Komentarz video Azraela – co dalej?

Co dalej z wyborami? Zobaczymy, co zrobi Jarosław Kaczyński…

Azrael

PS. Przepraszam za tę pomarańczową lampkę… :)

Absurd i polityka funeralna

Dziś, sześć dni po katastrofie samolotu TU-154M z 96 osobami na pokładzie, trzeba sobie jasno powiedzieć; Lecha Kaczyńskiego i jego żony nikt nie zamordował. Nie było żadnego spisku, nie było żadnego zamachu, nikt nie uszkodził klap samolotu, ani nie podłożył w nim bomby, nikt nie rozpylił nad lotniskiem smoleńskim jodku srebra, wywołującego mgłę (tak, tak… i takie teorie są…), nikt nie dobijał rannych. Samolot spadł w wyniku błędy pilotów, zbiegu nieszczęśliwych okoliczności, może nawet z powodu zaniedbań i niedotrzymania procedur. Ale nie w wyniku zbrodni… Śmierć Lecha Kaczyńskiego i dużej części elit polskich była absurdalna. Tragicznie bezsensowna…

Niewielu odważyło się spytać przez uroczystością 10 kwietnia w Katyniu, jaki jest cel tego wyjazdu. Co, oprócz chęci uhonorowania pamięci 22.000 poległych polskich oficerów i policjantów stoi za tym wyjazdem? Wielotygodniowe zamieszanie, wywołane ruchem Rosjan, zapraszających polskiego premiera do spotkania 7. kwietnia, kazało wielu doprowadzić do autocenzury i nie zadawania pytań, które teraz są oczywiste – i które trzeba postawić. Teraz, ponieważ ci, którzy chcą stać na straży pamięci Lecha Kaczyńskiego, nie szanują żałoby i podnoszą głowy, oskarżając przeciwników prezydenta o hipokryzję przy jego ocenie, odmawiają prawa do żałoby, do współczucia. Jeżeli tacy, jak Robert Mazurek, Zdzisław Krasnodębski, czy Paweł Lisicki rozpoczynają dyskusję w tym tonie, nie można jej ominąć.

Wyjazd do Katynia, lot w niepewnych warunkach i pod presją czasu, oprócz patetycznej chęci uhonorowania polskich grobów, uczczenia ofiar stalinowskich mordów, miał również inne wymiary. Po ujawnieniu, że Lech Kaczyński zamierza w maju, w Łodzi, ogłosić start do kampanii prezydenckiej, nabiera to wymiaru czysto wyborczego. I nie da się od tej interpretacji uciec.
Drugim powodem tego, że wyjazd był aż tak okazały – samolot, pociąg – było to, że obchody zbrodni katyńskiej tam, na grobach, a nie tu, w Polsce, gdzie miały się odbyć uroczystości centralne, musiały być bardziej dostojne, ceremonialne, niż te z 7. kwietnia. To miała być ta lepsza, prawdziwsza i bardziej patriotyczna celebra rocznicy, ponieważ to prezydent uważał się za tego, kto ma monopol w Polsce na patriotyzm – i na tworzenie standardów polityki historycznej. Był w tym i rys szlachetny – gest pojednania, wyciągnięta ręka do Rosjan, o czym świadczą tezy opublikowanego po śmierci prezydenta przemówienia, jakie zamierzał wygłosić. To jednak było tylko przy okazji, ponieważ tak naprawdę to samolot z prezydentem, posłami i senatorami, polskimi oficerami, księżmi i przedstawicielami organizacji rodzin katyńskich, był wehikułem wyborczym prezydenta, a ci których prochy zwożone są właśnie do Warszawy, byli li tylko orszakiem. Drogo Polska za to płaci…

Continue Reading →

Żałobny knebel

Materiał podsumowujący prezydenturę Lecha Kaczyńskiego mam gotowy. Przejrzałem wszystko, co napisałem na jego temat przez ostanie lata i choć opinie są mocno subiektywne, nie widzę niczego, z czego miałbym ochotę się wycofać. Prezydent był osobą publiczną i jako taki nie był pod specjalnym nadzorem, ale pod specjalną presją i kontrolą społeczną. I dobrze by się stało, aby dziennikarze i publicyści – a przede wszystkim obywatele, dokonali rzetelnej oceny jego osoby – nie oderwanej od jego funkcji. Bo jeżeli dokonamy teraz hagiografii, wyniesienia z automatu jego osoby na piedestał – dokonamy przekłamania, nie tylko historycznego, ale również etycznego. Śmierć Lecha Kaczyńskiego nie powinna zmieniać całkowicie optyki i oceny jego działalności. Powinniśmy uniknąć poprawności i powinniśmy uniknąć zakłamania, w imię fałszywie interpretowanej pamięci o zmarłych.

Analiza prezydentury Kaczyńskiego jest gotowa, ale nie opublikuję jej przed pogrzebem na Wawelu. Czuję, że byłoby to zakłócenie pewnego porządku i pewnego sacrum. Nie przeżywam żałoby narodowej w ścisłym tego słowa znaczeniu, nie ulegam sztucznej świętoszkowatości, wzruszam się łzami i wspomnieniami po zmarłych, ale wiem, że są społecznie przyjęte zachowania kulturowe, których nie powinno się naruszać. Zawierają się one w myśli (ludowej?), że „o zmarłych dobrze albo wcale” mówić. Choć pamiętam na przykład, jak po śmierci Bronisław Geremka te same środowiska polityczne, które dziś stoją na straży pamięci o Lechu Kaczyński zmodyfikowały to powiedzenie – „tak, ale po złożeniu do grobu już można…”. Można. Pod warunkiem, że będzie to prawda, a nie szkalowanie…

Continue Reading →

Jedność narodowa do niedzieli

Już w dniu katastrofy pod Smoleńskiem pojawiły się głosy, że tragedia narodowa, tuż u bram Golgoty Wschodu, jak się z emfazą mówi o polskiej nekropolii w Katyniu, pojawiły się nawoływania do jedności narodowej, do nowego społecznego, a nawet politycznego solidaryzmu. Jest niezaprzeczalnym faktem, że wstrząs, jakim była gwałtowna śmierć 96 osób, w tym prezydenta RP z małżonką, może mieć działanie oczyszczające polskie życie społeczne. Wspólny żal, wspólne przeżywanie bólu bliskich i przyjaciół zmarłych może łączyć.

Ale okazuje się, że nie wszyscy mają jednakie prawo do przeżywania, do żalu i nawet do żałoby. Ci, którzy byli przeciwnikami Lecha Kaczyńskiego, nie byli jego apologetami, dla części środowisk „patriotycznych” prawa do tego nie mają. Uznano nawet, o czym świadczy choćby wiersz Marcina Wolskiego w „Gazecie Polskiej”, że krytycy pana prezydenta swoimi „kłamstwami” są równi zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza, który w kieszeni miał browning… Według nich nie można przewartościować swojego zdania o prezydencie, czy wręcz nie pozostać przy swoich opiniach. Podobna ocena dotyczy sprawy oceny i zachowania mediów, które próbując przekazać odczucia społeczne, są według niektórych równie zakłamane, jak w czasach krytycyzmu wobec Kaczyńskiego. Ale jednocześnie te same środowiska próbują narzucić reszcie społeczeństwa i innym ojcom politycznym własną narrację i własne spojrzenie na sprawę jedności. Bo ma to być jedność wokół Lecha Kaczyńskiego i jego poglądów, bo zostały one potwierdzone niemalże męczeńską śmiercią.

Continue Reading →

Polityka historyczna w nowym wydaniu

Niedzielne popołudnie, 11 kwietnia. Na trasie przejazdu kolumny samochodów z ciałem Lecha Kaczyńskiego tłumy, szpalery widzów, warszawiaków. Od lotniska, aż do samego Krakowskiego Przedmieścia, do Pałacu Namiestnikowskiego. 800.000 ludzi przyszło pożegnać prezydenta. Dwa dni później tłumy równie nieprzebrane, tylko kwiatów rzucanych na samochód z ciałem żony prezydenta, Marii, więcej. Warszawiacy polubili prezydentową za naturalność i bezpretensjonalność, to była jasna, ciepła twarz rodziny Kaczyńskich…

Ale prezydent nie zostanie pochowany w swoim mieście rodzinnym, gdzie się wychował, kształcił, gdzie sprawował urzędy – najpierw prezydenta miasta, potem państwa. Godne miejsca pochówku dla wielkich Polaków, warszawskie Powązki, czy staromiejska katedra Św. Jana Chrzciciela są niewystarczające dla ciał prezydenckiej pary…

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony spocznie w krypcie zasłużonych na Wawelu, obok Józefa Piłsudskiego. To miejsce uznano za warte tego zaszczytu. Czy są argumenty, aby aż tak uhonorować prezydenta? Są. Tak, zginął na posterunku, jego pomnik na Wawelu będzie epitafium dla grobów polskich oficerów z Katynia i innych miejsc kaźni. Lech Kaczyński był przyzwoitym człowiekiem, dobrym ojcem, mężem, ciepłym człowiekiem. Jakim był prezydentem i politykiem – porozmawiamy po złożeniu go do grobu. Nie powinniśmy zakłócać atmosfery żałoby – nie tylko po jego śmierci, ale również 95 pozostałych ofiar. Tym bardziej, że inni to robią. To inni, jak profesor Zdzisław Krasnodębski przypominają, że Lech Kaczyński dzielił, a nie łączył Polaków. I robi się wszystko, aby pomimo nawoływania do jedności obywateli w obliczu tragedii (nie mówiąc o elitach politycznych), dzielił także po śmierci…

Continue Reading →

Scenariusze polityczne – 13. kwietnia

Wydawało się, że wszystkie karty dotyczące jesiennych wyborów prezydenckich są już rozdane. As – Donald Tusk wycofał się. Dwa walety, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski rozegrały partię „wojny”, strzelając do siebie ślepakami. „Stary król”, Lech Kaczyński abdykować nie chciał, ale lud był przeciwko niemu. Reszta to blotki, nawet jeżeli wydawało się do pewnego momentu, że  jokery, jak Andrzej Olechowski. Ale los kopnął w stolik z kartami, talia została na podmokłym polu pod Smoleńskiem.

Jeszcze jest żałoba, jeszcze nie pochowano prochów Lecha Kaczyńskie i jego żony, posłów, senatorów, wojskowych, księży, nie znamy przyczyn katastrofy. Nie wiemy, jak będzie wyglądało rzeczywistość polityczna po tej wielkiej tragedii. Nie wiemy, na co stać polityków, jaką drogą pójdą, na jakie kompromisy i rozwiązania się zgodzą. Jest jednak faktem, że choćby z powodów prawnych i proceduralnych musi dojść do szybkich decyzji.

W wypadku zginęło dwóch kandydatów wyścigu prezydenckiego (start Lecha Kaczyńskiego wyglądał na przesądzony). Ale straty największe poniosło Prawo i Sprawiedliwość, co dramatycznie wyglądało dziś w Sejmie, w trakcie specjalnego, żałobnego posiedzenia obi izb polskiego parlamentu. Jarosław Kaczyński stracił nie tylko brata, ale również najbliższe otoczenie, szczególnie właśnie to sejmowe, polityczne, dobrze zaprawione w bojach i procedurach, jeszcze z czasów Porozumienia Centrum. Nie wymieniając nazwisk wiadomo, że zastąpienie ich od razu nie będzie łatwe. Kaczyński będzie musiał podjąć pewne decyzje, ponieważ tylko on je dotychczas podejmował i nikt nie jest na siłach, oprócz niego, aby tego dokonać właśnie teraz. Nie wiemy oczywiście, na ile ta traumatyczna, tragiczna sytuacja przewartościuje jego podejście do życia, ale wiemy, że był on zawsze odpowiedzialny za swoje zaplecze polityczne – po prostu za ludzi, którzy w nim pokładali nadzieje. Wiemy jednak też, że już w trakcie powrotu do Polski, po zidentyfikowaniu ciała brata powiedział w samolocie do posła PE, Adama Bielana, że dla niego życie się skończyło…

Continue Reading →

Wybierać, czy nie wybierać?

Peleton wyborczy jest już właściwie ustalony; Po tak zwanych prawyborach (lub prewyborach, jak też się pisze, są tacy, którzy uważają, że marszałek Komorowski ma prezydenturę w kieszeni) w Platformie Obywatelskiej, ostatnim pytaniem jest to, czy Lech Kaczyński zdecyduje się na ponowne kandydowanie, czy jednak nie. Z jednej strony sygnały dochodzące z Pałacu Namiestnikowskiego mówią, że prezydent się waha, z drugiej strony natomiast jest już ponoć wyznaczony termin (koniec maja), kiedy zostanie ogłoszona formalna decyzja – na „tak”. Mam jednak wrażenie, że ciśnienie na kandydowanie Kaczyńskiego ze strony jego brata, jak i PiS, jest ogromne. To przecież „pod niego” prowadzona była polityka Prawa i Sprawiedliwości (czytaj – Jarosława Kaczyńskiego) przez ostatnie kilkanaście miesięcy. To reelekcja Lecha Kaczyńskiego ma być również kołem zamachowym kampanii wyborczej partii jego brata i powrotu do władzy.

Wybory są immanentną cechą demokracji przedstawicielskiej i każdy obywatel ma właściwie obowiązek brania w nich udziału. Pod warunkiem, że ma wpływ na to, kogo wybiera, a jednocześnie jego wybraniec ma realny wpływ na rządzenie, jakość państwa, prawa, na społeczeństwo. Niestety, mam duże wątpliwości, czy urząd prezydencki w Polsce przy obecnym porządku prawnym, narzuconym przez Konstytucję i akty niższego rzędu, jest organem całkowicie samodzielnym. Inaczej rzecz ujmując, czy urząd prezydenta ma rację bytu w takiej formule i czy prezydent powinien być wybierany w wyborach powszechnych. Ponieważ jednak jest to dyskusja o charakterze konstytucyjnym, zostawimy ją z boku, skupiając się na sprawach czysto subiektywnych.

Jak zauważył na swoim blogu, prowadzonym w portalu Salon24.pl wybitny prawnik, profesor Wojciech Sadurski, każdy powinien kierować się w wyborach w pierwszej kolejności swoimi autentycznymi preferencjami, a dopiero później wyborem strategicznym, czyli takim, który bierze pod uwagę wszystkie uwarunkowania i skutki wyboru takiego, a nie innego kandydata. Oznacza to, że w pierwszej rundzie wyborów prezydenckich mamy zagłosować na kandydata nam najbliższego, a w drugiej (jeżeli nasz preferowany nie przejdzie) na takiego, który nam się wydaje „mniejszym złem”.

Continue Reading →

Wirtualna kampania

Mamy już za sobą medialno-popową zabawę pod nazwą „prawybory w Platformie Obywatelskiej”. I niezależnie od tego, z jakiej pozycji byśmy ją nie oceniali, czy jesteśmy tej partii i jej działaczom przychylni, czy wprost przeciwnie, lub, jak piszący te słowa – obojętni – jej finał trzeba ocenić jako porażkę, a już na pewno nie jako zwycięstwo.

Doskonale przygotowany medialny show w jednej z sal  Politechniki Warszawskiej popsuła bezlitosna statystka frekwencji głosowania na jednego z kandydatów wysuniętych przez… Donalda Tuska do wyścigu. 47,47 proc. to wynik dobry, jeżeli by się go porównywało do rezultatów krajowych wyborów parlamentarnych, czy do Parlamentu Europejskiego. Kiepski, jeżeli się bierze pod uwagę, że były to wybory wewnętrzne, kadrowe, gdzie głos mieli zabrać świadomi swojej roli i zadań działacze partyjni. Po członkach Platformy Obywatelskiej można się było spodziewać więcej, bo z racji tego, że większość z nich to ludzie aktywni zawodowo, z wykształceniem ponad przeciętnym, z ustabilizowaną pozycją społeczną – powinni być bardziej świadomi swojego zadania… a nie byli.

Interpretacji takiego, a nie innego wyniku może być kilka; Jedną z nich jest swoiste, małe votum nieufności wobec samego szefa partii, Donalda Tuska za to, że zawiódł ich prawie czteroletnie oczekiwania, ze będzie kandydował na urząd prezydencki i jednocześnie dokona vendetty na Lechu Kaczyńskim za rok 2005. Inna, powiązana z poprzednią interpretacja małej aktywności członków PO jest taka, że nie uważają żadnego z oferowanych przez kierownictwo partii kandydata za odpowiedniego do zajęcia najbardziej eksponowanego stanowiska w państwie. Można oczywiście przyjąć, że zawiodła organizacja, że listy członków były niezweryfikowane, a czas głosowania był za krótki. Jeżeli jednak tak było, to jak wehikuł wyborczy sprawdzi się we właściwiej kampanii? Można także stwierdzić, że działaczy PO interesują bardziej sprawy natury lokalnej, własne podwórko, żeby nie powiedzieć – własne interesy…

Szefostwo partii popełniło jednak inny poważny błąd. Przez kilka tygodni skupiano się głównie na wymiarze medialno-marketingowym kampanii, zaniedbując zupełnie jej wymiar merytoryczny. Pomimo dziesiątek spotkań obu kandydatów z działaczami PO i setek wypowiedzi dla mediów elektronicznych i prasy, w dalszym ciągu nie bardzo wiadomo, jak będzie to prezydentura – poza tym, że ma być inna od obecnej. Ale różnić się (na lepsze) od Lecha Kaczyńskiego nie jest to takie trudne… Nie wykorzystano kampanii prawyborczej do prawdziwej debaty wewnątrzpartyjnej. A tylko prawdziwy, nie udawany dyskurs publiczny może wzbudzić emocje.

Continue Reading →

Po debacie

Najważniejsze przesłanie tak zwanej debaty prezydenckiej kandydatów na kandydata prezydenckiego Platformy Obywatelskiej zostało uzyskane – media od tygodnia były skupione tylko na tym wydarzeniu, wszystkie informacyjne stacje telewizyjne ją relacjonowały, porankiem ci, którzy nie mają dostępu do internetu znajdą na „jedynkach” gazet informacje o debacie.

Kto więc wygrał starcie zastępców Tytana (Donalda Tuska)? Przytomnością umysłu wykazał się redaktor Andrzej Stankiewicz z tygodnika „Newsweek”, który w specjalnym wydaniu programu „Loża prasowa, w TVN24″, zaraz po debacie odruchowo odpowiedział na pytanie prowadzącej, „No, oczywiście, Platforma Obywatelska”. I ten automatyzm reakcji już jest widoczny w komentarzach mediów – najpierw jest PO i jej działania, potem długo, długo nic i reszta. A samym innym kandydatom pozostają tylko działania reaktywne. I to jest olbrzymi sukces speców od kreowania wizerunku, pracujących dla Platformy Obywatelskiej.

Sam 45-minutowy spektakl był jednak nudny. Już sama formuła posadzenia kontrkandydatów na fotelach ograniczała możliwość ekspresji i usztywniała nie tylko dyskutantów, ale również prowadzących. Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski byli odsunięci znacznie od siebie, w związku z tym mała była możliwość kontaktu wzrokowego i interakcji. Zresztą prowadzący spotkanie posłowie Joanna Mucha i Sławomir Nowak, nie wykazali się specjalną inwencją, a dość sztampowe pytania i forma dyskusji nie pozwalały na rozwinięcie dyskusji. To jednak uwypukliło, że panowie się rzeczywiście pięknie różnią, ale realnie obaj są z tej samej stajni politycznej, której i trenerem i managerem jest Donald Tusk. Nie wiem, na ile było to frustrujące dla obu interlokutorów, ale obaj nie ustrzegli się gaf.

Continue Reading →

Pięknie się różnić

Pomysł rywalizacji pomiędzy dwoma kandydatami Platformie Obywatelskiej udał się jak mało co. Jeżeli rzeczywiście za tym stoi sam Donald Tusk, oznacza to, że jako pierwszy polityk w Polsce tego szczebla zrozumiał, że polityka przeszła z fazy programów do fazy wizerunku. Albo inaczej – z fazy dyskusji parlamentarnych do fazy dyskusji medialnych.

Od kilku tygodni media nie żyją praktycznie niczym innym, niż sprawa prawyborów. Już zapomniano, że jest to raczej substytut prawdziwej demokracji, gdzie dwóch kandydatów rozgrywa partię szachów pionami od warcabów. Teraz ważne jest to, jak to odbierają – i sprzedają media. A śledząc media elektroniczne i papierowe można zauważyć, że niezależnie z kim przedstawiciel mediów by nie rozmawiał, czy jest to polityk, specjalista od marketingu politycznego, czy przechodzień na ulicy, zagadnięty o swoje preferencje polityczne – zawsze padnie pytanie – „A jak Pan/Pani uważa? Czy Bronisław Komorowski, czy Radosław Sikorski…?”. Przy okazji wypromowano na nowo wizerunek żon obu kandydatów.

Ale oczywiście nie o samych kandydatów i ich żony tu chodzi, ale o wizerunek partii. Platforma Obywatelska uzyskała na organizacji tej medialno-politycznej zabawy kilka punktów;

Po pierwsze, dokonała się konsolidacja i pobudzenie członków i sympatyków PO. Nie samych kandydatów, ale właśnie członków i struktur partyjnych, potrzebnych tak naprawdę od maja, kiedy ruszy prawdziwa kampania, po ogłoszeniu terminu wyborów. Nie są prawdą żadne rojenia, że rywalizacja Komorowski/Sikorski poróżni członków partii, nawet może ją podzielić. Oto zadba już sam Donald Tusk, który w sytuacjach napięć pomiędzy rywalami już kilkakrotnie interweniował. To on jest suwerenem partii i to on jest spoiwem – nie będzie żadnego rozłamu, a przegrany w tych wyborach stanie u boku zwycięzcy.

Continue Reading →

Debata Prezydencka 2010

To już była druga debata, do której zostałem zaproszony przez Onet.tv – pierwsza dotyczyła zmian w Konstytucji RP, ta natomiast tego, czy Polacy dadzą drugą szansę Lechowi Kaczyńskiemu, w zbliżających się wyborach prezydenckich. Ja na swój prywatny użytek określiłem temat spotkania – Czy Lech Kaczyński zostanie ponownie prezydentem, i dlaczego nie… ;)

Zapraszam do obejrzenia – bezpośrednio ze strony Onet.tv.

Należy kliknąć  na zdjęcie;

W spotkaniu wzięli udział posłowie; z PiS – Adam Hofman, z PO – Sebastian Karpiniuk, oraz redaktor naczelny „Gazety Polskiej” – Tomasz Sakiewicz. No, i Wasz bloger…

Azrael

Marazm partyjniacki

Media robią wszystko, co mogą, aby podgrzewać atmosferę wyborczą, choć oficjalnie termin wyborów prezydenckich nie został jeszcze ogłoszony (dwie ostatnie niedziele września, lub pierwsza października, jak to sprawdził i opublikował na swoim blogu redaktor Krzysztof Leski). Co ciekawe, kompletnie nie wspomina się o drugich wyborach, samorządowych, które z punktu widzenia obywateli, mają znaczenie dużo większe. Zresztą nie tylko obywateli, ale również partii politycznych, bo to one będą bardziej rzutować wynikami na następne, parlamentarne, które zapewne odbędą się na wiosnę przyszłego roku. Taki kalendarz wyborczy narzuca nam polska prezydencja Unii Europejskiej.

Wybory samorządowe, które zresztą są również wyborami partyjnymi, nie skupiają uwagi mediów, ponieważ trudno zainteresować społeczeństwo sprawami tak przyziemnymi, jak gminne, czy powiatowe drogi, wodociągi, czy nawet szpitale. Nawet afery lokalne, wójta, burmistrza (prezydenci miast to dla partii już stanowiska selekcyjne, nie znajdą się wśród kandydatów ludzie z niesprawdzoną przeszłością…), mają inny, siermiężny posmak. Rzadko dociera do społeczeństwa jednak, że „rozgrywki regionalne” to nie tylko wojna o stołki, ale również walka o budżety, kasę, dotacje – o ogromne pieniądze, w przypadku metropolii kwoty idące w setki milionów, a nawet miliardy. Dlatego dziwić może to, media mainstreamu interesują się co i gdzie bąkną na wiecach i akademiach Sikorski, Komorowski, Olechowski i inni, mniej lub bardziej znaczący kandydaci, a nie tym, kogo poszczególne siły polityczne będą desygnować na obieralne stanowiska w samorządach gminnych, powiatowych i wojewódzkich.

Continue Reading →

Kongres beznadziei

Kiedy ponad rok temu, w styczniu 2009 roku oglądałem telewizyjne przekazy z II Kongresu Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie, miałem wrażenie, że oglądam coś w rodzaju przedstawienia, ale jednak dość ciekawego. Wtedy zaprezentowała się partia i jej przywódca, Jarosław Kaczyński po liftingu, w nowych (a raczej – przenicowanych…) szatach. Wtedy to hasłem było – „My, partia konserwatywna”, a może nawet chadecka… partia ludzi z zasadami, kompetentnych fachowców partia przyjazna ludziom. I na dodatek – partia nowoczesna, z nowoczesnym przesłaniem modernizacyjnym. Tylko, że to przesłanie sprzedawali ci sami ludzie, którzy dwa lata wcześniej mówili i czynili zupełnie co innego. Ludzie, którzy pod pozorem programu naprawy państwa dążyli do opanowania struktur państwa i władzy, w celu eliminacji konkurencji politycznej, a także dużych grup społecznych, na wiele lat.

Kongres, który właśnie zakończył się w Poznaniu, pomimo, że był pełen blichtru i sztafażu w iście amerykańskim stylu, nie miał już ani krzty tamtego, nie tak dawnego klimatu. Było to spotkanie polityków partii opozycyjnej i zrezygnowanej, która doskonale zdaje sobie sprawę, że w najbliższym czasie nie ma możliwości powrotu do władzy. Nie ma takiej możliwości, ponieważ wyczerpała wszystkie możliwości i pomysły, jak odzyskać wpływy w społeczeństwie i jak na nowo przekonać, że warto jej zaufać. Nic nie jest wstanie przekonać wyborców, że PiS może być jakąkolwiek alternatywą. I tak jak kiedyś wyborcy uwierzyli, że Jarosław Kaczyński da im 3. miliony mieszkań, oraz, że to on dał im możliwość grillowania, tak teraz nie bardzo chcą wierzyć, że zapewni im wczasy na plażach Egiptu i Tunezji…

Continue Reading →

Wirtualna kampania

Jeszcze nie ma końca pierwszego kwartału rok 2010, a już wiadomo, co zdominuje życie polityczne w Polsce. To oczywiście kampania wyborcza, która oficjalnie nie została jeszcze ogłoszona (nie znamy terminu wyborów), ale toczy się w najlepsze.

Platforma Obywatelska postanowiła przeprowadzić „prawybory”. Wprawdzie ten termin nie jest zastrzeżony dla kampanii wyborczej w USA, nie ma trade mark na to określenie, ale jest jasne dla wszystkich, że kojarzy się to amerykańskimi wyborami prezydenckimi, ale również z wyborami do ciał obieralnych, kongresów i senatów stanowych i federalnych. To w Stanach Zjednoczonych nie tylko zabawa, ale również składnik obyczaju politycznego.

To co za oceanem jest procedurą i standardem demokratycznym , w Polsce stało się partyjną farsą. Nie jest to nawet konsultacja z działaczami partii Donalda Tuska, ponieważ wstępną decyzja o desygnowaniu do wyścigu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego i Radosława Sikorskiego, jest czymś w rodzaju wyborów koncesjonowanych, bezalternatywnych. I do tego liberalna partia desygnowała do konkursu dwie persony o poglądach konserwatywnych…

Taka metodologia działania dobra jest dla politycznego marketingu, do walki politycznej, ale każdy z uważnych obserwatorów wolałby zapewne sytuację, kiedy po rezygnacji Donalda Tuska, jego następca zostałby wybrany drogą naturalną. Wybór pomiędzy Komorowskim i Sikorskim dla wielu działaczy PO, ale także dla wyborców jest wyborem mniejszego zła. Wydaje się, że kampania pomiędzy oboma kandydatami może doprowadzić do ich „spalenia” się. Już zresztą widać, że obaj naturalnie kierują swoją retorykę wyborczą w kierunku najpierw swoich politycznych przeciwników z własnej partii, a dopiero później w stronę innych konkurentów. Wspomagają ich w tym niektórzy działacze partyjni, tacy jak Janusz Palikot i Jarosław Gowin.

Continue Reading →

Jak uratować PiS

Przez dwadzieścia lat demokratycznej Polski partii odwołujących się do etosu patriotycznego i narodowego były w Polsce dziesiątki, jeżeli nie setki. Tych formacji, stronnictw, które w nazwach miały słowa Patriotyczny, Narodowy, Niepodległościowy, Odnowicielski, Chrześcijański, wreszcie – Konserwatywny, było na pęczki – a jednak prawica, taka z krwi i kości liberalnej idei i konserwatyzmu społecznego – w naszym kraju jeszcze nie rządziła. Pomimo tego, że myśl narodowa jest obecna w życiu społecznym, polityczne prawicowe think tanki ,działają, Polacy, jako naród katolicki, powinni hołdować konserwatywnemu spojrzeniu na świat.

Jeden z publicystów prawicowych, w chwili emocjonalnego uniesienia, przypomniał, że już od dawna twierdzi, że pojęcie prawicy zostało niesłusznie zawłaszczone przez Prawo i Sprawiedliwość, że zostało skradzione przez Jarosława i Lecha Kaczyńskich. I choć fundamentalnie się z dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, Rafałem Ziemkiewiczem, nie zgadzam praktycznie we wszystkim, to w tym przypadku nie można nie przyznać mu racji. Problemem Prawa i Sprawiedliwości jest bowiem głównie to, że jest to partia bez idei i bez głębi intelektualnej. Odwoływanie się do solidaryzmu społecznego (korzeniami przecież PiS tkwi w ruchu socjalistycznym, bo tym właśnie była niegdyś „Solidarność”, sznyt niepodległościowy został nadany temu ruchowi przez zewnętrznych doradców), skupianie się na grupach odrzuconych i ciągłe mówienie i pisanie o sprawiedliwości społecznej – to znamiona spojrzenia socjalistycznego, oczywiście w tym przypadku z rysem klerykalnym.

O PiS i jej szefie, Jarosławie Kaczyńskim, można powiedzieć, że jacykolwiek intelektualiści, w postaci Ryszarda Legutki, Zdzisława Krasnodębskiego, czy Andrzeja Zybertowicza – nawet gdyby mocno chcieli – nie mają żadnego wpływu na poczynania partii i samego przywódcy. Jarosław Kaczyński sam wymyślił swoistą „trzecią drogę” polityki, quasi ideę polityczną, posklejawszy ją z różnych opcji – od francuskiego gaullizmu, poprzez neokonserwatyzm, do etatyzmu gospodarczego – i przyprawiwszy to solidnym sosem populizmu, oraz socjotechniki (która sprawdza się coraz słabiej) – dał swoim zwolennikom tanie, kolorowe pudełeczko „nowego państwa”, tak zwanej IV RP, oraz ulotną, jak się okazało po niespełna dwu latach rządów, nadzieję na zwycięstwo. To jest ta „idea”, która skupia wokół niego ludzi. Powstał z tego humbug, polityczny, populistyczny ściek idei, które miał pokryć proces zawłaszczania Państwa na rzecz jednej formacji partyjnej.

Continue Reading →

Lody ruszyły…

Coś się przewartościowało w Prawie i Sprawiedliwości i w jego otoczeniu, wśród jego zwolenników. Dotychczasowy dogmat o nieomylności Jarosława Kaczyńskiego ulega zakwestionowaniu i erozji. Nie wszystkie decyzje i opinie Kaczyńskiego, nie wszystkie jego posunięcia są dla zwolenników PiS do przyjęcia. Co ciekawe – atak idzie zarówno ze strony twardych, „zoologicznych” zwolenników partii braci Kaczyńskich, jak i ze strony pragmatyków, którzy uważali, że kompromisy (które, tak jak koalicja z Samoobroną i LPR, kończyły się kompromitacjami) są konieczne w imię wyższych celów – budowy państwa IV RP…

Kilka sytuacji z ostatnich tygodni wzbudziło ferment; Sprawa wicemarszałka Senatu, Zbigniewa Romaszewskiego, który odważył się na własne zdanie w sprawie senatora Pisiewicza i jego zrzeczenia się, lub odebrania mu immunitetu. Romaszewski został zawieszony przez Klub Parlamentarny PiS, ale nikt nie wątpi, że za tą decyzją stał sam Jarosław Kaczyński. Romaszewski urażony zrezygnował z członkostwa w klubie, bo ktoś ośmielił się zakwestionować jego prawo do wolności słowa. A w PiS, o czym się przekonali własnej skórze i Ludwik Dorn,Kazimierz Michał Ujazdowski, Paweł Zalewski, Marek Jurek i wielu innych wolno mieć własne słowo i własne opinie, o ile są one zgodne z linią… Jarosława Kaczyńskiego.

Drugim elementem był słynny wywiad „hakowy” dla tygodnika „Newsweek”, zrealizowany przez spółkę Stankiewicz/Śmiłowicz, obnażający całą teorię spiskową Jarosława Kaczyńskiego.

Trzecią natomiast sprawą, która poruszyła dotąd niewzruszonych pisowców, było odwołanie „niezależnej” dziennikarki Anity Gargas z funkcji dyrektorskiej pełnionej w TVP. W całym tym zamieszaniu kołderka okrywająca sytuację w TVP została odrzucona i okazało się, że jednak sojusz PiS z SLD w mediach istnieje. Istnieje i działa, tak działa, że jeżeli zachodzi potrzeba, to nawet najwierniejsi żołnierze mogą zostać poświęceni, no, w imię wartości. Naiwni, acz pragmatyczni zwolennicy PiS i Jarosława Kaczyńskiego sądzili, że ten sojusz ma przyczynić się do poszerzenia sfery wolności słowa w mediach publicznych (oczywiście w pisowskim rozumieniu tego pojęcia, co pokazał film o generale Wojciechu Jaruzelskim). Nic z tego – to sojusz, który miał zapewnić Lechowi Kaczyńskiemu określone wsparcie medialne w zbliżającej się kampanii prezydenckiej. Smaczku sprawie dodaje to, że to ponoć sam Grzegorz Napieralski wymusił na Jarosławie Kaczyńskim zwolnienie Gargas…

Continue Reading →

Prawybory dublerów

Od kiedy wiadome się stało, że Donald Tusk nie będzie startował w wyścigu prezydenckim, napięcie w Platformie Obywatelskiej wyraźnie opadło. Tak, scenariusz rewanżu za o rok 2005, rok dwu porażek wyborczych były pociągający i taki naturalny. Upokorzenie przeciwnika politycznego do końca i wyeliminowanie go ze sceny politycznej na zawsze (nie PiS-u, jako formacji, ale jej szefów, braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich) było, i jest dalej, kuszące. Tusk jednak wybrał inny scenariusz, jest gotów oddać splendor stanowiska za realną władzę.

Niektórzy zarzucają Donaldowi Tuskowi, że rezygnacja z kandydowania na fotel prezydenta RP jest przykładem myślenia kategoriami partyjnymi. Jakoby jego wybór podyktowany był nie rzeczywistą chęcią prowadzenia rządu i realizowania trudnej, znojnej i niewdzięcznej działalności reformy państwa, lecz obawą utraty panowania nad partią, która dość naturalną drogą mogłaby trafić pod twarde panowanie Grzegorza Schetyny, który przecież nie jest pozbawiony ambicji politycznych i osobistych. Jeżeli natomiast ster partii trafiłby w inne, słabsze ręce, to z kolei mogłoby to zaowocować wzrostem nie do końca pożądanych dyskusji wewnętrznych, frakcyjnością, może nawet secesją części członków, czy rozłamem.

Jednak decyzja Donalda Tuska jest logiczna. System demokratyczny opiera się właśnie na partiach politycznych, z jednej strony jako emanacja polityki, z drugiej strony jako organu przedstawicielskiego wyborców. Jeżeli Tusk pozbawiłyby się panowania nad partią i oddałby ją w inne ręce, jaką by miał możliwość oddziaływania politycznego na Sejm, ten główny organ legislacyjny państwa? Tylko silna partia, silna w parlamencie pozwoli mu na realizację planów.

Continue Reading →

Kontratak imperium

Można się było tego spodziewać; Moralni i intelektualni obrońcy Jarosława Kaczyńskiego rozebrali na czynniki pierwsze jego wywiad dla tygodnika „Newsweek” i tryumfalnie oświadczyli, że słowa „hak”, a nawet „haczyk” pan prezes nie wypowiedział. Oznacza to, że robiąc egzegezę wystąpienia pana prezesa, należy zwrócić uwagę, że tan naprawdę to chodziło zupełnie o coś innego. A zresztą, jak napisał na swoim blogu znany intelektualista dziennikarski z „Faktu”, Łukasz Warzecha (jaka gazeta i jaka partia, tacy intelektualiści…),„wątek hakowy został sprowokowany pytaniem Śmiłowicza i Stankiewicza”. Tak, moi Państwo – pytania nie mogą być niewygodne, bo przecież nie można oczekiwać od Pana Kaczyńskiego, że będzie kłamał… A, że prawda w tym przypadku oznacza, że to WŁAŚNIE haki były i są dalej metodą oddziaływania politycznego na przeciwników – to już tylko, oczywiście dla pana Warzechy, szczegół.

O tym, że polityka haków była stosowana przez Kaczyńskiego szeroko i profilaktycznie wobec nie tylko przeciwników, ale również aktualnych partnerów politycznych, przypomniał były szef LPR, Roman Giertych. Gromadzone były materiały, takie hakowe dossier, które w dowolnym momencie mogłoby być wykorzystane. Na wszystkich w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości były pozakładane teczki, a depozytariuszem materiałów na Radosława Sikorskiego był sam Antoni Macierewicz, mający skądinąd ksywę „Teczka”. Nie zapomnijmy, że w czasie, kiedy Sikorski był ministrem ON w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, Macierewicz był jego zastępcą (czyli w nomenklaturze służb – prowadzącym…).

Radosław Sikorski to najpoważniejszy przeciwnik w wyborach prezydenckich, jeżeli oczywiście Donald Tusk go desygnuje do wyścigu. To będzie w w tym przypadku nie tylko przeciwnik, ale i wróg, ponieważ odejście z drużyny imperatora Kaczyńskiego nie może pozostać bez śladu na jego stosunku do Sikorskiego – nie mówiąc o psychice. Nie należy zapominać, że imperium nie przebacza, a do tego jeszcze słowa o dożynaniu watah, wypowiedziane na jednym z wyborczych wieców przez Sikorskiego, musiały zapaść głęboko.

Continue Reading →

Seanse nienawiści

Nad wywiadami i wypowiedziami Jarosława Kaczyńskiego trzeba się zawsze pochylić. Nie tylko dlatego, że jest to szef największej partii opozycyjnej, oraz były premier – ale również z tego powodu, że z tych wywiadów , czy to nagrywanych, czy tylko spisywanych, wyziera prawdziwszy obraz tego człowiek, niż z jego oficjalnych wystąpień, na zjazdach, kongresach.

Swego czasu Pan Premier lubił przychodzić do Pierwszego Programu Polskiego Radia. Swojsko, przytulnie, NASZE to było radio, odzyskane, Prezes Krzysztof Czabański zaprzyjaźniony z bratem, Lechem… I dziennikarz był też spolegliwy, Jacek Karnowski , który też, broń Boże – nie zadawał kłopotliwych pytań… I co wtorek – w „Sygnałach Dnia” – można było spokojnie dać swoją wykładnię sytuacji politycznej – i sprzedać własne poglądy.

Czyli – trochę jadu o poranku. Taki orwellowski seans nienawiści…

No i stare wraca; Takie deja vu – zaproszenie od „niezależnego” nowego szefa Programu III PR, Jacka Sobali przyjął drugi Karnowski, tym razem Michał, brat Jacka. Dostał od razu 3. programy, w tym prestiżowy Salon Polityczny Trójki. I znów zapewne wóz transmisyjny będzie wieczorem jeździł na Żoliborz, w celu nagrania „na żywo” złotych myśli ukochanego przywódcy, aby później je odgrywać z „puszki”, jako że Pan Prezes nie zwykł się na tyle spoufalać, aby rankiem do studia przyjeżdżać. A Pan Michał też wie, jak pytać i o co pytać, aby było ładnie, miło, ciepło…

Pan Prezes był łaskaw też udzielić kolejnego wywiadu dla tygodnika „Newsweek” Można powiedzieć – wywiadu wyborczego, bo choć jeszcze brat-prezydent nie złożył oficjalnej deklaracji o tym, że będzie znów się ubiegał… o mieszkanie w Pałacu Namiestnikowski, Jarosław Kaczyński postanowił już, w swoim swobodnym stylu postraszyć przeciwników.

Pan Premier powiedział miedzy innymi;

Jeśli Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego, to będzie bardzo zabawni[...] Bo – [jak twierdzi lider PiS] – na Sikorskiego są haki.

Jak widzimy – kampania w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości będzie miała stary, dobry sznyt, który przyniósł „sukces” w roku 2007 i w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Widać wyraźnie, że osoba Radosława Sikorskiego bardziej boli Kaczyńskich i ich doradców, bo to właśnie on ma największą szansę na wygraną, i to może nawet w pierwszej turze wyborów. Ale haki też zapewne są na Bronisława Komorowskiego, nie po to IPN jest „nasz”, a dziennikarze „Rzepy” (niezależni, ma się rozumieć), snują już powiastki o sprzyjaniu marszałka Sejmu rozwiązanej WSI.

Jarosław Kaczyński nie potrafi żyć bez teorii spisku, teczek, pomówień i insynuacji. To nie jest jego styl. Jego styl to szczucie i podejrzliwość, napędzana teczkami. To świat spisków, podsłuchów, tajnych spotkań i szarej sieci układów. Gdyby nie to, że Kaczyński nie zna się na komputerach, na internecie – można by napisać, że żyje on w jakimś wirtualnym, nierealnym świecie, z którego patrzy przez układ zniekształcających soczewek na zewnątrz.

Jest coś zadziwiającego w tym, dlaczego człowiek o takich poglądach i tak w sumie ograniczonych horyzontach poznawczych, pełen fobii, podejrzliwości i kompletnie nie rozumiejący trendów, relacji społecznych, nowoczesnego świata – jest w tym miejscu, w którym jest i ma w dalszym ciągu tak wielu zwolenników. I to tych, których wielokrotnie już zawiódł, a ono trwają i wracają…

Azrael

——————————————

Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Nudna kampania

Wieje nudą z mediów. Tak, to co podnieca fantastów i nieuleczalnych infomaniaków, lub tych, co mają dość niski wróg wrażliwości na informacje, dla stałego obserwatora sceny politycznej jest nudne. Nawet dziennikarze i komentatorzy są jakby lekko sfrustrowani i gdyby nie zawodny, acz coraz mniej inwencyjny Janusz Palikot, nie byłoby co pisać o kampanii wyborczej. Bo o komisji sejmowej już nie warto – wydaje się, że po zeznaniach głównych postaci polityków PO i PiS – sprawa siadła i jest już „pozamiatane.

Oczywiście rezygnacja Donalda Tuska z kandydowania wiele tu „złego” uczyniła. Spodziewany rewanż za rok 2005, ostre spięcia i boje pomiędzy kandydatem „moralnie” uprawnionym, a tym, co obiecywał i nie daje, nie dojdzie do skutku. Premier zrezygnował z kandydowania, dając sygnał co myśli o tym stanowisku, jak miejscu realnej władzy. I o prestiżu i wygodzie też wspomniał, bo przecież i żyrandole i całe mieszkanie można mieć i taniej i nawet w lepszym punkcie, niż przy ulicy na Krakowskim Przedmieściu…

Nie jest prawdą, że Platforma Obywatelska po rezygnacji Donalda Tuska nie ma naturalnego kandydata na prezydenta. Ma. Ma wielu, każdy, kto ma choć trochę rozpoznawalną twarz, mógłby zostać prezydentem. Nawet Janusz Palikot, co tylko z przyczyn pozapolitycznych nie jest możliwe. Czy ktoś może sobie wyobrazić prezydenta ze sztucznym penisem, dzierżonym jak berło?! Ale już Sławka Nowaka, czy Rafała Grupińskiego bym sobie wyobraził… ten ostatni to przynajmniej erudyta, poeta i człowiek zdystansowany.

Dwaj obecnie obgrywani przez media kandydaci z PO, Bronisław Komorowski i Radosław Sikorski, są nudni i przewidywalni. Antykomunista i światowiec, z dworkiem, z ciężkim dowcipem i żoną Żydówką, ale za to świetną dziennikarką, kontra szlachcic konserwatywny z piątką dzieci, ścigany teczkami przez oszołomów, zarzucających mu schlebianie WSI. Czy ktoś może się spodziewać po nich czegoś odkrywczego, wyjątkowego, szalonego? Czy któryż z nich zatańczy jak Olek na festynie, przy disco polo albo choć Lech na dożynkach, w dniu żałoby narodowej?! Czy któryś z nich poda przeciwnikowi nogę na powitanie, w trakcie debaty? Nuda, panie…Nawet próba podgrzania atmosfery, jakoby to konkurencja pomiędzy oboma kandydatami wzbudzała emocje i konflikty wewnątrz PO, wygląda na sztuczny zabieg PR. O, gdyby to Donald Tusk powiedział – „Tak, ponad podziały historyczne i dla sprawnego rządzenia państwem potrzebują jako partnera na stanowisku prezydenta człowieka, który reprezentuje lewicę, tę społeczną” i wskazał Włodzimierza Cimoszewicza… o, to skrzydło konserwatywne by z PO podniosło larum. Tylko jak Jarosław Gowin zdołałby obskoczyć wszystkie stacje telewizyjne i radiowe? Musiałby posiąść zdolność teleportacji i bilokacji jednocześnie…

Lech Kaczyński ponoć łapie wiatr w żagle. Tak mu mówią sondaże, że zrównuje się z kontrkandydatami. Nie szkodzi, że tylko w I rundzie. Spin doktorzy, Adam Bielan i Michał Kamiński już wiedzą, jak sukces w pierwszej turze zamienić na pełen sukces. Po prostu przeniosą wybory do Second Life. Z IV RP się nie udało, ale przecież panujący nam Pan Prezydentem i tak świeci światłem odbitym, jest avatarem swego brata, więc w wirtualnym świecie się sprawdzi. I tak większość zwolenników Lecha Kaczyńskiego widzi zupełnie co innego, niż te 70% negatywnego elektoratu obecnego mieszkańca Pałacu Namiestnikowskiego. Boję się tylko, czy Bielan i Kamiński, tworząc ten alternatywny świat mają taki sam talent jak Cameron…

Gdyby nie to, że Lech Kaczyński jest złym i nieudolnym prezydentem, byłoby mi go żal. Wszak dużą cześć swojej niepopularności zawdzięcza swemu bratu i miłości braterskiej. Do tego jeszcze będzie się musiał zmierzyć z kolejną porażką, bo nie tylko swoją, ale również brata. Bo przecież pomysł polityczny, jaki konsekwentnie realizuje brat, polega na tym, aby ze zwycięstwa na jesieni tego roku, w wyborach prezydenckich wyprowadzić zwycięstwo w następnych, prawdopodobnie wiosennych wyborach parlamentarnych, w roku 2011. Ale nie będzie kolejnego meldunku o wykonaniu zadania i obiadki domowe na Żoliborzu zmienią się w stypę…

O pozostałych kandydatach można napisać jeszcze mniej i są jeszcze bardziej przewidywalni i nudni, z Jerzym Szmajdzińskim na czele.

Ale kampania nie tylko z powodu miałkich kandydatów jest nijaka i bez znaczenia. Problem polega głównie na tym, że żaden z pretendentów na fotel prezydenta po pierwsze, nie ma pomysłu na Polskę, po drugie, jeżeli by go nawet miał, to i tak nie będzie miał okazji go wcielić w życie. Zmiany w Konstytucji, jakie są proponowane przez Platformę Obywatelską, ograniczające władzę prezydenta, a właściwie praktycznie ją niwelującą, są jak najbardziej wskazane. Bo tylko powrót do ścisłego podziału władzy i do wzmocnienia roli ustawodawczej i kontrolnej Sejmu, wzmocnienia władzy wykonawczej i całkowitej autonomiczności sądownictwa ma sens.

A urząd prezydencki powinien być urzędem reprezentacyjnym, jak to się dzieje u naszych zachodnich sąsiadów.

Azrael

—————————

Uwaga: Trwa konkurs Wiadomości24.pl na Blog Roku. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z blogiem mojej Córki – Link do strony pod miniaturką winiety bloga

A blog jest wystawiony w kategorii Życie i można na niego oddać głos, naciskając przycisk poniżej i wpisując swój adres mail.

  • Facebook