydent Obama. Za tymi słowami stoi zazdrość, Romney prezydentowi Obamie zazdrości sukcesu tym, ma urazę do ludzi sukcesu i dlatego też nie potrafi poradzić sobie z ekonomią.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 8. stycznia

Iowa

 

Iowa to stan w USA, który składa się głównie z białych, konserwatywnych i religijnych farmerów. To również stan, który dotychczas decydował kto będzie prezydentem USA. 2012 to rok wyborów na prezydenta USA. Republikanie od momentu kiedy Barack Obama został wybrany na prezydenta obiecali sobie, że zrobią wszystko aby go usunąć. Przez trzy lata blokowali wszystko co się dało w Kongresie. Rok wyborów nadszedł i wydawałoby się, że wreszcie przyszła chwila, aby zniszczyć znienawidzonego komunistę Obamę. Jest jeden tylko problem – odpowiedni kandydat z ich własnej partii.

Trzeciego stycznia, we wtorek w stanie Iowa odbyły się pierwsze wybory. Bardzo ważne wybory. W 2008 roku, Mitt Romney przegrał w Iowa z Mike Huckebee otrzymując tylko 25% poparcia od Republikanów tego stanu. Po przegranej, Romney obiecał sobie, że będzie startował ponownie. Przez trzy lata wydal miliony dolarów na sztab, na zajawki w telewizji oczerniające innych kandydatów oraz ludzi pracujących dla niego. Rezultat? Nielubiany i nadal niechciany, Mitt Romney wygrał ponownie z 25% poparcia i tylko ośmioma glosami przewagi nad Rickiem Santorum. Romney jest szczęśliwy. Po wygranej powiedział „We did darn good”. Według Romneya otrzymanie to sukces. Polityk, który o mało co z nim wygrał to Rick Santorum, kandydat, który dotychczas był na szarym końcu, i z którym nikt tak naprawde się nie liczył. Romney oraz Santorum oboje otrzymali 25% poparcia z tym, ze Romney miał osiem głosów więcej. Na trzeciej pozycji ulokował się Ron Paul z 21%, a za nim Newt Gengrich i reszta czyli kolejno Rick Perry, Michele Bachman oraz John Hunstman. Romney wygrał w Iowa, ale również przegrał. Dopiero teraz zacznie się prawdziwa zabawa i walka.

Continue Reading →

Droga lewicy

Od lat słyszę słowa – „Polska lewica szuka swojej tożsamości”, „Polska lewica musi zbudować nowy program”. Dziś w porannej audycji radiowej usłyszałem z ust europosła Marka Siwca, że lewica powinna się „przedefiniować”. Co te wszystkie wezwania i hasła oznaczają – nie wiadomo. A właściwie wiadomo – nic nie oznaczają, tak jak dziś puste są ideowe i ideologiczne hasła.

Polityka XXI wieku jest eklektyczna i raczej mało synergiczna. To mieszanka różnych poglądów, idei, kalek z minionych czasów. Nie ma nigdzie w świecie (poza totalitarną Koreą Północną, kruszącą się z komunizmu Kubą i poddanemu władzy ajatollahów Iranowi) krajów o czystej ideologii państwowej. Nie ma państwa, gdzie partia rządziłaby trzymając się doktrynalnie ideologii. W świecie rządzi post-polityka, poddana naciskom ekonomicznym, a post-ideologie są wszędzie marginesem. Nawet tak nośne społecznie, jak ruchy anty- i alterglobalistyczne.

W głównym nurcie politycznym klasyczna tożsamość lewicowa, realizowana w sferze ekonomicznej, już dawno umarła. W Polsce umarła wraz z wprowadzeniem reform gospodarczych Leszka Balcerowicza, prywatyzacją gospodarki i rozpadem struktur państwowych gospodarstw rolnych, osłabieniem roli związków zawodowych. W Europie koniec prawdziwej, klasycznej myśli socjaldemokratycznej nastąpił wraz z sukcesem tak zwanej trzeciej drogi Blaira, czyli połączenia neoliberalizmu gospodarczego z polityką socjalną. Tożsamość lewicowa może być realizowana tylko w sferze światopoglądowej i kulturowej. Tylko czy jest ktoś, kto potrafi zbudować taki projekt?​

W Polsce lewica jest rozbita. Sojusz Lewicy Demokratycznej nie jest już jedyną, a nawet wiodącą siłą po tej, coraz bardziej umownej, lewicowej stronie sceny politycznej. Dziś za lewicę uchodzi formacja Janusza Palikota, która jest tak naprawdę mieszanką obyczajowej i kulturowej lewicy i liberalizmu ekonomicznego. Tymczasowo Palikot przyciągnął do siebie ludzi prezentujących poglądy alterglobalistyczne (Ruch Wolnych Konopi, czy Piotra Ikonowicza), ale jest to raczej taktyczne posunięcie, a nie strategia zdobywania pola politycznego. SLD pozostał przy elektoracie postkomunistycznym, roszczeniowym, częściowo związkowym, ale nie udało mu się do niego przekonać młodego, inteligenckiego, rozwojowego elektoratu dużych miast. Ten zakotwiczył się głównie w pobliżu rządzącej Platformy Obywatelskiej. I co ciekawe – SLD jest dziś partią prawie równie konserwatywną obyczajowo i światopoglądowo jak Prawo i Sprawiedliwość. Symptomatyczne było odejście do Ruchu Palikota tuż przed wyborami feministki Wandy Nowickiej i działacza gejowskiego, Roberta Biedronia.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 10. grudnia

Dwóch socjalistów

 

Amerykanie maja prawo domagania się Nowego Nacjonalizmu, bez którego nie mogą mieć nadziei aby poradzić sobie z nowymi problemami. Nowy Nacjonalizm stawia na miejscu pierwszym dobro narodu, a niego osobiste dobra pojedynczych jednostek

Teddy Roosevelt

Prezydent USA, Teddy Roosevelt, był tym dzięki któremu Amerykanie maja „social security” czyli rentę państwową, programy socjalne wspomagające biednych i bezrobotnych, jak również zmiany dotyczącą praw kobiet oraz dzieci zmuszanych do pracy. Roosevelt wygłosił przemowę, podczas której zaproponował „New Nationalism” czyli „Nowy Nacjonalizm”, system umożliwiający każdemu obywatelowi USA równe prawa oraz możliwość polepszenia sytuacji ekonomicznej. Prawie sto lat później, prezydent Obama wzorując się na Teddy Roosevelcie zaapelował z podobnym przesłaniem.

To co zrobił Roosevelt zmieniło Amerykę oraz system polityczny tego kraju. Roosevelt uważał, że system polityczny USA nie powinien być zależny od specjalnych uprzywilejowanych grup społecznych, często skorumpowanych i kierujących się tylko profitami, a nie dobrem narodu. Według niego prawdziwy konserwatysta służy narodowi i nie jest niewolnikiem tego co posiada. Brak efektywnego rządu kreuje grupę uprzywilejowanych i bogatych ludzi, których celem jest zwiększenie ich dóbr, raniąc przy tym resztę społeczeństwa. Senatorzy oraz kongresmeni reprezentujący naród powinni pracować na rzecz mniej uprzywilejowanych i mieć zawsze na uwadze dobro publiczne.

Niestety, w USA ci którzy obecnie maja reprezentować naród zapomnieli kogo praw powinni bronic. Demokraci i Republikanie nie potrafią znaleźć wspólnego jerzyka, który w polityce jest najważniejszy aby osiągnąć jakikolwiek cel. Republikanie domagają się ciec w podatkach, ale tylko dla klasy najbogatszych. Ich cel to zniszczenie Prezydenta Obamy, którego nazwali Antychrystem. Według Republikanów każdy z grupy Gingrich, Romney, Bachman, Santorum, Paul byłby lepszy niż prezydent Obama. Nawet diabeł byłby lepszym prezydentem. Zapomnieli , że to ich prezydent i ich partia pozwoliła na deregulację rynku finansowego, bankrutując kraj oraz przyczyniając się do problemów USA i wielu krajów europejskich. Z odejściem Obamy nagle wszystko się zmieni. Tak od razu, gdyż Obama to Antychryst, który chce odebrać bogatym to co sobie ciężko zarobili. Nie ważne, że Prezydent Obama tak jak i Teddy Roosevelt propaguje zmiany społeczne. Chrześcijańska Ameryka nie akceptuje gejów, praw kobiet, biednych czy chorych. Antychrysta trzeba się pozbyć zanim rozda wszystko i stworzy socjalizm w Ameryce. 14% Amerykanów wierzy, że Prezydent Obama jest Antychrystem. Polowa Republikanów uważa za to, że jest socjalistą.

Continue Reading →

Zapski zza Atlantyku – 26. listopada

 

Czas Newta Gingricha

Republikanie nadal szukają swojego idealnego kandydata, który pokonałby prezydenta Baracka Obamę w przyszłorocznych wyborach. Selekcja kandydatów odbywa się podczas debat, które mają pomóc wyborcom w zrozumieniu platformy politycznej startujących na prezydenta USA z Partii Republikańskiej. Debaty rozpoczęły się w maju i w przeciągu kilku miesięcy Republikanie mieli kilku faworytów.

Najpierw była Sara Palin, ulubienica Tea Party, która po odbyciu podróży z całą rodziną za pieniądze wyborców poinformowała, że nie będzie startować. Republikanie zwrócili swoje serca w kierunku magnata Donalda Trumpa. Skrajne opinie Trumpa szybko uczyniły go nieatrakcyjnym kandydatem, ale Republikanie nie tracili nadziei. Tim Pawlenty, uważany za przyszłość Partii Republikańskiej stal się na kilka tygodnii nową nadzieją. Niestety, rozczarowanie było duże. Pawlenty zanudzał publiczność tak bardzo podczas debat , że na początku czerwca postanowił wycofać się z kandydowania. Numerem jeden Partii Republikańskiej następnie stała się Michel Bachman, która potrafiła zachwycać tłumy. Jednak kiedy we wrześniu, gubernator Teksasu, Rick Perry, przystąpił do walki, gwiazda Michele Bachman zbladła. Republikanie mieli teraza swojego idealnego konserwatywnego kandydata. Mimo ataków, Bachman nie była w stanie pozostać na czele. Rick Perry w przeciągu kilku debat udowodnił, że nie nie wie za dużo na temat polityki zagranicznej czy ekonomi. Jest dobry w jednym – atakowaniu prezydenta. Kiedy podczas debaty zapomniał własnej platformy politycznej, zdesperowani Republikanie polubili czarnoskórego Hermana Caina. Skandal seksualny, brak wiedzy na temat polityki zagranicznej oraz infantylność odpowiedzi zdyskwalifikowała Caina po niecałym miesiącu. I nowy zawodnik wysunął się na pierwszą pozycję, znienawidzony przez wielu, Newt Gingrich.

Continue Reading →

Destrukcje

Jeżeli spojrzeć realnie na miejsce Prawa i Sprawiedliwości na polskiej scenie politycznej, to widać wyraźnie, że jest to miejsce na jej marginesie. Jeżeli spojrzeć na polską prawicę (konserwatywną, chadecką) i jej rolę w polskiej polityce, to widać równie wyraźnie, że też jest to margines. A jeżeli zdiagnozować, kto jest temu winien – to winnym jest Jarosław Kaczyński.

Pomimo, że klub sejmowy Prawa i Sprawiedliwości liczy w tej chwili 137 posłów (18. odeszło do klubu Solidarna Polska), to nie ma on praktycznie żadnej szansy wpływu na to, co się w Sejmie dzieje. Pozostałe kluby opozycji będą współpracowały z PiS tylko ewentualnie w sprawach ideologicznych, wąsko rozumianych. W ważnych sprawach ekonomicznych, czy dotyczących administracji państwa – PiS nie będzie miał możliwości zawierania koalicji. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Jarosław Kaczyński świadomie ustawił swoją partię nie na pozycjach opozycji, lecz na pozycji anty systemowej, jak to zgrabnie jest określane – anty establishmentowej.

Widać to wyraźnie z listu, jaki Jarosław Kaczyński napisał i przekazał działaczom swojej formacji. Nie znajdziemy w nim programu konstruktywnego rozwoju, czy projekcji wizji państwa, która by polemizowała z Donaldem Tuskiem i jego pomysłami na Polskę, lecz program walki i obrony. Kaczyński chce bronić samych wyborców przed… politykami, ma zamiar bronić tradycji, Kościoła katolickiego, demokracji (?), nie chce dopuścić myśli o euro, także chce bronić kultury, polskiej wsi, a także polskiej suwerenności. Przed kim chce bronić, nie bardzo wiadomo, ale należy się domyślać, że przed Donaldem Tuskiem. A jak ta obrona ma przebiegać, już się właściwie nie dowiadujemy. Brutalną prawdą jest to, że bez Ludwika Dorna Jarosław Kaczyński nie ma żadnych pomysłów. Eryk Mistewicz, specjalista marketingu politycznego twierdzi w jednym z wywiadów, że PiS pod przewodnictwem Jarosław Kaczyńskiego jest prawicą XIX-wieczną. Sądzę, że dziś jest to partia i polityki bez żadnej idei.

Continue Reading →

Rząd kontynuacji czy przełomu?

Po przedstawieniu przez premiera Donalda Tuska składu nowego rządu, komentatorzy i politycy wydają się być zawiedzeni. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, których by wcześniej nie odkryli dziennikarze, łącznie z nominacją filozofa (ale doktora politologii) Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości.

Próbuje się temu rządowi przydzielić różne etykiety – polityczny, autorski, rząd hegemona, czy nawet, jak to określił sam premier, rząd zderzaków (przed skutkami kryzysu). Chyba najtrafniejsze określenie to rząd zadaniowy. Nie mamy do czynienia z rekonstrukcją rządu, ponieważ poprzedni nie rozleciał się, lecz stabilnie dotrwał do końca kadencji, ale raczej z kontynuacją. To rząd, gdzie najważniejsze resorty (finansów, skarbu, gospodarki, rozwoju regionalnego, spraw wewnętrznych, administracji i cyfryzacji, obrony, spraw zagranicznych) z punktu widzenia interesów gospodarczych państwa pozostały nienaruszone, lub są prostą kontynuacją poprzez awansowanie sekretarzy i podsekretarzy stanu na stanowiska ministrów konstytucyjnych. Jest oczywiście także wymiar polityczny, związanie z premierem i rządem pewnych ludzi i frakcji politycznych Platformy Obywatelskiej – tym są nominacje konserwatysty Gowina do MS i lewicującego Bartosza Arłukowicza, który objął resort ochrony zdrowia. Ukłonem w stronę parytetu płci jest nominacja Joanny Muchy, ale znający ją wiedzą, że nie jest to osoba słaba i nie będzie li tylko ozdobnikiem gabinetu Donalda Tuska.

Rząd pozostanie centrum legislacji państwa, szerzej – głównym centrum władzy. Premier, mający niepodważalną legitymację rządzenia, a także silną pozycję w swojej partii, doprowadził do znacznego osłabienia prezydenta w roli władzy wykonawczej, nic nie zabierając prestiżowi tego urzędu, a przede wszystkim osłabił rolę Sejmu. Nominacja na stanowisko marszałka Sejmu całkowicie oddanej Donaldowi Tuskowi Ewy Kopacz jest tego koronnym dowodem. Spójność klubu PO w Sejmie potwierdza alians premiera z jego szefem, Rafałem Grupińskiem, stronnikiem Grzegorza Schetyny. To każe inaczej patrzeć na sprawę samego byłego marszałka. Również podział ról w rządzie wskazuje, że premier chce trzymać władzę w swoich rękach, prawdziwe centrum dowodzenia jest w Alejach Ujazdowskich, w Kancelarii Premiera Rady Ministrów. Wskazuje też na to wzmocnienie pozycji Tomasza Arabskiego, który nie tylko pozostał szefem kancelarii, ale również został szefem Komitetu Stałego RM. To poważna funkcja, warto sobie przypomnieć jak ważną rolę w rządzie Jarosława Kaczyńskiego odgrywał Przemysław Gosiewski.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 13. listopada

 

Kto się boi Hermana Caina?

 

Herman Cain, to czarnoskóry król pizzy startujący jako kandydat Partii Republikańskiej do urzędu prezydenta USA. O dziwo, Herman Cain ma duże poparcie wśród Republikanów, wysuwając się na pierwszą pozycję przed Mittem Romney’em, którego Republikanie nie lubią, jako Mormona. Tydzień temu, dziennikarz Politico obwieścił, że Herman Cain molestował seksualnie kobiety kiedy pracował dla National Restaurant Association. Tego typu informacja zniszczyłaby w przeciągu kilku godzin każdego polityka. Ale nie Hermana Caina. Jon Stewart opisał sytuację Hermana Caina jako przedstawienie w czterech aktach. Akt pierwszy, Cain – „Nic o tym nie wiem ”. Akt drugi, tego samego dnia wieczorem, Cain – „Słyszałem o tym, ale nic złego nie zrobiłem”. Akt trzeci, ostatni tydzień, Cain – „Zostawcie mnie w spokoju, nie będę na ten temat mówił”. Akt czwarty, Cain, – „Demokraci oraz media chcą mnie zniszczyć”.

Dwadzieścia lat temu, czarnoskóra Anita Hill oskarżyła obecnego sędziego Sądu Najwyższego USA, Clarence’a Thomasa o molestowanie seksualne. Dwadzieścia lat później mamy podobną sytuację. Kobiety, które zostały molestowane seksualnie boja się krytyki, szykan oraz mediów. W USA molestowanie seksualne w miejscu pracy jest zabronione i grozi karą. Herman Cain pracujący dla National Restaurant Association pozwolił sobie na „zabawę” według niego niewinną , ale która ma obecnie swoje konsekwencje. Według obrońców Caina, kobiety, które go oskarżyły to szczególny typ kobiet czyli histeryczki szukające sławy oraz dużych pieniędzy. Jeden z konserwatywnych dziennikarzy, John Derbyshire zapytał czy ktokolwiek w USA wierzy w istnienie molestowania seksualnego? Według niego kobiety uważają się za molestowane nawet wtedy kiedy dostają komplementy. Według Republikanów jeżeli kobieta nie może wyjść za mąż za bogatego to jej jedyną opcją jest posądzenie o molestowanie seksualne.

Continue Reading →

Integracja, erozja, czy rozpad?

No i stało się, jak przewidywałem kilka tygodni temu, Zbigniew Ziobro doprowadził do rozłamu. Na razie jest to rozłam w klubie parlamentarnym, nie partii, o czym należy pamiętać. Klub pod nazwą „Solidarna Polska”, składający się z 16 posłów i jednego senatora PiS (dalej formalnie członków partii) oficjalnie kontestuje sposób prowadzenia partii przez Jarosława Kaczyńskiego i wzywa do przyjęcia z powrotem Zbigniewa Ziobro, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego. Powołanie klubu jeszcze przed pierwszym posiedzeniem Sejmu nowej kadencji to dobry ruch, ale rozłam klubu PiS-u nie oznacza wcale, że szybko powstanie nowa partia. To nie ten czas, nie ta sytuacja, która zmusiła Janusza Palikota do ciężkiej harówki i zrobienia po kraju dziesiątków tysięcy kilometrów, dla budowy zrębów nowej formacji.

Tak, Jacek Kurski i Zbigniew Ziobro przygotowywali się do tej sytuacji. Doskonale wiedzieli, że po wyborach, przegranych wyborach, będą marginalizowani w partii przez Jarosława Kaczyńskiego i środowisko starych „wujów” z Porozumienia Centrum. Dlatego też w kampanii wyborczej popierali wybranych, swoich, kandydatów do Sejmu i Senatu, jednocześnie umacniając kontakty z dużą częścią terenowego aktywu partyjnego i elektoratu. Bo w przeciwieństwie do grupy Joanny Kluzik-Rostkowskiej i Pawła Poncyliusza, grupa Ziobry była osadzona w partii, a także wśród wyborców. Ziobro, Kempa… mogą pociągnąć za sobą dużą część elektoratu. Ale nie zrobią tego od razu – najpierw będą robić wszystko, aby erozja Prawa i Sprawiedliwości postępowała. Może nawet do momentu, kiedy Jarosław Kaczyński sam zrezygnuje, a na gruzach jego panowania dojdzie do unifikacji środowisk, które wcześniej PiS opuściły. To jest jednak scenariusz mało prawdopodobny, raczej neo-PiS-u nie należy się spodziewać.

Ziobro nie musi jednak już teraz zakładać partii. Nie jest ona mu w tej chwili potrzebna, ma wehikuł polityczny, czyli klub parlamentarny, a także otwarty dostęp do mediów nieprzychylnych PiS-owi. Takie szybkie powołanie partii politycznej byłoby zaprzeczeniem tezy, że jego działania są motywowane dobrem PiS-u i, szerzej, prawicy. Dziś, biorąc pod uwagę przeszłość Ziobry, poparcie mediów Tadeusza Rydzyka, jego formacja naturalnie byłaby odbierana jako partia stojąca na prawo od PiS. Przecież To właśnie były minister sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był ostoją projektu tak zwanej IV RP. Kierunek, w jakim musiałaby pójść nowa formacja, czyli narodowy katolicyzm, automatycznie by ją ulokował w niszy politycznej. Lepszym rozwiązaniem jest próba budowy szerszej, nowej platformy prawicowej, w oparciu o współpracę z PJN. Próba dokooptowania środowisk Marka Jurka, czy Janusza Korwin-Mikkego to droga prowadząca w ślepy zaułek.

Dziś właściwie nie wiadomo, jaki pomysł mają Ziobro i Kurski. Dziś ich pomysł na działanie jest podobny do tego, jaki miał z początku PJN – kontestowanie Jarosława Kaczyńskiego. To pomysł na tygodnie, nie na miesiące i lata. Jeżeli nowa grupa nie przedstawi szybko programu, idei, marszruty politycznej – to pozostanie tylko grupą „dietetyków” Sejmu i Parlamentu Europejskiego. Jeżeli Jarosław Kaczyński obroni jedność partii, szczególnie chodzi w tym przypadku o struktury terenowe, to grupa Ziobry będzie musiała powołać nową formację. Tylko, czy będzie to droga ku integracji prawicy, czy wręcz przeciwnie, dalszej jej atomizacji?

 

Azrael

​​

Prokurator jako urzędnik państwowy


Marszałek odchodzącego Sejmu, Grzegorz Schetyna, zdecydował o wygaśnięciu mandatów poselskich Bogdana Święczkowskiego i Dariusza Barskiego. Barski i Święczkowski są prokuratorami w stanie spoczynku, zgodnie z ustawą o prokuraturze. Ta ustawa jednak pozwala na kandydowanie do Sejmu, bez konieczności zrzeczenia się stanu spoczynku (odejścia z korpusu prokuratorów). Kancelaria Sejmu jednak zażądała od nich, na podstawie art. 103 ust 2. Konstytucji RP zrzeczenia się stanu spoczynku, lub mandatu poselskiego. Prokuratorzy odmówili.

Grzegorz Schetyna powołuje się na opinię Ministerstwa Sprawiedliwości i Krajowej Rady Prokuratury, że pomimo zapisów ustawy o prokuraturze, ustawa zasadnicza reguluje to inaczej. A jak mówi artykułu 8. tejże ” 1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej. 2. Przepisy Konstytucji stosuje się bezpośrednio, chyba że Konstytucja stanowi inaczej.”. I dochodzimy do sytuacji, gdzie obaj prokuratorzy opierają się o ustawę niezgodną z Konstytucją RP.

Mandaty zostały wygaszone, Barskiemu i Święczkowskiemu pozostaje odwołanie się do Sądu Najwyższego, co zapewne uczynią. Ten ma obowiązek rozpatrzyć ich skargę w ciągu 7 dni – czyli już po zaprzysiężeniu nowego Sejmu. Ale opinia Sądu Najwyższego nie dotyczy samej decyzji Grzegorza Schetyny, lecz tego, czy ustawa o prokuraturze jest zgodna z Konstytucją RP. Ponieważ jednak obaj prokuratorzy są dalej w korpusie, przy uznaniu jej niezgodności, tracą mandat.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 28. października

 

Latynosi 2012

W 2008 roku, Prezydent Obama miał duże poparcie wśród Latynosów, którym obiecał reformę imigracyjną. Do reformy nie doszło. Krytyczna sytuacja finansowo-ekonomiczna kraju oraz wojna w Iraku i Afganistanie wzięła przewagę nad reformą imigracyjną. Latynosi byli wzburzeni . Czuli się oszukani i obiecywali, że w 2012 roku nie będą glosowali za Obamą oraz Demokratami. Nie zdawali sobie jednak sprawy z tego jak bardzo Republikanie oraz Tea Party chce ich się pozbyć, oskarżając o zabieranie miejsc pracy uczciwym Amerykanom. Republikanie zatwierdzili wiele ustaw dyskryminujących Latynosów. Alabama oraz Arizona mają najbardziej rygorystyczne prawo dotyczące imigrantów. Kris Kobach, konserwatywny Republikanin, jest twórcą owych ustaw. Według niego, nielegalni imigranci stanowią duży problem, to oni w dużym stopniu przyczynili się do upadku ekonomicznego i dlatego należy zrobić wszystko aby się ich pozbyć. Ustawa Kobacha, pozwala policji na zatrzymanie każdego kto wygląda na Latynosa oraz prawo do żądania dokumentów. Kobach oraz mu podobni reprezentuje wszystko to co jest najgorsze w USA. Krucjata Kobacha przyczyniła się do stworzenia agresywnego ruchu anty-emigracyjnego oraz podziału na lepszych i gorszych. Kobach uważa, że imigranci, zabierają pracę prawdziwym Amerykanom i żerują na programach socjalnych. Alabama oraz Floryda, gdzie dotychczas przebywała największa emigracja latynoska przeżywają kryzys. Są to stany gdzie uprawia się owoce oraz warzywa. Farmerzy zatrudniali tysiące nielegalnych, którzy jako jedyni chcieli pracował na polu zbierając warzywa i owoce. Zatwierdzenie dyskryminacyjnych i rygorystycznych praw doprowadziło do tego, że nie tylko nielegalni ale również legalni imigranci opuścili te tereny. Farmerzy w Alabamie oraz na Florydzie proszą o pomoc. Nie maja ludzi do pracy. Amerykanie nie chcą wykonywać tego typu pracy, która uważają za poniżej ich godności. Jeden z posiadaczy farmy truskawkowej jest przerażony tym co się dzieje, Latynosi byli dobrymi pracownikami rolnymi i dzięki nim jego biznes funkcjonował przynosząc zyski. W Północnej Alabamie, około 200 farmerów zwróciło się o pomoc. Bez pomocy ich farmy nie będą w stanie przetrwać. Jeden z polityków Partii Republikańskiej zasugerował, że farmerzy powinni zreformować sposób uprawiania owoców oraz warzyw. Według niego farmerzy mogą zatrudnić osoby z poza stanu lub więźniów z pobliskich wiezień. Farmy bankrutują, przemysł rolniczy jest w zagrożeniu. Farmerzy nie rozumieją dlaczego nielegalni emigranci nie mogą dostać tymczasowego pozwolenie na prace. Bez nich nie ma nikogo kto chciałby zbierać owoce i warzywa z pól.

Continue Reading →

Nadzieja w rozpadzie PiS

 

Na początek pozwolę sobie na refleksję czysto osobistą; Po dwóch tygodniach od wyborów parlamentarnych doszedłem do wniosku, że to co się dzieje po stronie Prawa i Sprawiedliwości i jego zwolenników praktycznie nie ma znaczenia dla Polski i jej przyszłości. Partia, która zdobyła 30% głosów, nie ma w nowym parlamencie praktycznie nic do powiedzenia. Jarosław Kaczyński, przegrywając szóste kolejne wybory, zepchnął swoją partię na pozycję bez wyjścia, a dodatkowo ograniczył prawo głosu i wpływu na swój los tym, którzy na niego głosowali. Donald Tusk stał się hegemonem politycznym, jakiego w Polsce po roku 1989 nie było, dzięki swoim zdolnościom, ale solidnie na to również zapracował szef PiS. I dodatkowo zniszczył prawicę konserwatywną w Polsce. Bo prawdziwa prawica centrowa i liberalna jest teraz w PO. Zresztą lewica również…

Ale Kaczyński w dalszym ciągu ma monopol po stronie prawicy konserwatywnej, narodowej, katolickiej. To w jego sejfie leżą klucze do jej przyszłości. Klucze, które kilka lat temu, budując z bratem i Ludwikiem Dornem PiS, ukradł prawicy. Dopóki ktoś ich Kaczyńskiemu nie zabierze, nie zostanie po tej stronie stworzona realna siła polityczna. Słuchając opowieści, że możliwe jest zbudowanie konserwatywnej reprezentacji w oparciu o współpracę PJN, Janusza Korwin-Mikkego i Prawicy Rzeczpospolitej Marka Jurka, można wpaść w dygot pustego śmiechu. Wystarczy prześledzić metryczki polityczne tych dwóch ostatnich postaci, aby wiedzieć, że to droga donikąd. I wystarczy również cofnąć się do czasów AWS, przypomnieć sobie całą tamtą zbieraninę, aby dojść do wniosku, że łączenie jakichkolwiek formacji i współpraca polityków od lat działających na scenie politycznej żadnych skutków realnych nie może przynieść. Prawicę można zbudować tylko w jeden sposób – na gruzach PiS. Jeżeli nie doprowadzi się do anihilacji PiS i usunięcia Jarosława Kaczyńskiego z życia politycznego, prawica konserwatywna nie będzie w polskiej polityce odgrywała jakiejkolwiek roli.

Continue Reading →

Zapiski zza Atlantyku – 22. października

Kim jest Mitt?

Mitt Romney po raz drugi stara się o nominację z Partii Republikańskiej na kandydata na prezydenta USA. W 2008 roku, Mitt Romney przegrał z Johnem McCainem wydając miliony z własnej kieszeni. Mitt Romney zarobił miliony przejmując opadające biznesy, reformując je a potem sprzedając za duża sumę. W 2008 roku, Romney myślał, że właśnie fakt, że jest dobrym biznesmenem, który zarobił miliony pomorze mu być wybranym. Mylił się jednak. W tym roku, Mitt Romney nie podkreśla, że jest milionerem, mówi to czego wyborcy oraz Partia Republikańska chce usłyszeć. Mitt nie potrafi sobie zjednać ani wyborców ani członków własnej partii.

Romney jest atakowany za wiele spraw, ale głównie to co nie podoba się Amerykanom to fakt, że Mitt Romney jest Mormonem. W USA, Mormonizm uchodzi raczej za kult, z którego wielu się wyśmiewa. Niby wiara nie powinna mieć wpływu na to jakim prezydentem Mitt Romney mógłby być jeżeli pokonałby Baracka Obamę. Wiara ma ogromny wpływ na życie ludzi oraz ich decyzje. Pastor Robert Jeffriess, zwolennik Ricka Perriego nazwał Mormonizm kultem. Mormonizm jest jednym z wielu wyznań w USA. Jest ich tyle, że trudno jest się w nich rozeznać. Joseph Smith był założycielem kościoła Mormonów, który twierdził, że tak jak Mojżesz odnalazł złote płyty z przykazaniami Bożymi. Joseph Smith miał problemy z rządem, a Murzynów uważał za istoty podrzędne. Aż do 1978 roku, żaden Murzyn nie mógł być pastorem w kościele Mormonów. Siedzibą Mormonów jest Salt Lake City w stanie Utah. Mormoni wierzą, że Jezus powróci i pojawi się w stanie Missouri ratując prawdziwych wierzących.
Mitt Romney nie jest nawet faworytem swojej partii. Zdesperowani Republikanie mają nadzieję, że znajdzie się jeszcze ktoś inny. Anne Coulter, konserwatywna dziennikarka Partii Republikańskiej po tym jak Chris Christie, gubernator stanu New Jersey, po raz setny obwieścił, że nie będzie startował na prezydenta, powiedziała, że jeżeli Romney zostanie wybrany przez Republikanów, przegra z Obamą w wyborach. Mitt musi zjednoczyć sobie Republikanów oraz Tea Party. I jakoś dotychczas nie potrafił tego zrobić.

Continue Reading →

Ustawianie mebli

 

Powodzenie drugiej kadencji rządów Platformy Obywatelskiej, prawdopodobnie w koalicji z PSL, zależy od sprawnego współdziałania trzech ośrodków władzy – urzędu Prezydenta RP, premiera i marszałka Sejmu. Kto w tym przypadku będzie miał większą siłę, zależy w największym stopniu od zapisów Konstytucji RP, dalej od praktyki rządzenia, ale również od tego, kto będzie zajmował poszczególne stanowiska. W przypadku prezydenta i premiera, sprawa jest jasna, w przypadku marszałka Sejmu już nie.

Donald Tusk ma prawo czuć się się zwycięzcą tych wyborów. To jego osobiste zaangażowanie przyniosło taki sukces – 10% przewagi nad następną formacją. Utrzymał swoją partię przy władzy, będzie pierwszym premierem drugiej kadencji, a do tego utrzymał jedność swojej formacji. Ma w parlamencie 270 posłów i senatorów i niezależnie od podziałów wewnętrznych, jest to jego drużyna. Oczywiście, mówi się o frakcjach, czyli „spółdzielniach” Grzegorza Schetyny i Cezarego Grabarczyka, ale to jest tylko wojsko na papierze. To Donald Tusk decyduje o składzie ciał statutowych partii i obsadzie stanowisk w klubie parlamentarnym. Bliski jest w tym swojemu adwersarzowi, Jarosławowi Kaczyńskiemu… Ale Tusk nie jest hegemonem i nie może całego swojego otoczenia traktować, jak cesarz podwładnych.

Jeżeli jednak PiS został pozbawiony polityków autonomicznych, to w PO tacy pozostali. Z ambicjami. Pozycja Donalda Tuska jest taka, że od niego zależy, jak te ambicje mogą być zaspokojone, lub stłumione. Wiadomo o kogo chodzi – o byłego już praktycznie marszałka Sejmu, Grzegorza Schetynę, swego czasu najbliższego współpracownika Donalda Tuska, również bliskiego przyjaciela. Zmieniło się to po tak zwanej aferze hazardowej, kiedy Grzegorz Schetyna odszedł z rządu (został z niego usunięty), choć trudno było oskarżyć go nielojalność, a sama afera skończyła się niczym. W to miejsce weszła inna grupa osób, ale ich pozycja wobec premiera jest zupełnie inna. Teraz ma zostać zastąpiony na stanowisku marszałka przez Ewę Kopacz. Ewa Kopacz to osoba całkowicie oddana Tuskowi, bez właściwości politycznych, jakimi na tym stanowisku wykazywał się Grzegorz Schetyna.

Continue Reading →

Z tym panem już nikt nic nie wygra

Oceniając kolejną wyborczą porażkę Prawa i Sprawiedliwości właściwie wpadamy w komentatorską sztampę . Jedynym winnym porażki wyborczej jest Jarosław Kaczyński, ponieważ on jedyny jest prawdziwą twarzą tej formacji i jej spiritus movens. Reszta, współpracownicy, działacze, komitet wyborczy, klub parlamentarny i wyborcy – są tylko dodatkiem do Kaczyńskiego. I stwierdzenie, że bez niego Prawo i Sprawiedliwość nie będzie już tą samą spójną formacją, a z nim już nic więcej nie osiągnie – jest smutną prawdą. Smutną głównie dla zwolenników PiS, wyznawców prezesa, ponieważ wiele z uzasadnionych postulatów społecznych wyborców tej partii nie będzie nigdy jasno postawione na forum politycznym. Dzieje się tak dlatego, że PiS nie jest dla nikogo partnerem politycznym, lecz wrogiem. I dopóki Kaczyński nie odejdzie, a jego następcy nie znajdą formuły przekształcenia PiS w partię XXI wieku, taki stan będzie trwał.

Dziś Jarosław Kaczyński stwierdził, że samodzielnie ze stanowiska nie odejdzie, chyba że zdecyduje tak partia. Tylko że zapisy statutowe PiS-u są takie, że zrobienie kontrolowanego, legalnego przewrotu jest praktycznie niemożliwe. Jeżeli dodamy do tego, że najbliższe otoczenie prezesa, komitet polityczny, jest praktycznie mianowany przez niego, to rysuje nam się obraz żelaznej klatki, w której siedzi prezes, mający pod ręką wszystkie instrumenty konieczne do jej kierowania. I nikt z zewnątrz nie ma możliwości wyciągnięcia go z tej klatki władzy. I dlatego spokojnie może mówić, że zostanie, bo przecież na ulicy krzyczą za nim – „Jarosławie, zbaw Polskę”…

Winni jednak muszą być, ktoś musi ponieść konsekwencje przegranych wyborów. I według modus operandi prezesa i przeszłych doświadczeń wygląda na to, że padnie na Zbigniewa Ziobro i Jacka Kurskiego. Zostaną oskarżenie, że działali niezgodnie z zaleceniami sztabu Tomasza Poręby, a także, o zgrozo, wytycznymi samego prezesa. Wspierali nie tych, co trzeba, jeździli tam, gdzie im kazano, i wykazywali się samodzielnością, co jest zbrodnią główną. Ale ponieważ obaj są europosłami, więc sprawiedliwa ręka Jarosława Kaczyńskiego nie może im wprost wymierzyć klapsa . Zostaną objęci anatemą i usunięci z ciał statutowych. Po raz pierwszy jednak może się okazać, że ich frakcja nie pozostanie pokorna. Może się okazać, że nie na forum partii, ale w Sejmie powstanie rokosz. Niektórzy liczą, że Ziobro i Kurski mogą mieć nawet 50 szabel w nowym Sejmie. I jeszcze gdzieś z boku jest Ludwik Dorn…

Continue Reading →

Dalej w demokratycznym państwie

Okazuje się, że zbiorowa mądrość społeczeństwa wygrała. To ono wygrało, czy jak kto woli – wygrała Polska. A patrząc na przekrój głosów według miejsca zamieszkania i wykształcenia – wygrali ci, dzięki którym Polska może się rozwijać i którzy są i będą jej motorem napędowym.

Polska, pomimo kryzysu światowego, kryzysu UE, strefy euro i zagrożeń finansów wewnętrznych, przeżywa najlepszy okres w swojej historii. Już po 22 latach od Okrągłego Stołu zbudowano stabilną demokrację, której nie jest wstanie przewrócić nawet tak trudny kryzys instytucjonalny, jak śmierć głowy państwa. Polska ma stabilną sytuację wewnętrzną, dobre relacje zagraniczne, w tym te najważniejsze – z sąsiadami, notuje wzrost gospodarczy. To przeważyło opinię, że III RP to jest ta Polska, jakiej większość społeczeństwa oczekuje. PO osiągnęło tak doskonały wynik również dlatego, że prawica nie potrafiła pokazać alternatywy, (i nie chodzi wcale tu i PiS), a lewica jest w trakcie reorganizacji, za przyczyną Ruchu Palikota.

Wyniki z ponad 90% okręgów wskazują, że zwycięzcą jest Platforma Obywatelska, a właściwie Donald Tusk, bo tak personalistycznie jest skonstruowana polska polityka. To pierwsze zwycięstwo partii rządzącej w demokratycznej Polsce, dające powtórzenie koalicji z PSL. PSL wziął „swoje”, choć nie poszerzył swojego elektoratu. Ale ten układ zapewnia stabilność. I nie należy brać pod uwagę rojeń zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, że pogłębiający kryzys odda władzę w ręce Jarosława Kaczyńskiego. Polacy przećwiczyli populistów z Samoobrony i PiS, wiedzą, czym to pachnie. Nie dadzą się nabrać ponownie. Niemrawa dość kampania PO została w ostatnich tygodniach zdynamizowana „Tuskobusem”. I to premier może sobie samemu podziękować za wygraną…

Continue Reading →

Jak głosować?

Jednym z głównych haseł tegorocznej kampanii wyborczej było pytanie „Jak żyć, Panie Premierze?”, skierowane przez „Paprykarza”, Stanisława Kowalczyka, plantatora z Woli Wrzeszczowskiej do Donalda Tuska. Jak żyć, zależy w pewnym stopniu również od tego, gdzie żyjemy i jak jest to miejsce, kraj rządzone. Czyli, jak wybierzemy, bo „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”, piszą dalej poetyką przysłów ludu z nad Wisły…

Demokracja wymaga od nas minimum wysiłku, a tym minimum może być akt wyborczy. Jak słyszę, że slogany, że „do wyborów nie pójdę, bo co to zmieni?” to oznacza to, że ktoś nie traktuje nie tylko swojego kraju poważnie, ale również siebie samego. Jeżeli celebryta, rockman Kazik informuje mnie, że na wybory nie pójdzie, jednocześnie dość często eksponując swoje poglądy w mediach, oznacza to, że ma w… czterech literach to, co w Polsce się dzieje i będzie dziać. Ma do tego prawo, ale w związku z tym niech zniknie z mediów. Jeżeli system mu się nie podoba – niech przyłoży rękę do jego zmiany. Jeżeli nie chce – to niech wykaże się odrobiną przyzwoitości i pójdzie, odda nieważny głos i opublikuje jego zdjęcie. I niech zniknie… wtedy uznam, że jest człowiekiem odpowiedzialnym.

Continue Reading →

O obiektywizmie dziennikarskim

Od dnia wywiadu (spotkania przedwyborczego?) Jarosława Kaczyńskiego w programie „Tomasz Lis na żywo” w telewizji publicznej rozpętała się dyskusja, czy prowadzący nie przekroczył granicy dzielącej dziennikarza i publicystę od politycznego działacza. Czy Tomasz Lis sprzeniewierzył się standardom dziennikarstwa i wszedł w rolę polityka? Niektórzy twierdzą, że tak, a Igor Janke, twórca, właściciel i twarz dziennikarska portalu Salon24 twierdzi, że to co zrobił Tomasz Lis, to „koniec dziennikarstwa w Polsce”. Inni stwierdzają, że w telewizji publicznej, TVP, nie ma miejsca na tego rodzaju publicystykę zaangażowaną politycznie.

I właśnie chodzi w tym przypadku o zakreślenie granic do jakich może posunąć się PUBLICYSTA. Nie dziennikarz, nie prezenter telewizyjny, ale właśnie publicysta. Otóż publicysta to nie tylko dziennikarz, ciekawy spraw, które poznaje, doskonale przygotowany erudycyjnie, wszechstronnie przygotowany warsztatowo, ale również człowiek, którego stać na refleksję i interpretację. A to są cechy, które tak naprawdę są czysto subiektywne, a nie obiektywne, których możemy wymagać od dziennikarza przekazującego nam informacje. Publicysta, prowadzący program telewizyjny, czy piszący felieton przekazuje nam jednocześnie swoją opinię, a także interpretuje opinie innych. I Tomasz Lis, zadając trudne pytania Jarosławowi Kaczyńskiemu, przywołując jego słowa i opinie, dokonał na nim publicystycznej wiwisekcji.

Continue Reading →